wisla krakow stadion

A miałem nie pić! Chociaż dwa tygodnie chciałem utrzymać się w alkoholowym poście! Za niedługo badania, chciałem być przygotowany! No, ale jak tu nie chlapnąć, skoro takie rzeczy się dzieją na stadionie? Jeszcze nigdy nie pisałem tekstu tak szybko po zakończonym meczu, więc wybaczcie mi z góry, jeśli będzie chaotycznie. A na pewno będzie, bo targają mną emocje zapewne równie mocno, jak i wami. Być może nie wszystko zależy od nas, ale do ostatniego meczu przystąpimy wciąż mając szanse na to, co jeszcze parę kolejek temu było niemożliwe.  

Legendy

Dla mnie osobiście Paweł i Głowa od zawsze byli w drużynie. Wprawdzie przewijały się informacje o tych mniej obfitych latach, wszakże całe ówczesne osiedle kibicowało Białej Gwieździe. Oglądało się bramki Kaliciaka czy Czerwca w Sport Telegram na TVP2 o 7 rano, więc jakieś informacje dochodziły pomimo tego, że byliśmy małymi gnojami biegającymi w dziurawych trampkach i więcej w piłkę graliśmy niż ją oglądaliśmy. Przez te wszystkie lata dali nam tyle emocji i tyle radości, że ciężko mi cokolwiek wyróżnić. Nie będę ukrywał. Kiedy oglądałem pożegnalną konferencję Pawła i Arka, płakałem pierwszy raz. Coś się kończy. Legendy schodzą z boiska, został jedynie Boguski, na którym spoczywa teraz odpowiedzialność za przekazanie ducha Wisły w młodsze pokolenie. Mam nadzieję, że podoła. Trener Sobolewski pomoże z ławki. Dziękuję Panowie Piłkarze, życzę jak najszybszego powrotu do Wisły, już w innej roli. Panie Pawle, Panie Arku, jesteście legendami!

Kibice z sektora C pięknie uhonorowali odchodzących piłkarzy. “Sektorówka” robiła wrażenie, tak jak i świece dymne w klubowych barwach. Niestety życie jest przewrotne, bo kibice wywiesili element oprawy z hasłem „Nigdy się nie wypalimy”…  i mało nie spłonęli po tym jak transparent zapalił się od racy. Żeby palić cudze flagi i transparenty to rozumiem, ale żeby swoje? Awangarda na stadionie. Wyznaczamy trendy! Nieważne, pośmieją się i zapomną. Oczywiście ironizuję, bo ciężko tego nie robić w zaistniałej sytuacji, niemniej jednak twierdzę, że race są bardzo efektownym elementem oprawy, ale na powyższym przykładzie widać, że do obsługi tego przedsięwzięcia potrzeba kogoś z odpowiednio wysokim poziomem odpowiedzialności/inteligencji/percepcji.

Czy jest życie bez Carlitosa?

Mogliśmy się przekonać w meczu z Lechem, ile znaczy dla nas ten gracz. Nie mówię nawet o jego asystach czy bramkach, ale o samej obecności na boisku. Absorbuje uwagę przeciwnika tak mocno, że można śmiało stwierdzić, iż reszta drużyny gra w przewadze. Moim zdaniem ta drużyna ma przyszłość, tylko piłkarze muszą się przyzwyczaić do sytuacji, w której cała drużyna jest odpowiedzialna za strzelanie goli.

Kto się rzucił w oczy

Kolar starał się jak mógł, ale i on i Imaz wyglądali na zagubionych. Bardzo dobre zawody zagrał Halilović, chociaż drażnił mnie momentami, że do samego końca chciał dryblować między zawodnikami. Zdarzyło mu się kilka razy zepsuć akcję, bo nie podał pod bramką do kolegi. Nie mówię, że to źle, kiedy wchodzi w pojedynki z przeciwnikiem, ale gdyby dostrzegał partnerów w kluczowych momentach, mógłby mieć na koncie kilka asyst więcej.

