Obserwuj nas

Legia Warszawa

Oczko się odlepiło temu misiu, czyli z daleka widać lepiej co się dzieje w Legii

Legia Warszawa

Od wypowiadania się na temat tego, co się dzieje w Legii powstrzymywałem się tak długo, jak tylko mogłem. Porażki w Białymstoku i Poznaniu nie byłyby w stanie wzruszyć mego postanowienia gdyby nie kilka faktów, które należy przypominać z maniakalnym uporem.

Wszelkie porażki tego sezonu, wszelkie klęski spadające na Legię zostały przez znaczną część kibiców wrzucone do worka włożonego na plecy Dariusza Mioduskiego, jako obciążające jego osobę. Mioduski stał się z miejsca winnym wszelkich nieszczęść, wadliwych transferów, niezatrzymania Vadisa, odpadnięcia z pucharów czy wreszcie nieudanego startu w nowy sezon ligowy. Narracja ta, tak ochoczo rozpowszechniania przez kilku dziennikarzy, z siłą tarana przebija się do świadomości kibiców Legii.

Krótka pamięć

Z niespotykaną łatwością zapomniano wszystkie zdarzenia, które doprowadziły, do takiej a nie innej sytuacji. Przemilczano poprzednie zimowe okienko transferowe, kiedy to klub wyzbył się wszystkich strzelb. Puszczono w niepamięć słynne dżentelmeńskie umowy z agentami Vadisa, że po sezonie to może sobie pójść gdzie tylko chce. Zapomniano, że zawodnicy coraz częściej stawali ponad klubem i szantażem wymuszali odejście czy przedłużenie urlopu. Oczywiście nowy właściciel nie jest bez winy, nie można powiedzieć, że nie popełnił błędów, bo transfery można było zrobić lepiej, można było wyciągać wnioski szybciej. Ostatecznie jednak na boisko wybiega zespół wymyślony przez trenera, gra kilkunastu facetów, którzy realizują to, co nakaże im trener, a nie prezes czy główny księgowy.

Ekstraklasa pikuje

Liga w tym sezonie jest przedziwna, niepodobna do tej z ostatnich lat, niestety słabsza i mniej atrakcyjna. Ktoś na Twitterze pozwolił sobie na trawestację tekstu Bartka Walaszka z „Kapitana Bomby” i napisał – „co z tego, że gramy chujowo, skoro inni grają jeszcze gorzej”. Cytat ku pokorze dla wszystkich kibiców w Polsce, zupełnie bez napinki i niepotrzebnych emocji. Suche stwierdzenie na temat upokarzającej dla całej ligowej piłki rzeczywistości. I w takiej ligowej szarzyźnie nie potrafią sobie radzić zespoły zdawałoby się „eksportowe”, okno wystawowe naszej Ekstraklasy. W równym stopniu frustrują swoich kibiców i Lechia, i Legia, i Lech. Wszyscy bez wyjątku. Nie ma nas w Europie zupełnie, więc nie rozumiem tego świętego oburzenia na umowę z Lotto, po prostu ktoś zapłacił tyle, ile ten produkt jest obiektywnie wart. Wiem, wiem – ekipa Bońka wyciągnęłaby od sponsora wielokrotnie więcej…

Kibice skandujący „Jacek Magiera”

Kibice Legii powodowani frustracją po meczu w Poznaniu skandują głośno „Jacek Magiera”, zapominając przy tym, że równie dobrze powinni skandować „Sebastian Krzepota”, wszak to Magiera tolerował zastany stan rzeczy, a jako lider i twarz sztabu firmował swoim nazwiskiem działania całego pionu sportowego. Proszę nie wmawiajcie mi, że skowyt tabunu pismaków o rzekomym braku szansy na wyjście z kryzysu jest usprawiedliwiony.

