Pogoń Szczecin w tym sezonie świętuje siedemdziesiąte urodziny. Jeszcze w tym roku wyprzedzi w tabeli wszech czasów Widzew, dzięki czemu zostanie siódmą drużyną w tym rankingu. Jak widać, piastowanie wysokiego miejsca w historii polskiego futbolu o niczym nie świadczy, bo w wielu aspektach nadal częściej przypominamy parodię profesjonalnego klubu piłkarskiego niż ekstraklasową drużynę, aspirującą do bycia jedną z najlepszych w kraju.

Za nami pierwsza kolejka, a już na tym etapie wokół klubu panuje bardzo toksyczna atmosfera. Kibice mamieni przedsezonowymi zapowiedziami o podjęciu walki o najwyższe cele powoli zaczynają się niepokoić wszechobecną ciszą w temacie wzmocnień, a słowa prezesa o spokojnym i ostrożnym budowaniu klubu coraz częściej traktują jako wymówkę w bierności działań. Nie pomagają mu również szczere deklaracje, niejednokrotnie pogrążające go w oczach kibiców i postronnych obserwatorów. Na ostatnim spotkaniu z kibicami miał bowiem powiedzieć, że trener nie może zarekomendować zawodnika, którego widziałby w zespole, a to tylko jeden z wszechobecnych kwiatków padających z ust prezesa. Ostatnie wydarzenia pokazują jedynie, że działania w klubie są dalekie od ideału. Żeby przybliżyć skalę absurdu wokół działań zarządu musimy kilka rzeczy chronologicznie poukładać i przypomnieć.

Grudzień 2016 – Mateusz Matras odchodzi z Pogoni

Już pod koniec zeszłego roku, a dopiero na półmetku zeszłego sezonu, władze Pogoni wiedziały, że czołowy gracz drużyny nie podpisze nowego kontraktu i odejdzie z klubu. Decyzja piłkarza jak najbardziej zrozumiała – odejście do Lechii Gdańsk to krok do przodu w karierze i z pewnością również w sferze finansowej. Decyzje pomocnika trudno kwestionować, tutaj po prostu trzeba było zacząć działać. Mateusz był z drużyną do końca sezonu i do ostatniej kolejki stanowił jeden z głównych filarów drużyny. Zadaniem zarządu było znalezienie dla niego zastępstwa. Czasu na poszukiwania? Od groma, ponad pół roku. Rezultat? Ściągnięcie Tomasz Hołoty, zawodnika doświadczonego, choć po fatalnym sezonie na zapleczu Bundesligi. Ruch należy uznać za dobry, choć kompletnie niewyczerpujący. Drużyna, która ma ambicje, by nie kończyć sezonu po trzydziestej kolejce i bynajmniej być uwikłana w spadek, potrzebuje szerokiej kadry. Przy odejściu Matrasa, coraz starszym Rafale Murawskim i dołującym Mate Tsintsadze ściągany do klubu jest jeden gracz środka pola. Jedno wzmocnienie do momentu startu ligi, mimo tego, że w klubie doskonale wiedziano pół roku wcześniej o stracie czołowego piłkarza. Już teraz wychodzimy nam to bokiem.

14 lutego 2017 – Mateusz Lewandowski odchodzi z Pogoni

Dla większości kibiców Portowców – idealny prezent na walentynki. Odejście Lewandowskiego oznaczało spokojniejszą głowę w oczekiwaniu na wyjściowy skład i mniej nerwów podczas samych spotkań. Mimo, że pobyt “Lewego” nie będzie po latach wspominany przez fanów Pogoni z estymą, to fakty były niepodważalne – wraz z odejściem Lewandowskiego drużyna została z trzema bocznymi obrońcami gotowymi do walki o pierwszy skład. Ricardo Nunes to pewniak i stały punkt drużyny od lat, Cornel Rapa to prawdopodobnie najbardziej solidny defensor Pogoni, choć co pokazał pierwszy mecz tego sezonu i ostatnie poprzedniego, to powoli staje się etatowym środkowym obrońcą. David Niepsuj, gdy grał, prezentował się nieźle, choć nękany był przez kontuzje niczym Hubert Matynia, którego przy całej mojej sympatii do niego, ciężko mi traktować jako podstawowego zawodnika pierwszej drużyny. Z tak obsadzonymi bocznymi strefami boiska może dojść do bardzo drastycznych rotacji, które mają przełożenie na grę całej drużyny. Próbkę takiej sytuacji mieliśmy już w meczu z Wisłą, gdzie niemiłosiernie objeżdżany na flance był Sebastian Rudol, grający z boku raczej z braku laku. O odejściu z drużyny Lewandowskiego minęło ponad pięć miesięcy. Wzmocnień na tej pozycji? Brak.

