Obserwuj nas

Reprezentacja

Pewne 3 punkty z Łotwą

W czwartek 10.10.2019 Polacy podejmowali na wyjeździe najsłabszą drużynę w grupie eliminacyjnej. Było to starcie lidera z zespołem zajmującym ostatnie miejsce. Do Łotwy wybrało się 3 tysięcy kibiców, by wspierać naszą kadrę.

Jerzy Brzęczek daje szansę młodym

Z młodzieżówki trenera Czesława Michniewicza na zgrupowanie pierwszej reprezentacji zostali powołani: Sebastian Szymański i Krystian Bielik. Rozegrali bardzo dobry, jak na swoje możliwości i umiejętności, turniej we Włoszech – Mistrzostwa Europy U-21. Po tej imprezie kilka wyróżniających się postaci znalazło się w dzienniku selekcjonera. Między innymi wspomniana dwójka i Dawid Kownacki. W dorosłej kadrze obaj pokazali, że potrafią grać z przodu przy jednoczesnym zabezpieczaniu defensywy. We wrześniowych meczach dostali swoje szanse. Bielik – z ławki, gdy Polacy przegrywali ze Słowenią. Mógł pokazać swoje walory czysto piłkarskie i przydatność tej reprezentacji oraz przekonać do siebie trenera. Wszedł na boisko w trudnym momencie, ale nawet wtedy pokazał, że się nie boi, bo oddał groźny strzał. Szymański też wszedł z ławki – w spotkaniu z Austrią, aby rozruszać naszą grę. Dzięki swojej technice i szybkości miał coś zmienić, bo na tablicy wyników widniał bezbramkowy remis. W  meczu z Łotyszami skrzydłowy zagrał od  pierwszej minuty.

Pierwsza poważna szansa Rybusa

Selekcjoner na lewej stronie obrony najczęściej korzystał z Bartka Bereszyńskiego, choć trzeba dodać, że jest to nominalny prawy defensor. Widać było, że Bartek nie czuje się komfortowo na lewej stronie. Nie dośrodkowywał lewą, tylko przekładał sobie piłkę do prawej nogi. Był to eksperyment, który raczej nie do końca zdał egzamin. Z jednej strony nie traciliśmy goli, ale mało także strzelaliśmy, bo nie kreowaliśmy sytuacji. Wyżej w hierarchii od Rybusa był też Arkadiusz Reca, który mimo że nie grał w Serie A, grał w reprezentacji. Brak regularnych występów w klubie przekładał się na dyspozycję w drużynie narodowej, bo brakowało mu rytmu meczowego. Reca i Rybus to naturalni lewi obrońcy. Bardzo dobrze, że w wyjściowej jedenastce ostatnie spotkanie zaczął ten drugi. Jest to jednak rozczarowujące, że najlepszy albo jeden z lepszych naszych lewych obrońców dopiero w 7. kolejce dostaje prawdziwą szansę gry. Wcześniej otrzymał raptem 20 minut.

Lewandowski show

Już w 9. minucie wyszliśmy na prowadzenie dzięki bramce Roberta. Akcja rozpoczęła się po lewej stronie, Grosicki zagrał do Lewandowskiego, ten do środka, gdzie już znajdował się Szymański. Sebastian dograł piłkę do wbiegającego kapitana, który otworzył worek z bramkami. Po zdobyciu tego gola dużo łatwiej grało się naszym reprezentantom, bo nie ciążyła na nich duża presja. Mogli grać ze spokojem, tworzyć akcje. Powinni pójść za ciosem. W 11. minucie napastnik Bayernu oddał kolejny celny strzał tym razem głową po podaniu z rzutu rożnego.

Przy drugiej bramce dał o sobie znać Kamil Grosicki. Powalczył w odbiorze i przejął futbolówkę. Użył swojego przyśpieszenia, wycofał piłkę do Roberta, który bez żadnego problemu zdobył swoją 59 bramkę dla reprezentacji. Podobnymi asystami w Borussii Dortmund „Lewego” obdarzał Łukasz Piszczek. W 75. minucie Grosicki zanotował drugą asystę w tych eliminacjach. Zieliński przetransportował futbolówkę do skrzydłowego, który chciał strzelać, lecz wyszło podanie do  Roberta.

Pełna kontrola ze słabszymi momentami

Gdy Polacy zdobyli już pierwszą bramkę, gospodarze pozwalali im rozgrywać, nie wychodzili wysokim pressingiem. Nasi nie śpieszyli się, grali swoje. Trzeba pochwalić biało-czerwonych, że gdy stracili piłkę, agresywnie wychodzili do rywali, by ją odzyskać. Na za wiele nie pozwalali przeciwnikom. Chociaż zdarzały się momenty dekoncentracji, głupie, niepotrzebne wybicia, bezsensowne straty. Przez swoje niedokładne zagrania dawaliśmy nadzieję gospodarzom, że będą mogli jeszcze namieszać. Łotysze próbowali zaskoczyć Wojciecha Szczęsnego ze stałych fragmentów gry: z rzutów rożnych czy z wrzutów z  autu. Moim zdaniem powinniśmy grać dalej tak, by odebrać im wszelką nadzieję na zdobycie honorowego trafienia. Z tego spotkania powinny być wyciągnięte wnioski, by z mocniejszymi rywalami w grupie takie momenty wyłączenia z  meczu się nie zdarzały.

To tylko Łotwa

Nie ma co popadać w zachwyt, bo w kolejnym meczu zdarzały się błędy. Z takim rywalem musieliśmy urządzić sobie festiwal strzelecki. Reprezentacja Austrii potrafiła wbić Łotwie 6 bramek, a nasza tylko 3. Żałuję, że my w taki sposób nie wykorzystujemy swoich okazji. Z jednej strony szkoda zmarnowanych szans, a z drugiej dobrze, że Polacy przerwali złą passę. Jednak trzeba pamiętać, że drużyna Slavisy Stojanovicia zdobyła tylko jedną bramkę w  tych eliminacjach w pierwszym meczu z Macedonią. Wszystkie siedem spotkań przegrała. Straciła 24 gole. Jest to bardzo słaby zespół, który w swoich szeregach nie ma  znanych zawodników.

 

 

Kliknij by skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Reklama

Musisz zobaczyć

Więcej z Reprezentacja