Obserwuj nas

Sląsk Wrocław

O dwóch chłopcach w krótkich majtkach którzy pokłócili się o… no właśnie o co?

Pamiętacie czeską bajkę o sąsiadach? Młodsi czytelnicy mogą nie pamiętać, więc przypomnę. Pat i Mat to dwaj sympatyczni panowie, którzy lubią majsterkować. Problem tkwi w tym, że zazwyczaj ich majsterkowanie prowadzi do katastrofy. Dlaczego wspominam o sympatycznych czeskich bohaterach? A no dlatego, że ostatni tydzień we wrocławskim ratuszu przypominał właśnie tę bajkę. Niby wszystko jest dobrze, ale nic nie działa i nikt nie wie dlaczego. Zapraszam was do krainy, w której jednego dnia coś jest pewne na 100%, a drugiego okazuje się, że jednak nie.

7 lipca pisałem tak: Koniec urzędniczych rządów we Wrocławiu! Od wczoraj Śląsk = Ślak, później w tekście opisałem wam działalność biznesową pana Grzegorza Ślaka. Opisałem ją w samych superlatywach, bo jego osiągnięcia nie pozwalały napisać tego inaczej. Jeszcze tego samego dnia moja żona zwróciła mi uwagę, że podchodzę do tego zbyt entuzjastycznie i bez dystansu. Wtedy się z nią nie zgadzałem. Wczoraj przypomniałem sobie, że słuchanie tego co mówi moja żona zawsze wychodziło mi na dobre i tym razem też powinienem był przyznać jej rację.

Okazuje się bowiem, że pan Ślak zrobił w jajo nie tylko mnie, ale i liczną rzeszę kibiców Śląska, którzy mocno w niego wierzyli. Wierzyli do tego stopnia, że na twitterze pojawił się nawet hashtag #teamŚlak. Każdy z wrocławskich kibiców cieszył się, że w Śląsku pojawił się w końcu ktoś, kto będzie w stanie posprzątać i poukładać od nowa cały ten bajzel zostawiony przez wrocławskich urzędników. Ostatecznie okazało się, że pan Ślak wpadł do klubu tylko po to, żeby zrobić jeszcze większy bałagan.

***

Na początku wszystko szło znakomicie. Pan Ślak podpisał umowę inwestycyjną zobowiązując się tym samym do wykupu od miasta Wrocław 54,46% akcji Śląska. Za ten pakiet miał przelać na konto miasta 3 miliony złotych. Zobowiązał się też dofinansowywać Śląsk kwotą 15 milionów złotych rocznie. Obiecał też, że przyprowadzi sponsora tytularnego dla stadionu. Miał przy tym jednak też swoje warunki. Poinformował więc wrocławski magistrat, że do finalizacji transakcji z jego strony dojdzie dopiero wtedy, kiedy miasto zagwarantuje mu to, że:

a) 100% zysku z biletów i karnetów będzie trafiać do kasy klubu,

b) cała kasa przekazana od sponsora tytularnego wrocławskiego stadionu, którego pan Ślak przyprowadzi, trafi do kasy klubu,

c) miasto obniży koszt dzierżawy stadionu z 2,5 mln złotych do 1 mln rocznie.

Twierdził, że z jego wyliczeń wynika, że tylko przy spełnieniu powyższych trzech warunków będzie on w stanie wyprowadzić zadłużony na prawie 13 mln złotych Śląsk na prostą.

Miasto na początku zaczęło kręcić nosem. Szczególnie w kwestii obniżenia kosztów dzierżawy stadionu. Padały argumenty, że miasto nie może tego zrobić bo wtedy spółka Wrocław 2012 zarządzająca stadionem może zostać posądzona o niegospodarność, a odwiedzin CBA by raczej nie chcieli. Ślak był jednak uparty. Powtarzał, że nie ustąpi, bo on jest tutaj żeby ratować Śląsk, a nie gospodarczego trupa, jakim jest spółka stadionowa. Jeszcze wtedy mi i sporej rzeszy kibiców to imponowało. Mówiliśmy, że to twardy negocjator i sprawny biznesmen, któremu leży na sercu los Śląska.

