Obserwuj nas

Legia Warszawa

Legioniści wychodzą z marazmu?

Legioniści wychodzą z marazmu?

Za piłkarzami Legii ciężki tydzień. Dwa tysiące kilometrów w autobusie oraz trzy spotkania w ciągu tygodnia. Mistrzowie Polski wychodzą z marazmu i z meczu na mecz wyglądają coraz lepiej.

Przygotowanie fizyczne

W meczu z Arką zabrakło piłkarzom pary. Trzeba wziąć jednak pod uwagę również, że na poprawę tak dużych zaniedbań potrzeba czasu. Widać po meczach z Lechem czy Miedzią, że potrafimy wybiegać spotkanie co tydzień. Niestety na granie co trzy dni stołecznym piłkarzom wciąż brakuje jeszcze sił. Druga połowa meczu z Chojniczanką oraz pierwsza z Arką pokazała, że jeszcze nie jesteśmy w optymalnej dyspozycji fizycznej. Musimy się zatem nastawić, że do przerwy zimowej i przepracowania dwóch zgrupowań, takie mecze będą nam się jeszcze przydarzać i czasem zobaczymy typowego Stojanova w wykonaniu warszawian. Swoją drogą jestem bardzo ciekaw, jak będą wyglądali legioniści po całym, normalnie przepracowanym, okresie przygotowawczym pod wodzą Ricardo Sa Pinto.

Awans do kolejnej rundy.

Do Chojnic piłkarze stołecznego zespołu jechali po gładki awans do kolejnej rundy pucharu Polski. Mecz jednak do najprostszych nie należał i Chojniczanka omal nie zremisowała tego meczu. Mecz nie porywał, był po prostu bardzo nudny. Legia kontrolowała środek pola, Chojniczanka czekała na błędy i szansę na skontrowanie mistrzów Polski. Błędów na szczęście udało się uniknąć i zadanie zostało wykonane. Pomimo kiepskiego stylu mamy awans gdzie zmierzymy się z Piastem Gliwice.

Niewykorzystana szansa!

Legioniści mieli okazję wskoczyć na pozycję lidera Lotto Ekstraklasy, niestety w piątkowy wieczór tylko zremisowali z Arką. Co prawda wojskowi podtrzymali passę meczów bez porażki, ale gra po prostu zawiodła. Pierwsze 45 minut było chyba najgorsze, odkąd Sa Pinto objął Legię. W ostatnim spotkaniu zespół niczym nie przypominał tego sprzed dwóch tygodni, który ogrywał Lecha, czy też ubiegłotygodniowego w meczu w Legnicy. Widać było po prostu zmęczenie.

Samo spotkanie ułożyło się bardzo źle dla legionistów, bo już w trzeciej minucie Radek Cierzniak musiał wyciągać piłkę z siatki. Sama bramka to kamyczek do ogródka Stolarskiego oraz głaz do ogródka Wieteski. Radek był zasłonięty, przez co nie miał szans na reakcję. Wieteska w mojej opinii to nie jest i nie będzie poziom Legii. Owszem w Górniku zdobywał gole, ale po fantastycznych zagraniach Kurzawy i śmiem twierdzić, że to Kurzawa zdobywał gole, odbijając tylko piłkę od niego. Legia z nim w składzie równa się przynajmniej jeden poważny błąd w obronie. Gość mimo tego, że jest szczupły, jest mobilny jak tankowiec w porcie.

Co do Stolarskiego to był chyba jedyny jego błąd w tym meczu. Niebywale podoba mi się jego ambicja i wola walki. Chciałbym oglądać w Legii więcej takich piłkarzy. Mimo wszystko największy minus za to spotkanie wstawiłbym Carlitosowi. W ofensywie stworzył tylko jedną sytuację, która notabene nie była żadnym zagrożeniem. Często tracił piłkę w dryblingu, był po prostu irytujący. Hiszpan po prostu musi przyzwyczaić się do tego, że wszedł w nieco większe buty, bo gra w Wiśle diametralnie różni się od grania w Legii. Niestety był to taki mecz, za który jest mi bardzo trudno pochwalić choćby jednego piłkarza. To, co pokazała Legia, to niestety było zbyt mało, aby objąć prowadzenie w tabeli. Na to przyjdzie jeszcze czas.

Późne zmiany.

Spoglądając na piłkarzy zasiadających w piątek na ławce rezerwowych, miałem wrażenie, że KantePasquato czy wracający po kontuzji Vesović, mogą wnieść trochę ożywienia do gry Legionistów. Jak widzieliśmy, trener mojego zdania nie podzielał i wolał przysmudować. Bardzo cenię pracę trenera Sa Pinto, ale jednak brakowało mi zmian. Na ostatni kwadrans wpuścił Andre Martinsa, który przecież jest defensywnym pomocnikiem, oraz na ostatnie pięć minut Kante, który wypadł bardzo blado. Tym razem trener nie pomógł drużynie swoimi zmianami.

Problem w rozegraniu.

Od początku sezonu Legia ma ogromny problem w rozegraniu piłki i konstruowaniu akcji w ataku pozycyjnym. Szymański kolejny mecz w tym sezonie nie daje praktycznie nic, zarówno w ataku, jak i w obronie. Po prostu przeszedł obok meczu. Irytują jego wybory, niemalże za każdym razem wybiera najtrudniejszą opcję rozegrania, która rzadko kiedy przynosi wymierne skutki. Mam wrażenie, że młody pomocnik dość ciężko odczuwa treningi pod wodzą Portugalczyka. Może warto byłoby spróbować na pozycji numer „dziesięć” Carlitosa?

Problem w środku pola niestety mamy i o ile w meczu z Miedzią błysnął Cafu, tak tu był po prostu chaotyczny i niedokładny. Antolić prochu również nie wymyśli, ale gdy jest wybiegany, jest bardzo solidnym zawodnikiem jak na polskie warunki. Tak wiem, że gra tylko do boku lub do tyłu, ale odbiera mnóstwo piłek i niejako „trzyma” środek pola.

Stałe fragmenty gry.

Z racji tego, że bardzo ciężko idzie koronkowe rozgrywanie akcji, sztab stara się szukać innych pomysłów. Przed pucharowym meczem w Chojnicach trener gospodarzy uczulał swoich zawodników na dośrodkowania z bocznych sektorów boiska. Robił to bardzo słusznie, gdyż już w meczu z Miedzią w Legnicy po dośrodkowania z bocznego sektora bramkę zdobył Cafu. W Chojnicach podobnie stało się przy debiutanckim golu Pazdana. Muszę powiedzieć, że Legia coraz ciekawiej wykorzystuje stałe fragmenty gry. Wykonawcy mają na to pomysł i widać, że pracują nad ich rozwiązaniami na treningach. czyli po okresie pracy nad siłą i motoryką mamy teraz czas na pracę nad schematami gry.

Przed Legionistami kolejny tydzień, w którym muszą solidnie przygotować się do nadchodzącego meczu ze Śląskiem Wrocław. Piłkarzy czeka tydzień wytężonej pracy, bo na chwilę obecną z powodu braku rozgrywającego z prawdziwego zdarzenia jedynym co mogą zaproponować Legioniści, jest wybieganie.

Kliknij by skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Reklama

Musisz zobaczyć

Więcej z Legia Warszawa