Obserwuj nas

Kibice

Ile dla Legii znaczy Michał Kucharczyk?

Rewolucja w Krakowie

Wyobraźcie sobie sytuację. Mamy rok 2022 i jakiś tajemniczy szejk postanawia zainwestować swoje petrodolary w jeden z naszych klubów. Był bowiem w Polsce na wakacjach i bardzo spodobał mu się nasz malowniczy kraj. Zachwycił się Tatrami, molem w Sopocie, czy całym pięknym pojezierzem. Wybór pada na Legię Warszawa. Dlaczego? Wiadomo, jako ostatnia drużyna z naszej ligi wystąpiła w elitarnych rozgrywkach Ligi Mistrzów, regularnie zdobywa dublety na krajowym podwórku i ogólnie jest największą marką spośród klubów piłkarskich nad Wisłą.

Na Łazienkowskiej 3 panuje wszechobecne podniecenie. Pieniądze wpływają do klubu którędy tylko się da, nawet parkingowy i kelner z baru dostali podwyżkę! Wiadomą jest sprawą, że wobec takiego zastrzyku gotówki Legia zainwestuje ogromne pieniądze we wzmocnienia piłkarskie. Tak też się dzieje. Na Lotnisku w Warszawie pojawiają się takie emerytowane gwiazdy, jak Gonzalo Higuain, Diego Costa, czy też sam Eden Hazard. Wszyscy skuszeni niewyobrażalnie wielką gotówką – niczym w USA czy Chinach – i projektem podboju Europy,

Kadra zamknięta na ostatni guzik, szeroki sztab trenerski, wszystko zaplanowane i obliczone. Jednym słowem sukces murowany. Po raz kolejny chcą podbić bramy raju, jakim jest Liga Mistrzów. Tym razem może im się to naprawdę udać, przecież mają skład silny, jak nigdy dotąd. 10 lipca piłkarze Legii udają się na mecz do Macedonii, gdzie czeka już mistrz kraju Shkendija Tetowo. Rywal dość egzotyczny i teoretycznie łatwy do przejścia, ale jak mawiał klasyk „w Europie nie ma już słabych drużyn”. Futbol w Macedonii zrobił olbrzymi postęp i musimy na to uważać! – grzmiały nagłówki lokalnych gazet w przeddzień spotkania.

Zaczyna się mecz. Na trybuny do Macedonii wybrało się naprawdę sporo kibiców z polski. Każdy chce na własne oczy zobaczyć zaciąg gwiazd w akcji. W końcu to nie Danjiel Ljuboja, czy Eduardo, którzy byli półkę czy dwie niżej niż Hazard czy Higuain. Mija piętnaście minut, nic się nie dzieje, Czas leci nieubłaganie, a Legia nie potrafi przełamać mądrze ustawiającej się obrony Macedończyków. Koniec pierwszej połowy i tablica wskazuje wciąż wynik 0:0. Lekki niedosyt to mało powiedziane. Szejk Abdullah Al Shennawy na trybunach jest poirytowany. Zastanawia się, czy nie odwiedzić swoich podopiecznych w szatni i zagrozić wstrzymaniem pensji. Darzy jednak swojego trenera jakimś kredytem zaufania, więc jeszcze nie decyduje się na nerwowe ruchy. Pewnie da mu czas do chociaż do końca spotkania.

Gdy druga połowa powoli się kończy, Antonio Conte jest zdruzgotany. Na zegarze widnieje 70 minuta, a wynik wciąż się nie zmienia. Robi wtedy coś zupełnie niespodziewanego. Ściąga wyraźnie złego na tą decyzję Hazarda, a na jego miejsce wchodzi Michał Kucharczyk, który został w klubie jedynie pewnie przez restrykcje w zgłoszeniach zawodników do rozgrywek. I nagle dzieje się coś kompletnie abstrakcyjnego. Po ledwie pięciu minutach, swojego gola zaczyna celebrować „Kuchy”, stając się tym samym bohaterem spotkania. Dochodzi 90 minuta i Legia wywozi swoje upragnione zwycięstwo z Macedonii.

Brzmi trochę surrealistycznie, prawda? Niby tak, ale zejdźmy teraz na ziemię i do naszych czasów. Mamy rok 2018 i dzień 10 lipca, Legia gra z Cork City w eliminacjach do Ligi Mistrzów i bramkę na wagę zwycięstwa (niezwykłej urody dodajmy) strzela nie kto inny jak Kucharczyk. Ten sam Kucharczyk, który był odsyłany do rezerw, wiele razy sprzedawany, wyzywany przez „kibiców” na forach, nikomu nie pasował w tym klubie, ale nadal grał i co najważniejsze dawał drużynie serce.

Na boisko w Irlandii wychodzi w ataku nowy transfer Jose Kante, który miał gwarantować gole, gwiazda drużyny Kasper Hamalainen, nasz wciąż nieoszlifowany polski diament Sebek Szymański, a i tak bramkę zdobywa Michał Kucharczyk. Mi osobiście sytuacja Michała przypomina tę Kuby Wawrzyniaka w kadrze. Niby nikt go tam nie chciał, a koniec końców on wychodził i zamykał usta niedowiarkom. Jak mówił o sobie Wawrzyn „W kadrze zastępuje piłkarza, który nie istnieje”. Może trochę podobnie jest z Kucharczykiem?

ile dla Legii znaczy Michał Kucharczyk? Zapraszam do zapoznania się z klasyfikacją kanadyjską zawodników Legii z ubiegłego sezonu. Pierwsze miejsce piastuje Kasper Hamalainen z 10 golami, 8 asystami w ciągu 2815 minut. Drugie miejsce to Jarek Niezgoda, który strzelił 15 bramek i zaliczył 2 asysty w czasie 2172 minut, a ostatnie miejsce na podium przypada naszemu bohaterowi. Michał Kucharczyk w kampanii 2017/2018 strzelił 10 bramek i zanotował 6 asyst 2511 minut. Pomijając Jarka Niezgodę, który wyśrubował naprawdę genialny rezultat w tak krótkim czasie, to Michałowi zabrakło do Kaspra 2 bramek lub asyst. Uważam, że naprawdę liczby Kucharczyka robią wrażenie i należy to szanować. Cały czas zastanawiam się czemu nie znalazło się miejsce dla Michała w 23 osobowej kadrze Adama Nawałki, ale to temat już na osobną dyskusję.

Michał Kucharczyk dołączył do stołecznego klubu 30 czerwca 2010 roku. Od tamtego czasu zagrał 312 spotkań, strzelił 65 bramek i zaliczył 52 asysty, a cały czas kwestionowana jest jego obecność w barwach Legii Warszawa. Jak dla mnie jest to gracz, który może wielkiej kariery już nie zrobi, ale pokazuje ile dla niego znaczą barwy konkretnego klubu. Chłopak z Warszawy, który dałby się pociąć za (L) na sercu, jest jedną z jej czołowych postaci. Chapeau bas Michał i nie dawaj się hejterom!

1 komentarz

1 komentarz

  1. ILONA456

    13 lipca w 20:21

    Świetny artykuł 🙂 Pan Sówka ma talent

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Reklama

Musisz zobaczyć

Więcej z Kibice