Obserwuj nas

Sląsk Wrocław

Recepta na Śląsk | Katarzyna Obara-Kowalska

Recepta na Śląsk | Katarzyna Obara-Kowalskaa

Zbliżają się wybory samorządowe. Obecny prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz nie będzie po raz kolejny kandydował, a to oznacza, że miasto będzie mieć nowego włodarza. To oznacza również, że Śląsk Wrocław poniekąd będzie miał nowego właściciela. Uznałem więc, że warto zapytać kandydatów, jaka jest ich recepta na Śląsk. Jako pierwsza zgodziła się ze mną porozmawiać pani Katarzyna Obara-Kowalska. Kandydatka Bezpartyjnego Wrocławia i wrocławska radna. Opowiedziała mi o sposobie zarządzania Śląskiem przez miasto, o dobieraniu sobie partnerów biznesowych, a także o nieudanej próbie sprzedaży klubu biznesmenowi Grzegorzowi Ślakowi.

Lubi pani Śląsk Wrocław?

Bardzo lubię Śląsk Wrocław. To jest duma miasta z siedemdziesięcioletnią historią. To jest dwukrotny mistrz Polski. Lubię Śląsk Wrocław i myślę, że to nie jest kwestia tego, czy jestem fanem piłki nożnej, bo jeśli zacznie mnie pan pytać o to, kto w ostatnim meczu zagrał i na jakiej pozycji, to będzie to egzamin, którego mogę nie zdać.

Napisała pani ostatnio na Twitterze, że lubi pani Śląsk Wrocław, ale nie lubi tego, co z nim zrobiono.

Zgadza się. Nie lubię tego, co zrobiono ze Śląskiem Wrocław. Gdy ja zaczynałam pracę w telewizji we Wrocławiu w 1995 roku, to były to czasy wielkiej koszykówki we Wrocławiu. Wtedy koszykarski Śląsk Wrocław co roku walczył o najwyższe cele. To była euforia i duma. Pamiętam, że później te emocje przeniosły się na piłkarski Śląsk, bo on sobie zaczął świetnie radzić. Teraz natomiast z przykrością obserwuję to, co się dzieje. Z mistrza Polski pikowanie do strefy spadkowej w ciągu zaledwie kilku lat. W zeszłym sezonie fartem udało nam się zostać w Ekstraklasie.

No właśnie o to mi chodzi. Co konkretnie z tym Śląskiem zrobiono od czasu mistrzostwa w 2012 roku.

Myślę, że to wszystko zaczęło się w 2002 roku, kiedy miasto przejęło klub i wszystkie problemy spowodowane są przez fatalne zarządzanie.

Myślę, że problem nie pojawił się od razu, bo jakby nie patrzeć wyprowadzono ten Śląsk z futbolowych peryferiów aż do Ekstraklasy. Dogadano się z Zygmuntem Solorzem i z jego pomocą zdobyto w 3 sezony każdy kolor medalu i tutaj pojawia się pytanie. Co się stało od momentu, w którym miasto zaczęło kłócić się z Solorzem?

Nie byłam przy rozmowach z Solorzem. Ja wiem tylko jako radna i wrocławianka, że po całej tej awanturze o klub, o stadion, o galerię handlową, która tam miała powstać, została tylko dziura z napisem „Solorz, kiedy zarybiasz?”. Pamiętam też, że miasto doprowadziło do ugody przedsądowej, w wyniku której z budżetu miasta zapłaciliśmy około 18 milionów złotych.

Najdroższa dziura na świecie.

Wtedy nas przekonywano, że to jest fantastyczny układ z Solorzem. Ja do dziś twierdzę, że należało doprowadzić do sprawy sądowej. Uzyskać wyrok sądu i wtedy płacić ewentualne odszkodowania. Ugoda przedsądowa zawsze rodzi wątpliwości. Kto się z kim dogadał? Na jakich warunkach? Dlaczego sprawy nie rozstrzygnięto w sądzie? Ja już wtedy byłam radną, kiedy to było głosowane i pamiętam, że awantura była spora. Tutaj jednak zakończyło się w standardowy sposób dla zarządzania tym miastem. Przyszedł prezydent Dutkiewicz i powiedział, że tak ma być i koniec. Wtedy jeszcze ufałam, że ma rację.