Magiera zarządzał zespołem w permanentnym kryzysie, w który to wprowadził sam zespół podczas przygotowań zimowych. Głosy donoszące o tym, że zespół się sypie, że dobór obciążeń jest niewłaściwy ignorowano, a choćby to, co na Twitterze pisał zazwyczaj świetnie poinformowany @Janekx89 uważano za sianie defetyzmu i dezinformację. Prawdziwe problemy zespołu były przykrywane dyspozycją Vadisa, który to wygrał Legii mistrzostwo w pojedynkę. Kiedy Magierze przyszło ustawić zespół bez Belga okazało się, że niedostatki nie pozwalają Legii na rywalizację ani w lidze, a nie w pucharach. Do tego dochodzi brak jakiejkolwiek formy, bo czyż formą można nazwać stan, w którym zawodnicy Legii biegają jednostajnie i bezproduktywnie niczym z basenu pod prysznic?

Pobicie przekroczeniem Rubikonu

Skrajnym wyrazem frustracji kibiców były zajścia w niedzielną noc. Stało się coś niedopuszczalnego – to kwestia poza wszelką dyskusją. Rzekome pobicie piłkarzy Legii było swojego rodzaju przekroczeniem Rubikonu, oto Legia jest jak małżeństwo które w przypływie emocji daje sobie po twarzy, a potem ciężko cokolwiek posklejać na nowo. Gorsza tylko od samego zajścia była medialna histeria. Pisanie o rozwiązywaniu kontraktów przez zawodników z winy klubu jest sporym nadużyciem i „dziennikarskim Smoleńskiem”.

***

Nie wiem, którzy zawodnicy Legii mogliby się zdecydować na taki krok i rozwiązać kontrakt. Michał Kopczyński? A kto zapłaci mu takie pieniądze jak Legia? Z pewnością kilka, jeśli nie kilkanaście lat pograłby w piłkę na wysokim poziomie, pytanie tylko za jaką gażę, biorąc pod uwagę, że gra gorzej niż grał choćby Łukasz Tymiński w Łęcznej za niewspółmiernie mniejsze pieniądze. Zawodników w sytuacji Kopczyńskiego można wymieniać bez liku. Okaże się, że wszyscy wpadli w pułapkę komfortu pracy w Legii, z której to niekoniecznie chcieliby się wyrwać. Oto mieli rewelacyjne warunki bytowe, sportowe i finansowe, trofea sypały się same. Istnieje koncepcja, która mówi, że każdy człowiek buduje sobie własną strefę komfortu i nie inaczej jest z piłkarzami Legii.

Dziennikarze sportowi

W podobną pułapkę komfortu wpadli dziennikarze sportowi, którzy dostawali newsy jak na tacy, dostawali co apetyczniejsze kąski z pańskiego stołu bez błagania i oczekiwania, za sam fakt bycia dziennikarzem. Potem pojawiały się teksty wręcz bałwochwalcze wobec klubu czy poszczególnych piłkarzy. Wspomnieć wystarczy te wszystkie laurki, lukier cieknący ze szpalt i megabajtów tekstów z portali. Dziś zostali brutalnie wypchnięci z dobrze znanego sobie świata i muszą na nowo uczyć się reguł gry. Oto umarł świat newsów z pierwszej linii frontu i zaciszy gabinetów, a pojawiać się zaczynają wypowiedzi anonimowych piłkarzy, spotykanych na ulicy czy pod klubowym autokarem.

Koniec okresu ochronnego

Piłkarze Legii muszą sobie w przytłaczającej większości zdać sprawę z jednego faktu – okres ochronny się skończył. Teraz za wyniki będą rozliczani oni, a nie trener, prezes i klubowa sprzątaczka. Kibice mają oczy i przyjaźnie z dziennikarzami, którzy potem piszą tak, aby odium nieudolności odsunąć od panów kopaczy jak najdalej na wiele się zdadzą. Na zaćmę nie cierpni też właściciel klubu i prędzej ukrzyżuje wzdłuż Rozbratu całą drużynę, niż zwolni Romeo Jozaka. Wypowiedzi Jozaka zdają się to zresztą potwierdzać. Chorwat nie wydaje się być zbyt zainteresowany układaniem się z obecną szatnią, uznał ją za zatęchłą i planowane zimowe wietrzenie nie wymusza na nim stosowania zgniłych kompromisów. To zawodnicy stoją pod ścianą i są zmuszeni do zgięcia karku, bo przy całym szacunku do innych klubów ligowych, tak atrakcyjnych warunków nie otrzymają w żadnym innym mieście.

