Obserwuj nas

Legia Warszawa

Show must go on! [KOMENTARZ ZE STADIONU]

W meczu 22. kolejki PKO Ekstraklasy mogliśmy ujrzeć mecz, na który czekało głównie starsze pokolenie. Mecze Legia – Widzew od lat elektryzowały ze względu na nienawiść kibiców obu ekip oraz historyczne batalie. Tym razem ekipa Janusza Niedźwiedzia zawitała na Łazienkowską 3 i popsuła humory sympatykom Legii Warszawa. Były mistrz Polski oraz beniaminek podzielili się punktami, choć zarówno jeden, jak i drugi zespół mógł w końcówce zgarnąć pełną pulę. Kto zawiódł, kto zachwycił? Czy dało się odczuć brak Tobiasza? Zapraszam na komentarz ze stadionu po meczu Legia Warszawa – Widzew Łódź.

 

Polski klasyk? Czy aby na pewno?

Polski klasyk. No właśnie, czy aby na pewno dla dzisiejszych kibiców to mecz Legii z Widzewem należy nazywać klasykiem? Przecież dopiero zespół z Łodzi co zespół awansował do Ekstraklasy, a Legia straciła mistrzostwo na rzecz Lecha Poznań. I owszem dla starszych kibiców, pewnie te mecze są „polskim klasykiem” ze względu na porachunki kibicowskie. Jednak nieważna jest nazwa tego meczu, ważne jest to co piłkarze prezentują na boisku. W piątkowy wieczór naprawdę mogliśmy ujrzeć wizytówkę PKO Ekstraklasy, zarówno na boisku jak i na trybunach przez 90 minut. Serio!

Oba zespoły pokazały, że piłka nie musi latać na wysokości szóstego piętra. Legia i Widzew starały się rozgrywać od tyłu, często na bardzo dużym ryzyku, ale nieco lepiej wychodziło to drużynie ze stolicy. Wydaje mi się, że duża rolę odgrywał fakt, że goście nie współpracowali ze sobą w pressingu. Właściwie to sam Sanchez próbował odzyskać futbolówkę, jak najbliżej bramki Hładuna. Po którejś z prób po prostu frustracja u Hiszpana była tak duża, że zaczął wymachiwać rękami. Warto również pochwalić, że u Nawrockiego i Ribeiro wpadł nawyk wychodzenia na pozycję tuż po zagranej piłce do bocznego sektora. Niby mała rzecz, a daje ogromną przewagę przy dobrze założonym pressingu rywala.

 

Nieoczywiste wybory Kosty Runjaicia

Po meczu z Piastem Gliwice chyba żaden kibic z Warszawy nie miał wątpliwości, że obok Bartosza Kapustki i Josue, jako trzeci środkowy pomocnik powinien wystąpić Augustyniak. Patryk Sokołowski nie miał za sobą dobrego występu w Gliwicach, a to właśnie na niego postawił niemiecki szkoleniowiec od początku spotkania z Widzewem. Były obawy, ale opłaciło się zaufać wychowankowi Legii Warszawa. „Soczi” był jednym z najlepszych zawodników w barwach Legii Warszawa. Oczywiście zdarzały mu się błędy, chociażby faul przed polem karnym, z którego Bartosz Pawłowski zdobył wyrównującą bramkę.

Jednak w całym rozrachunku jego występ naprawdę można pochwalić. Gdy jeden z wahadłowych lub pomocników popełnił błąd i dał się ograć „na raz”, pomocnik Legii od razu ruszał z pomocą i naprawiał błąd kolegi. Nie podobało mi się natomiast zachowanie w okolicach 25 metra od bramki Ravasa. Wtedy nieco blokował rozgrywanie i zbyt długo przetrzymywał piłkę przy nodze. Było to spowodowane tym, że Josue schodził nieco głębiej do rozegrania, tym samym Sokołowski musiał wyjść nieco wyżej, aby nie dublować pozycji. Dużo lepiej wychodziła mu gra defensywna i bycie łącznikiem pomiędzy linią obrony, a linią ataku. W końcówce spotkania mógł zapisać na kartach historii. Niestety przewrotka na sekundy przed końcem meczu była niecelna.

– Chcieliśmy grać tak, jak sobie założyliśmy. Naszym celem była dominacja na boisku. Wiedzieliśmy, że Widzew lubi długo operować piłką. Szczególnie w pierwszej części gry inicjatywa była po naszej stronie. Oczywiście znaliśmy charakterystykę naszych rywali. Piątkowy mecz był pełen emocji, walki, ale też respektu dla przeciwników. Widzew będzie walczył do ostatnich kolejek o jak najlepsze miejsce w tabeli. Życzę im wszystkiego, co najlepsze, a my skupiamy się na kolejnym meczu. – wspomniał po meczu Kosta Runjaić.

