Obserwuj nas

Legia Warszawa

45-minutowy koncert i prawdopodobne utrzymanie [Komentarz ze stadionu]

Dwie twarze Legii Warszawa, tak można określić sobotnią potyczkę z Lechią Gdańsk. Goście w drugiej połowie zdołali tylko raz pokonać Austriaka debiutującego w bramce Legii. Jednak to było za mało by wywieźć chociaż punkt z Łazienkowskiej. Mistrz Polski dopisał sobie kolejne trzy oczka do ligowej tabeli i jest niemal pewny utrzymania w PKO Ekstraklasie na kolejny sezon. Przed zespołem Aleksandara Vukovicia najważniejsze spotkanie w sezonie, czyli o być albo nie być w drodze do europejskich pucharów. Półfinał pucharu Polski z Rakowem Częstochowa.

45-minutowy koncert

Wow. Po pierwszej połowie kibic Legii Warszawa mógł zaniemówić. I to nie jest żadna ironia. Gospodarze pomimo tylko zdobycia jednej bramki grali bardzo dobrze i przyjemnie dla oka. Dyrygent spektaklu pozostał ten sam i zaskoczenia w tym nie ma. Jednak najbardziej mogła się podobać agresywność w odbiorze piłki na połowie przeciwnika. Lechia Gdańsk nie istniała. Zespół Tomasza Kaczmarka zachowywał się, jakby myślami był w pociągu do stolicy, a nie na Łazienkowskiej. Kluczem było kompletne odcięcie Jarosława Kubickiego od podań. To przez niego przechodziły wszystkie akcje gdańszczam. Umiejętnie drogę odcinali mu Josue i Pekhart. Z resztą, jak nie odcinali to… obrońcy Lechii popełniali błędy, które ułatwiały pracę tego dnia legionistom.

***

Największym problemem Legii była skuteczność i Dusan Kuciak, który utrzymywał Lechię przy życiu w pierwszej połowie. Wspomniał o tym trener gdańskiej Lechii oraz trener Aleksandar Vuković na konfenferencji pomeczowej.

– Bardzo cieszy kolejne zwycięstwo. Miałem trochę obaw nie tylko ze względu na jakość rywala, ale też ze względu na pierwsze spotkanie po przerwie reprezentacyjnej. W takich momentach zawsze trudniej o przygotowanie. Pełną drużyną trenowaliśmy w ostatnim czasie tylko dwa dni. Pomogli zawodnicy, którzy byli w treningu od dwóch tygodni. W pierwszej połowie w pełni zdominowaliśmy Lechię. Dusan Kuciak trzymał wynik naszym rywalom. W drugiej połowie, przy wyniku 2:1 mieliśmy moment, żeby uspokoić grę. Lechia to klasowa drużyna, więc również stworzyła swoje sytuacja. Chwała zespołowi, że obroniła ten wynik i za to składam jej gratulacje.  – powiedział trener mistrzów Polski.

Kuciak trzymał formę bramkarską, ale gorzej było z jego kolegami. Szczególnie z Malocą, który w dość prosty sposób dał się ograć przez Wszołka. Skrzydłowy Legii najpierw wygrał pojedynek główkowy, a później zwyciężył walkę o pozycję. Wypożyczony zawodnik z Unionu Berlin plasowanym strzałem pokonał Dusana Kuciaka. To było naprawdę koncert dyrygowany przez zespół Vukovicia. Dawno kibice Legii nie mieli tyle radości z oglądania swoich idolów, a dyrygent spotkania z meczu na mecz jest coraz większym kozakiem naszej ligi. Nawet mając przeciwnika na plecach potrafił się obrócić i przerzucić ciężar gry na drugą stronę boiska. Fenomenalna połowa przy Łazienkowskiej.

Dwie twarze

Niestety, ale druga część spotkania pozostawiała wiele do życzenia w porównaniu do pierwszych trzech kwadransów. Legia co nieco dostosowała się do poziomu gry Lechii. Nie było już aż tak skutecznego pressingu na połowie rywali, a swoje szanse  zaczęli tworzyć goście. Jednak trzeba przyznać, że Strebinger stanął na wysokości zadania. Nowy nabytek zimowego okienka został kilka razy poważnie sprawdzony, ale bez trudu sparował strzały w boczne sektory. Widać, że jest on nieco pewniejszy w swoich interwencjach niż Cezary Miszta. Jedynym mankamentem, do którego można (ale moim zdaniem w zupełności nie trzeba) się przyczepić jest gra nogami.

