Connect with us

Legia Warszawa

Porażka, która nikogo nie dziwi [KOMENTARZ]

To był mecz z cyklu “możesz, nie musisz”, Właściwie w Neapolu nie było ani grama zaskoczenia. Miszta dwoił się i troił, a trzy punkty i tak zostały we Włoszech. Pomimo porażki Legia nadal pozostaje liderem grupy C. Mistrz Polski ma dwa punkty przewagi nad drugim Napoli oraz zajmującym trzecie miejsce angielskim Leicester.

Czarek Miszta w Neapolu? TOP!

Po serii nieudanych spotkań czy to w Pucharze Polski, czy w PKO Ekstraklasie Cezary Miszta otrzymał ponownie szansę od Czesława Michniewicza. I trzeba to powiedzieć, że dał jasny sygnał Kacprowi Tobiaszowi, że pozycji numer dwa nie odda zbyt łatwo. Tobiasz zaprezentował się bardzo pewnie na tle dobrze dysponowanego Lecha w Warszawie. Jednak Miszta z kolei wpadł w trans bronienia pomiędzy słupkami w Neapolu.

Wspaniale utrzymywał przy życiu Legię Warszawa. Nawet jeśli zdarzył mu się błąd, to swoim refleksem zdążył ratować sytuację i ugasić samemu wzniecony pożar. Żeby nie było zbyt pięknie, trzeba skarcić nieco młodego golkipera. Wydaję mi się, że przy drugiej bramce dla gospodarzy mógł się zachować nieco lepiej. Ostry kąt, krótki róg – ta bramka nie powinna mieć miejsca. Przerwa  Miszcie bardzo dobrze zrobiła, gdyż ponownie pokazał, że być może w przyszłości będzie następcą tronu bramkarskiego w Legii, w którym zasiada Artur Boruc.

Piłkarz widmo i obrona Częstochowy

Wiele spekulowało się o ewentualnych zmianach na czwartkowe spotkanie z Napoli. Redaktor Marcin Szymczyk z portalu Legia.net podawał, że na wahadłach prawdopodobnie znajdziemy Mladenovicia ze Skibickim. Natomiast jeszcze większą niespodzianką miało być wprowadzenie od pierwszej minuty Kacpra Kostorza. Młody zawodnik miał wystąpić w związku z kontuzją Tomasa Pekharta, który musi przejść operację nosa, aby wrócić do pełnej sprawności.

Jednak finalnie od pierwszej minuty mogliśmy ujrzeć Muciego na pozycji nr 9 oraz nieco głębiej ustawionego Rafaela Lopesa. Czesław Michniewicz prawdopodobnie miał plan, aby przeczekać ataki rywali i w drugiej połowie ruszyć z pełną werwą licznymi kontratakami. Zamiast tego w pierwszej części gry miałem wrażenie, że Legia gra po prostu o jednego zawodnika mniej. I takim piłkarzem trzeba przyznać był Rafael Lopes, który był kompletnie zagubiony na boisku. Presja? Ogromny stadion? Nie wydaje mi się. Ofensywny pomocnik tylko albo aż (he he) 5 razy, powtarzam 5 (słownie: pięć) razy miał styczność z futbolówką. Lopes jest fantastycznym rezerwowym – katem, który potrafi odwrócić wynik całego spotkania. Jednak wystawianie go do pierwszego składu moim zdaniem nie jest zbyt dobrym pomysłem, ponieważ tak jak z Pekhartem ogranicza nam rozgrywanie kombinacyjne. Owszem jest jednym z najlepiej grających w defensywie graczy ofensywnych, ale nie w spotkaniu w neapolitańczykami…

Zabójcze zmiany, ale nie w przypadku Legii

Pierwsza połowa dała nam do świadomości, że remis w tym spotkaniu będzie jak zwycięstwo. Jednak w drugiej połowie Luciano Spalletti dokonał czterech zmian, które rozbroiły obronę Legii Warszawa. Pomimo niezłego przesuwania w obronie oraz solidnego blokowania strzałów Mertensa i Insigne, to mur Miszty musiał w końcu runąć. Politano świetnie dośrodkował z bocznego sektora, a Insigne pięknie pod ladę Miszty załadował futbolówkę. Była to bardzo ciężka sytuacja do strzelenia bramki. Jednak Włoch poradził sobie z nią wyśmienicie. Michniewicz wspominał na jednej z konferencji prasowych, że przeciwko Legii zawodnicy strzelają bardzo piękne bramki – Gajos z Lechii, Ivi z Rakowa. Do tego grona również trzeba zaliczyć trafienie Insigne.

Jeszcze przed stratą pierwszej bramki trener mistrzów Polski postanowił wyciągnąć dwa asy z rękawa w postaci Emrelego oraz Kastratiego. To właśnie ci zawodnicy mieli wykorzystać jedną akcję z kontry, aby objąć prowadzenie w Neapolu. Wszyscy w przerwie komentowali, że zmiany mogą uratować choćby punkt dla Legii Warszawa. Jednak to zmiany Napoli wbiły gwóźdź do trumny gości. Legia miała dwie dobre okazje, które mogły zakończyć się pokonaniem Mereta (słupek Emrelego oraz okazja Kastratiego). Niestety dosłownie chwilę później po akcjach gospodarzy na tablicy widniał wynik 2:0. Napoli było bezlitosne, dosłownie dwie kontry, które okazały się mocno przytłaczające. Luciano Spalletti miał nosa do zmian, ponieważ grę niesamowicie rozruszali zarówno Politano, jak i Osimeh.

Poukładać wszystko w głowie

Trzy porażki z rzędu w trzech ostatnich meczach. Tak prezentuje się bilans Legii Warszawa przed niedzielnym spotkaniem z Piastem Gliwice. Dawno nie było tak czarnej serii ze strony mistrzów Polski. Najważniejsze na ten moment według mnie? Poukładać sobie w głowie wszystko jak należy. Nie przytłaczać się porażką z Napoli, tylko skupić się odpowiednio na meczu w Gliwicach. W mieście, w którym Legii w ostatnim czasie gra się bardzo ciężko.

Były właściciel Legii Warszawa Bogusław Leśnodorski w rozmowie z Bartkiem Ignacikiem w podcaście z Żurnalistą pt. “Leśnodorski i Żurnalista w trójkącie towarzyskim” wspomniał, że problemy w zespole występują poprzez brak motywacji u zagranicznych zawodników. Wspomina, że ciężko im złapać ponownie tę adrenalinę, którą czują w spotkaniach w Europie. Uważam, że to właśnie w tym kryzysowym momencie trzeba odnaleźć w nich ducha walki i uświadomić, że droga do właśnie takich emocji prowadzi przez ligę. Obawiam się, że Dariusz Mioduski po ewentualnej kolejnej wtopie z Piastem może podjąć bardzo złą decyzję w stosunku do obecnego szkoleniowca. Jednak przed meczem z Napoli w wywiadzie przedmeczowym dla Viaplay powiedział, że jest bardzo cierpliwy i daje szansę na wyjście z kryzysu. Mam wielką nadzieję, że tego słowa dotrzyma.

fot. Mateusz Kostrzewa / Legia.com

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

More in Legia Warszawa