Obserwuj nas

Bruk Bet Termalica Nieciecza

Ja brzoza, ja brzoza! W Gdańsku mamy problem!

Gdy ujdzie już zdenerwowanie oraz zażenowanie obecną sytuacją klubu, pojawia się masa pytań o jego funkcjonowanie. Funkcjonowanie klubu, który samą nazwą swą niegdyś przyciągał na trybuny wiele tysięcy osób…

Tak, byłem na meczu z Termaliką. Wraz ze mną było też ponad 2000 innych kibiców którzy w przerwach zagrzewali się herbatą i przebierali z nogi na nogę. Na wstępie napiszę, że należy Wam się ogromny szacunek za przyjście i za to, że wytrwaliście. Dodam też, że nie chcę pisać negatywnie na temat Lechii, ale w tym sezonie się po prostu inaczej nie da.

Przymarzniętym okiem

Całę drugą połowę stałem praktycznie sam. Jeśli mam być szczery to widziałem progres w grze Lechii podczas pierwszej odsłony meczu. Przestaliśmy grać tylko skrzydłami a udawało się czasami rozegrać też coś od środka boiska. Było to niestety nieporadne i znów straciliśmy bramkę po głupkowatym błędzie w ustawieniu, a dokładniej gdy po prostu spóźniła się praktycznie cała linia obrony.

Podniósł nas dopiero faul Termaliki w polu karnym. Zdobyta z karnego bramka do szatni uspokoiła zespół oraz kibiców. Jeszcze wtedy byłem przekonany, że Lechia ten mecz wygra. Przecież mądry trener umie wyciągać wnioski po blamażu z Piastem że nie wspomnę o Jagiellonii. Na wstępie drugiej połowy Milos Krasic rozmawia z Arielem Borysiukiem i domyślam się, że chodzi o jego ustawienie na boisku w drugiej połowie. Widać, że jest bardzo przejęty dzisiejszym meczem. On, Marco Paixao i Sławomir Peszko, choć nie mieli dogodnych sytuacji to wywierali przynajmniej presję na obrońcach, przez co Termalice było ciężej zawiązywać kolejne akcję.

Impuls, którego nie było

Co robi w tej sytuacji Adam Owen? Przy stanie 2:1 dla Lechii pierwszą jego zmianą jest zmiana Krasicia na Grzegorza Kuświka. Na piłkarza, który jeszcze 2 tygodnie temu był na siłę wypychany z klubu. Teraz jest on pierwszym zmiennikiem w tym arcyważnym meczu. Wchodzi za zawodnika któremu, co było widać, bardzo zależało na zdobyciu 3 punktów. Zresztą w następnej kolejności schodzą też Marco Paixao i Sławomir Peszko.

Co się więc zmieniło na boisku po 62. minucie meczu? Czy sądzicie że Grzegorz Kuświk wywierał presję na obrońcach Termaliki? Tak, dobrze sądzicie. Nie wywierał. Uważał chyba, że reszta ofensywnych zawodników odwali za niego czarną robotę, a on w odpowiednim momencie strzeli bramkę na 3:1 i będzie wybawicielem. Na nic zdają się krzyki z trybun. Kuświk wywieraj presję na obrońcach! Walcz o pozycję! Wszystko to jest doskonale słyszalne, nawet mimo że na trybunach hula mocno arktyczny wiatr. Kuświk dostaję jednak swoją szansę lecz po chwili chorągiewka asystenta wędruje do góry.

***

Zdenerwowany Kuświk wchodzi w kontakt z bramkarzem Janem Muchą i obaj słusznie dostają po żółtej kartce. To mu najlepiej ostatnio wychodzi. Kolekcjonowanie żółtych kartek. Nie wiem czy Pan Grzegorz zmieni swoją postawę w następnych spotkaniach. Na ten moment dziwię się, że dostaje szanse jako pierwszy zmiennik.