23 lutego 2017 – Łukasz Zwoliński wypożyczony do Śląska

Fakt ważny odnotowania z jednej prostej przyczyny – w jakąkolwiek użyteczność Zwolaka zaczęli wątpić już nie tylko kibice, ale także zarząd. Jak się okazało, przyjście Nadira Ciftciego, mającego być zbawieniem w ataku Pogoni było ściśle powiązane z odejściem Łukasza. Klub desperacko potrzebował snajpera, czego wyraz dał w wypożyczeniu Turka. Jak wiemy, napastnik Celticu w Szczecinie kompletnie się nie sprawdził i po sezonie opuścił klub. Czy problem w pierwszej linii się rozwiązał wraz z końcem sezonu? Czy Zwoliński odbudował się w Śląsku i odzyskał zaufanie w Pogoni? Otóż nie. Dzisiaj Pogoń dysponuje tak naprawdę jednym nominalnym napastnikiem i jest nim właśnie Zwoliński, który w pierwszym meczu znów przypominał cień samego siebie sprzed dwóch sezonów. Mamy lipiec, a w Pogoni nie ma komu strzelać bramek. Adam Frączczak, choć jest gwarantem bramek, to nie jest pełnoprawnym napastnikiem i irracjonalnym posunięciem jest budowanie ataku na piłkarzu o takim profilu. Jeszcze bardziej szokującym jest brak jakichkolwiek wzmocnień na tej pozycji, choć zarząd od momentu odstawienia Ciftciego na boczny tor musiał wiedzieć, że wzmocnienia są nieuchronne i potrzebne na gwałt.

7 maja 2017 – Kazimierz Moskal podaje się do dymisji

Odejście Kazimierza Moskala było dla wszystkich sporym zaskoczeniem i należy oddać zarządowi, że szybko udało się znaleźć nowego trenera i do tego z wyrobionym nazwiskiem. Tutaj spory plus dla zarządu, choć w całej sytuacji boli, że w klubie nie poszli za ciosem i zadowolili się sprowadzeniem do klubu jednego uznanego nazwiska.

23 maja 2017 – Maciej Skorża trenerem Portowców

Ciężko ocenić pracę Skorży, bowiem trenuje on zespół od kilku tygodni, a za nami dopiero pierwsza ligowa kolejka. Oczekiwania wobec trenera były i są nadal wysokie, choć większość z obserwatorów Ekstraklasy wie, że to fachowiec co się zowie. Wraz z oczekiwaniami co do nowego szkoleniowca szły także te wobec zarządu, który wysłał jasny sygnał – zatrudniamy fachowca, idziemy szeroko i pokazujemy na co nas stać. Każdy dopowiadał sobie do zatrudnienia Skorży dalszą część historii, wierzyliśmy w to, że bez odpowiednich zapewnień ze strony klubu, ten by nie przyszedł pracować do Szczecina. W końcu trener potrzebuje do pracy odpowiedni warsztat i zasoby, a w tym przypadku zasobami są piłkarze.

Od przyjścia Skorży do Pogoni do drużyny doszedł jeden piłkarz, będący realnym wzmocnieniem – mowa oczywiście o Łukaszu Załusce, który prawdę mówiąc nie zachwycił ani w grach sparingowych, ani w pierwszym meczu o punkty. Na początku myśleliśmy, że po prostu mądrze budujemy drużynę, dobieramy piłkarzy wedle określonych kryteriów i nie działamy na przysłowiowe łapu-capu. Dziś mamy środek lipca, a nadzieje o mądrym budowaniu składu brzmią bardziej niż obłuda niż stan faktyczny.

19 czerwca 2017 – Pogoń podpisuje nową umowę z Grupą Azoty

Nowa dwuletnia umowa między Pogonią a sponsorem strategicznym, to przede wszystkim mocne słowa prezesa polickich zakładów chemicznych, który tak wypowiadał się o nowych postanowieniach umowy:

Umowa jest zawierana na dwa lata. jest dwuletnia dlatego, żeby mogły się ziścić oczekiwania na ten sezon. jeżeli pogoń zdobędzie mistrzostwo Polski, jeżeli zajmie miejsce gwarantujące grę w pucharach, to efekt sukcesów w nadchodzącym sezonie pojawi się w kolejnych – możliwość gry w pucharach i to chcemy nagradzać.

