Obserwuj nas

Legia Warszawa

Nic nie zdarza się trzy razy… A jednak! [Komentarz ze stadionu]

Trzecie zwycięstwo z rzędu. Patrząc na grę Legii Warszawa brzmi to jak abstrakcja, ale tak to prawda. Pierwszy raz od września zawodnicy z mistrza Polski mogli zasmakować smaku zwycięstwa tyle razy z rzędu. Tym samym opuścili oni strefę spadkową i tracą tylko punkt do zajmującego 12. miejsce Śląska Wrocław. Jednak zejdźmy nieco na ziemię, dawno Ekstraklasa nie widziała takiego paździerzu. W końcu był to poniedziałek. Czy ktokolwiek lubi ten dzień tygodnia? No właśnie… Zawodnicy z Wrocławia i Warszawy też nie…

Mecz dla prawdziwych koneserów

Legia Warszawa po raz pierwszy w swojej historii rozgrywania meczów w Ekstraklasie rozegrała mecz w poniedziałek. I niech to będzie ostatnie spotkanie w ten dzień tygodnia, bo to naprawdę było spotkanie, którego nie dało się oglądać. Dobrze określił to trener Jacek Magiera na konferencji pomeczowej „To był mecz do jednego błędu. Szkoda, że ten błąd popełniliśmy my”.  Oba zespoły nie mogły złapać swojego rytmu. Legia w pierwszej części gry lepiej wyglądała w pressingu, a Śląsk zdecydowanie lepiej czuł się z piłką przy nodze. Tylko tak właściwie to lepiej oznaczało gdzieś do 30. metra bramki Miszty…. Goście nie mieli zawodnika, który weźmie ciężar gry na siebie i obsłuży paroma podaniami Erika Exposito.

Legia w pierwszej połowie oddała tylko jeden celny strzał. Kiedy to Szromnik popisał się wspaniałą instynktowną paradą bramkarską, a Pekhart… Jak to Pekhart ponownie wykorzystał sytuacji bramkowej. Śląsk długo, baaardzo długo walczył, ale nie zdołał oddać ani jednego celnego strzału przez trzy kwadranse. Niektórzy mogli powiedzieć, że najjaśniejszym punktem pierwszej połowy był sędzia Tomasz Musiał. I wcale tu nie chodziło, że źle prowadził zawody, a sam jego strój, który po prostu był najjaśniejszy ze wszystkich. To był paździerz i to trzeba sobie jasno powiedzieć, żaden mecz walki. Oba zespoły zaprezentowały się poniżej oczekiwań, a może po prostu przeszkadzała im data rozegrania meczu? Kto lubi poniedziałki?

Wydostanie się ze strefy spadkowej im. Josue

Może i nie jest najszybszy, może i nie jest najwyższy, ale potrafi zrobić z piłką rzeczy dla których warto przychodzić na stadion. Nie ma co ukrywać, że to spotkanie nie zostanie długo w głowach kibiców obu klubów. Jednak w głowach sympatyków z Warszawy pozostanie przepiękne podanie Josue w kierunku Pawła Wszołka. Moim zdaniem skrzydłowy sam był zdziwiony, że otrzymał tak cudowną piłkę. Wielu ekspertów po meczu twierdzi, że to był błąd Szromnika, który się zawahał przy wyjściu. Moim zdaniem tak, czy siak nie zdążyłby dobiec do futbolówki z interwencją.

https://twitter.com/Oskar_M04/status/1500916084144316420

Kilka minut później mogliśmy ujrzeć kolejne świetne crossowe zagranie także w kierunku Wszołka. Zawodnik wypożyczony z Unionu Berlin chciał zaskoczyć bramkarza gości uderzeniem z pierwszej piłki. No cóż… Nie było to uderzenie niczym Robin Van Persie w pamiętnym meczu z Aston Villą. Jednak na całe szczęście równowaga we wszechświecie została zachowana i Ekstraklasa pozostała Ekstraklasą. Portugalczyk znów udowodnił, że przerasta tą ligę o kilka poziomów. Sam niesie na swoich barkach po schodach całą Legię. Gdyby nie on prawdopodobnie mistrz Polski grałby najbardziej toporną piłkę dla oka w Polsce. Patrząc na jego liczby zaskakuje fakt, iż ma on tylko 4 asysty i jedną zdobytą ostatnio bramkę. Można tylko gdybać jaka liczba widniałaby w polu asyst, gdyby koledzy wykorzystywali jego podania chociaż w 70%…