Wynikiem braku zaangażowania było oczywiście o wiele łatwiejsze rozgrywanie przez Termalikę. Lechia kolejny raz się cofa i zostaję za to kolejny raz pokarana. Rozumiem, że na Wyspach Brytyjskich, aby dotrzymać wynik, trzeba zaryglować własną połowę. Nie trzeba wcale przeszkadzać piłkarzom rywala już na jego własnej połowie, tak jak robiła to Termalika. Przecież pod koniec meczu to Lechia miała 2!, słownie dwóch, ofensywnych graczy na boisku. Z czego tylko jeden (Flavio) próbował na połowie rywala przeszkadzać w rozgrywaniu piłki. Co to ma oznaczać według trenera? Kontrolę spotkania?

E=mc2

Stawiam więc tezę, że teoretykiem obecny trener Lechii jest świetnym. Ma tytuł doktora, publikował prace naukowe oraz jak sam mówi współpracował z cenionymi trenerami. Zapomniał jednak, że teoria to nie wszystko, a wyniki weryfikuję boisko. Zarówno jego decyzję przed meczem, jak i decyzję piłkarzy w trakcie spotkania to klucz do rozwiązania problemu. Mentalność w Lechii leży i błaga o jakąś zmianę. Gdyby nie Dusan Kuciak to Lechia w doliczonym czasie z 2:1, mogłaby przegrać jeszcze 2:3, co byłoby już totalną kompromitacją.

Zadaniem trenera jest podnosić morale zespołu lub szukać sposobu na to. Natomiast trener uważa, że nie będzie nakładał na piłkarzy dodatkowej presji. Ogólnie uważa, że jest wszystko w porządku. Lechia przecież nie wygrała dopiero siódmego meczu z rzędu, a najcięższe mecze w rundzie zasadniczej dopiero przed nią. Trener także w praktyce chyba nie wie, na czym polega taktyka. Kolejny raz wychodzi trzema ofensywnymi piłkarzami. Jakby nie widział poprzednich spotkań swojego zespołu.

Po meczu w Białymstoku uważał, że zadecydowały indywidualne błędy, kiedy to w pierwszej połowie Jagiellonia oddała na bramkę Lechii 17 strzałów, a w drugiej spokojnie kontrolowała spotkanie. Głuchy na uwagi, zapatrzony w siebie?

Nawyk zwyciężania

Trener również uważa, że idzie dobrą drogą i jego zespół zacznie wygrywać. Pamiętacie nawyk zwyciężania, o którym mówił co chwile trener Nowak? Lechia ten nawyk zatraciła. Zatraciła, bo wymaga się od niej minimum. Od piłkarzy wymaga się, aby bronili wyniku na własnym stadionie od 62. minuty meczu.

Dalej obrońcy mogą nie podejmować ryzyka a defensywni pomocnicy najczęściej podają do tyłu. Dlatego dziś po tym, jak Mato Milos podjął ryzyko, wszedł w pole karne i oddał celny strzał. Dostał ode mnie oklaski od razu na stojąco. Nie bał się. Nawet Termalika mając mniejsze umiejętności piłkarskie, nie bała się zaatakować w 93. minucie meczu.

No tak, ale przecież piłkarze Termaliki w coś wierzą, do czegoś dążą. Do czego natomiast dąży Adam Owen, nie mam pojęcia. Wiem natomiast, że stracił kontakt z rzeczywistością i z boiska widać, że jest to jego pierwsza samodzielna praca w roli pierwszego szkoleniowca. Pacjentem doświadczalnym jest Lechia. Odnosi się również wrażenie, że jest uparty w tym, co robi. W tym przypadku przynosi to niestety opłakane skutki.

Taktycznie i mentalnie trener Adam Owen nie spełnia się w Lechii Gdańsk. Piszę to w bardzo kulturalny sposób. Mam szacunek do naukowca. Jakąś wiedzę ma, tylko nie potrafi jej zastosować w praktyce. Nie każdy człowiek, który posiada tytuły naukowe, jest w praktyce dobrym trenerem. Idźmy jednak dalej.

