Obserwuj nas

Puchar Polski

Dramat w trzech aktach – czyli finał Pucharu Polski i kolejny skandal

„Nic o nas bez nas”? – za mną skończyliście rozmawiać. Nie mam pewności, że ci którzy ze mną rozmawiają, potem strzelają do ludzi! Game over!

Tak prezes Boniek z wrodzoną sobie gracją i karkołomną składnią skomentował wydarzenia, które miały miejsce podczas finału Pucharu Polski. Pisanie o organizacji tej imprezy zaczyna być tak nudne, a zdarzenia tak przewidywalne, że można by napisać komentarz tydzień wcześniej, wyjechać na wakacje i cieszyć się aktualnością tekstu. Dane mi było oglądać zwycięstwo Legii z trybun i niestety dane mi było także zobaczyć idiotyzm i bandytyzm. Słowem – dramat w trzech aktach.

AKT I – 2 maja 2016 roku

Tuż po finale nikt nie mówił o triumfie Legii, a każdy o ekscesach, przerwanym meczu i rzucaniu dziesiątek rac na murawę przez poznańskich kiboli. Prezes Boniek wpada w słowotok, obiecuje stanowczą reakcję i oczywiście w geście Piłata umywa ręce i oświadcza, że owszem PZPN był organizatorem, ale generalnie on nie odpowiada za nic. Zapomina przy tym, że przeciętny Kowalski ma nieco wyższe IQ niż mu się zdaje i nie specjalnie przyjmuje takie tłumaczenie, a za to w lot pojmuje znaczenie słynnego już „nie tak się umawialiśmy”. Tak – Zbigniew Boniek daje do zrozumienia, że wszystko było jak w reklamie wódki łódki Bols – z przymrużeniem oka. Pan prezes postanowił dogadać się z ultrasami, że wniosą sobie tony pirotechniki, ale będą jej używać z rozsądkiem i odpowiedzialnie? Jeśli nie o to chodzi, to o co, Panie Prezesie?

***

Wydawało się, że będzie to treściwa jednoaktówka i surowa kara dla kibiców Lecha – sezon w Pucharze Polski bez udziału kibiców zakończy problem takich wydarzeń, jak 2 maja na Stadionie Narodowym.

Zbigniew Boniek postanowił być dobrym wujkiem Zbyszkiem i wspaniałomyślnie zawiesił karę i zaczął znowu wpuszczać sprawców na mecze. Każdy kto ma dziecko lub choćby psa, wie doskonale, że słuszne, sprawiedliwe karcenie ma wymiar wychowawczy, a postępowanie takie, jak PZPN w tej sprawie jest nieskuteczne, demoralizujące i bezsensowne.

AKT II – 2 maja 2017 roku

Akt drugi streszczę w kilku słowach – kibice Lecha w podzięce za wspaniałomyślność prezesa, na stadion tradycyjnie wnieśli hurtowe ilości pirotechniki i w swej łaskawości po odpaleniu jej nie rzucali nią w kierunku murawy. Ciekawe jakie znaczenie dla anulowania kary Lecha miał fakt, że Legia z pucharu odpadła zanim się na dobre zaczął i można było w ciemno zakładać, że klub grający w Poznaniu zagra w finale, jeśli nie spotka go po drodze jakiś kataklizm? Czyżby ratowanie frekwencyjnego success story?

AKT III – 2 maja 2018 roku

Cytując klasyka – cała Polska widziała, lub jak kto woli – szkoda strzępić ryja. Nie jestem naiwny – race, czy się to komuś podoba, czy nie – były, są i będą obecne na piłkarskich stadionach. Proszę jednak nie robić kurwy z logiki i próbować przekonywać, że takie ilości można wnieść bez wiedzy organizatora, że można niepostrzeżenie przemknąć przez kontrolę. Oczywiście można opowiadać powszechnie bajeczki, że wjeżdżając o 10 na stadion miało się sprawdzony gruntownie samochód. Naprawdę nie będę kruszył kopii o zadymienie, przerwę w grze – może ktoś się tym – nomen omen – jara.

