Obserwuj nas

Felietony

Czy rozdzielone półkule mogą współgrać? Spór o Legię oczami neurochirurga

Kurz opada, spod tumanu wystają połamane kończyny. Krajobraz inny niż przed zawieruchą może zdumiewać kogoś, kto przywykł do widoku Trzech Koron. Tąpnięcie, na które się zanosiło, i które prawdopodobnie było planowane od samego początku doprowadziło do implozji jednego z najciekawszych projektów sportowych ostatnich lat.

Zainteresowani wiedzą wszystko, niezainteresowani mają to w dupie. Dlatego nie będzie tu ani o giełdzie nazwisk (większość to zwykłe wróżenie z fusów), nie będzie też o planach samodzierżawcy, ani tym bardziej o szczegółach sporu. Nie będzie ciekawostek rzekomo krążących w biznesowej palestrze. Będzie troszkę szerzej i nie zawsze poważnie. Swoją drogą ostatnimi czasy coraz trudniej mi przychodzi pisanie i nie jestem w stanie zagwarantować, czy będzie ciąg dalszy.

*

Gdyby Legię przyrównać do naleśników z serem, to Dariusz Mioduski byłby nudnym plackiem – nie najciekawszym składnikiem, ale nadającym formę daniu. Bogusław Leśnodorski to zaś słodkie nadzienie, słodka mieszanka twarogu i wanilii. Z osobna znaczą niewiele, jednak współgranie tych składników, ich wzajemne uzupełnianie się, połączenie delikatności pszennego placka i mdło słodkiego nadzienia powoduje, że mamy do czynienia z daniem wykwintnym. Można spytać Pana Makłowicza… może mieć teraz troszkę więcej wolnego czasu. O ile znaczenie Pana Mioduskiego i Leśnodorskiego mamy już określone to należy jeszcze ustalić rolę i pozycję Pana Wandzla. Po chwili namysłu, twierdzę, że najlepszą dla niego funkcją byłaby rola rodzynek. Blisko, wręcz nierozerwalnie, związane z serkiem ale przy nadmiernej ich ilości zaburzające formę i fałdujące powierzchnię naleśnikowego placka. I nie dziwić powinno, że naleśnikowi nie w smak była obecność rodzynkowego dodatku, serkowi jednak rodzynki dodają charakteru i wykwintności w stylu „na bogato”.

*

Poza kilkoma wyjątkami dotychczas pozbywanie się klubu piłkarskiego w Polsce przypominało odkopanie zepsutego ziemniaka/kartofla/pyry/grula/Pawła Nowaka. Po wyczerpaniu się jakiejś formuły, po przejedzeniu zapasów finansowych lub utraty motywacji do pozostania właścicielem, klub bywał oddawany pierwszemu chętnemu, choćby i Senegalskiemu turyście. Pamiętamy okoliczności, w których Korony pozbywał się Pan Klicki, choć akurat jemu dziwić się nie należy. Umoczony w korupcyjne bagnisko po szyję klub nie jest najlepszym miejscem dla szanującego się biznesmena. Pamiętamy Dyskobolię, a później Polonię Pana Drzymały, pamiętamy Widzew Pana Cacka, pamiętamy, w końcu, schyłkową krakowską Wisłę Pana Cupiała. Choć temu ostatniemu mimo wszystko należy się wdzięczność kibiców Białej Gwiazdy za podniesienie z ruin i wspaniały okres absolutnej dominacji, to jednak ostatnie kilka sezonów to powolne staczanie się klubu do poziomu Pana Meresińskiego… ale to już przecież zupełnie inna historia bliższa kronice kryminalnej Pana Fajbusiewicza.

*

Nie pamiętam jednak sytuacji, w której o władzę w klubie toczyłaby się wojna. I to taka z własnymi generałami, taktykami i ministrami propagandy szafującymi tekstami i felietonami zawierającymi lokowanie produktu. W którą zaangażowane byłoby pół dziennikarstwa sportowego i 1/4 piłkarskiego Twittera. Tę ostatnią wartość wziąłem z tzw. “czapy”, gdyż tam nie zaglądam, choć nie ukrywam, czasami tęsknię.

Mówi stare przysłowie, że „gdzie 2 Polaków, tam 3 opinie”. Dlatego też nie zdziwiłem się, gdy w świecie kibiców Legii tak pięknie i dokładnie się spolaryzowały nastroje. #TeamBodek vs #TeamMiodek, a ostatnimi czasami #TeamWykopmyWandzlaZeStadionu. Jak w przysłowiu… Gdy ktoś ma przypadkiem wyjątkowo dużo pokładów spokoju zagląda wtedy na forum jakiejkolwiek z legijnych stron, a tam w komentarzach jak w piosence Daukszewicza „Hańba zdrada”… zamieńmy tylko w myślach słowo „sejm” na „stadion”. Nie jesteśmy przecież portalem politycznym. Jesteśmy poważniejsi, przynajmniej pozostali są.

[vc_video link=”https://www.youtube.com/watch?v=qPxOhLTKUns” align=”center”]

*

Ostatnie badania neuropsychologiczne i neurofizjologiczne pozwalają rozdzielić rolę półkul mózgu. Analityczna lewa półkula dominuje u około 95 % ludzi. To w niej zlokalizowane są ośrodki odpowiadające za mowę, jej rozumienie, ośrodki słuchowe i koordynujące płynny ruch ciała. Półkula prawa odpowiedzialna jest za myślenie abstrakcyjne, wyobraźnię przestrzenną, wrażenia artystyczne. Obowiązujący do niedawna układ w Legii przypominał współpracę siostrzanych, ale pełniących odmienne role, a także wzajemnie się uzupełniające półkule mózgu. Lewa napędzała się szaleństwem prawej, prawa była przez lewą tonowana i uspokajania.

W neurochirurgii znane jest zjawisko tak zwanego zespołu rozłączenia. Przecięcie, uszkodzenia ciała modzelowatego łączącego i synchronizującego działanie obu półkul mózgu prowadzi do sytuacji, w której prawa strona mózgu nie wie co robi lewa. Przedmiotów widzianych lewym okiem osobnik nie jest w stanie nazwać, gdy tymczasem widziane okiem prawym nazywa bez problemu, nie rozpoznaje dotykiem przedmiotów trzymanych w lewej ręce, nie rozpoznaje zapachów wdychanych lewym przewodem nosowym. Zabieg komisuratomii (przecięcia ciała modzelowatego) dokonany na mózgowiu warszawskiej Legii może doprowadzić do odhamowania półkuli jednej, przy popadnięciu w stagnację półkuli drugiej. I wcale nie uważam, że takie zjawisko będzie dla Legii dobre. Obie hemisfery mózgu potrzebują siebie wzajemnie i choćby nie wiem jak bardzo od siebie stroniły to są na siebie skazane.

Przecięte ciało modzelowate nie zrasta się jednak… i choć istnieje szansa wycofania się zespołu rozdzielenia to prawie nigdy nie wycofuje się on całkowicie. Pozostaje mniejszy lub większy deficyt neurologiczny…

A szkoda, bo co dwie półkule, to nie jedna…

Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

Zobacz więcej Felietony