Obserwuj nas

Sląsk Wrocław

Ciężko jest być kibicem Śląska Wrocław

Niby jeden punkt na wyjeździe to zawsze plus, ale okoliczności w jakich Śląsk ten punkt „zdobył” wołają o pomstę do nieba. Mieć 2:0 do przerwy z tak słabym przeciwnikiem i nie próbować go dobić na samym początku drugiej połowy to już piłkarski kryminał. Bardzo ciężko jest być kibicem Śląska Wrocław, bo to nie pierwszy mecz w którym piłkarze z Wrocławia w tak beznadziejny sposób gubią punkty. Śmiem twierdzić, że były nawet mecze w których wrocławianie robili to w jeszcze bardziej dziwny sposób.

Magiczna pierwsza połowa

Kiedy w 11. minucie Robak pakował piłkę do siatki nie mogłem uwierzyć w to, że oglądam mecz Śląska, ba, nie mogłem uwierzyć w to, że oglądam mecz Ekstraklasy! Pich, Dankowski, Farshad, Pich, Chrapek, Pich, Robak. Wszystko rozegrane błyskawicznie, z pierwszej piłki. 13 minut później Pałaszewski zalicza odbiór w środku pola, a potem Dankowski, Robak, Pałaszewski, Dankowski. Znów wszystko z pierwszej piłki. „Danek” sunie po skrzydle, wrzuca w pole karne, tam Farshad mija obrońcę, kładzie bramkarza i pakuje na 2:0.

Po dwóch TAKICH golach można było sobie pomyśleć, że Śląsk to Zagłębie zniszczy. To było jedyne rozwiązanie. Trzeba było wsiąść na leżącego przeciwnika i go po prostu dobić. Wrocławianie jednak po golu na 2:0 przestali grać. Wszystko stanęło. Mnóstwo strat w środku pola i tylko dzięki Słowikowi Śląsk na przerwę schodził z dwubramkowym prowadzeniem.

10 minut grozy

Kontaktową bramkę zawodnicy Zagłębia powinni zdobyć już w 51. minucie, kiedy Nowak po podaniu piętą od Sanogo w takiej sytuacji zamiast oddać strzał…

Postanowił podawać! Co mu strzeliło do głowy z tym podaniem?! Nie mam zielonego pojęcia.

To jednak nie zniechęciło piłkarzy z Sosnowca i 4 minuty później Sanogo wyszedł sam na sam ze Słowikiem i strzelił gola kontaktowego. W tej sytuacji linię obrony złamał Cholewiak, który oczywiście jako pierwszy podniósł rękę do góry sugerując sędziemu spalonego. Później poszło już błyskawicznie. W przeciągu 10 minut Śląsk stracił jeszcze dwa gole i… Augusto, który po złym przyjęciu piłki ratował się faulem i otrzymał drugą żółtą kartkę. Kartkę mocno naciąganą, ale to jedna z tych decyzji sędziowskich o których można powiedzieć, że sędzia się z nich jakoś wybroni. Zresztą zrzucanie winy na sędziego za ten horror byłoby niesprawiedliwe.

Szczerze mówiąc, aż takiej masakry to jeszcze nie widziałem, a oglądam ten sport już bardzo długo. Zdarzało się, że drużyna traciła kilka goli w błyskawicznym tempie jak np. Milan w pamiętnym finale Ligi Mistrzów z 2005 roku, ale żeby stracić 3 gole i zawodnika?! Dla mnie to jest niepojęte.

Defensywne nastawienie… przeciwko Zagłębiu Sosnowiec

Nie potrafię też zrozumieć dlatego ekipa Pawłowskiego na drugą połowę wyszła cofnięta prawie we własne pole karne. Takie działanie byłoby oczywiste gdyby to był mecz z Liverpoolem albo Realem Madryt, ale na litość boską to było Zagłębie Sosnowiec! Należało wyjść na drugą połowę dołożyć dwie sztuki i potem spokojnie czekać na koniec meczu. Wtedy prawdopodobnie byłaby okazja, żeby dołożyć kolejnego gola i zakończyć mecz ze świetnym wynikiem. Biorąc pod uwagę indolencję obrońców Zagłębia taki scenariusz byłby bardzo możliwy. Wystarczyło tylko odważniej zaatakować. Niestety okazało się jednak, że wrocławska linia obrony nie jest wiele lepsza.

Wrocławianie na drugą połowę wyszli przestraszeni. Grali zbyt delikatnie co powodowało ogromną ilość strat w środku pola, a to zostało przez piłkarzy Zagłębia bezwzględnie wykorzystane. Jedyny pozytyw jest taki, że po tych strzałach w łeb Śląsk się podniósł i w dziesięciu zdołał odrobić straty. Była nawet szansa na zwycięstwo, ale Radecki trafił w słupek.

Wisła is coming!

W sobotę do Wrocławia przyjedzie z Krakowa najnowszej generacji walec. Żarty się skończyły i trzeba – ależ ja nie lubię tego określenia – wyciągnąć wnioski. Tylko tak na poważnie, bo przeciwnik jeńców nie bierze. Biała Gwiazda przejechała się już po Lechu, a w ostatniej kolejce porządnie sprany został Górnik Zabrze. Jeśli Śląsk nie chce podzielić ich losu to musi przede wszystkim ogarnąć swoją obronę. Duet Kostal – Ondrasek nie będzie w polu karnym Śląska robił takich głupot jak wyżej wspomniany Nowak z Sosnowca. Ci dwaj panowie będą strzelać i asystować ze wszystkiego z czego się da. Jeśli Śląsk pozwoli Wiśle oddać 17 strzałów na bramkę tak jak wczoraj Zagłębiu to Wisła na pewno trafi do siatki więcej niż trzy razy.

Na pocieszenie dla kibiców Śląska warto przypomnieć, że to jest Ekstraklasa, więc zgodnie z jej pokrętną logiką może skończyć się gładkim 3:0 dla piłkarzy z Wrocławia.

Piotr Potępa

Piszę dla Watch-Esa i 2x45info. IT QA. Zakochany we Wrocławiu i Warszawie sprzed wojny.

Kliknij by skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Reklama

Musisz zobaczyć

Więcej z Sląsk Wrocław