Ambasador i siła niemocy

Według dziennikarzy Canal+ przed meczem z Termaliką, Sebastian Mila na wniosek rady drużyny poprosił zarząd o danie Adamowi Owenowi ostatniej szansy. W jakim celu? Sebastian Mila można rzec, jest takim ambasadorem Lechii. Na ekranach podczas meczu widnieją z nim reklamy. Gdy zespół odbywa trening lub rozgrywa sparing. To Pan Sebastian dostaję czasami po prostu wolne i jedzie sobie jako ekspert do telewizji. No, ale przecież zdarza się to rzadko. Jako oddany Lechista, który latami gra w naszym klubie ma prawo pod koniec kariery próbować innych swoich zainteresowań.

Według informacji Pana Mateusza Borka. Akcjonariusze mniejszościowi blokują możliwość podwyższenia kapitału Lechii. Rozumiem, że akcjonariusze mniejszościowi walczą o lepsze jutro Lechii. Miło będzie znów sponsorować klub w niższych ligach? Sam nie mam wielkiego wpływu na klub ale nie dam, po prostu nie dam sobie wyrwać ostatnich resztek niezależności! Tutaj potrzeba zadać więcej pytań. Nie znam motywów akcjonariuszy mniejszościowych ani zarządu, ale może wypadałoby zrobić serię spotkań i się dogadać dla dobra Lechii? Ta wojenka trwa zbyt długo i może mieć za daleko idące skutki. Niech strony się wreszcie określą!

***

Czy to przypadek, że przed obecnym sezonem, a po przyjściu latem Adama Owena wyniki spadły na łeb, na szyję? Oczywiście powodów może być tutaj więcej. Lechia miała, a może ma nadal zaległości wobec piłkarzy. Jakim jednak cudem trener mówi o indywidualnych błędach, jeśli widać, że biegamy o wiele wolniej od rywali i to nie pierwszy raz? Spóźniają się całe formacje, a nie poszczególni piłkarze.

Niech sobie Adam Owen na to pytanie odpowie. Być może ma ogromnego pecha. Piłkarze chcą, aby został, a nie wykonują jego poleceń. Niezły mętlik prawda? A może Adam Owen pozwala na więcej, jeśli chodzi o pozaboiskowe dni? Nie no przecież Lechia to klub wielkich profesjonalistów, którzy za poważne kontrakty dają z siebie bardzo dużo w każdym kolejnym meczu.

Gdy emocje już opadną

Wybaczcie, że użyłem tyle ironii w powyższym tekście, ale jeśli wszyscy na około ironizują z nas kibiców i nie potrafią się wziąć w garść to już tylko to mi pozostaje.

Podsumowując: Co roku jesteśmy pośmiewiskiem Polski. Odejmują nam punkt, którego potem braknie do gry w Europie. Skupowaliśmy już w jednym okienku ogromną ilość graczy, a jednak i tak jest ponad 2000 kibiców, którzy przyjdą w ogromny mróz na mecz. Kibice Lechii nie jedno już przetrwali.

Niech więc w zespole wreszcie ktoś głośno ryknie. Mamy jaja czy nie?! Jak ktoś nie ma, to niech maszeruje do zarządu i rozwiąże kontrakt za porozumieniem stron. Znajdzie sobie klub w niższej lidze za 5 czy 10 razy mniejsze pieniądze i tam osiąga sukcesy. Zachowa chociaż twarz!

Na koniec zdanie, które już tutaj kiedyś przytaczałem.

„Powiedziałem. Kto ma presję w Bełchatowie. Spakować się! Bo szkoda tych piłkarzy, którzy mają w nosie presję i w każdym meczu potrafią zagrać na swoim najwyższym poziomie.”

Pan trener Orest Lenczyk. TRENER, nie wydmuszka.

Kliknij by skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Reklama

Musisz zobaczyć

Więcej z Bruk Bet Termalica Nieciecza