Obserwuj nas

Legia Warszawa

Joker rozdał karty przy Łazienkowskiej

hamalainen joker

https://twitter.com/LegiaWarszawa/status/864449408770998272

Kasper Hamalainen do tej pory u praktycznie każdego szkoleniowca występował w roli jokera. W tej roli spisywał się różnie: od magicznych bramek w końcówkach, jak gol strzelony w doliczonym czasie w Poznaniu, po bezbarwne spotkania, w których niewiele wnosił.

Trzy szybkie

W meczu ze Śląskiem Kasper zanotował pierwszego hat-tricka w karierze, strzelił swojego 50. gola w Ekstraklasie, a ponadto zdobył 3700. bramkę dla Legii w Ekstraklasie. Warto dodać, że ostatnim zawodnikiem, który popisał się takim wyczynem był Nemanja Nikolić, a Kasper to wyróżnienie jako 44. zawodnik w historii warszawskiego klubu, więc piątkowy wieczór zapamięta z pewnością na długo.

Jego trzy zdobycze bramkowe jeszcze do przerwy spowodowały, że spotkanie w zasadzie mogło zakończyć się już po 45 minutach. Hama świetnie czuje się w roli fałszywego skrzydłowego, gdzie może zbiegać do środka, szukać prostopadłych podań lub zrobić użytek z dobrze ułożonej nogi i oddać strzał jak w 30. minucie spotkania. Nowy system gry, w jakim Romeo Jozak ustawia zespół, pozwala Legii na grę bez nominalnych skrzydłowych, a schemat 1-4-3-3 znajduje się tylko na papierze.

***

W piątkowym meczu w rolę „skrzydłowych” wcielili się Hamalainen oraz Eduardo, którzy notorycznie szukali gry w środku pola, gdzie schodząc robili miejsce dla ofensywnie wbiegających Brozia i Jędrzejczyka. System ten ma gwarantować dominację Wojskowych w meczach Ekstraklasy, gdzie to Legia musi atakować. Pierwszy eksperyment w tym ustawieniu nie był zbyt owocny, gdyż ponieśliśmy dotkliwą porażkę w sparingu z Victorią Pilzno, lecz konsekwentnie trenowany, zaczyna przynosić wymierne efekty. Gra Legionistów z meczu na mecz jest coraz płynniejsza i składna. Ważnym elementem w tym zestawieniu jest środek pola, który fantastycznie współpracował w odbiorze jak i w kreowaniu akcji ofensywnych. Trio Mączyński, Philipps, Antolić zasługuje na wielkie brawa, bo to ich dominacja w środku pola pozwoliła na swobodę w ataku Legionistów.

Koncert Fina przyćmił mi nieco występ Domagoja Antolicia. Chorwat jest moim zdaniem jednym z najważniejszych elementów układanki Trenera Jozaka. Pomocnik haruje w środku pola, ma świetny odbiór piłki, ogromny przegląd pola, co w połączeniu z niezłą techniką daje pomocnika kompletnego jak na warunki Ekstraklasy. Pomimo ciężkiego okresu przygotowawczego wygada świetnie kondycyjnie, więc jest jednym z najlepszych piłkarzy na boisku. Śmiało mogę stwierdzić, iż szybko zapomnimy o Thibo Moulinie, jeśli piłkarz z Bałkanów dalej będzie grał na takim poziomie.

Trudno nie wspomnieć również o Chrisie Philippsie, który walczy w odbiorze, nie odstawia nogi i wygrywa mnóstwo stykowych piłek. Mecz ze Śląskiem Luksemburczyk zakończył przed czasem z powodu drobnego urazu, z jakim się zmagał w poprzednim tygodniu.

Martwi jednak postawa Michała Pazdana, który wyraźnie jest pod kreską po okresie przygotowawczym i popełnia sporo błędów. Mimo iż akcja bramkowa Śląska powinna być przerwana po faulu w środku pola na Hamalainenie, to nie ustrzegł się błędu nie trafiając w piłkę przy kluczowym podaniu do Roberta Picha. Niestety skiksował również tydzień temu w Lubinie, gdzie straciliśmy dwa gole.

Cieszy poprawa postawy Jędrzejczyka, który może jeszcze nie prezentuje się jak moglibyśmy wszyscy oczekiwać, ale daje sygnały poprawy, czemu nie można się dziwić, gdyż wielkimi krokami zbliżają się Mistrzostwa Świata w Rosji.

***

Pierwsza połowa meczu z ekipą z Dolnego Śląska była najlepszą w wykonaniu Legionistów za kadencji Romeo Jozaka. Dziesięć minut pozwoliło na ustawienie spotkania i kontrolowanie całego jego przebiegu. Jak można było się spodziewać, druga część spotkania nie była porywająca, wynik pozwalał na uspokojenie gry, więc nie było sensu forsowania tempa i można było skupić się na kontrolowaniu rezultatu. Szansę gry otrzymali wracający po rekonwalescencji, a debiutu doczekał się Marko Vesović.

Grę Legii oglądało się z przyjemnością, składne akcje cieszyły oko. Szybkie rozegranie piłki, dokładne podania i powroty po ewentualnych stratach napawają optymizmem przed kolejnymi meczami. Cieszy również bogactwo wśród graczy ofensywnych, a po powrocie Sebastiana Szymańskiego z przodu może zrobić się bardzo ciasno.

Podsumowując; po drugim meczu na wiosnę widać postęp w grze ofensywnej, a bolączką, z którą musi się uporać sztab trenerski jest defensywa. Straciliśmy w dwóch meczach trzy gole, co nie jest dobrym wynikiem jak na mistrza Polski, szczególnie gdy weźmiemy pod uwagę z jakimi zespołami przyszło nam się do tej pory mierzyć. Mimo wszystko gra Legii napawa optymizmem i szczerze mówiąc bardziej niż postawa obrońców martwi mnie, że będę musiał czekać na mecz aż tydzień…

Kliknij by skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Reklama

Musisz zobaczyć

Więcej z Legia Warszawa