Obserwuj nas

Legia Warszawa

Dzięcioła Okiem #5

dzięcioł bramka

Trochę mnie nie było, a przez ten czas działo się wiele. A to kadra, a to Liga Mistrzów, a to Ekstraklasa. 

W momencie, gdy piszę ten tekst, Besnik Hasi został odsunięty od zespołu, tymczasowym trenerem został Aleksandar Vuković, a w gabinetach ludzi zarządzających Legią grzeją się telefony. Niedawno prezes Leśnodorski w jednym z wywiadów stwierdził, że obecnemu sztabowi trenerskiemu da czas do zimy i wtedy nastąpi moment weryfikacji wyników. Jak pokazała historia, ta najbliższa historia, Albańczyk nawet do zimy nie dotrwał.

I to jest naprawdę osobliwa historia.

Kiedy ostatnio Mistrz Polski grał w Lidze Mistrzów, toczył wyrównane boje z czołowymi ekipami europejskimi? Ja wtedy uczyłem się chodzić, mówić – miałem ze dwa lata. Teraz, gdy w dalszym ciągu jestem gówniarzem, choć trochę starszym – no może nie do końca „trochę”, bo jednak te kilkanaście lat od tamtego czasu minęło – Mistrz Polski zostaje zdeklasowany z tym samym klubem, któremu Widzew 20 lat temu postawił trudne warunki – mecze w fazie grupowej skończyły się wynikami 1:2 i 2:2.

I teraz zasadnicze pytanie: Czy ten mecz oceniać przez pryzmat żenującej formy drużyny Legii, czy przez pryzmat nieco szerszy – ligowy?

Bo czy Mistrz Polski nie jest reprezentantem całej naszej ligi w najbardziej prestiżowych rozgrywkach klubowych świata?

Zresztą, jakkolwiek ten mecz by nie oceniać, jest jeden i ten sam wniosek – przepaść. Przepaść finansowa, sportowa, ale też organizacyjna, jednak tej ostatniej kwestii nie chcę poruszać. Dariusz Mioduski w studio pomeczowym, czy w jakimś innym wywiadzie, nie pamiętam, powiedział, że stworzyła się ta przepaść, której chyba nie da się zasypać.

I po tym, co zobaczyłem w środę jak i w niedzielę, we wcześniejszych meczach zresztą też, zgadzam się – tej przepaści nie da się zasypać. Choć oczywiście można i trzeba choć trochę tę przepaść zmniejszyć i właśnie jako takie działanie rozpatruję rozstanie się z trenerem Hasim – chociaż tej decyzji można było uniknąć, od razu stawiając na człowieka kompetentnego, a nie człowieka, który z belgijskim potentatem, jakim niewątpliwie jest Anderlecht, nie potrafił totalnie zdominować belgijskiej ligi.

A wracając do Champions League – nie spodziewałem się, że po tylu latach czekania na Ligę Mistrzów, Mistrz Polski zwolni trenera, który z tą drużyną do tych rozgrywek awansował. Celowo nie użyłem sformułowania: „który tę drużynę do Champions League wprowadził”, bo ten awans drużyna osiągnęła pomimo, a nie dzięki Hasiemu – przynajmniej tak to wyglądało z zewnątrz.

***

Obejrzałem fragment najnowszego „Cafe Futbol” i Jerzy Podbrożny powiedział fajną rzecz. Nie będzie to cytat dosłowny, bo zwyczajnie nie pamiętam tego zdania w idealnym szyku, ale myśl była taka: „W lidze okręgowej jest piłkarz dynamiczny, któremu trochę brakuje techniki. Ma szybkość i spryt, ale brakuje mu ostatniego podania. I taki jest Langil”. Zdanie co do tego piłkarza mam podobne, pomimo ostatniej bramki w meczu z Zagłębiem Lubin.

Póki co, Steeven Langil, jak to zgrabnie określono, „lepiej gra na pianinie, niż na boisku”

***

Z kolei lepiej na boisku poczynają sobie nasi reprezentacyjni napastnicy. Dosłownie każdy strzela gola za golem. Lewandowski, Milik, Teodorczyk, Wilczek. Nawet Stępiński zaczął już strzelać we Francji – choć biorąc pod uwagę wydarzenia w tym kraju, to dość niefortunny dobór słów. Gdzieś w czeluściach internetu widziałem wpis czy komentarz: „Z Danią wyjdziemy 4-1-5”. I powiem Wam: Czemu nie? Skoro frajersko przepuszczamy pewne trzy punkty w Astanie, to żeby uniknąć podobnych sytuacji, wystawmy pięciu napastników – nastukamy z sześć goli, na drugą połowę Adam Nawałka, po zmianach, wprowadzi trzech pomocników, z czego dwóch defensywnych i mamy trzy punkty.

W kolejnych meczach zagrajmy tak samo i z rekordem strzelonych bramek w eliminacjach z dumą jedziemy do Rosji.

***

Jednak są rzeczy, których się obawiam:

1 – pobicia wątpliwego rekordu Dinama Zagrzeb w Lidze Mistrzów przez Legię.

2 – Zepsucia fajnej atmosfery wokół kadry.

Niespełnienia się tych scenariuszy życzę Wam i sobie.

I to nawet pomimo mojego wrodzonego pesymizmu – w końcu aż tak źle być nie może, nie?

Głównie piłka nożna, ale też siatkówka i piłka ręczna. Lubię death metal i inne podgatunki muzyki metalowej

Kliknij by skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Reklama

Musisz zobaczyć

Więcej z Legia Warszawa