Bramka portowa

Znacie to uczucie, kiedy wasza drużyna ma świetną serię? To dziwne uczucie, bo z jednej strony czujemy niezwykłą radość i cieszymy się chwilą, a z drugiej strony z tyłu kołacze się nam myśl, że każda seria kiedyś się musi skończyć, że nie zawsze będzie tak kolorowo.

Dzisiaj kibice Pogoni żyją we śnie, bo ich drużyna gra naprawdę świetną – oczywiście jak na polskie warunki – piłkę. Portowcy, jak mało która drużyna w lidze, potrafią cieszyć oko, zaskoczyć niekonwencjonalnym zagraniem. Dzisiaj jest to drużyna, która wydaje się z niebywałą łatwością tworzyć kolejne kapitalne sytuacje bramkowe, wprawiając tym samym w zachwyt kibiców zgromadzonych na stadionie. To drużyna, którą chce się oglądać i której chce się kibicować.

Dzisiejszy mecz z Ruchem był także szczególny ze względu na mobilizację kibiców. Od dobrych kilku dni kibice nakręcali wszystkich, aby ci zjawili się na meczu i młyn w końcu wyglądał “po bożemu”. Nie dość, że udało się osiągnąć cel, to wylane zostały solidne fundamenty by takie akcje powtarzać. Mam nadzieję, że seria dobrych wyników rozpocznie “modę” na Pogoń i sympatyków piłki nożnej na Twardowskiego będzie z każdym meczem przybywać.

Co do samego meczu – wiadomo, Spas Delev dał nam zwycięstwo, dwukrotnie pokonując bramkarza Ruchu. Nie był on jednak jedynym bohaterem tego spotkania. Sebastian Rudol zagrał profesorskie zawody i mógł tym występem zawstydzić swojego starszego kolegę – Jarosława Fojuta, który dzisiaj był moim zdaniem najsłabszym ogniwem w drużynie. Zaskakująco dobrze spisał się Akahoshi, który do wyjściowego składu wskoczył w miejsce kontuzjowanego Rafała Murawskiego. Kamil Drygas i Mateusz Matras dopełnili dzieła, a ten ostatni zaliczył kluczową rolę przy drugiej bramce dla Pogoni. Cała akcja była jak na standardy naszej ligi wyjątkowo ekskluzywna.

Wygranych się nie sądzi, ale Adam Gyursco obok wspomnianego już Jarosława Fojuta był kolejnym piłkarzem, który rozczarował. Nie zagrał w rzeczy samej źle, bo jak zawsze potrafił świetnie wyjść na pozycję, pociągnąć akcję do przodu i stworzyć niemały popłoch w szeregach rywala, ale jego decyzje w końcowych fazach akcji były… lekko frustrujące. Węgier miał jedną “patelnię” pod koniec meczu i kilka naprawdę dobrych sytuacji, w których mógł i powinien zachować się lepiej. Liczę na poprawę w Gdańsku, bo w meczu z Lechią może się okazać kluczowym ogniwem.

No właśnie, przed nami mecz w Gdańsku i to jest ten moment, w którym mój optymizm lekko podupada. Jak już wspomniałem – gdzieś z tyłu głowy jest to niemiłe uczucie, że sielanka się w końcu skończy i nadejdzie nieunikniona porażka. Spotkanie z liderującą Lechią może być wybudzeniem z tej pięknej bajki, ale również może wprowadzić nas wszystkich w jeszcze większą ekscytację i zachwyt.

Aviva MKS!

SKOMENTUJ WPIS KIBICA

Zostaw swój komentarz
Please enter your name here