Obserwuj nas

Podsumowanie

Wstyd, hańba, kompromitacja – Polska przegrywa z Mołdawią

Eliminacje do Euro 2024 nie zaczęły się dla Polaków dobrze. Żenująca porażka z Czechami i niesamowicie wymęczone zwycięstwo z Albanią. Jednak każdy myślał, że po zwycięstwie w meczu towarzyskim z Niemcami wszystko pójdzie z górki. Spotkanie z Mołdawią miało być spacerkiem. Gładkim, wysokim zwycięstwem. Zapewne żaden z kibiców nie sądził, że 20 czerwca może wydarzyć się największy blamaż w historii reprezentacji Polski. No, bo chyba nawet legendarne porażki z Łotwą czy w Mariborze nie mogą się równać z tym, co wydarzyło się w Kiszynowie.

Dziwne rotacje

W porównaniu do meczu z Niemcami doszło do trzech zmian. Milik, Frankowski, Zalewski – to trójka zawodników, którzy nie pojawili się w spotkaniu z 4-krotnymi mistrzami świata. OK, Milik spełnił swoje zadanie. Strzelił gola, zanotował asystę i ogólnie był chyba najlepszym Polakiem na boisku. Bardzo mnie zdziwiła dwójka nowych wahadłowych dlatego, że zarówno Skóraś, jak i Kamiński bardzo dobrze zaprezentowali się w piątkowym meczu. Co prawda – w pierwszej połowie nie wyglądało to tak źle. „Franek” zaliczył asystę drugiego stopnia przy golu Milika, a Zalewski próbował wchodzić w pojedynki. Jednak w drugiej połowie wszystko się kompletnie posypało. Toteż nie ma się co dziwić, że w 64. minucie obydwaj otrzymali od Fernando Santosa „wędkę”.

https://twitter.com/LaczyNasPilka/status/1671208828753391620?s=20

Miłe złego początki

Tak jak już wspominałem – mecz nie zaczął się źle. Biało-Czerwoni kontrolowali przebieg spotkania. Pierwsza bramka padła już w 12. minucie. Frankowski wrzucił z okolic 20. metra do Lewandowskiego. Robert odegrał do Milika, a ten umieścił piłkę w siatce. Warto zaznaczyć, że był to pierwszy gol 29-latka od 1,5 roku i meczu z Andorą.

W 34. minucie było już 2:0 dla Polaków. Milik zagrał do „Lewego”, który zabrał się z piłką i mocnym strzałem pokonał mołdawskiego bramkarza. Gol na miarę najlepszego polskiego piłkarza w historii. Jeszcze kilka chwil wcześniej po raz kolejny Milik i Lewandowski rozklepali mołdawską defensywę, ale tym razem futbolówka nie znalazła się w siatce.

Po pierwszej połowie można było mieć wrażenie pełnej kontroli. Polacy dominowali nad gospodarzami, tak naprawdę Mołdawia nie miała ani jednej okazji do zdobycia bramki. Paradoksalnie – wpłynęło to negatywnie na późniejszy przebieg meczu. Nawet sam Fernando Santos powiedział, że zbyt mało zrobił w przerwie. Dał on piłkarzom powód do zbyt mocnego wyluzowania, co przełożyło się na degrengoladę w drugich 45. minutach.

45 minut wstydu

Dramat zaczął się trzy minuty po gwizdku rozpoczynającym drugą połowę. Zieliński zaliczył fatalną stratę w środku pola, przejął ją jeden z Mołdawian, który od razu zagrał do Nicolaescu. Napastnik Beitaru Jerozolima przebiegł kilkanaście metrów i płaskim, ale precyzyjnym strzałem pokonał Wojciecha Szczęsnego. Ta bramka była wędką, zarzuconą przez naszych reprezentantów. Zarówno mołdawscy piłkarze, jak i kibice poczuli, że w tym meczu można coś ugrać.