Czyli nie ma dyskusji?

Nie ma dyskusji i to jest chyba największy problem wrocławskiego samorządu. Z jednej strony Rafał Dutkiewicz postawił sobie za cel, że będzie miał fantastyczną drużynę piłkarską we Wrocławiu i to jest super cel, bo to jest marka, zaangażowanie ludzi i klub z historią. Dutkiewicz niestety nie poradził sobie z zarządzaniem albo oddał to w ręce ludzi, którzy sobie nie poradzili. Wplątano się w taki rodzaj zobowiązań wobec partnerów biznesowych, że na efekty przykro się patrzy.

Wspomniała pani o relacjach z partnerami biznesowymi. Co pani myśli o sytuacji z konsorcjum, które obecnie jest mniejszościowym właścicielem?

Jeśli popatrzymy na Wrocław w szerokiej skali, to zauważymy, że osoby, które tworzą to konsorcjum, nie są tam przez przypadek. To są biznesmeni, którzy prowadzą we Wrocławiu zupełnie inne biznesy. To są biznesmeni, którzy za wejście do konsorcjum realizują inne działalności. Dzisiaj nie dokładają ani złotówki do Śląska, mimo że jako akcjonariusze powinni dokładać proporcjonalnie tyle, co miasto. Na tym polega normalne działanie biznesowe, w którym mamy wspólnika.

Śląsk nie ma wspólnika. Śląsk ma konsorcjum, które wszystko blokuje. Myślę, że to blokowanie to konsekwencja niezwiązanych ze Śląskiem nieporozumień z przeszłości. Właśnie dlatego dziś mamy w Śląsku węzeł gordyjski, bo z jednej strony miasto ma 51% akcji, więc ma swobodę zarządzania, a z drugiej strony nikt tych należących do konsorcjum 49% nie chce kupić, a nawet jeśli, to konsorcjum nie chce tego sprzedać. Miasto raczej nie ma kupca, a jak już ma, to takiego, że pożal się Panie Boże. Jesteśmy w klinczu. Jeśli nie doprowadzimy do sytuacji, w której będzie można usiąść do stołu i normalnie z tymi panami rozmawiać nie wypełniając jakichś innych zobowiązań, które towarzyszą tej transakcji, to nic z tego nie wyjdzie. Musi przyjść ktoś nowy, kto nie będzie miał bagażu doświadczeń i obciążających zobowiązań. W tej chwili, w mojej opinii, transakcja na linii miasto – konsorcjum w kontekście Sląska Wrocław to była transakcja wiązana.

Czyli konsorcjum miało coś obiecane w zamian za wykup akcji Śląska?

Pan to powiedział.

No dobrze, porozmawiajmy o kupcach. Jeśli dobrze pamiętam, to pani jako pierwsza przewidziała, że z transakcji z panem Grzegorzem Ślakiem nic nie wyjdzie.

Tak, powiedziałam, że Śląsk Ślak trafi.

Wielu kibiców było wtedy oburzonych pani wypowiedziami. Muszę przyznać, że i ja do tej grupy oburzonych należałem.

Pamiętam. Chcieliście mnie zlinczować.

Ostatecznie okazało się, że to pani miała rację, więc mam okazję do zwrócenia honoru.

Dziękuję.

Skąd pani to wiedziała? To była chłodna analiza czy może kobieca intuicja?