Jozak będzie meblował po swojemu

Jedno jest pewne – Jozak umebluje Legię po swojemu i wszelkie próby zaklinania rzeczywistości, pisanie że trener przegrał szatnię i najlepiej gdyby odszedł zimą spełzną na niczym. Jozak, ze swoim rozeznaniem w realiach piłki juniorskiej, rynku bałkańskiego, w dodatku może meblować Legię na modłę Dariusza Mioduskiego i zamiast „polskiego Bayernu” budować wymarzony przez właściciela „polski Ajax”. Podkopywanie autorytetu trenera w mediach na niewiele się zda.

Rozumiem, że pisząc tylko dla mieszkających poza granicami kraju Polaków ciężko nabić odpowiedni poziom klików i trzeba być często na siłę kontrowersyjnym, jednak nie można być hipokrytą. Nie można w przypadku braku trenera A braku doświadczenia uznawać za atut, kiedy trenera B za ten sam punkt wyjścia uznaje się za ignoranta i człowieka bez szans na sukces. Rozumiem, że dla niektórych świat stworzony przez poprzednie władze klubu był idealny, bo ociekał konfiturą, a rzeki spływały mlekiem i miodem. Nie rozumiem tylko, dlaczego w czambuł potępia się obecne działania. Romeo Jozak dla Krzysztofa Stanowskiego zatrudniony rok temu byłby wizją, patrzeniem w przyszłość i wymyśleniem koła na nowo, dziś jest strzałem w kolano / harakiri / samobójstwem/ głupotą *) niepotrzebne skreślić.

Kibicuję Legii Warszawa

Ja kibicuję tak samo Dariuszowi Mioduskiemu i Romeo Jozakowi, jak kibicowałem Bogusławowi Leśnodorskiemu, Jackowi Magierze, Besnikowi Hasiemu czy Heningowi Bergowi. Kibicuje im, bo kibicuje Legii, a ich sukcesy będą jej sukcesami. Nie jestem zaślepiony i widzę błędy, ale nie dopuszczam do siebie myśli, żeby potępiać dla potępiania. Nie usiłuję być kontrowersyjny, bo w gruncie rzeczy piszę z potrzeby wypowiadania się, wywodzę swoją wypowiedź z faktu posiadania własnego zdania, a co za tym idzie nie muszę dbać o unikalnych użytkowników czy inne takie bzdury. Uważam, że należy być przyzwoitym i rzeczy nazywać po imieniu, pokazywać je takimi, jakimi są, bez niepotrzebnego malowania w jaskraworóżowe, czy w zależności od strony barykady, czarne barwy.

Było gorzej, będzie lepiej

Legia jest poczciwą stulatką, która przetrwała gorsze rzeczy niż wrzesień 2017 roku i wiem, to nawet nie kwestia wiary, że wyjdzie z tego silniejsza. A wszystkim życzę dwóch tygodni spokoju, dwóch tygodni z własnym rozumem, a nie podsycaną histerią. Ten rok to okres przejściowy, może bez sukcesów, ale niezbędny – cytując najlepsze pióro wśród lekarzy lub jak kto woli najlepszego lekarza wśród piszących Dr Ughra – oczyszczenie w ogniu.

Kibic Legii Warszawa oraz Realu Madryt. Przeciwnik wszelkich ekstremistów, wróg agresji w życiu publicznym. Prywatnie ojciec dzieciom i mąż żonie. Wielbiciel gitarowej muzyki i kolei.

Kliknij by skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Reklama

Musisz zobaczyć

Więcej z Legia Warszawa