Steveen Langil bilans transferowy Legii

Jest 2 września. Przedwczoraj zamknęło się letnie okienko transferowe 2016, tematy jeszcze gorące na portalach, wciąż można natknąć się na domysły kogo dany klub może jeszcze ściągnąć poza okienkiem. Wielu kibiców wciąż sprawdza na Transfermarkt, którzy zawodnicy pozostają bez klubu (a jest kilka ciekawych nazwisk). Pismaki wciąż analizują, kto na okienku wygrał, kto poległ, kto się wzmocnił, kto osłabił… A jest o czym pisać, bo to okienko było wyjątkowo ciekawe. Moja Legia szalała na rynku, sprowadzając aż dwunastu piłkarzy (jak dotąd), z czego jednego od następnej rundy.

Jednak chciałbym spojrzeć na transfery z nieco innej perspektywy. Nie na te, które mają być wzmocnieniem składu, ale na transfery kilku młodziutkich talentów. Bardzo fajnie, że takich piłkarzy ściągamy z myślą o ich ukształtowaniu i wypuszczeniu w świat, pokazując masie następnych, że warto do nas przyjść. Ale nie wiem, czy w tym wszystkim klub zdaje sobie sprawę, jaką odpowiedzialność na siebie bierze.

Jest to odpowiedzialność o kilku wymiarach.

Jeden – za los młodych ludzi, jak Sulley wyciągnięty z ghańskiej prowincji do dalekiego kraju, kompletnie w nieznane (na marginesie, właśnie dlatego trzymam kciuki, żeby sobie poradził). Bardzo słabo wygląda to, co obserwowano do niedawna w wielu klubach na Zachodzie – sprowadzano tabun chłopaczków z Afryki, z których większość zostawała z niczym, niemalże “na dworcu” i bez kontraktu. Mam nadzieję że nie będzie tak z Sadamem.

Drugi – bardzo ważny – za talenty, jakie dostało się do obróbki. Udaje się nam wyciągać bardzo perspektywicznych młodych piłkarzy z regionu: Kulenović, Matić czy Nagy, i z Polski: Handzlik, Kozak… i na Legii teraz spoczywa wielka odpowiedzialność, żeby tych nieoszlifowanych diamentów nie zmarnować. Tym większa, że jesteśmy na samym początku drogi do zostania lokalnym Ajaxem czy Porto i wciąż mamy więcej planów niż osiągnięć. Jeżeli nie uda się nam z powyższą trójką, kolejni nie będą już chcieli patrzeć na Warszawę. A od tego w dużej mierze zależy powodzenie planów rozwoju. Na razie na szczęście się względnie udaje (Duda), ale można tu zdziałać jeszcze o wiele więcej (Bielika nie liczę, bo jeżeli kiedyś wypali, to będzie to jednak w większym stopniu zasługa Arsenalu niż nasza). Mam nadzieję, że w klubie zdają sobie z tego sprawę.

Nie wolno tego zmarnować. Wydaje mi się, że to gra ważniejsza nawet od tej o Ligę Mistrzów.

SKOMENTUJ WPIS KIBICA

Zostaw swój komentarz
Please enter your name here