Marcowa porażka z Termaliką definitywnie rozwiała marzenia Cracovii o grupie mistrzowskiej. Myśl, że w starciu z niecieczanami wystarczy jedynie punkt sprawił, że młody zespół zlekceważył rywala. Minął miesiąc i okazuje się, że chłopcy Probierza odrobili lekcje. W niedzielę zagraliśmy w sposób wyrachowany, wyczekaliśmy moment dekoncentracji Słoni, nie straciliśmy głowy, a najważniejsze: mieliśmy w rękawie asa, który zwie się Krzysztof „Będzie wart 30 milionów” Piątek. 

Małopolska mniej liczna

Zdawałem sobie sprawę, że pojedynek z Bruk-Betem będzie niósł za sobą pewien ciężar gatunkowy. Nie chodzi tu o stawkę, bo ta – przynajmniej dla gospodarzy – była znikoma. Pasy mają już zapewnione utrzymanie, więc mogą się skupiać powoli na budowaniu składu na przyszły sezon. Nad Termaliką natomiast wisi topór degradacji, niebezpiecznie zbliżający się do jej głowy. Niestety, to mnie, jako Małopolanina, bardzo boli, bo będziemy świadkami spadku dwóch ekip z regionu. Mówię tu oczywiście także o Sandecji. Nie boli mnie to jednak jako człowieka, który ma oczy. Pod tym względem cieszę się, że te zespoły przestaną zaniżać, już dramatyczny, poziom naszej rodzimej ligi.

Ciężar Słonia

Do Krakowa przyjeżdżała drużyna, której Pasy na najwyższym poziomie rozgrywek nie pokonały. Przyjeżdża z nimi trener wciąż bardzo ceniony i lubiany pod Wawelem, bo rzeczywiście przeżył z Cracovią wielki czas, kiedy to zaszli aż do europejskich pucharów. Wreszcie przyjeżdża ekipa, która zabrała nam grupę mistrzowską. Te wszystkie czynniki składały się na emocje, które musiały towarzyszyć piłkarzom.

Początek meczu właśnie tak wyglądał. Chłopaki mieli w głowie ten mecz w gminie Żabno, przez co brakowało im koncentracji. Konsekwencją był gol z rzutu karnego już w 6. minucie. Wróciły demony. Ale tym razem to nie przybiło zawodników. Ruszyli do ataku i momentalnie wyrównali. Głos komentatora krzyczał: „Brock-Madsen przedstawił się krakowskiej publiczności”. Pomyślałem wtedy: „jakiej publiczności?”. Znów trybuny przy Kałuży świeciły pustkami. Tak, jak alarmowałem w zimie, zamknięcie sprzedaży pojedynczych biletów odbiło się na frekwencji.

Kibicu, nie ufam tobie

Wiele już w kontekście Cracovii pisałem o zaufaniu. Prezes Filipiak mocno wierzy w trenera, w jego projekt. Smutne jest to, że nie ufa kibicom. Więcej osób wypoczywało w niedzielę po drugiej stronie ulicy na błoniach, niż kibicowało na obiekcie noszącym dumnie imię Marszałka Piłsudskiego. Nie powinno tak być.

Psychologia, proszę państwa

Wracając do meczu, przez długi czas Termalika naprawdę sprawiała dobre wrażenie. Potrafili dojść do sytuacji podbramkowych, dobrze funkcjonowały skrzydła, nie wyglądało to tak źle, jak zwykle. Nie mówiąc już o golu Grzelaka. Stadiony świata, czapki z głów, Lewandowski płakał, jak oglądał. Były momenty kiedy wydawało się, że piłkarze Jacka Zielińskiego wywiozą dobry rezultat. Lecz tym razem, to Słoniki poczuły się zbyt pewnie.

