Obserwuj nas

Legia Warszawa

Ligowy klasyk z dreszczykiem emocji.

walka

Podczas przerwy reprezentacyjnej zbyt wiele wokół Legii się nie działo, no może poza pracami nad prawami do nazwy stadionu. Poza nimi, jak co roku, jest cyrk związany z wyjazdem kibiców do Białegostoku oraz ligowy klasyk z dreszczykiem emocji.

Warsaw Arena?

Od końca umowy sponsorskiej z Pepsi C.O Legia nie może poradzić sobie ze sprzedaniem praw do nazwy stadionu. Na czwartkowym posiedzeniu Komisji Sportu, Rekreacji i Turystyki m.st. Warszawy przyjęto stanowisko w sprawie ewentualnej nowej nazwy stadionu przy Łazienkowskiej. Takie stanowisko urzędu z pewnością podoba się zarządowi klubu. Legia wpłaca do miejskiego budżetu najwięcej spośród stołecznych klubów, a praktycznie nie otrzymuje środków z miasta.

Nie chodzi o to, aby miasto dawało pieniądze Legii, bo ta bez nich sobie radzi, natomiast płaci horrendalne pieniądze z tytułu najmu stadionu. Taka umowa mogłaby zrównoważyć kwestie finansowe, a komercyjna nazwa stadionu w takiej formie przyniosłaby dużo korzyści. Klub nie wyjdzie w kontekście opłat „na zero”, ale z pewnością pozwoli to zredukować koszty.

Podlaski Cyrk.

Coraz bliżej do meczu Legii w stolicy Podlasia, a więc znów zaczyna się festiwal dziwactwa. Po raz kolejny kibice gości mają zakaz wnoszenia barw swojego klubu na trybuny stadionu przy Słonecznej. Ta postawa już nie zakrawa na śmieszność, to jest już po prostu żałosne, a za postawę zarządu wstydzą się już nawet kibice. Najgorszym w tym wszystkim jest brak reakcji władz ekstraklasy, bo sytuacja ta nie dzieje się po raz pierwszy.

Frajerskie dziesięć minut.

Mecz z Wisłą jest dla mnie ciężkim do zrozumienia zdarzeniem. Fantastyczne pierwsze 45 minut zwiastowało pogrom. Wisła praktycznie stała całą pierwszą połowę, więc tylko kataklizm mógł pozbawić Legionistów zwycięstwa. Po prostu niemożliwe było zepsucie tak dobrze rozpoczętego meczu. Niestety blok obronny do spółki z Arkiem Malarzem poprosił o potrzymanie im piwa. Rywala nie udało się dobić i wydaje mi się, że gdzieś uciekła koncentracja. To pokazuje, jak wiele pracy czeka jeszcze portugalskiego szkoleniowca.

Błędne wybory.

Po niedzielnym spotkaniu ławka powinna czekać Wieteskę, Kucharczyka, a także Malarza. Choć co do Malowanego to nie wiem, czy Sa Pinto ma aż tak wielkie cojones, aby w Białymstoku postawić na Majeckiego. Nie zrozumcie mnie źle. Bardzo lubię Arka, szanuję i jestem wdzięczny, za to, co zrobił. Ten mecz pokazał, dlaczego bronił Cierzniak. Malarz ma fantastyczny refleks, ale jest słaby w grze na przedpolu. Każde dośrodkowanie było zagrożeniem. Przy dwóch z trzech goli mógł zachować się zdecydowanie lepiej. Arek jest typem bramkarza, który musi grać regularnie. W jego przypadku brak regularności jest równy z brakiem pewności.

Wciąż nie jestem w stanie zrozumieć fenomenu Wieteski. Facet jest niepewny, często spóźniony i gwarantuje co najmniej jeden bardzo poważny błąd na mecz. No i Kucharczyk. Mimo całej sympatii do Michała jako człowieka, to jako piłkarz jest po prostu słaby. Truchtanie w powrotach do obrony załatwiło nam kolejną bramkę. Kucharczyk w Legii? Tak, ale tylko jako zmiennik. Pewnego poziomu zwyczajnie nie przeskoczy. Zdecydowanie nie rozumiem, dlaczego to nie Vesović grał na skrzydle w tym spotkaniu.

Przemiana Nagy’a

Dominik przychodził do Legii z łatką ogromnego talentu węgierskiej piłki. Po przyjeździe do Warszawy grał nieźle, lecz po pewnym czasie zwyczajnie odbiła mu sodówka. Zsyłka na wypożyczenie do ligi węgierskiej wydawała mi się początkiem jego końca w Warszawie. Przy nowym trenerze odżył, jest ważnym punktem drużyny i jak do tej pory zdobywa ważne bramki. W kilka tygodni przy łazienkowskiej w kontekście Węgra, zamiast strat zaczęto liczyć potencjalne zyski.

Aktywny Carlitos.

Totalnie nie rozumiem nagonki na Carlosa. Przed meczem z Wisłą miał w klasyfikacji kanadyjskiej 5 goli i 4 asysty więc miał udział przy niemalże 1/3 strzelonych bramek. Fakt jest taki, że Legia gra zupełnie innym systemem niż Wisła i do tego systemu trzeba się po prostu przestawić. Do spotkania z Białą Gwiazdą oddał łącznie 27 strzałów, a więc zwyczajnie brakowało mu skuteczności. O jego następne mecze jestem spokojny, bo z pewnością zacznie strzelać. Jedyna rzecz, która bardzo u niego irytuje to samolubna gra. Czasem, zamiast podać, próbuje dryblować, przez co traci piłkę.

Mnóstwo Pracy.

Przed Sa Pinto jak widzieliśmy stoi nie lada wyzwanie. Wciąż jest co poprawiać, mimo iż Portugalczyk wykonał już jak dla mnie tytaniczną pracę. Legia wreszcie wygląda przyzwoicie pod względem fizycznym, ale również taktycznym. Szkoleniowiec wreszcie nauczył nasze gwiazdeczki wymieniać kilka podań z pierwszej piłki w środku pola. Mistrzowie Polski są szybcy, dokładni i każdy zna swoje miejsce na boisku. Kluczem w jego taktyce jest środek pola, a w zasadzie jego zdominowanie. Cichym bohaterem dla mnie jest Andre Martins, który pracuje jak mrówka w pomocy. Portugalczyk świetnie reguluje tempo gry, dużo widzi na boisku i wyrasta na lidera środkowej formacji.

Tragiczne sędziowanie.

Niby sędzia nie wypaczył wyniku spotkania, ale wciąż zastanawia mnie, jak tak słaby sędzia wciąż biega po boiskach. Bartosz Frankowski, co trzeba powiedzieć wprost, jest do bólu tendencyjny! Piłkarze wchodzą mu na głowę, daje na siebie krzyczeć. Za drobne przewinienia sypie kartkami, tych brutalnych zaś czasem wcale nie widzi. Ewidentnie nie nadaje się do sędziowania, a co mówić o spotkaniach o takim kalibrze gatunkowym jak to wczorajsze.

Podsumowując, wszystko idzie ku lepszemu. Wciąż jest wiele elementów, które wymagają poprawy. Szkoda utraty koncentracji, ale jeśli nie da się meczu wygrać, to dobrze jest go chociaż zremisować. Niech to będzie dla Legionistów nauczka. Niezależnie od boiskowego chaosu i błędów ten mecz po prostu się świetnie oglądało. Życzę wszystkim kibicom tak miłych dla oka i emocjonujących meczów.

Kliknij by skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Reklama

Musisz zobaczyć

Więcej z Legia Warszawa