Podcięte skrzydła oraz szczelna defensywa

Po raz kolejny mogliśmy zauważyć, że w ataku z Pekhartem bez działający i aktywnych skrzydeł mistrz Polski nie ma czego szukać. W meczu ze Śląskiem po raz kolejny zawiedli Rosołek ze Wszołkiem. Pomimo tego, że ten drugi wpisał się na listę strzelców nie pokazał się z dobrej strony. Największym problemem moim zdaniem jest brak zdecydowania i podjęcia ryzyka przy akcjach ofensywnych. Było kilka sytuacji, gdzie skrzydłowy Legii po prostu bał się wziąć odpowiedzialności na siebie. Zwalniał akcje ofensywne, w których Legia była na lepszej pozycji niż obrońcy Śląska.

Tak jak pisałem po meczu z Górnikiem Łęczna, moim zdaniem Wszołek powinien usiąść w następnym meczu na ławce rezerwowych. Przyda mu się chwila refleksji i odpoczynku. Może Kastrati nie jest lepszy pod względem taktycznym, ale na pewno jest szybszy. W końcu to najszybszy zawodnik w Europie…  Co do Rosołka po meczu z Wisłą Kraków miałem nieco większe nadzieję, iż w końcu złapie wiatr w żagle. No cóż, dwa mecze i dwa zjazdy w dół. Praktycznie nieobecny był młody Polak w starciu ze Śląskiem. Patryk Janasik nie musiał się zbytnio wysilać, aby po meczu zgarnąć przyzwoitą notę.

***

Pomimo niesamowitego paździerza w poniedziałkowy wieczór trzeba powiedzieć, że blok defensywny wygląda naprawdę coraz lepiej. Cieszy fakt, że po raz kolejny z dobrej strony pokazał się Mattias Johansson. Szwed znów wystąpił na swojej nominalnej pozycji i znów nie zawiódł. Na środku obrony duet Wieteska-Nawrocki także nie popełnił znaczących błędów. Konsekwentnie nie dali rozwinąć skrzydeł Erikowi Exposito. Młodemu obrońcy można wypomnieć jedną sytuację, w której z własnego rozprowadzenia piłki zdołał złapać żółtą kartkę za faul, która eliminuje go z meczu z Górnikiem. Jednak na ławce rezerwowych pojawił się Artur Jędrzejczyk, który jest jednym z kandydatów do zastąpienia Maika:

– Maik Nawrocki od dłuższego czasu był zagrożony kartkami. Jest w dobrej formie, więc na pewno szkoda, że przydarzyło się to w takim momencie. Pamiętajmy, że jest już z nami jednak Artur Jędrzejczyk. Jędza jest kandydatem do wejścia na plac, ale chcę podchodzić do tego spokojnie i nie ryzykować. Są jeszcze inni ludzie, chociażby Lindsay Rose, z którego jesteśmy zadowoleni. Zmiana ustawienia spowodowała, że ten piłkarz zasiadł na ławce. Mamy jeszcze kilka dni na podjęcie ostatecznej decyzji. – powiedział Aleksandar Vuković na konferencji pomeczowej.

Rodzynek w warszawskim serniku

8 kluczowych podań, 9/10 celnych długich podań, asysta – liczby mówią same za siebie. Rodzynkiem, którego można pochwalić po tym spotkaniu to oczywiście portugalski maestro Josue. Portugalczyk był zdecydowanie MVP poniedziałkowego meczu, o ile meczem piłkarskim można nazwać to co widzieliśmy w poniedziałek. Na zdecydowany minus występ obu skrzydłowych i Filipa Mladenovicia. Z niecierpliwością czekam na występ Yuriego Ribeiro. Mnóstwo niedokładności wdarło się w grę Serba. Nie uzupełniał się należycie na stronie z Maciejem Rosołkiem. Jednym słowem niechlujność. To nie był także dzień Bartosza Slisza, który mimo swojej ambicji i waleczności nie zapamięta dobrze tego spotkania.

Oceny pomeczowe

Skala ocen 1-10
  • Miszta – 5
  • Johansson – 6
  • Wieteska – 5
  • Nawrocki – 4
  • Mladenović – 3
  • Celhaka – 4
  • Slisz – 3
  • Wszołek – 2
  • Josue – 7
  • Rosołek – 2
  • Pekhart – 3
  • Muci – 4
  • Lopes – 3

 

Fot. Mateusz Kostrzewa / Legia.com

Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz więcej Legia Warszawa