Przerwa, w moim odczuciu, była decydująca dla losów meczu. Głowy piłkarzy potrzebowały wyzerowania. Aspekt psychologiczny odgrywał tu dużą rolę. Parafrazując Adama Sieradzkiego, kozetka wjechała nie na murawę, ale do szatni. A wszyscy wiemy, że Michał Probierz jest dobrym psychologiem. Nie wiem co on im tam powiedział, jakich metafor użył. Jedno jest pewne – dało efekt. Cracovia zagrała dobrą drugą połowę. Widać, że młodzi zawodnicy potrzebują jeszcze takiego pozytywnego huknięcia na nich w przerwie. Otrząśnięci po pierwszych 45 minutach, ruszyli do ataku.

Pik, pik! Kto tam?

Na boisku pojawili się Krzysztof Piątek – przyszły bohater – i Daniel Pik. Dla tego drugiego był to ekstraklasowy debiut. 17-latek grał do tej pory tylko w Centralnej Lidze Juniorów, gdzie zaliczył 21 występów, okraszonych 10 golami. Liczby do prawdy niezłe. Pytaniem było tylko, czy ESA nie okaże się ścianą, od której wychowanek Nadnarwianki Pułtusk się odbije. Nic z tych rzeczy! Młody gracz Cracovii zaliczył kapitalny występ! Znalazł w tej naszej ścianie drzwi, które wyważył, nawet bez pukania. O to właśnie chodzi. Takie obrazki chcemy oglądać. Jeden z najbardziej bezkompromisowych wejść do drużyny w ostatnich latach. Chłopak z rocznika 2000(!) miał udział przy dwóch bramkach i jestem pewny, że w tej rundzie jeszcze zobaczymy go na ligowych boiskach.

Występ na Piątka

Pik wypadł świetnie, ale ten mecz miał jednego bohatera. Probierz trzymał na ławce głodnego gry Krzysztofa Piątka, gdy w drugiej części spuścił go ze smyczy, Słoń się spłoszył. Nie jest sztuką strzelić karnego, to od biedy potrafi mój pies, ale Pimpusia nikt jeszcze nie powołał do reprezentacji. Strzelić dwa karne w meczu, w odstępie kilku minut, to nie jest łatwa sprawa. Trzecia bramka potwierdza tylko, że gość jest mega skuteczny. Krzysiek udowodnił, że ma mocną głowę i potrafi sobie radzić z presją, a to są cechy, które realnie pozwalają rywalizować o miejsce w składzie w dobrym europejskim klubie.

Jeszcze kilka miesięcy temu, kiedy trener Probierz mówił, że Piątek, po nie ukrywajmy słabym EURO U-21, odejdzie za duże pieniądze, wielu pukało się w czoło. Dziś piłkarz z 19 bramkami na koncie jest realnym kandydatem do korony króla strzelców. „Jeśli nie odejdzie teraz, to za rok sprzedamy go za 30 milionów” – grzmiał szkoleniowiec Pasów. Szczerze, nie wyobrażam sobie tak kasowego transferu z Ekstraklasy, ale nie zmienia to faktu, że profesor Filipiak i tak będzie zadowolony, bo interes powinien być niezły.

Czy to jest napastnik na reprezentację? Nie wiem. Na jego nieszczęście w kadrze Nawałki w tym momencie jest pewnie numerem 5, może 6, jeśli chodzi o szpicę. Życzę mu tego powołania, bo moim zdaniem to właśnie Piątek, jest najbardziej zbliżony stylem gry do Roberta Lewandowskiego i w dłuższej perspektywie to on powinien być jego naturalnym następcą na pozycji numer 9.

Chłopcy dorastają

Emocje towarzyszyły piłkarzom, to prawda, ale możemy już teraz, po meczu z Termaliką powiedzieć, że Michał Probierz stworzył drużynę, która potrafi chłodno kalkulować, nie pęka przy niekorzystnym wyniku, która gra swoje. Ci młodzi chłopcy z każdym meczem nabierają potrzebnego doświadczenia. Sezon się jeszcze nie skończył, a czas działa na korzyść Pasów. Projekt Cracovia idzie w dobrym kierunku. Smog opadł, a w Krakowie zrobił się klimat do gry w piłkę.

SKOMENTUJ WPIS KIBICA

Zostaw swój komentarz
Please enter your name here