Connect with us

Felietony

Przegonić czarne chmury znad Warszawy [KOMENTARZ]

Po raz kolejny Legia Warszawa wraca z bitwy o punkty na tarczy. Sytuacja robi się coraz bardziej beznadziejna. Tytuł mistrza Polski? Oczywiście w piłce nożnej niczego nie można być pewnym. Jednak po raz pierwszy od kilku lat trzeba stwierdzić, że zdobycie tytułu przez Legię Warszawa, w obecnej sytuacji byłoby nie lada wyczynem. Pozostaje jednak pytanie. Z kim na ławce trenerskiej rozpocznie się pościg? Czy prezes Dariusz Mioduski wytrzyma ciśnienie?

Hattrick słupków oraz hattrick Torila

To, co działo się w niedzielę w Gliwicach, ciężko opisać. Wbrew pozorom Legia grała bardzo dobrze w ofensywie. Jednak brakowało jej po prostu kropki nad i. Tego ostatecznego ciosu zabrakło, a było już tak blisko. 82 minuty. W tym czasie Mahir Emreli trafił w obramowanie przeciwko Napoli i Piastowi Gliwice. Zawodnik, pochodzący z Azerbejdżanu trzykrotnie (!) trafił w słupek w niedzielnym meczu. Najbardziej szkoda pierwszej sytuacji, gdzie tak naprawdę dwukrotnie był na czystej pozycji. Napastnik, który chce sprzedać swoje umiejętności i wiąże swoją przyszłość z grą na zachodzie musi wykorzystywać takie sytuacje.

Jego rywal z boiska pokazał, jak wykorzystywać najmniejszą słabość w szeregach przeciwnika. To było naprawdę niesamowite, jak temu zawodnikowi wszystko wychodziło i również, w jaki sposób zachowywali się obrońcy Legii Warszawa. Przy pierwszej bramce Mateusz Wieteska fatalnie złamał linię spalonego, choć sam myślał, że zostawił Hiszpana na pozycji spalonej. Druga bramka to krycie na radar przez Mladenovicia. Uważam, że właśnie na tej pozycji Legia ma największy problem. Ani Ribeiro, ani tym bardziej Mladenović nie prezentują choćby przyzwoitej formy. Grają po prostu fatalnie. Gwóźdź do trumny gości Toril wbił po strzale głową. Jednak wcześniej warto pochwalić fantastyczne podanie Michała Chrapka. Przypominało mi nieco zagranie Mateusza Klicha w meczu z Albanią. TOP PASS!

***

Piast tego wieczoru był zespołem konkretniejszym w swoim działaniu i nie dał się wciągnąć w grę Legii. Gospodarze grali na własnych zasadach, przy czym mieli dużo szczęścia. Chociażby w sytuacjach, gdzie z linii bramkowej piłkę wybijał Konczkowski, czy przy uderzeniach Mahira Emrelego. Piast grał z zimną krwią i wykorzystywał praktycznie każdą okazję, jaka mu się przytrafiła. Czego nie można powiedzieć o drużynie gości. Z zawodników, będących na placu największe zaangażowanie było widać u Muciego, który po raz kolejny zdobył bramkę w nieoczywistym momencie. Jakby problemów było mało, kontuzji mięśniowej doznał Maik Nawrocki. Do gry po pauzie za kartki powraca Artur Jędrzejczyk, ale trzeba przyznać, że kontuzja młodzieżowego reprezentanta Polski to spore osłabienie zespołu mistrza Polski.

Nerwowa atmosfera w klubie

Każdy normalnie funkcjonujący człowiek widzi, że źle się dzieje w Legii Warszawa. Jednak przed meczem, w trakcie i po meczu dowiedzieliśmy się, że w szatni mistrza Polski dzieją się przysłowiowe dymy. Czesław Michniewicz zabrał tylko pięciu rezerwowych na ławkę  do Gliwic. Z czego to wynikało? Z zachowania nieobecnych piłkarzy, którzy grzecznie mówiąc “idą w zupełnie inną stronę niż reszta”. O co konkretnie chodzi? Johansson, Kastrati, Rose zostali odsunięci z powodów niezwiązanych ze sportem, a Celhaka odmówił gry w rezerwach –  w trakcie spotkania podał portal Legia.net. Jednak tuż po samym meczu Wojciech Kowalczyk w programie “Liga Minus” wspomniał, że w szeregach Legii istnieje tzw. “grupa pijacka”. To według Kowalczyka właśnie z tego powodu nie ujrzeliśmy wyżej wymienionych zawodników.