Mnie to nie podnieca, niemniej nie przeszkadza mi w oglądaniu meczu. Meritum sprawy jest to, że kibolstwo wnosi rakiety, które z rozmysłem odpala w kierunku murawy, powodując zagrożenie dla zdrowia piłkarzy. Nie trzeba mieć przesadnie bogatej wyobraźni, żeby gdzieś z tyłu głowy pojawiła się myśl, że rakiety mogłyby być odpalone w kierunku sektorów neutralnych, które w przytłaczającej większości były wypełnione przez kibiców Legii. Umiem sobie wyobrazić, jaką eskalację emocji wywołałaby taka sytuacja.

***

Prezes Boniek oczywiście po raz kolejny postanowił być – znowu gra w skojarzenia – jak pewien rzymianin przed dwoma tysiącami lat i umyć ręce. Otóż on jest organizatorem, ale za nic nie odpowiada. Co za wspaniała konstrukcja logiczna i prawna – wystarczy powiedzieć, że nie czuje się odpowiedzialnym za coś i już jesteś wolny od wszelkich zobowiązań! Muszę pana jednak zmartwić panie Prezesie – to tak nie działa. Tym bardziej doceniam pańską słuszną inicjatywę – jednak nie jestem tylko hejterem – złożenia doniesienia do prokuratury przeciwko sprawcom czynu zabronionego, jakim niewątpliwie w świetle prawa było użycie pirotechniki.

***

Rzekomo wytrwany szachista myśli o kilku ruchach do przodu. Zbigniew Boniek zdaje się nie przemyślał nawet jednego, jedynego ruchu jaki mu pozostał. Prokuratura niewątpliwie zajmie się sprawą. Na nieszczęście prezesa PZPN będzie zmuszona zająć się całokształtem wydarzeń – także zaniechaniami ze strony organizatora, które to dopuściły do takiego obrotu spraw. Podziwiam gorliwość większą nawet niż u Pawki Morozowa. W pewnym korporacyjnym żarcie nazywa się to samopodjebka i jest punktowane ekstra. Niniejszym prezes Boniek został liderem w owym rankingu.

Jasne, prezes Boniek może mówić, co mu ślina na usta przyniesie. Nie sądzę jednak, aby jakikolwiek prokurator uwierzył w to, że organizator sobie, ochrona sobie, kibice sobie. Nie trzeba być tytanem logiki, żeby wydedukować, że jeśli ktoś dopuszcza do takich wydarzeń po raz trzeci z rzędu, to musi mieć świadomość, jakie problemy mogą pojawić się przy organizacji takiego wydarzenia, jak finał. Naginając zupełnie logikę, byłbym w stanie przyjąć z wielkimi oporami fakt, że za pierwszym razem pewne rzeczy mogły PZPN zaskoczyć swoimi rozmiarami. Ale do cholery jasnej – trzeci raz?! W to nie uwierzy nawet moja pięcioletnia córka!

***

Nie oczekuję niczego wielkiego – raptem dwóch rzeczy: słowa przepraszam oraz surowego ukarania winnych.

W tym wszystkim smuci mnie jedno – nikt jutro nie będzie mówił, jakim świętem piłki był finał, nikt nie będzie mówił o Jarku Niezgodzie, który na to zasługuje. Przez najbliższe dni wałkowany będzie jedynie temat kibolskich ekscesów. I nie mówcie proszę, że winne są lewackie czy diabeł wie jakie media. Winni będą idioci, którzy z piłkarskiego święta uczynili okazję do napieprzania rakietami w murawę i telebim.

Kibic Legii Warszawa oraz Realu Madryt. Przeciwnik wszelkich ekstremistów, wróg agresji w życiu publicznym. Prywatnie ojciec dzieciom i mąż żonie. Wielbiciel gitarowej muzyki i kolei.

Kliknij by skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Reklama

Musisz zobaczyć

Więcej z Puchar Polski