Ja od 17 roku życia pracuję w mediach. W radzie miejskiej mówią o mnie: „upierdliwa” i ta upierdliwość obraca się czasem przeciwko mnie. Analizowałam, zadawałam pytania, dociekałam. Ostatecznie okazało się, że zadaję za dużo pytań i zostałam usunięta z klubu, a mieszkańcom powiedziano, że powodem była nieobecność na sesji absolutoryjnej. Przy okazji warto podkreślić, że głosowanie udzielające absolutorium prezydentowi jest ważne wyłącznie dla niego. I jest prawdą, że udział w sesjach absolutoryjnych przestał być dla mnie z czasem komfortowy, bo oczekiwano ode mnie podniesienia ręki  „za”, nawet jeśli się z czymś nie zgadzałam. Nie umiałam w takim czymś dłużej brać udziału.

Wróćmy jednak do tematu Grzegorza Ślaka. Niestety jest tak, że mając trochę szerszy obraz sytuacji pana biznesmena, trzeba sobie zdawać sprawę, że jego spółki są — a przynajmniej wtedy były — pod nadzorem ABW, było prowadzone śledztwo wewnętrzne. Grzegorz Ślak miał też wówczas wspólnika, Tomasza Gudzowatego, który dostał udziały w spadku po swoim ojcu.

Słyszałem, że nie był zadowolony z działań Grzegorza Ślaka w kwestii kupna Śląska.

Bo nic o nich nie wiedział jako wspólnik. Kiedy się o tym dowiedziałam, natychmiast zapytałam podczas komisji przed sesją rady miasta czy oni zdają sobie sprawę z tego, że pan Ślak nie skonsultował chęci kupna Śląska ze swoim wspólnikiem i przez to transakcja może być nieważna. W odpowiedzi usłyszałam, że nie mam kompetencji, żeby się w to wtrącać. Jednak najbardziej oburzające jest to, że jedyną osobą, która na tym zamieszaniu zyskała, jest mecenas Masiota.

600 tysięcy złotych z budżetu miasta wypłacono, choć nie do końca wiadomo z jakiego powodu: bo raz wiceprezydent Bluj w wywiadzie mówi, że to jest za umowę rezultatu, a potem słyszymy, że to nie była umowa rezultatu, tylko umowa należytej staranności, a ponieważ mecenas — zdaniem miasta — przyłożył się należycie, to honorarium mu się należało. Szkoda jednak, że Śląsk nadal nie ma sponsora strategicznego.

No właśnie chyba coś nie do końca się przyłożył.

Jeśli ktoś śledził sesję rady miasta, na której decydowano czy sprzedać Śląsk Ślakowi, czy nie, to powinien pamiętać wystąpienie pana Masioty, podczas którego przedstawiał pana Ślaka jako fantastycznego kontrahenta. Ja wtedy zapytałam pana mecenasa, jak to jest możliwe, że pan mecenas, będąc w zarządzie Śląska doradcą ds. znalezienia sponsora strategicznego, sam przygotowywał warunki konkursowe poszukujące nowego doradcy, a następie sam ten konkurs „wygrał” przyprowadzając kontrahenta, czyli w skrócie: wygrywa przetarg, który sam przygotował i kasuje za to ogromne honorarium?

Ostatecznie kontrahenta nie ma, a pan Masiota ma 600 tysięcy. To była fatalna transakcja i jeśli o cokolwiek w niej chodziło to tylko o wydanie pieniędzy za to „pośrednictwo” mecenasa Masioty. Niestety to były pieniądze z budżetu miasta.

Pytanie, czy już się skończyło? Były przecież głosy, że pan Ślak ma płacić karę.

W zeszłym roku w lipcu powiedziano nam, że mamy udzielić zgody na dofinansowanie Śląska kwotą 10 milionów złotych, ale te pieniądze zwrócą się z kary, którą będzie musiał zapłacić pan Ślak. Do dziś nie zapłacił.

Starałem się pytać o status tej sprawy pana Dutkiewicza, pana Bluja i pana Ślaka. Niestety żaden mi nie odpowiedział. Pan Ślak kilka razy dyskutował ze mną na temat piłki nożnej na Twitterze, ale gdy tylko zapytałem o temat Śląska, kontakt się urywał. Pytam, więc pani jako przedstawicielki miasta. Jaki jest status tej sprawy?

