Obserwuj nas

Retro

Był taki mecz… – 29 maja 1993 r. – Polska – Anglia (1:1)

Stadion Śląski

Gdybyś dziś miał przypomnieć sobie mecz, taki z zamierzchłych czasów mojego kibicowania, który nadal działa na Twoją wyobraźnię, który wspominasz i z którego obrazy masz nadal przed oczyma, to jaki byłby to mecz? Może finał Igrzysk Olimpijskich w Barcelonie? A może mecz z Portugalią i Bronowicki zakładający siatkę Ronaldo?

Dla mnie meczem numer jeden jest ten z 29 maja 1993, kiedy Polska zremisowała z Anglikami 1:1. Mecz nie do zapomnienia dla wielu, dla jednych wspomnienie piękne, ponadczasowe, a dla innych dzień kiedy zawalił się im świat, dosłownie…

Pisząc o 29 maja 1993 roku nie sposób nie zacząć od tego co działo się na ulicach i stadionie przed meczem. Władze zmobilizowały olbrzymie siły policyjne, głównie bojąc się zachowania angielskich fanów, owianych jak najgorszą sławą. Anglicy w wyniku działań rządu Margaret Thatcher nie byli skłonni do bitki na własnych stadionach, co przekładało się na przeniesienie bijatyki na areny meczów reprezentacji poza granicami Zjednoczonego Królestwa. Atmosfera od samego rana była napięta, jednak najgorsze co się stało przyszło ze strony polskich kibiców. Popołudniem gruchnęła wieść, że w wyniku starć kibiców zginął jeden z nich. Zabitym był dwudziestoletni Andrzej Kujawa, kibic Pogoni Szczecin, który wraz z kilkoma kolegami został napadnięty przez fanów Cracovii w tramwaju. W wąskim tramwaju szczecinianie długo dawali odpór napastnikom, którzy w niemocy sięgnęli po noże (!) i Andrzej ugodzony zmarł na rękach kolegi. Tragiczne zdarzenie ani na chwilę nie uspokoiło emocji. Wszędzie, dosłownie wszędzie, trwały mniejsze czy większe utarczki. Na trybunach Stadionu Śląskiego w Chorzowie na godzinę przed meczem doszło do regularnej bitwy kibiców z policją. Wchodzący byli poddani drobiazgowej kontroli, a mimo to bronią stały się drewniane ławki oraz zmurszały, rozpadający się beton. Początkowo siły policyjne zdawały się być nieprzygotowane do takiej eskalacji wydarzeń, jednak po jakimś czasie udało im się stopniowo opanować sytuację na tyle, by rozpocząć mecz. Niemniej starcia między kibicami i policją trwały przez niemal całe spotkanie. Pamiętam obrazy z burd w telewizyjnych wiadomościach, informację o śmierci kibica…

Dla jedenastoletniego chłopaka, jakim wtedy byłem – pełna abstrakcja. Co mi utkwiło w pamięci to wszechobecne fleki przekręcone na pomarańczową stronę i ujęcie karetki wracającej w tłumie kibiców, wracającej bo Andrzej Kujawa wcześniej zmarł na rękach kolegi. Jak napisałem – abstrakcja. Równie nierealny obraz, może trochę z perspektywy dzisiejszych czasów, to ciągłe walki na trybunach podczas meczu. Pomimo upływu lat pamiętam te obrazki dość dobrze, podobnie jak okoliczności w jakich oglądałem mecz, a oglądałem go w kolejowej salonce odstawionej gdzieś na bocznicy na Helu.

[vc_video link=”https://www.youtube.com/watch?v=xLpYOvPa-xk” align=”center”]

A tak zadymy wspominają kibice:

Na ten mecz zaprosił mnie ojciec. Miałem wtedy 13 lat , więc kupił najdroższe bilety. Wtedy cała śmietanka polskiego ruchu kibicowskiego zajmowała sektory na łukach. Po wyjściu z domu napotkałem starszych kolegów po szalu, którzy poważnie się zastanawiali czy jechać na ten mecz. Jak się za chwilkę okazało ich obawy były całkiem słuszne. W radio podali, że jest jedna ofiara śmiertelna, rozjebany hotel z Anglikami, a do tego polskie ekipy szaleją pod stadionem. Nigdy nie przeżyłem wcześniej jak i później takiego rozpiździelu. To był dzień polskich chuliganów. Przez cały mecz non stop był dym. W obecnych czasach niektórzy nazywają dymem bujanie płota. Wtedy wyglądało to inaczej. Polscy chuligani dymili wszędzie: przed stadionem, na koronie stadionu, na sektorach i na murawie. Przy okazji tego milicja dostała konkretny wpierdol.

Źródło: Forum kibice.net

 

Byłem tam 🙂 ale te główne afery mnie ominęły. Tam w zasadzie się lali wszyscy ze wszystkimi. Craxa zabiła chłopaka z Pogoni, na tym łuku Śląsk, Lechia i Wisła tłukli się z policji i o ile pamiętam wsparcie mieli w Arce i ŁKSie(!). Myśmy mieli małe spięcie z eŁKSą właśnie na Parkowej w Chorzowie, jeszcze przed dojściem na stadion. Po naszej lewej stronie Lech lał się z Zagłębiem Sosnowiec. Na Angoli z jednej strony napierała Pogoń, z drugiej Cracovia – co wszyscy komentowali, że tu nie chodzi o wyspiarzy tylko o chęć bezpośredniego starcia… Było ciekawie.