W 62. minucie Nicolaescu skompletował dublet, ale tym razem gol 24-latka nie został uznany. Piszę to z bólem serca, ale moim zdaniem sędzia popełnił błędną decyzję. Napastnik po prostu wygrał pojedynek z Damianem Szymańskim, trudno mi tu doszukiwać się nieprzepisowego odepchnięcia. Właśnie po tej sytuacji na boisko zostali wpuszczeni Bereszyński i Kamiński. I to właśnie „Kamyk” w jednej z akcji wystawił piłkę na pustaka Szymańskiemu, który zaliczył absurdalne pudło. Nie ma znaczenia, że piłka została zagrana troszkę za plecy – piłkarz mistrza Holandii musi coś takiego strzelić.

Druga, już uznana bramka dla Mołdawii, znów wyniknęła z błędu indywidualnego. Tym razem zawinił Tomasz Kędziora, który podał wprost pod nogi Nicolaescu. Zawodnik ten po raz kolejny zabawił się z naszą defensywą i skompletował dublet. To, jak zachowała się polska obrona przy tej bramce, to nieśmieszny żart. Zdecydowanie zbyt łatwo wpuszczono napastnika w pole karne.

Te dwie bramki były absurdalne, ale bramka na 3:2 z 85. minuty, to już kryminał. Szczęsny wypiąstkował dośrodkowanie z rzutu wolnego, ale z niewiadomych przyczyn zostawił pustą bramkę. Obrońcy stali jak słupy soli i tak oto dopełnił się koszmar. Cojocari zagrał w pole karne do Baboglo, a łysy obrońca strzelił gola. Mołdawia – trzy, Polska – dwa.

https://twitter.com/Meczykipl/status/1671267104073437185?s=20

Pomeczowe wrażenia

Chyba nie skłamię, jeśli powiem, że był to jeden z najgorszych meczów polskiej reprezentacji w historii. Może spotkanie samo w sobie nie było aż takie złe – pierwsze 45. minut to była całkowita dominacja Biało-Czerwonych. Bardziej chodzi o końcowy wynik, a przede wszystkim o podejście piłkarzy. W pomeczowych wypowiedziach większość z nich jako powód porażki podawała fakt, że po pierwszej połowie byli już pewni zwycięstwa. Osobiście – rozumiem to tłumaczenie i trudno jakoś z tym dyskutować. Jednak w takim momencie któryś z liderów (mam tu na myśli głównie Lewandowskiego) powinien uświadomić reszcie kolegów, że jest jeszcze 45 minut do zagrania. To samo zresztą Santos. W przypadku selekcjonera mimo wszystko widzę jakieś usprawiedliwienie. Otóż – po 8-letniej pracy z reprezentacją Portugalii zapewne nie spodziewał się, że musi tłumaczyć profesjonalnemu piłkarzowi iż musi grać on do końca, iść po kolejne bramki.

Najbardziej boli mnie reakcja po pierwszej straconej bramce. Przecież taki błąd może się zdarzyć. Ale nie powinniśmy od razu opuszczać głów, tylko zapomnieć o tym i kontynuować swoją grę. Było widać wśród polskich piłkarzy strach, który pomagał coraz bardziej rozkręcającej się Mołdawii. Polacy wyglądali jak zbiór ludzi z depresją. Gdy szło wszystko dobrze – luzik, zabawa i plaża. Gdy popełnili jeden błąd – przerażenie i paraliż. Dziwi to tym bardziej, że większość piłkarzy gra w topowych klubach o jak najwyższe cele. FC Barcelona, Juventus, RC Lens, Napoli – to tylko część zespołów, w których grają nasi piłkarscy rodacy.

https://twitter.com/Meczykipl/status/1671436607730188289?s=20

Tak naprawdę jedynym pozytywem może być duet Milik – Lewandowski. W pierwszej połowie współpracowali oni ze sobą wzorowo. Czuć było zapach eliminacji Euro 2016, kiedy to ta dwójka rozmontowywała całą Europę. Liczę, że nie był to pojedynczy wypadek, tylko faktycznie tendencja, która będzie objawiać się w kolejnych meczach.

https://twitter.com/a_kowalewicz/status/1671240758827810818?s=20

Fot. Sławomir Czchowski

Pasjonat polskiej piłki nożnej, fan talentu Michała Skórasia.

Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz więcej Podsumowanie