Ja mogę patrzeć na to tylko tak jak pan. Z boku. Nie byłam przy tych negocjacjach. Jedyne co mogłam robić to obserwować i robić research jako dziennikarz, a informacjami, które zdobyłam, próbowałam się dzielić ze wszystkimi publicznie, ale zostałam uznana za „oszołomkę”. Dziś nadal twierdzę, że z tego nic nie będzie.

Czyli pan Ślak kary nie zapłaci?

Moim zdaniem nie zapłaci.

Jaki jest w takim razie pani pomysł na Śląsk?

Uważam, że warto wypracować ten plan razem z kibicami. Zorganizować spotkanie, na którym zarząd zapyta o zdanie kibiców. Zróbmy coś razem. Zawsze z burzy mózgów wychodzi coś fajnego. U nas niestety tak nie ma. U nas jest zarządzanie poprzez wskazywanie palcem. Jest pisanie wniosków do rady miasta o dofinansowania, a to powoduje tylko antagonizowanie ludzi we Wrocławiu. Jedni pytają, dlaczego mają dawać kolejny milion na Śląsk, a kibice Śląska pytają, dlaczego mają dawać kolejny milion na coś innego. Taka dyskusja do niczego nie prowadzi.

Najgorsze jest to, że to jest dyskusja, która się nie kończy.

Dlatego trzeba wspólnie wypracować jakiś plan. Na razie jest to zarządzanie przez ludzi, którym trzeba dać jakąś fuchę. Tak to się nigdy nie uda.

Teraz to się trochę zmieniło, bo nowy zarząd jest bardziej otwarty na kontakt z kibicami. Było kilka spotkań, na których pojawił się prezes, rzecznik prasowy czy piłkarze i można było zapytać ich o wszystko (pisaliśmy o tym tutaj)

To jest bardzo dobry znak.

No to teraz załóżmy, że wygrywa pani wybory. Jaka jest Pani recepta na Śląsk?

Najpierw zapraszam kibiców na spotkanie.

I co robimy?

Siedzimy tak długo, aż wypracujemy wspólny plan.

Sprzedajemy? Pytam, bo wiem, że jest pani przeciwniczką finansowania profesjonalnych klubów piłkarskich z budżetu miasta.

Przede wszystkim należy znaleźć inwestora. Musi to być inwestor z zewnątrz, a nie ktoś wzięty z łapanki dwie ulice dalej. Musi być to ktoś, kto ma duże pieniądze. W tej chwili prezydentowi Dutkiewiczowi wydaje się, że jest Abramowiczem. Problem w tym, że zapomniał, że nie ma prywatnych pieniędzy, tylko publiczne, nas wszystkich. Całemu urzędowi też się wydaje, że może sobie mieć swój klub piłkarski po to, żeby obdarowywać się darmowymi karnetami na mecze.

Formuł utrzymywania klubów piłkarskich jest mniej więcej tyle ilu właścicieli klubów. FC Barcelona na przykład jest współtworzona przez kibiców w jakiejś części. Oni czując odpowiedzialność za klub, odprowadzają składkę roczną, która jest stałym przychodem do budżetu klubu. Oczywiście to jest tylko jedno z wielu rozwiązań. Innym może być znalezienie partnera strategicznego, spółki partnerskiej. Jest ogrom sposobów na to, żeby wyjść z impasu i mówienie o tym, że się nie da, w tej sytuacji jest tylko odwlekaniem problemu, które doprowadzi do tego, że klub nie będzie miał się z czego finansować i upadnie. „Dostawy” nawet publicznych pieniędzy kiedyś się skończą.