Uważam, że Czesław Michniewicz postąpił jak najbardziej słusznie. Jednak niepokoi mnie sytuacja, w której zagraniczni zawodnicy idą pod prąd.  Owszem każdy jest człowiekiem i musi odreagować. Nie znamy całej historii, tylko możemy się domyślać, co się działo po rzekomej imprezie. O ile takowa w ogóle miała miejsce. Jak pisze Piotr Koźmiński z sportowefakty.wp.pl piłkarze mieli wyrazić wprost niezadowolenie z czasu gry na boisku.  Jednak postąpiłbym identycznie jak trener Michniewicz. Nie ma miejsca na brak profesjonalizmu w takim klubie jak Legia Warszawa. Zwłaszcza w takim momencie, w którym cały zespół ma nóż na gardle. Trzeba jednak zastanowić się, kto sprowadzał tych zawodników do Legii Warszawa i kto wyłożył na to pieniądze. Pamiętajmy, że o niektórych zawodnikach Czesław Michniewicz dowiadywał się dopiero w końcowej fazie załatwiania dokumentów. Ryba psuje się od głowy…

Zwolnienie będzie błędem

Niestety, ale po meczu z Piastem Czesław Michniewicz prawdopodobnie pożegna się z funkcją pierwszego trenera Legii Warszawa. Nie chce mi się wierzyć, że prezes Dariusz Mioduski wytrzyma takie ciśnienie. Dlaczego uważam, że ta decyzja będzie wielkim błędem? Z tego co słychać z obozu Legii Warszawa problem jest bardziej złożony niż się wydaje. Łatwiej winą obarczyć jedną osobę niż kilkanaście. Jednak uważam, że to zawodnicy oraz osoby sprowadzające nowych graczy powinni ponosić konsekwencje ostatnich wydarzeń. No bo jak inaczej nazwać zachowanie, gdzie gracz odmawia gry w rezerwach, aby nabrać rytmu meczowego, czy chociażby postanawia “zachlać pałę” w sytuacji, gdzie klubowi ewidentnie nie idzie. Każdy jest człowiekiem, każdy ma prawo do odskoczni. Jednak trzeba zachować we wszystkim umiar. Znaleźć złoty środek.

Na ten moment nie widzę innego nazwiska na miejsce trenera Michniewicza. Widać po trenerze, że jest zmęczony całą tą sytuacją w klubie. Musi gasić pożar zarówno w klubie, jak i poza nim. Być może doszły jakieś sprawy prywatne i powstał efekt kuli śnieżnej. Oczywiście trener nie pozostaje bez winy w tej sytuacji. Stara się opanować silne temperamenty w szatni. Jednak zaciąg nowych obcokrajowców jest bardzo duży, co powoduje, że niektórzy pozwalają sobie na zbyt dużo. Teraz trzeba sobie zadać pytanie, kto był odpowiedzialny oraz kto w ogóle chciał ich do klubu? Dodatkowo dochodzi fakt, że z tego co możemy wyczytać z rzetelnych portali prasowych, relacje na linii Mioduski-Michniewicz nie są w dobrym stanie. Co wszyscy wiemy, że powinno wyglądać zupełnie inaczej.

***

Chciałbym doświadczyć takich czasów, gdzie trener w Legii nie jest zwalniany przy pierwszym kryzysie. Gdzie daje się mu pełne zaufanie, wolną rękę w przeprowadzaniu transferów i obserwuje się wszystkie wydarzenia z drugiego planu. Czasów, gdzie przez co najmniej trzy lata realizuje swój plan i po każdym sezonie jest z niego rozliczany. Po każdym sezonie, a nie przy pierwszym kryzysie jest zwalniany. W Legii prawdopodobnie historia zatoczy koło. Znów po awansie do europejskich pucharów i słabym okresie w lidze trener straci pracę. W ten sposób nie da się położyć fundamentów. Myślę, że każdy z klubu powinien spojrzeć w lustro i zrobić sobie rachunek sumienia. Owszem w Legii Warszawa presja jest ogromna. Od pewnego czasu oczekuje się, że co roku w gablocie będzie widniał medal za mistrzostwo Polski. Jednak wina nie leży tylko po stronie trenera, aby osiągnąć poziom podobny chociażby do czeskich zespołów, które regularnie grają w pucharach. W Legii brakuje stabilizacji i zaufania wobec trenera pierwszego zespołu. Czasami trzeba zrobić jeden krok w tył, aby zrobić trzy do przodu. Jednak nie wszyscy są w stanie to zrozumieć.

 

fot. Mateusz Kostrzewa / Legia.com

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

More in Felietony