 

Kac morderca nie ma serca

Chyba każdy kibic piłki nożnej oprócz Grzegorza Krychowiaka zna uczucie, gdy po piątkowym melanżu boli Was głowa od nadmiaru wypitego dzień wcześniej trunku o dużej zawartości alkoholu. Tak samo czują się kibice obu zespołów, ponieważ zarówno Widzew, jak i Legia mają niedosyt po piątkowym spotkaniu. U Legii brakowało zimnej krwi pod bramką Ravasa. Zarówno Jędrzejczyk, jak i Nawrocki mieli okazję ze stałych fragmentów gry podwyższyć wynik meczu. Jednak w tym przypadku muszą uczyć się timmingu wyskoku w powietrze od Pawła Wszołka. Pawła Wszołka, który rozegrał świetne zawody. Był bardzo aktywny, czego efektem była zdobyta bramka, jak i zanotowana asysta przy samobójczym trafieniu.

https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/1629228870410059776

Legia ponownie może obejść ze smakiem. Niestety po raz kolejny nie potrafi przechylić szalę na swoją korzyść. Co prawda Widzew praktycznie wykorzystał co miał, ale to gospodarze byli częściej przy piłce i mieli więcej klarownych okazji. Pomimo tego, że wielu kibiców uznaje ten sezon jako „przejściowy” to wiadomo, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. Była szansa, żeby dogonić Raków i utrzymać tempo wyścigu o mistrzostwo Polski, ale niestety… Właśnie takie mecze trzeba wygrywać, aby marzyć o najcenniejszym trofeum w Polsce. Widać zupełny brak formy u niektórych zawodników i brak jakościowych zmienników. Jednak czy to dziwi? Oczywiście, że nie. Każdy wie jaka jest sytuacja finansowa Legii. Trzeba wymagać więcej, trzeba walczyć do końca. Jednak ewentualne wicemistrzostwo Polski również będzie dobrym wynikiem, zwłaszcza „w takim sezonie”

 

Udany debiut i niewidoczny Serb

Wiadomo, że zastąpienie Kacpra Tobiasza nie jest łatwym zadaniem, ale jak debiutować to w taki sposób jak Dominik Hładun. Były bramkarz Zagłębia Lubin może nie zaczął dobrze spotknia, bo od niedokładnego rozegrania piłki. Jednak całościowo wytrzymał ciśnienie przez 90 minut. Wydaje mi się, że nieco lepiej mógł się zachować przy bramce Hansena, bo było widoczne tam zawahanie przy wyjściu do dośrodkowania. Jednak większą winą obarczałbym Nawrockiego, który zupełnie odpuścił krycie zawodnika gości. Nie popisał się również Mladenović, który nie za specjalnie przejął się, że ktoś będzie wrzucał piłkę z bocznego sektora.

– Jestem zadowolony ze swojego meczu. Wydaje mi się, że sporo pomogłem drużynie. Dostałem duże wsparcie od kibiców i rodziny, kiedy dowiedzieli się, że będę grał. Jestem zadowolony, że zostałem tak przyjęty. Było dziś czuć atmosferę spotkania. Czuliśmy wsparcie 30 000 kibiców. Mamy taką taktykę, w której bramkarz gra wysoko. Wiedzieliśmy, że Widzew będzie szukał długich piłek za naszą linię obrony. Raz Sanchez chciał mnie zaskoczyć, ale tak się nie stało. Analizowałem jego grę i wiedziałem, że będzie szukał takiej sytuacji, bo próbował tego w meczu z Zagłębiem. Taki jest pomysł na grę, że bramkarz ma grać wysoko. – powiedział Dominik Hładun po meczu z Widzewem

https://twitter.com/watch_esa/status/1629381045266141186

***

Na duży plus występ Patryka Sokołowskiego, który wskakuje wyżej w hierarchii pomocników niż Rafał Augustyniak. Dodatkowo Bartosz Kapustka mógł zaliczyć dublet jak Paweł Wszołek, ale po świetnym rajdzie Jordi Sanchez idealnym wślizgiem uratował Widzew przed utratą bramki. Warto również pochwalić sposób w jaki Legia próbuje rozgrywać piłkę. Nie ma niepotrzebnych długich piłek. Jest spokój w obronie i gra pod presją rywala z wychodzącymi na pozycję bocznymi, środkowymi obrońcami. Ogółem mecz stał na bardzo wysokim poziomie i śmiało można go pokazywać w każdym kraju na świecie jako promocja PKO Ekstraklasy.

 

Oceny w skali 1-10 (wyjściowa: 5)

 

Hładun – 6

Wszołek – 8 (MVP)

Nawrocki – 5

Jędrzejczyk – 6,5

Ribeiro – 7

Mladenović – 3

Kapustka – 6,5

Sokołowski – 7

Josue –6

Muci – 3

Rosołek – 4

 

Pekhart – 4

Strzałek – 5

Carlitos – grał zbyt krótko

Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz więcej Legia Warszawa