***

Ja zaczęłabym od tego, że zaprosiłabym wszystkich zainteresowanych kibiców na spotkanie z prezesem i wszystkimi właścicielami. Zaczęlibyśmy od burzy mózgów w celu znalezienia jakiegoś rozwiązania. Ja nie mam recepty na to dzisiaj. Nie będę panu opowiadać, że mam w kieszeni partnera strategicznego i w związku z tym, jak wybierzecie mnie na prezydenta Wrocławia, to ja wam go przyprowadzę i tak rozwiążemy problem.

Niestety tak się nie da. Zaniedbania w zarządzaniu klubem zaszły za daleko. Pewnego rodzaju zadry z przeszłości, choćby z wcześniej wspomnianym konsorcjum, są już zbyt głębokie. Jeśli nie zaczniemy z tego wychodzić w drodze kompromisu i negocjacji to będzie tylko gorzej. Myślę, że dobrze by było, żeby kibice zdali sobie z tego sprawę. Jeśli Śląsk będzie tylko i wyłącznie na utrzymaniu urzędu to nie będzie lepiej. Jeśli kibice nie wezmą spraw w swoje ręce i nie powiedzą „dość” to będzie tylko gorzej.

Kibice mogą mówić „dość” tylko co z tego, skoro nikt ich nie słucha? Oficjele siedzą sobie w wygodnych lożach VIP za szybami i nie sądzę, że interesuje ich zdanie reszty trybun.

No tak, oni te loże mają za darmo, więc niczego nie tracą w odróżnieniu od kibiców, którzy muszą za bilety płacić, a w zamian dostają marne widowisko i jeszcze gorszy catering.

Recepta na Śląsk | Katarzyna Obara-Kowalska

Tylko co z tego, że kibice mają teraz dobry kontakt z prezesem Przychodnym czy z rzecznikiem prasowym, panem Cecotą? Oni też działają tylko w zakresie określonym przez miasto. Jak kibice mają dotrzeć do pana Dutkiewicza czy do pana Bluja, którzy mają największy wpływ na klub, a są pochowani w swoich biurach albo lożach VIP? Prezes może w tej chwili zarządzać tylko tym, co dostał od miasta.

Sam pewnie jeszcze do końca nie wie, co dostał. Mam wrażenie, że jeszcze cały czas „rozpakowuje to pudełko”

Może nie wie, co dostał, a może dostał tak niewiele, że jak otworzył szafę i zobaczył, ile tam trupów to złapał się za głowę, bo szans na pochowanie ich nie ma.

Można jedynie pudrować.

Dokładnie, dlatego w pewnym sensie pozytywnie oceniam to, co teraz się dzieje. To, co zostawiły poprzednie zarządy woła o pomstę do nieba. Wystarczy przypomnieć sprawę Sebino Plaku. Można było mu zapłacić 3 pensje do przodu i mieć sprawę z głowy, ale przez głupi upór ówczesnego prezesa Pawła Żelema trzeba będzie Albańczykowi zapłacić prawdopodobnie 5 razy więcej.

Ja myślę, że tam w każdej szafie jest trup. Jak się przysłuchuję tym „rewelacjom”, które do mnie docierają od ludzi, to tam pozostawiane są straszne zaszłości. Prezes Przychodny będzie miał bardzo trudną drogę, żeby wyprowadzić to nie tyle na prostą ile przynajmniej z zakrętu.

O ile się panu Dutkiewiczowi nie odwidzi i nie postanowi znów zmienić prezesa.

Nie pozostaje nic innego jak wcześniej wymienić Dutkiewicza, a właściwie to nie dopuścić do kontynuacji jego stylu rządzenia, którą jest Jacek Sutryk.

Wróćmy do klubu. Czy teraz coś się dzieje w kwestii sprzedaży Śląska? Dalej szukają inwestora czy uznano, że jak Ślak nie kupił, to już nikt nie kupi i bawimy się dalej?