Co było dalej? Spotkania prezydenta Dutkiewicza z Grzegorzem Ślakiem, negocjacje i konferencje prasowe. Konferencje, na których w kółko podkreślano, że porozumienie jest już tak blisko, że bliżej być nie może. Rzeczywiście można było odnieść wrażenie, że trzeba załatwić tylko notariusza, zrobić przelew i podpisać papiery. Grzegorz Ślak pewnie wypowiadał się już na temat transferów i na temat roszad w zarządzie klubu. Był nawet pod Warszawą na sparingu Śląska z Wisłą Płock. Cóż to był za widok! Wiceprezydent Bluj, Grzegorz Ślak z Tomaszem Kłosem, prezes Bobowiec i dyrektor Matysek siedzą razem, oglądają mecz i planują świetlaną przyszłość Śląska.

Za kulisami wciąż jednak trwały rozmowy na temat trzech punktów, o których wspomniałem powyżej. Kiedy ten temat zaczął się przeciągać, ja zacząłem mieć wątpliwości. Zabawne jest to, że bałem się o to, że to wrocławscy urzędnicy wytną jakiś numer, bo nie będą chcieli odpuścić przede wszystkim kasy dla stadionu. W końcu jednak padła deklaracja miasta, że zgadzają się żeby 100% zysku z dnia meczowego trafiało do kasy klubu. Zgodzili się też żeby cała kasa od sponsora tytularnego trafiła do kasy Śląska. Punktem spornym pozostał koszt dzierżawy wrocławskiej areny z powodów, o których wspominałem powyżej.

Ostatecznie jednak pan prezydent Dutkiewicz i w tej kwestii uległ. Zadeklarował nawet, że znajdzie sponsora lub uruchomi rezerwy budżetowe Wrocławia, żeby pokryć różnicę kosztu dzierżawy, czyli 1,5 mln złotych. Znów pomyślałem, że z tego Ślaka to jest niezły gracz. Przycisnął urzędników do muru i uzyskał wszystko czego chciał. Kwestie formalne w tej sytuacji wydawały się, więc już tylko… formalnością. Właśnie, wydawały się. Co się więc stało? Nie wiem, ale na tą chwilę myślę, że pan Ślak dostał tzw. „pomroczności jasnej”, coś przeskoczyło mu w głowie i stwierdził, że rzuca to wszystko i jedzie w Bieszczady. Dopuszczam również możliwość, że wszystko rozbiło się o to, że miejscy prawnicy są takimi amatorami, że nie potrafią porządnie przygotować odpowiednich dokumentów. W przypadku tej drugiej opcji to samo należy myśleć o prawnikach pana Ślaka. Dlaczego? A no dlatego, że było tak…

Miasto ogłosiło oficjalnie na konferencji prasowej, że zgadza się na WSZYSTKIE warunki wymagane przez pana Ślaka. Rozpoczęto, więc tworzenie aneksu do umowy i tutaj nagle wszystko się odwróciło. Pan Ślak nagle zarzucił urzędnikom, że:

a) przygotowany przez miasto aneks nie jest zgodny z jego ofertą,

b) do aneksu nie zostały dołączone wszystkie wymagane dokumenty.

Według Grzegorza Ślaka te dwa punkty sprawiły, że nie miał możliwości podpisania tego aneksu, a co za tym idzie nie mógł sfinalizować transakcji. Co na to miasto? Prezydent Dutkiewicz i wiceprezydent Bluj, a także mecenas Jacek Masiota zgodnie twierdzą, że spełnili WSZYSTKIE warunki wymagane przez pana Ślaka. Dodali również, że wszystko jest zawarte w aneksie. Od tej chwili te rozmowy wyglądały mniej więcej tak:

W końcu wrocławski magistrat przekazał panu Ślakowi informację, że jeśli nie podobają mu się zapisy prawników miejskich to niech jego spece przygotują wzór aneksu taki, który będzie mu odpowiadał. Co na to pan Ślak? Odpowiedział, że przygotowanie aneksu to nie jest jego zadanie. Ostatecznie jednak miał dostarczyć do ratusza informacje jak według niego te zapisy powinny wyglądać. Z wypowiedzi wiceprezydenta Bluja podczas Rady Miejskiej wynika, że najpierw te instrukcje miały dotrzeć do ratusza w czwartek do godziny 18. Później była wersja, że w piątek do 8:30. Następnie, że do 9:30.

