
Licznik bije dalej. Czwarte zwycięstwo z rzędu Legii Warszawa w sezonie 2021/2022. To pierwsza taka seria mistrza Polski w obecnej kampanii. Co prawda nie ma co zachwycać się grą, bo spotkanie mogło spokojnie konkurować z poniedziałkowym paździerzem. Jednak najważniejsze jest to, że Legia punktuje. Legia zdobywa punkty i konsekwentnie pnie się w górę tabeli. Oddala się widmo spadku, które było z Legią przez całą przerwę zimową.
Tykająca bomba
Vuković jest konsekwentny w swoich działaniach i wychodzi z założenia, że zwycięskiego składu raczej się nie zmienia. No właśnie, raczej… Kosmetyczne zmiany względem Śląska Wrocław były spowodowane słabszą formą, którą prezentował Maciej Rosołek oraz zawieszeniem za kartki Maika Nawrockiego. Jednak Rafael Lopes na skrzydle? No nie, to nie mogło się udać… Legia pomimo wyraźnego prowadzenia gry w pierwszej części meczu, nie potrafiła tego przełożyć na bramki. Wydaje mi się, że osoba, która nie oglądała tego meczu, mogła powiedzieć, że motorem napędowym warszawiaków był Josue. Owszem, nie pomyliłaby się. Kolejny raz Portugalczyk dźwigał na plecach klub ze stolicy Polski.
– Doceniam to, że w pierwszej połowie, kiedy gra ofensywna nie do końca nam się kleiła, nie traciliśmy głowy. Ważne, by w takich momentach nie popełniać błędów pod własną bramką i nie dać sobie strzelić gola. W drugiej połowie zagraliśmy lepiej. Maciej Rosołek dał dobrą zmianę. Jesteśmy już przyzwyczajeni, że Josue gra na tak wysokim poziomie. Bardzo dobre spotkanie rozegrali Bartosz Slisz i Mattias Johansson. Maciej Rosołek zdobył bardzo cenną bramkę, do czego nas przyzwyczaił. Tomas Pekhart czeka na gola, ale jestem przekonany, że te bramki wkrótce się pojawią. Duże gratulacje dla wszystkich piłkarzy. – powiedział po meczu Aleksandar Vuković.
***
Jednak ciężko mi w to uwierzyć, że Rafael Lopes zostanie na Łazienkowskiej na kolejny sezon. Od wielu spotkań ciężko jest mi określić jego pozycję na boisku. Nie jest on typowym napastnikiem, ani tym bardziej lewo skrzydłowym. Co doskonale było widać w dzisiejszym spotkaniu. W ogóle nie odnajdywał się pod względem taktycznym na boisku, zarówno w obronie, jak i w ataku. Gdy dostawał już piłkę do nogi, nie za bardzo wiedział, co z nią dalej zrobić. Razem z Mladenoviciem stanowili tykającą bombę na lewej stronie boiska. Serb znów udowodnił, że Ribeiro musi coraz bardziej zacierać ręce i czekać na pozwolenie od klubowych lekarzy na grę. Niestety, ale w porównaniu z poprzednim sezonem to niebo a ziemia…
Udana rehabilitacja
Brak Macieja Rosołka w podstawowym składzie był jak najbardziej zrozumiały. Od meczu z Wisłą Kraków był po prostu nieobecny na boisku, myślami zupełnie gdzie indziej niż powinien. W jego grę wkradło się dużo nonszalancji i przede wszystkim brak koncentracji. W przerwie otrzymał on szansę rehabilitacji, zmieniając nijakiego Celhakę. Młody Polak operował głównie z lewej strony boiska, lecz za zadanie miał schodzić do środka bliżej Tomasa Pekharta i robić miejsce wbiegającemu Mladenoviciowi. Być może współpraca z Serbem nie zadziałała jak należy. Jednak Rosołek wykorzystał swoją szansę i zrehabilitował się po słabym okresie gry w Legii, strzelając zwycięską bramkę. Akcja zaczęła się od fenomenalnego przyspieszenia gry „no look passem” przez Josue. Później Johansson wyłożył piłkę jak na tacy, a były zawodnik Arki Gdynia dopełnił formalności.
https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/1502393486858928143
Moim zdaniem jedyną słuszną pozycją dla Macieja Rosołka jest właśnie środek ataku. Chociażby widać to po jego zachowaniu w polu karnym, gdzie nie panikuje i zachowuje zimną krew. Tak samo było przy nieuznanej bramce Bartosza Slisza. Kiedy to Rosołek odstawił nogę widząc, że Slisz ma znacznie lepszą pozycje do wykończenia niż on. Na środek ataku byłby znacznie lepszą opcją niż Tomas Pekhart, który zdecydowanie sezon życia ma już za sobą. W wyjściowym składzie gra tylko i wyłącznie chyba tylko ze względu na wiek i doświadczenie boiskowe. Czy Vuković zmieni napastnika na kolejny mecz? Szczerze? Nie wydaje mi się.