Mecz, który przeszedł do historii światowego chuligaństwa i zapewnił Polakom nieśmiertelną chwałę. To, co tam się działo, wydaje się dzisiaj nieprawdopodobne.

(…) No i to, co osobiście bardzo lubię – niepowtarzalny klimacik pierwszej połowy lat dziewięćdziesiątych, tureckie sweterki, fleki na lewą stronę, dżinsowe kurtki, reklamówki z piwem i ogólnie rzecz biorąc wschód. I rzecz jasna Nyski i Stary!

Źródło: Rebelya.pl

Sprawa zabójstwa Andrzeja Kujawy do dziś budzi wiele emocji w relacjach na linii Cracovia – Pogoń, niestety głównie tych niezdrowych i odrażających. Odrażające i haniebne jest zachowanie kibiców „Pasów”, którzy podczas meczu w kwietniu 2015 roku prowokowali kibiców Pogoni transparentami i przyśpiewkami gloryfikującymi śmierć młodego kibica „Portowców”.

Sam mecz stał się legendą dzięki Dariuszowi Szpakowskiemu. Pamiętacie to słynne już „A… Jezus Maria…” po pudle Marka Leśniaka? Fragmenty z tego meczu zostały wplecione w czołówkę magazynu „Gol”, który w telewizyjnej Dwójce pojawiał się w poniedziałkowe popołudnia. Oprócz historycznego pudła Leśniaka pojawia się w nim też bramka strzelona Anglikom przez Dariusza Adamczuka.

[vc_video link=”https://www.youtube.com/watch?v=_9DNQaj5-lc” align=”center”]

Mecz był absolutnie dziwny, bo okazało się, że reprezentacja Polski nie ma sprzętu, w związku panuje niesamowity chaos organizacyjny. Dopiero przed samym meczem stroje dostarczył Andrzej Grajewski oraz działacz Wydziału Szkolenia PZPN Henryk Loska. Jak się później okazało Polacy zagrali w strojach Hamburgera SV, na które jedynie dosztukowano pospiesznie naszywki z białym orłem. Pierwsze wielkie zaskoczenie dla większości polskich piłkarzy to siedemdziesiąt tysięcy ludzi na trybunach, co wspomina Piotr Czachowski w reportażu TVP „Biało – czerwone jedenastki”.

Marek Koźmiński z kolei w tym samym miejscu zwrócił uwagę na wagę wydarzeń na trybunach dla zespołu, który czuł gęstą atmosferę trybun, gdzie trwała regularna bitwa. Jak wspomina, „drugi mecz, ten gorszy mecz” rozgrywał się na trybunach. Mecz na boisku świetnie ułożył się dla Polaków, w trzydziestej szóstej minucie meczu prawy obrońca reprezentacji Polski Dariusz Adamczuk wygrywa pojedynek szybkościowy z Anglikami i lobuje bezradnego bramkarza przeciwników.

W przerwie atmosfera na sektorach zajmowanych przez kibiców Lechii i Śląska ulega uspokojeniu, jednocześnie walki eskalują się w tej części stadionu, gdzie zasiadają fani Cracovii i Arki Gdynia, którzy usiłują dostać się na sektory Anglików. Po przerwie rozegrały się zdarzenia, które stały się kanwą słynnego „A Jezus Maria!”. Po nieudolnym wybiciu bramkarza angielskiego piłkę na 5 metrze przejmuje Marek Leśniak i mając przed sobą jedynie golkipera rywali posyła piłkę prosto w niego, choć mógł zamknąć wynik i dać Polakom tak wyczekiwane zwycięstwo. W 83. minucie stadion zamarł. Ian Wright zamknął dośrodkowanie kolegi z zespołu i pokonał Jarosława Bako. Radość i tańce pojawiły się w sektorze kibiców gości, którzy byli „uspokajani” pałkami przez Policję.

Ostatecznie mecz zakończył się remisem 1:1. Niedosyt pozostał Polakom, a nie faworyzowanym Anglikom. Eliminacje do amerykańskiego mundialu ostatecznie zakończyły się dla nas klęską, a do miana symbolu mizerii polskiej piłki tamtego okresu chyba na zawsze przejdzie wymęczone zwycięstwo w meczu z San Marino po golu strzelonym ręką Jana Furtoka.

Majowe spotkanie z Anglią to dziś wspomnienia. Dla kibiców w Szczecinie tragiczne i bolesne, dla reszty w gruncie rzeczy tragikomiczne, kiedy przypomnimy sobie największe pudło w historii polskiej piłki nożnej.

Pisząc ten tekst skorzystałem z reportażu TVP Sport „Biało – czerwone jedenastki”, wspomnień kibiców na forach kibice.net oraz rebelya.pl, a także fragmentów wspomnień Romana Zielińskiego zamieszczonych na stronie pogonsportnet.pl

Kibic Legii Warszawa oraz Realu Madryt. Przeciwnik wszelkich ekstremistów, wróg agresji w życiu publicznym. Prywatnie ojciec dzieciom i mąż żonie. Wielbiciel gitarowej muzyki i kolei.

Kliknij by skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Reklama

Musisz zobaczyć

Więcej z Retro