Na konferencji bardzo jasno przedstawione zostały aspiracje klubu, jak i sponsora na nadchodzące sezonu. Gra w górnej ósemce ma być absolutnym minimum, a premia za wykonanie tego planu nie podlega żadnej premii ze strony sponsora. Wiceprezes zarządu Pogoni – Tomasz Adamczyk, mówi o nowym etapie między klubem a Grupą Azoty, podkreślając dużą wagę młodzieży, która ma w przyszłości zasilić pierwszą drużynę i wspomóc osiąganie dalszych sukcesów. Słowa piękne i kwieciste, zaś mijające się ze stanem faktycznym. Obecnie drużyna nie ma kim grać, a trener na tym etapie sezonu ma dużą zagadkę. jak ustawić zespół na boisku. Jak widać trener nie do końca zauważa w młodych portowcach zawodników gotowych do gry w meczowej jedenastce i o wiele chętniej sięga po tych doświadczonych na ligowym poletku. To nie wygląda to jak walka o najwyższe cele, bowiem sezon jest długi, a ławka wąska już na samym starcie.

13 lipca 2017 – konferencja przed meczem z Wisłą

Sezon jeszcze się nie zaczął, a Maciej Skorża już daje publicznie do zrozumienia, że nie do końca jest zadowolony z szerokości swojej kadry. Słowa te padły z ust trenera po wypowiedzi prezesa Mroczka, który dotychczasowe ruchy transferowe skwitował w ten sposób:

Największym transferem jest przyjście trenera Macieja Skorży. Ma nieprzeciętne umiejętności i to nie jest kadzenie, tylko pewność. Trener jest w stanie dać każdemu z tych piłkarzy taką jakość, o której do tej pory mogliśmy tylko marzyć.

Maciej Skorża w humorystyczny, choć bardzo dosadny sposób odniósł się do tej wypowiedzi:

Takie słowa z ust prezesa są budujące, ale wolałbym, żeby mnie mniej cenił, a może przełożyłoby się to na ruchy transferowe.

To mocna sugestia ze strony Skorży, że nie wszystko idzie zgodnie z planem, zresztą już po meczu z Wisłą kolejny raz dał on upust swojemu niezadowoleniu, żaląc się, że zabrakło mu typowo ofensywnych piłkarzy w kadrze i nie wykorzystał zmian, bo na ławce miał samych obrońców. Po meczu miało dojść do ostrej wymiany zdań między trenerem, a prezesem i w kuluarach się mówi, że zespół jeszcze w tym tygodniu ma wzmocnić jeden piłkarz. Dziś wiemy, że tym wzmocnieniem ma być hiszpański skrzydłowy – Fede Vico Jak ten ruch ma się jednak  do ostrożnej polityki transferowej? Jak widać musiało dojść do scysji między Skorżą a Mroczkiem, aby wykonać jakikolwiek ruch.

Humory nie dopisują

Sytuacja w Pogoni jest nerwowa. Zespół przegrał pierwszy mecz, nie tworzył sobie sytuacji podbramkowych i zawodził w obronie. Licznie zgromadzona publiczność musiała pełna zawodu opuścić stadion w piątkowy wieczór. Nic dziwnego – gra drużyny wyglądała niemalże tak samo jak na początku zeszłego sezonu, gdy obejmował ją trener Moskal. Co to oznacza? Że jesteśmy w tym samym miejscu co rok temu. Mimo tego, że przez ten czas wzmocniliśmy kadrę o zawodników, którzy stanowią obecny jej trzon (Delev, Rapa…) to wydaje się to wciąż zbyt mało na realizację założonych celów, bowiem w dalszym ciągu Ci sami piłkarze są w obiegu, drużynie brak świeżości, a w większości przypadków piłkarze nie mają żadnego konkurenta w walce o skład. Dość powiedzieć, że na tę chwilę Pogoń ma jednego nominalnego środkowego obrońcę. Obecna sytuacja kadrowa może co najwyżej pozwolić na walkę o górną ósemkę i to też przy dużej dozie szczęścia. Gdzie więc są realne wzmocnienia? To pytanie zadają sobie kibice od kilkunastu dni i dają upust swojej uzasadnionej frustracji.

Jak widać po ostatnich wydarzeniach, nie tylko kibice są zdenerwowani, a atmosfera w całym klubie robi się coraz bardziej napięta. Należy jednak liczyć na to, że ludzie w klubie w końcu się opamiętają i przypomną sobie, że tak uznany klub jak Pogoń Szczecin zasługuje na coś więcej niż działanie po najniższej linii oporu. Tym bardziej w momencie gdy zapowiadane jest huczne celebrowanie okrągłych, siedemdziesiątych urodzin.

SKOMENTUJ WPIS KIBICA

Zostaw swój komentarz
Please enter your name here