Kłopot w urzędzie polega na tym, że radni dowiadują się o tym, co zostało postanowione w cieniu gabinetów na ostatniej prostej. Nikt nas nie informuje, że się coś dzieje w trakcie. Tylko jak już jest gotowy projekt, to jest przedstawiany radzie miejskiej. Wtedy ci, którzy ulegają prezydencko-partyjnemu rygorowi potulnie podnoszą ręce. A ci, którzy mają wątpliwości, zadają pytania tak jak ja, potem są nazywani oszołomami.

Najgorszy jest jednak sposób przekazywania pieniędzy na Śląsk. Nie możemy tego przedyskutować na sesji. Nie możemy rozmawiać o wątpliwościach czy argumentach za i przeciw. To jest „pakowane” do jednego worka zmian do budżetu razem z: podwyżkami dla pracowników oświaty, remontami szkół, potem jeszcze wsparcie programów dla dzieci i na samym końcu, małym druczkiem, 15 milionów dla Śląska.

Teraz, żebyśmy się dobrze zrozumieli. To nie jest kwestia tego, czy te 15 milionów na szkółkę Śląska jest uzasadnione, czy nie. Według mnie jest uzasadnione, bo szkółka piłkarska to jest coś, czego Śląskowi brakuje od wielu lat, a jest to bardzo potrzebne. Chodzi o sposób przemycania tych pieniędzy. Nie mówi się o tym otwarcie tylko „ukrywa się” to razem z innymi zmianami budżetowymi i nie daje się szans poddania głosowaniu każdej ze zmian.

To jest akurat dziwne, bo przecież o budowie szkółki pojawiła się oficjalna informacja na stronie klubu, więc można to było bez problemu otwarcie przegłosować bez ukrywania tego wśród innych propozycji.

Można było, ale po co?

Kompletnie tego nie rozumiem.

Nie jest pan jedyny. Brakuje przejrzystości w tym, na co wydajemy pieniądze. Głosujemy nad dofinansowaniem Śląska. Pieniądze do klubu trafiają i my już nie wiemy co się z nimi dzieje. Czy one idą na szkółkę, czy idą na pokrycie pensji piłkarzy?

Z tego, co się orientuję, wynika, że z tych 15 milionów 10 pójdzie na budowę szkółki, a 5 na bieżącą działalność.

No i niech teraz pan się spróbuje zorientować, co znaczy „bieżąca działalność”.

Nie wiem, czy chcę to wiedzieć, dlatego zmienię nieco temat i zapytam panią o pani kolegę pana Karola Przywarę. On podobno znalazł w Chinach inwestorów zainteresowanych Śląskiem. Może mi pani powiedzieć coś więcej na ten temat?

Wiem tylko, że delegacja urzędu marszałkowskiego była ostatnio w Azji z misją gospodarczą. Z tego, co mi wiadomo, kilka bardzo wstępnych umów zostało tam zawartych. Karol jest wrocławianinem od urodzenia i na pewno też kibicem, więc wcale nie wykluczone, że coś jest na rzeczy. Nie chciałabym jednak wypowiadać się tutaj za niego, bo nie znam dokładnie tematu, ale może jest tak, że znalazł się ktoś, kto ma duże pieniądze i jeszcze większą wyobraźnię, aby w Śląsk zainwestować.

Pytanie, czy nie powtórzy się sytuacja, w której inwestor się pojawi, ale zostanie przez miejskich oficjeli potraktowany tak, że zabierze swoje pieniądze i wróci do domu. Był już przecież jeden inwestor, którego przedstawiciel był później oburzony sposobem, w jaki zostali potraktowani przez miasto.

Nasuwa się tutaj pytanie: „dlaczego”? Ja ostatnio odnoszę wrażenie, że oni w ogóle nie są zainteresowani sprzedażą Śląska.

 No właśnie mam takie samo wrażenie, dlatego zapytałem wcześniej, czy coś się z tą sprzedażą dzieje.

Moim zdaniem to są tylko ruchy pozorowane, na których w ostatnim roku zarobiła tylko jedna osoba, czyli pan Masiota. I cisza.