Legia zdobyła drugą bramkę za sprawą główki Tomasa Pekharta, lecz to nie on został zdecydowanym MVP spotkania. Najlepszym zawodnikiem sobotniego meczu został Paweł Wszołek, który tego dnia zaliczył bramkę i asystę, a sam po powrocie do Warszawy ma aktualnie cztery gole oraz dwie asysty. Całkiem niezły wynik patrząc na aktualne wyniki Legii Warszawa. Jednak mecz zakończył nie tak jak powinien, ponieważ gdy poczuł ukłucie w mięśniu dwugłowym od razu poprosił trenera o zmianę. Na ten moment nie wiadomo, jak poważna jest ta kontuzja, a arcyważny występ w półfinale Pucharu Polski stoi pod znakiem zapytania:

– Paweł Wszołek jest dla nas bardzo ważnym zawodnikiem. Jest to kwestia mięśnia dwugłowego. Od razu nastąpiła zmiana, aby nie ryzykować. Poczekamy na badania. – mówił po meczu Aleksandar Vuković.

***

Pod koniec spotkania Lechia rzuciła wszystkie swoje siły do przodu i zepchnęła Legię pod własne pole karne. Pierwszą dogodną sytuację zmarnował Gajos, który po wejściu na boisko zmarnował bardzo dobre zagranie Kacpra Sezonienki. To było pierwsze ostrzeżenie dla mistrzów Polski. Kropkę nad i gospodarze dwa razy mogli postawić za sprawą Lirima Kastratiego, który nadal nie pokazał w tej rundzie, że jest wart tych pieniędzy, które za niego zapłacono. Reprezentant Kosowa dwukrotnie biegł niepilnowany prawym skrzydłem, miał do wyboru 2-3 opcje, a zawsze wybierał… Tak, dokładnie nie mylicie się – tą najgorszą. Kilka minut przed końcowym gwizdkiem Zwoliński najlepiej odnalazł się w polu karnym Legii Warszawa i wpakował piłkę do pustej bramki. Dosłownie wszyscy stanęli, bo myśleli, że zostanie odgwizdany faul na Johanssonie. Dyskusyjna sytuacja, ale to już musicie ocenić sami.

“Przypieczętowane” utrzymanie oraz niewiadoma z Borucem

Wydaje się, że po sobotnim meczu z Lechią Gdańsk śmiało można powiedzieć, że Vuković raczej wykonał swoje zadanie. Legia Warszawa prawdopodobnie utrzyma się w PKO Ekstraklasie. Serb został poniekąd strażakiem ugasił potężny pożar, jaki był widoczny przy Łazienkowskiej. Warto również spojrzeć na tabelę po objęciu Legii przez Vukovicia. Mistrzowie Polski plasują się w samym czubie z takimi zespołami jak Raków, czy Pogoń. Trzeba oddać, że Vuković przede wszystkim poruszył szatnię oraz sferę mentalną zawodników i widać tego efekty.

Nadal nierozstrzygnięta pozostaje kwestia związana z występami Artura Boruca. Po zawieszeniu po meczu z Warta Poznań nie pojawił on się żadnym meczu w kadrze meczowej. Sam trener Vukovic wypowiedział się na ten temat, że nie będzie sadzał na ławce rezerwowych Artura Boruca ze względu na to, że jest legenda Legii Warszawa. Jeśli uzna, że jest gotowy do gry wystąpi od pierwszych minut.

Moim zdaniem patrząc na formę obu bramkarzy Legia nie ma się czego obawiać, jeśli chodzi o absencje Boruca. Strebinger meczem z Lechią udowodnił, że Miszta nie może być pewny swojej pozycji numer “1”. Znów na pochwałę zasłużył Johansson, który staje się pewniakiem w linii obrony Legionistów. Bardzo dobrze wyglądała jego współpraca z Pawlem Wszołkiem. Pozytywnie zaskoczył tez Jędrzejczyk, który wskoczył do składu kosztem Mladenovicia. Serb chyba powoli może się żegnać z Łazienkowską, zwłaszcza że do składu powoli będzie wracał Yuri Ribeiro. Przed Legia teraz miesiąc prawdy z drużynami, które walczą o najwyższa stawkę.

Oceny pomeczowe

Oceny w skali 1-10 (wyjściowa 5)

Strebinger – 8

Johansson – 7

Wieteska – 6

Rose – 6

Jędrzejczyk – 7

Wszołek – 9

Slisz – 7

Sokołowski – 5

Rosołek – 5

Josue – 7

Pekhart – 7

Kastrati – 4

Celhaka – zbyt krótko

Lopes – zbyt krótko

fot. Mateusz Kostrzewa / Legia.com 

1 Comment

1 Comment

  1. Pingback: Kolejka niewykorzystanych szans #MinąłWeekend - 27. kolejka | WATCH EKSTRAKLASA

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

Zobacz więcej Legia Warszawa