Długo czekałem z napisaniem tego tekstu, chociaż pomysł na jego powstanie przyszedł mi minutę po ostatnim gwizdku środowego spotkania pomiędzy Legią Warszawa a gośćmi z Dortmundu. Pewnie tym tekstem zjednam sobie fanów z Warszawy, a trochę mniej korzystnych opinii będę mógł usłyszeć od…  No właśnie – od całej reszty.  W środę podczas meczu Legii Warszawa zrozumiałem, jak wielki “hejt” ogarnia głowy całego kraju.

Nie jestem fanem drużyny z Warszawy, nigdy nie byłem i nigdy nie będę. Od blisko 15 lat w sercu gra mi tylko jeden klub, ten z Reymonta. Okres buntu a zarazem krzyczenia “Legła Warszawa” dawno już mi minął, tak samo szybko minął jak związek z ostatnią dziewczyną, której serdecznie nie pozdrawiam. Dojrzałem, a może w jakimś stopniu futbol wypruł ze mnie emocje, te negatywne emocje. Zrozumiałem, że w świecie futbolu jest wielu przygłupów, ale również wielu normalnych ludzi, z którymi pomimo że różnimy się co do miłości klubowej, można dyskutować, spierać się na argumenty, trochę pokłócić, a z drugiej strony po prostu szanować, jak ludzie.

Ten tekst będzie jednak o tych pierwszych, o tych których nazwałem “przygłupami”. W świecie futbolu tych ludzi charakteryzuje nienawiść, która już dawno przysłoniła zdrowy rozsądek. Porażka rywala zaczyna cię bardziej cieszyć niż wygrana własnego klubu? Nerwowo odświeżasz telegazetę w celu sprawdzenia czy drużyna, której tak nienawidzisz już przegrywa? – Tak, możesz nazwać się “przygłupem”. Czas zacząć się leczyć.

Przed pierwszym spotkaniem Legii Warszawa w Lidze Mistrzów zbytnio się nie grzałem, bo w sumie niby dlaczego miałem to robić? Wiele lat czekałem na hymn Ligi Mistrzów. Odegrany w Krakowie. Doczekałem jedynie hymnu podczas eliminacji, ale nie ukrywajmy, to nie to samo. Podchodziłem do tego spotkania ambiwalentnie. Cel został spełniony, nasz klub wszedł do elity, zdobył punkty do rankingu. Natomiast zdawałem sobie sprawę w jakim miejscu jest Legia, jak wielki chaos panuje na Łazienkowskiej. A co za tym idzie, czego można było się spodziewać. Patrząc chłodno obstawiałem 4:0 dla drużyny Łukasza Piszczka, czyli szybkie sprawne lanie. Legia Warszawa nie miała argumentów by tu coś zrobić i jak się okazało miałem racje.

Podobny ogląd sprawy przed meczem miało setki kibiców w kraju. Zaczął się mecz i przypadkowo jednak duża część zapomniała o swoich przypuszczeniach przedmeczowych. Piłkarze Legii z bliska oglądali najlepszych zawodników świata, tymczasem na Twitterze – czyli na najlepszym wirtualnym stadionie, zaczął się jeden wielki spektakl drwin. Nagle na Legię zaczęto cisnąć z każdego zakątka kraju. Poziom “żartu” z minuty na minuty rósł. Legia przegrywała już 3:0, a co za tym idzie zaczęły się pojawiać pierwsze definicje tego występu, czyli “kompromitacja”. Tak było do końca spotkania. Spoglądałem jednym okiem na ten mecz, który toczył się zgodnie z planem, drugim na te wpisy i zastanawiałem się… Z czego wy ludzie drwicie, z czego się śmiejecie?

Z czego się śmiejecie? Z siebie samych się śmiejecie!

Tak, z samych siebie się śmiejcie. Widziałem wpisy kibiców z Poznania, Krakowa, Białegostoku i wielu innych miast naszego kraju. Najzabawniejsze były wpisy kibiców Cracovii. Śmiechu z ich strony było co niemiara. Czy wy zapomnieliście, że przed chwilą dostaliście wpierdol od amatorów z 349. miejsca w rankingu UEFA? Czy zapomnieliście, że w XXI wieku nie osiągnęliście nic? A nie, przepraszam zdobyliście vice-mistrzostwo juniorów, ukłony. Jeśli ktoś skompromitował nasz kraj w pucharach na arenie międzynarodowej w tym sezonie, to byliście to wy. Głosy z Białegostoku też padały, wy pewnie również zapomnieliście o tym, że całkiem niedawno odpadaliście z potęgą futbolu z Nikozji. Waszych dobrych występów w międzynarodowych rozgrywkach nie przypominam sobie. Poznań? W Poznaniu też zapomnieli jak “ich” Amica Wronki dostawała w fazie grupowej Pucharu UEFA? To może przypomnimy wyniki z 2004/2005, kiedy w grupie z Rangers, Auxerre, Grazer AK wykręcili bajeczny bilans 3-16. Nie pasują wam wspomnienia z Amica? Spokojnie. O 3:0 z AIK Solna też pamiętam. Tak można wymieniać każdej drużynie, kolejno z Piastem Gliwice, Wisłą i tak dalej.

Nie mam zamiaru tego robić. Poziom wariactwa osiągnął maksymalną wartość. Fakty są takie, że przyjechała jedna z najlepszych drużyn świata, ograła naszego mistrza jak chciała, nic nadzwyczajnego. Jesteśmy krajem trzeciego świata, jeśli chodzi o futbol klubowy. Pasujemy do Ligi Mistrzów, jak Jacek Gnój (pozdrawiam Cię, przyjacielu) do występu w Top Model. Tymczasem wszyscy ogłosili “kompromitację”. Legia swój cel osiągnęła, weszła do Ligi Mistrzów. Zgarnęła niebotyczną kasę, teraz może zgodnie z planem dostać wszystkie mecze po 0-6, wy się znowu pośmiejecie, a oni za chwilę za tę kasę wyciągną waszego najlepszego zawodnika z zespołu.

Na drugi raz, kiedy znowu zaczniesz się śmiać, że twój znienawidzony klub z Warszawy przegrywa z drużyną, która tyle samo, a może nawet więcej ograłaby was. Zastanów się drogi kibicu, nad tym co osiągnął twój klub w porównaniu z Legia w ostatnich latach w rozgrywkach ligowych, jak zaprezentował się Ttwój klub w rozgrywkach międzynarodowych (o ile w ogóle mieliście okazję ku temu), a na samym końcu spójrz na wasz bilans ostatnich pięciu spotkań właśnie z Legia. Patryk Lipski, młody zawodnik Ruchu Chorzów powiedział bardzo mądre słowa: “Legioniści w meczu z BVB? Na pewno nie będę ich krytykował, bo my polegliśmy w starciu z nimi.” – wy kibice natomiast oglądacie praktycznie regularnie plecy Legii i jej sukcesy, więc może jednak niekiedy warto zastanowić się przed kolejnymi drwinami. Zwłaszcza nad tymi niezwykle marnymi.

fot. Monika Wantoła

SKOMENTUJ WPIS KIBICA

Zostaw swój komentarz
Please enter your name here