Ostatecznie prezydent Dutkiewicz powiedział pas. Zwołał Radę Miasta, na której przegłosowano dotację dla Śląska w wysokości 10 milionów złotych. To powinno pozwolić spokojnie dotrwać do końca roku. Ogłosił również, że w tej chwili właścicielem Śląska zostanie spółka zarządzająca stadionem. Wspomniał też, że niedługo miasto powinno przedstawić nowych sponsorów. Mówił, że będzie też rozmawiał z wrocławskimi inwestorami, którzy są zainteresowani tym, żeby wspomóc Śląsk. Wydaje się więc, że temat Ślaka we Wrocławiu upadł definitywnie. Pan Ślak nie zdecydował się na wyjaśnienie sprawy na konferencji prasowej. Przekazał tylko suche pismo, które udostępniam tutaj dzięki uprzejmości Jakuba Gudera z Gazety Wrocławskiej:

Ostatecznie nadal nie wiemy co się stało i o co się to wszystko rozbiło. Magistrat twierdzi, że spełnił wszystkie wymagania Ślaka, a Ślak twierdzi, że magistrat nie dał mu gwarancji, że te wymagania spełni.

***

Jak widzicie ktoś jest tutaj niepoważny. Nie widziałem umowy, ani tego aneksu, więc nie będę tutaj pisał czyja to wina. Z tych informacji, które posiadam wynika, że pan Ślak zachował się co najmniej dziwnie. Nie wykluczam jednak też tego, że prawdą może być to co mówił pan Ślak o tym, że zapisy w aneksie kompletnie nie odpowiadały temu czego on oczekiwał. Jako kibic Śląska rządzonego przez miasto doskonale wiem jakie tam znajdują się ananasy.

Panie Dutkiewicz, Panie Ślak. Zachowaliście się jak dwóch dzieciaków, którzy w piaskownicy wyrywali sobie łopatkę, którą ostatecznie jeden z was puścił, a drugi odchylając się trzepnął nią inne dziecko. W tym przypadku innym dzieckiem jest obecnie największa wartość tego klubu, czyli jej kibice. Obaj zawiedliście nas na całej linii, ale do tego, że zawodzą nas urzędnicy zdążyliśmy przywyknąć. Jednak pan, panie Ślak? Pan nas nie tylko zawiódł. Pan nas też oszukał.

Opowiadał pan jak wielkim jest pan fanem Śląska. Opowiadał pan jak panu zależy na klubie. Kibice panu wierzyli. Wierzyli do tego stopnia, że po artykułach Latkowskiego w komentarzach równali go z ziemią w pana obronie! Ja również dałem się nabrać i zrobiłem z siebie idiotę przestawiając pana jako poważnego człowieka. Ostatecznie okazuje się, że bliżej panu jednak do Irka Króla niż do Romana Abramowicza. Szczerze mówiąc, to teraz panu nie zazdroszczę. Nie chciałbym być w pana skórze, kiedy pojawi się pan na meczu Śląska.

Nie chciałbym być też w pana skórze jak się okaże, że prawnicy magistratu wygrają z panem proces i za zerwanie umowy będzie pan musiał zapłacić karę, która według umowy inwestycyjnej, którą pan podpisał, może sięgnąć nawet 30 milionów złotych.

Teraz pozostaje kibicom Śląska liczyć na to, że ta drużyna, budowana teraz przez panów Bobowca, Matyska i Urbana będzie w stanie powalczyć o coś więcej niż utrzymanie. Z wypowiedzi wiceprezydenta Bluja wynika, że następny przetarg będzie można rozpisać dopiero po sezonie. Zabawne jest też to, że w obliczu powyższych wydarzeń szansą na normalność dla Śląska może okazać się osoba pana Deana Johnsona, który podobno nadal jest zainteresowany klubem. Prawdopodobnie jest też nadal zainteresowany wykupem akcji wrocławskiego konsorcjum sportowego, czyli obecnie mniejszościowego właściciela. Jest też szansa, że przedstawi gwarancje bankowe z kraju bardziej wiarygodnego od Gwinei. W tej kwestii więcej szczegółów podam wam jednak w poniedziałek, kiedy pojawi się mój wywiad z panem Pawłem Tenerowiczem, który reprezentuje pana Deana Johnsona.

Na koniec dodam, że kibiców Śląska znów może czekać ciężki sezon, ale skoro wytrzymaliśmy ten poprzedni, to nic nas już nie zniszczy.

Hej Śląsk!

Piotr Potępa

Piszę dla Watch-Esa i 2x45info. IT QA. Zakochany we Wrocławiu i Warszawie sprzed wojny.

Kliknij by skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Reklama

Musisz zobaczyć

Więcej z Sląsk Wrocław