Obserwuj nas

Zagłębie Lubin

Zagłębie pecha

Piłka nożna nie jest sprawiedliwa. Czasami wystarczy mieć trochę szczęścia, odrobinę pomocy ze strony losu, aby przechylać losy spotkania na swoją korzyść. Jest też druga strona medalu. Ta, która sprawia, że nawet gdy robisz wszystko, co w Twojej mocy rezultat i tak będzie negatywny. Zagłębie pecha ma okrutnego i kto wie, czy to nie on zdecyduje o być albo nie być trenera Lewandowskiego.

Pechowy bramkarz

„Nie jestem wkurzony, bo błędy się zdarzają” powie po meczu Filip Jagiełło o sytuacjach, w których Zagłębie traciło bramki i ciężko odmówić mu racji. Bramkarz Miedziowych pecha miał bowiem tak wielkiego, że w zasadzie każda tracona bramka w większym bądź mniejszym stopniu trafia na jego konto. A to już naprawdę rzadkość, nawet jak na standardy Lotto Ekstraklasy.

Dominik Hładun: Pierwsza bramka wpadła po strzale. Odbiłem piłkę do boku, nie zdążyłem się pozbierać, a tu drugi strzał. Poszło trochę po rękach i wpadło do bramki. Co do drugiej, to nie chce się usprawiedliwiać, ale było takie słońce, że nie widziałem w ogóle linii szesnastego metra. Nie wiedziałem, czy mam wyjść, czy nie. Kiedy zdecydowałem się jednak wyjść i skrócić kąt nic z tego już nie wyszło. Trzecia bramka padła po tym, jak chciałem wznowić do boku. Zawodnik Wisły przeczytał moje podanie i w sytuacji sam na sam próbowałem go jeszcze odprowadzić do boku, ale był ode mnie szybszy.

W pewien sposób historia więc zatacza koło, bo miejsce w składzie wywalczył po… fatalnym w skutkach błędzie Piotra Leciejewskiego, które kosztowało Zagłębie porażkę w meczu z Legią w poprzednim sezonie. Meczu, w którym Zagłębie też musiało gonić wynik i gdy wydawało się, że uda się tego dokonać, w 90 minucie interwencja Lecieja pogrzebała wszelkie nadzieje.

DH: Mam duży szacunek do zespołu i chciałem im podziękować, bo walczyli do końca i ugrali remis, choć ja im w tym na pewno nie pomogłem. A kibiców chciałbym przeprosić za mój występ. Takie mecze się po prostu zdarzają i mam nadzieję, że więcej takich nie będzie.

Pech jednego, szansą drugiego. Na pomeczowej konferencji trener Zagłębia nie ukrywał, że bardzo poważnie przemyśli sprawę zmiany obsady bramki w kolejnym spotkaniu. Można więc zakładać, że między słupkami znów zobaczymy Leciejewskiego.

Pechowy pomocnik

Tak zupełnie po ludzku nie chciałbym być dziś w skórze wspomnianego wyżej Filipa Jagiełły. Co prawda mecz miał bardzo nierówny, bo bardzo dobre okresy przeplatał kompletnie niepotrzebnymi stratami, bądź błędnymi decyzjami, ale nawet pomimo tego miał chłop po prostu niefart. Zły los, fatum nazwijcie to jak chcecie. Jak nie żre to nie żre, mówiąc kolokwialnie.

Filip Jagiełło: Szkoda. bo miałem dobry okres, dałem fajne podanie do Damiana Bohara i … już byśmy raczej tego nie wypuścili.

A nic takiego pecha nie zapowiadało. Dosłownie chwile wcześniej Filip kapitalnie otworzył autostradę dla Pawłowskiego, co pozwoliło wyrównać wynik spotkania. I kiedy nabierał wiatru w żagle… zresztą niech sam opowie.

FJ: Zabrakło parę centymetrów. Jak zwykle. Opuszki palców. Już jak piłka leciała wiedziałem, że nie wpadnie do bramki, znając moje szczęście. Ale nie jestem przesądny. W końcu odwróci się ta karta i zaczną wpadać bramki.

A to jeszcze nie koniec. Kilka minut później znów pech dał o sobie znać, bo znów zabrakło tych cholernych kilku centymetrów. Minimalnie lepiej ułożonej stopy, startu do piłki ułamek sekundy wcześniej. To musiało skończyć się bramką, a jednak los zdecydował inaczej.

FJ: Tu centymetr, tam centymetr i 3 punktów dalej nie ma.

Jeśli więc znacie jakiegoś szamana, znachora czy innego guślarza, który ma w CV udokumentowane zwycięstwa nad zrządzeniem losu, dajcie znać. Jakoś postaram się namówić Filipa na spotkanie. Do tego czasu pozostaje pewnie już tylko kuracja à la Michał Probierz.

Pechowy trener

Tu dopiero zaczyna robić się ciekawie. Czego by chłop nie spróbował, ciągle coś nie gra. Obronę zestawia na sto różnych sposobów, a i tak zawsze któryś ancymon popełni koszmarny błąd. Jak uda się jakoś zacerować obronę, to klopsa popełnia bramkarz lub ktoś nie pokryje swojego rywala. Ogólnie rzecz biorąc deszcz, wiatr w oczy i ciągle pod górkę.