I cisza. Mimo że pan Bluj zapewniał mnie jeszcze w zeszłym roku, że robią wszystko, żeby Śląsk odnosił sukcesy.  Nieco później pytałem o te sukcesy, nie otrzymałem odpowiedzi. Pytałem też o tę karę dla pana Ślaka, również nie otrzymałem odpowiedzi.

To jest taka metoda, że jak zamknę oczy, to mnie nie ma. Jak zamknę bardziej, to jeszcze bardziej mnie nie ma.

No to wróćmy do pytania. Czy miasto zamierza coś z tym Śląskiem jeszcze robić? Czy jednak wyszli z założenia, że niech sobie to leży, tak jak jest?

Ja myślę, że formuła zarządzania Śląskiem przez miasto wyczerpała się do tego stopnia, że należy jak najszybciej zmienić właściciela. Jeśli nie da się znaleźć nowego sponsora, trzeba znaleźć nowego prezydenta. Ta ekipa już niczego nowego nie wymyśli. Po drugie taki klub sportowy to jest dziś fantastyczne miejsce do rozdawania etatów.

Można przelewać sporą ilość pieniędzy na bieżącą działalność.

Właśnie. Dopóki to się nie zmieni, Śląsk będzie taką „przechowalnią”. Jak nie wiadomo co z kimś zrobić to zawsze można dać mu etat doradcy do spraw „czegoś” w Śląsku. Mam nadzieję, że prezes Przychodny zapanuję nad tym do tego stopnia, że część tych najbardziej śmierdzących „trupów” wyrzuci, a resztę przynajmniej przygotuje do usunięcia.

Myślę, że sobie z tym poradzi. Uważam, że ta ekipa powinna pracować jak najdłużej, ale będzie potrzebować wsparcia i niestety w dużej mierze finansowego.

No i wracamy do punktu wyjścia i będziemy do niego wracać cały czas, dopóki klubem rządzić będzie ta ekipa. My w tym czasie będziemy toczyć boje na Twitterze. Kibice będą mnie pytać, dlaczego nie lubię Śląska i dlaczego nie chcę dawać na niego pieniędzy. Ja uważam, że te sto milionów, które oficjalnie na klub wydano, to są pieniądze, które nie przyniosły oczekiwanego efektu.

W takim razie miasto w ogóle nie powinno inwestować w klub?

Wsparcie miasta dla zawodowego klubu piłkarskiego powinno być. Na takim poziomie, że np. miasto udostępnia infrastrukturę, miejsca treningowe, wspiera akademię piłkarską, ale nie płaci pensji piłkarzom. Jeśli profesjonalni piłkarze są na utrzymaniu podatników, to jest to niezdrowe. Podsumowując: wsparcie miasta dla klubu jak najbardziej popieram, ale nie w takiej formie jak obecnie.

Jeśli kibice będą chcieli ze mną o tym porozmawiać, to ja się bardzo chętnie z nimi spotkam. Nie boję się kibiców, mimo że swego czasu dostawałam pogróżki pod tytułem „jak się nie odpi….lisz od Śląska, to popamiętasz”.

Ostro.

Oczywiście anonimowo, ale ja się nie boję. To jest trudna sytuacja, którą trzeba naprawić, ale ona musi być wypracowana w sposób racjonalny i myślę, że kibice też to wiedzą. Pan ma siłę sprawczą do zorganizowania spotkania z kibicami. Ja deklaruję, że chętnie się pojawię i wezmę udział w dyskusji.

Nie pozostaje mi nic innego jak spróbować zorganizować coś takiego.

Piszę dla Watch-Esa i 2x45info. IT QA. Zakochany we Wrocławiu i Warszawie sprzed wojny.

1 komentarz

1 komentarz

  1. Pingback: Recepta na Śląsk | Jerzy Michalak | WATCH EKSTRAKLASA

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Reklama

Musisz zobaczyć

Więcej z Sląsk Wrocław