Obserwuj nas

Reprezentacja

Zasłużony remis w meczu z Austrią

Polacy przed domowym spotkaniem z Austrią byli napakowani pozytywną energią. Nie chcieli powtórzyć tego, co wydarzyło się w Lublanie. Stadion Narodowy to magiczne miejsce, w którym nasi zawodnicy świętowali największe sukcesy w ostatnich latach: awans na Euro 2016 i mistrzostw świata w 2018. Z PGE Narodowego stworzyliśmy dom, a zarazem twierdzę, bo na swojej ziemi  ostatnimi  czasy nie przegrywaliśmy. Ostatni raz miało to miejsce w 2014 roku.

Początek meczu pod wyraźne dyktando Austrii

Goście dużo lepiej weszli w to spotkanie od naszych reprezentantów. Spokojnie utrzymywali się przy piłce, a Polacy zbytnio im nie przeszkadzali. Austriacy konstruowali coraz to lepsze i groźniejsze akcje. Już w 3. minucie pierwszy celny strzał na naszą bramkę oddał Marko Arnautović. Zawodnicy Franco Fody do 25. minuty mieli pełną kontrolę nad meczem, robili co chcieli. Biało-czerwoni czasami się odgryzali, lecz i tak po chwili piłkę przyjmowali rywale. W pierwszych minutach meczu przyjezdni w zbyt łatwy sposób dochodzili do sytuacji strzeleckich, grali szybko piłką. Nasi piłkarze mieli sporo problemów z przypilnowaniem Arnautovicia, po którego dwóch groźnych strzałach swoimi umiejętnościami musiał się popisać Fabiański.

Polacy próbowali się odgryzać

Zawodnicy selekcjonera Brzęczka szukali swoich szans w grze z kontry. Cztery obiecujące okazje zmarnował „Grosik” przez to, że był na spalonym. Skrzydłowy powinien dużo lepiej się zachować w „trzymaniu” linii spalonego. Polacy próbowali wymienić kilka podań, lecz w pierwszych minutach popełnili za dużo strat. Chociaż trzeba zauważyć, że przeprowadzili akcje, które powinny zakończyć się strzeleniem gola. Piotrek Zieliński przytomnie zagrał piłkę – ze środka pola na skrzydło – do „Grosika”, który uruchomił swoje przysłowiowe „turbo”. Potem Grosicki dośrodkował do Lewandowskiego. Futbolówka po strzale naszego kapitana wylądowała nad poprzeczką. W takich sytuacjach powinniśmy wymagać od zawodnika klasy „Lewego” zmieszczenia piłki w siatce. Najlepsze akcje biało-czerwoni zaczęli tworzyć od 28. minuty. Kolejną asystę w tym meczu mógł zanotować „Grosik”. Po jego dośrodkowaniu z rzutu rożnego, szansę na zdobycie bramki miał Glik. Stoper Monaco świetnie się odnalazł w polu karnym i oddał celny strzał. Niestety austriacki bramkarz dobrze wykonał swoją pracę.

Gospodarze zaczęli łapać wiatr żagle

Polacy po okazjach, które stworzyli w 28. i 30. minucie chcieli pójść za ciosem. Wiedzieli, że brakuje tylko szczęścia, aby piłka wpadła do bramki. Zaczęli coraz częściej grać na jeden kontakt, dzięki czemu przyspieszali akcje. W przednich formacjach próbowali rozgrywać kombinacyjnie. Jeżeli chodzi o stoperów,  muszą szczególnie się skupić na wyprowadzaniu piłki po ziemi, a nie podnoszeniu jej. Było kilka takich zagrań, po których żaden z naszych ofensywnych graczy nie mógł nic zrobić. Gdy wprowadzaliśmy piłkę do gry po ziemi to dalej akcja toczyła się płynnie. Najbardziej nie umiem zrozumieć czemu Janek Bednarek bez presji rywala wykopywał futbolówkę na oślep. Groziło to bezsensowną stratą.

Zmiany na plus

Już w 57. minucie zszedł z boiska Dawid Kownacki, a wszedł Jakub Błaszczykowski. „Kownaś” pokazał się z dobrej strony, ale w pewnych momentach powinien być bardziej skupiony, w szczególności przy dośrodkowaniach. Błaszczykowski po wejściu na plac gry chciał odmienić losy spotkania – biegał, starał się. Niestety nie grał długo, bo tylko 19 minut. Doznał kontuzji bez udziału rywala. Poczuł ból w mięśniu czworogłowym, na którym miał tejpa. Dramat naszego zawodnika. W jego miejsce wszedł Mateusz Klich w 76. minucie.

W 69. minucie nasz selekcjoner zdecydował się na zmianę Kamila Grosickiego i wprowadzenie debiutanta – Sebastiana Szymańskiego. Przed kontuzją „Kuby” mieliśmy na boisku dwóch skrzydłowych. Zmiany spowodowały, że wyżej został przesunięty Klich, tuż za Lewandowskim. Szymański pokazał się z dobrej strony, bo kilka razy skutecznie odbierał piłkę w obronie. Brzęczek pokazuje, że nie boi się stawiać na młodych zawodników: wspomnianego Sebastiana czy Krystiana Bielika.

Okazje ze skrzydeł

Bardziej aktywna była prawa strona Polaków. Tam coś próbowali razem skonstruować Kędziora z Grosickim. W 52. minucie prawy obrońca na pełnej szybkości obiegł „Grosika”, dośrodkował  piłkę do Kownackiego, który zgrał  ją do „Lewego”. Naszego kapitana uprzedził  jednak defensor przeciwników. Ciekawy pomysł, lecz zabrakło szczęścia. Bardzo dobrą dwójkową akcję również przeprowadzili Bartosz Bereszyński z Piotrem Zielińskim, ale dośrodkowanie już nie wyszło. Jeszcze dużo pracy przed tym zespołem by awansować na mistrzostwa Europy.

Gol wisiał w powietrzu

Od początku Austriacy umiejętnie spychali Polaków do głębokiej obrony. Ci musieli się bronić i wybijać z rytmu gości. Moim zdaniem z dobrej strony w defensywie pokazywał się Grzegorz Krychowiak. Umiejętnie przecinał akcje rywali. Gdyby nie interwencje jego, bloku obronnego i bramkarza to stracilibyśmy kilka bramek. Drużyna Franco Fody była w gazie i nieprzypadkowo wygrała ostatnie trzy mecze. Austriacy byli konkretniejsi i bliżsi strzelania gola. Piłkarze Jerzego Brzęczka zostawiali im za dużo miejsca na rozgrywanie piłki. Goście byli zespołem lepszym, w pełni zdominowali mecz, a także oddawali więcej strzałów od naszych reprezentantów.

 

Kliknij by skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Reklama

Musisz zobaczyć

Więcej z Reprezentacja