Gol nieuznany. #GKŁLEG pic.twitter.com/1KbN6139l3
— GrOcAL (@GrOcALs) March 11, 2022
Stylu brak, punkty są
Przychodząc do Legii Warszawa Vuković miał jasno postawione zadanie – wyciągnąć zespół z dna i starać się osiągnąć jak najwyższe miejsce w lidze. Od grudnia 2021 roku Legia w tabeli na dzień 12.03.2022 znajduje się z 16 oczkami tuż za Rakowem Częstochowa Marka Papszuna. Co prawda gra zespołu nie wygląda oszałamiająco. Jednak Serb przyszedł tu posprzątać bałagan, który zmącił dyrektor sportowy z prezesem klubu, a nie grać tiki-takę piękną dla oka. Mecz z Górnikiem był w pełni kontrolowany, lecz brakowało konkretów. Gospodarze ograniczyli się do chowania za własną gardą od łuku koła środkowego na własnej połowie. Żyli oni z kontrataków i stałych fragmentów gry. Raz po raz próbowali szarpać akcję za pomocą Lokilo i Gąski. Jednakże nie przyniosło to żadnego efektu. Kluczową interwencją pod koniec spotkania popisał się Cezary Miszta, który naprawdę powoli łapie wiatr w żagle i obiera odpowiedni kurs.
Tabela Vuko. @90minut_pl pic.twitter.com/JKmtfKKdoz
— Lukasz Swiderski (@LukaszSwidersk) March 11, 2022
Przed Legią jeszcze wtorkowe zaległe spotkanie z Termaliką Bruk-Bet Niecieczą, a później istna wspinaczka na Mount Everest. Patrząc na powyższą tabelę można powiedzieć, że oprócz potknięcia z Wartą Poznań Aleksandar Vuković konsekwentnie realizuje swój plan. Jednak dotychczasowe zespoły nie były z tej najwyższej półki. Wspinaczkę na szczyt Legia zacznie od starcia z Rakowem Częstochowa w lidze na wyjeździe. Do tego dochodzą takie mecze jak: Lechia (D), Raków Puchar (W), Lech (W), Piast (D), a cały „maraton” zwieńczy spotkanie wyjazdowe z aktualnym liderem Pogonią Szczecin. Cel na miesiąc kwiecień? Urwać jak najwięcej punktów, a przede wszystkim dostać się do finału pucharu krajowego.
– To był mecz trochę podobny do tego, który rozgrywaliśmy z Górnikiem na Łazienkowskiej. Wygraliśmy tylko jedną bramką, więc do końca było trochę więcej emocji, aby ten wynik utrzymać. Najważniejsze są trzy punkty, tak jak w tamtym meczu najważniejszy był awans. Teraz dalej skupiamy się na swojej robocie. – powiedział po meczu Patryk Sokołowski.
Oceny pomeczowe. Kto na plus? Kto na minus?
Jeśli miałbym być szczery, to sytuacja z ocenami powtarza się od kilku spotkań i właściwie następują tu drobne zmiany kosmetyczne. Ponownie MVP spotkania możemy uznać Josue. Na plus wejście Macieja Rosołka, który zdobył zwycięską bramkę i udowodnił, że zasłużył na powrót do wyjściowej jedenastki. Jednak tak jak pisałem wcześniej powinien on zastąpić Tomasa Pekharta w linii ataku. Johansson ponownie zagrał równe spotkanie, a dodatkowo dorzucił asystę. Być może wyjdzie, że to nie był taki zły transfer w całym rozrachunku?
Na minus oczywiście Filip Mladenović, który chyba sam czeka na wejście do zespołu Yuriego Ribeiro. Do drużyny z minusami dołącza również Rafael Lopes, który fatalnie zastąpił Rosołka. Portugalczyk nie potrafił się odnaleźć w Łęcznej zarówno pod względem taktycznym, jak i mentalnym. Mały wykrzynik z minusem trzeba także postawić przy Celhace, który od dwóch spotkań po prostu znika. Jest kompletnie nieobecny na boisku i nie daje zupełnie nic. Myślałem, że będzie on uzupełnieniem Bartosza Slisza i postara się grać pomocnika box-to-box. Niestety to nadal odległe marzenia…
Skala ocen 1-10, ocena wyjściowa 5
- Miszta – 6
- Johansson – 7
- Wieteska – 6
- Rose – 5
- Mladenović – 2
- Wszołek – 4
- Celhaka – 3
- Slisz – 5
- Lopes – 3
- Josue – 8
- Pekhart – 3
- Rosołek – 7
- Sokołowski – 5
fot. Mateusz Kostrzewa / Legia.com