Obserwuj nas

Reprezentacja

Lewandowski bohaterem – nihil novi

Polska reprezentacja w meczu z Armenią nie tylko nie potwierdziła swych aspiracji do awansu z grupy, ale też mocno zaniepokoiła swą postawą przed listopadowym meczem z Rumunią, który zagra na wyjeździe.

Zwycięstwo kilkoma bramkami, które przed spotkaniem na Narodowym wydawało się wręcz obowiązkiem, okazało się być tylko odległym marzeniem, do jakiego nie potrafili nawiązać podopieczni Adama Nawałki. Inna sprawa, że po pierwszej połowie mogli tak wysoko prowadzić, ale w piłce liczy się jednak to, co wpadnie do siatki, a nie to co wpaść do niej mogło. Zwłaszcza z rywalami pokroju Ormian.

Gdy w drugiej połowie „farfocla” do własnej bramki zapakował jeden z gości, wydawało się, że wszystko rusza w dobrym kierunku. Trudno jednak zrozumieć, co kierowało Maciejem Rybusem, gdy w tak idiotyczny sposób faulował rywala blisko pola karnego. Co stało się potem – widzieli wszyscy. Choć pewnie woleliby o tym zapomnieć.

Jeśli koniecznie szukać w tym spotkaniu pozytywów, to z pewnością trzeba zacząć od Roberta Lewandowskiego. Pracował momentami za dziesięciu (gdyby stanął w bramce, moglibyśmy napisać, że za jedenastu), rozgrywał, cofał się po piłkę wobec zdecydowanie defensywnego, zwłaszcza po stracie zawodnika, ustawienia Armenii, strzelał, zachęcał kolegów do większego wysiłku. Robił po prostu wszystko, co mógł. I ostatecznie został bohaterem. Niby nihil novi, ale warte podkreślenia.

Pozytywnie, choć w pierwszej połowie dość blado, wypadł też Piotr Zieliński, który, gdy trzeba było mocniej „przysiąść” na Armenii, stał się dla Lewego chyba jedynym równorzędnym partnerem. Posłał kilka dobrych prostopadłych piłek, raz świetnie rozegrał właśnie z Lewandowskim dwójkową akcję, której niestety nie potrafił skutecznie wykończyć, genialnie zagrał do wychodzącego Wilczka… Pokazał swój talent, który w reprezentacji jest jednak często skutecznie marnowany przez niewłaściwe z niego korzystanie. Oby to się zmieniło.

W trakcie spotkania dużo złego można było przeczytać o Teodorczyku. Fakt, pełnoprawnym zastępcą Milika nie był, to oczywiste. Ale też nie popadajmy w przesadę. Nieźle zastawiał się wobec silnych Ormian, to dzięki niemu graliśmy w przewadze jednego zawodnika. Kilka razy fajnie pograł z partnerami. To nie był występ na najgorszą notę w zespole. Podobnie zresztą jak ten Pawła Wszołka, którego również się czepiano. Oczywiście, obaj zagrali co najwyżej przeciętnie, ale gorszych wskazać nietrudno.

A gdybyśmy mieli wybrać najgorszego? Niestety, ale to miano przypadłoby Grzegorzowi Krychowiakowi. Drugi mecz z rzędu zawodnik PSG nie potrafił się odnaleźć na boisku. Podobnie jak dobrej formy, którą prezentował jeszcze na Euro. Zagadką pozostaje czy Krychowiak nie gra we Francji, bo jest bez formy czy jest bez formy, bo nie gra we Francji, jedno jest natomiast pewne – lepiej dla niego i reprezentacji byłoby, gdyby i wczoraj usiadł na ławce.

To przecież złe podanie Krychowiaka rozpoczęło akcję Armenii w samej końcówce meczu, po której nasi rywale powinni wygrać całe spotkanie, a nas uratowało tylko szczęście. Ormiański dziennikarz, który podobno popłakał się po bramce Lewandowskiego, zrobiłby wtedy to samo, tyle że ze szczęścia, a publiczność na Narodowym szybko mogłaby upatrzyć winnego w Grzegorzu. Jednak to my mieliśmy to szczęście. I Lewego.

Przykład Krychowiaka pokazuje inny problem tej kadry – przywiązanie Adama Nawałki do nazwisk. Wielu rezerwowych, grających na dobrym poziomie nie dostaje szans, gdy są ku temu okazje, a na boisku pojawiają się czy to właśnie niegrający Krychowiak czy Kapustka, który, gdyby nie kadra, mógłby pewnie zapomnieć jak wygląda mecz poza juniorskimi zespołami. Niczego tym graczom nie ujmuję, obaj pokazali, że mogą być cenni dla reprezentacji. Jednak nie w tej formie. Gdyby nie faul, po którym Błaszczykowski podszedł do wolnego i zaasystował, to o grze Bartosza również nie można by powiedzieć nic dobrego.

Niektórzy sprowadzali słabszą postawę drużyny do braku Arkadiusza Milika. Niesłusznie, choć jego nieobecność dało się zauważyć. Większym problemem jest gorsza forma kilku kluczowych zawodników i braki w koncentracji, które dało się zauważyć już w trzecim meczu z rzędu. Gdyby nie legendarne już szczęście Adama Nawałki, prawdopodobnie piłkarzy żegnałyby gwizdy a nie brawa. I byłyby to gwizdy zasłużone.

Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

Zobacz więcej Reprezentacja