Już nawet pal licho stracone bramki. Gdy ostatni raz sprawdzałem wciąż o zwycięstwie decydują te zdobyte, pod warunkiem, że jest ich więcej niż tych pierwszych. Ale jak tu mówić o bramkach, skoro Janoszka nie potrafi wykończyć akcji mając patelnie na 6 metrze i zbierającego się dopiero z murawy bramkarza. A przecież to już nie pierwsze jego spektakularne pudło.

Pewnie już widzicie pewną zależność. A przecież są jeszcze kontuzje Czerwińskiego i Maresa, niespodziewany i brutalny zjazd formy Maćka Dąbrowskiego czy Bartka Kopacza. Powie ktoś, że przecież to trener przygotowuje piłkarzy. Jasne, pełna zgoda. Problem polega na tym, że to tak nie działa. Przecież taki Dąbrowski nie ma już 18 lat, aby nie znać swojego organizmu na tyle, by mimo hipotetycznie zawalonych przygotowaniach przez pierwszego trenera nie wiedzieć jak to nadrobić.

Problem leży gdzieś indziej.

Zresztą chciano i w tej sferze coś zrobić. Przełamać pewną niemoc i pecha planując mini obóz pomiędzy meczem ligowym w Gdańsku a Pucharem Polski w Morągu. Wyszło… no właśnie. Znów intencje były dobre, tyle że nimi wybrukowane jest piekło.

Ot jedno wielkie Zagłębie pecha.

Co w trawie piszczy?

Szukając innej perspektywy i spojrzenia na całość, pozwoliłem zebrać opinię kilku kibiców. Miałem nadzieję, że może oni dostrzegają coś, co mi być może umyka.

Jacek: Piłkarze Zagłębia mogą sobie pluć w brodę. Strzelając gola na 1:1 w ciągu kilku minut mieli 3 bardzo dogodne sytuacje bramkowe i mogli po prostu zamknąć ten mecz. Wisła Płock była do bólu skuteczna z dosyć pewnie grającym bramkarzem.

Adrian: Piłkarzy mamy (moje zdanie) na miejsca 5-8. Problem w tym, aby ktoś nimi odpowiednio sterował i co ważniejsze, dobrze motywował. To rola Mariusza Lewandowskiego, który totalnie sobie z nią nie radzi (wielka szkoda). Ja od meczu w Legnicy cały czas widzę to samo. Wychodzą, aby po prostu rozegrać 90min.

Jak widzicie nastroje nie są najlepsze. A to tylko opinia o tym, co działo się na murawie. Zapytałem też o pustki na trybunach.

Jacek: Frekwencja była tragiczna ogólnie na każdym sektorze. Z jednej strony nie dziwię się, że ludzie wolą spędzić niedzielę w inny sposób, niż oglądać Zagłębie, które zagrało któryś raz z rzędu mecz w słabym stylu. Natomiast z drugiej strony, na takie mecze przychodzą Ci najwierniejsi i brawa dla nich, mimo iż piłkarze delikatnie mówiąc nie zachwycają, to są z klubem na dobre i na złe. Pan Prezes wielokrotnie mówił, że zrobi wszystko, żeby frekwencja na Zagłębiu była wysoka, a tu na przestrzeni lat owa frekwencja spada. Daje to do myślenia.

Na koniec coś ku pokrzepieniu serc:

FJ: Może po prostu powinniśmy zaczynać wszystkie mecze od 0:1 i po prostu grac dobrze w piłkę od początku?

Ja, w sumie, jestem na tak!

1 komentarz

1 komentarz

  1. Wojciech

    22 października w 17:05

    Na to co się dzieje obecnie w klubie nie ma na to żadnego wytłumaczenia.Zjazd w dół na każdej płaszczyznie. Nie zanosi się na zmiany , a są one potrzebne od zaraz.

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Reklama

Musisz zobaczyć

Więcej z Zagłębie Lubin

  • Stadion Zagłębia Lublin Stadion Zagłębia Lublin

    Zagłębie niemocy

    Łatwo jest poddać się nastrojowi, który towarzyszy nam od wczorajszego meczu. I żeby nie...

  • Stadion Zagłębia Lublin Stadion Zagłębia Lublin

    Zagłębie jednomyślności

    Wiedziałem, że jest rozsianych po zakątkach internetu sporo kibiców Zagłębia, ale nigdy nie sądziłem,...

  • Stadion Zagłębia Lublin Stadion Zagłębia Lublin

    Zagłębie tymczasowości

    Przed meczem napisałem, że mecze Zagłębie ostatnio przypominają trochę wizytę u dentysty. Wszyscy marzą...

  • Stadion Zagłębia Lublin Stadion Zagłębia Lublin

    Zagłębie wyczekiwania

    „Stało się, stało, to co miało się stać” jak śpiewał Kazik Staszewski. Zaczynam od...