Chyba najlepsze spotkanie w swojej przygodzie przy Reymonta zagrał Mitrović. Wprawdzie nie miał asysty, ale podawał celnie, czasem nawet zaskakująco dla przeciwnika, dośrodkowania ze stojącej piłki były na całkiem dobrym poziomie. Bardzo ciężko będzie mu przekonać do siebie trybuny, ale gdyby grał od początku tak jak dzisiaj, to oszczędziłby kibicom nerwów, a sobie gwizdów z trybun. Z resztą ostatni mecz gramy na wyjeździe, więc nikt nie będzie na niego buczał, a potem będzie miał czas, żeby zaskarbić sobie łaski w innym klubie.

Byłem przeciwny temu, aby Cywka grał w dzisiejszym spotkaniu. Wychodziłem z założenia, że to igranie z losem i że może się to zemścić na Tomku. Gdyby przytrafił mu się jakiś głupi błąd lub nie daj Boże samobój, to łatki sprzedawczyka by już nie odkleił do końca kariery. Byłem w błędzie i przyznaję się do tego. Cywka zagrał fenomenalne zawody, tak jakby chciał nam wszystkim pokazać, że źle robimy oddając go bez żalu do Poznania.

Mecz

Bardzo ciężko nam się grało, co nie znaczy, że graliśmy źle. Kreowaliśmy akcje, graliśmy na bardzo wysokim procencie dokładnych podań, tylko że nie było komu wykończyć. Nie wiem jakie jest wasze zdanie, ale w moim odczuciu Lech nie zasłużył na zwycięstwo w tym meczu. Gola sprezentował im Arsenić, wykonując dziwny wślizg, robiąc mega dziurę w środku obrony. Wprawdzie mieli jeszcze jedną super sytuację Jevticia, ale jak na pretendenta do tytułu to zdecydowanie za mało. Powinni nas wdeptać w ziemię, a skoro tego nie zrobili, cóż, pozostaje im walka o podium. Bardzo dobrze pokazał się Jóźwiak, który w mojej ocenie jest lepszym zawodnikiem od Gumnego. Robił szum z przodu, dając Cywce szanse do wykazania się. I znowu ten Gytkjaer. Kurde, żeby Zdenek miał taką skuteczność, to łatwiej byłoby nam się pożegnać z Carlitosem.

Thriller

Dużo osób chciało widzieć Pawła w podstawowym składzie, a jeszcze więcej życzyło mu bramki. Nie wiem czy ktoś z nich w to wierzył, ale tym, którzy tak pisali, sugeruję zakup kart do tarota, bo marnujecie talent! Też bardzo chciałem, żeby mógł się godnie pożegnać z kibicami, jednak ja byłem bardziej za tym, żeby zagrał od początku i zszedł w chwale w trakcie meczu. O ja głupi! Pomyliłem się strasznie, ale kocham się tak mylić!

Nikt z nas by tego lepiej nie wymyślił. Przecież takie rzeczy zdarzają się jedynie w amerykańskim kinie akcji. Lech uzbroił bombę z wiadomością, „Bye Bye dla Wisły w pucharach” i tak pomieszał kable, że żaden saper nie potrafił sobie z tym poradzić. Wszyscy spoceni z nerwów, robią znak krzyża, godząc się z losem, aż tu nagle wbiega Paweł cały na biało i jednym precyzyjnym cięciem unieszkodliwia ładunek, odsyłając wiadomość do szatni Lecha „znowu drugi, całe życie ciągle, kurwa, drugi”. Wybuch radości na ławce Wisły, szał na trybunach, napisy końcowe. Oscar w tym roku idzie do Pana Carillo za najlepszy scenariusz.

Widząc biegnącego Pawła, wiedząc ile to dla niego znaczyło, no nie będę ściemniał, popłakałem się drugi raz. Nikt tego nie mógł przewidzieć, to było zbyt piękne, żeby mogło się zdarzyć w życiu, a jednak się stało. Było w tej akcji coś magicznego. Całą sytuację najpiękniej na Twitterze opisał jeden z kibiców:

I wiecie co? Ja w to wierzę!

SKOMENTUJ WPIS KIBICA

Zostaw swój komentarz
Please enter your name here