Connect with us

Felietony

Ciemno, zimno, remisowo

W sobotę Legia Warszawa podejmowała na wyjeździe Pogoń Szczecin. Był to trzeci mecz w ciągu tygodnia stołecznej drużyny. Po dwóch zwycięstwach z Zagłębiem i Śląskiem, pora przyszło się zmierzyć z zespołem, który zanotował serię 5 spotkań bez porażki.

Jubileusz Artura Boruca

Sobotni mecz z Pogonią Szczecin był wyjątkowy dla Artura Boruca. Legendarny bramkarz Legii Warszawa rozgrywał właśnie setne spotkanie w jej barwach. Można powiedzieć, że historia zatoczyła koło. Czemu? Bowiem swoje pierwsze oficjalne spotkanie goalkeeper rozegrał właśnie w Szczecinie.

Dokładnie 8 marca 2002 roku Boruc zmienił kontuzjowanego Radostina Stanewa. Bułgar po zderzeniu z napastnikiem rywali nie był w stanie kontynuować spotkania. I tak o to debiut 22 latka stał się faktem. Niestety nie udało mu się zachować czystego konta. Kapitalnym uderzeniem z rzutu wolnego popisał się Piotr Dubiela i niestety młody debiutant nie miał szans.

Artur Boruc w dotychczasowym pobycie w Warszawie wygrał 58 spotkań, zremisował 22, a wyższość rywali musiał uznawać 19 razy.

El Classico, Revierderby i Pogoń – Legia

24 października obfitował w naprawdę ciekawe wydarzenia piłkarskie. Od – zawsze nieprzewidywalnej, okrutnie szybkiej Premier League; przez bój, na który czekał cały świat – El Classico; aż po Derby Westfalii, czyli zawsze emocjonujące BVB – Schalke. Jednak na koniec czekała na nas przysłowiowa wisienka na torcie. Starcie Pogoni Szczecin z Legią Warszawa. Piękne zwieńczenie piłkarskiej soboty, lecz czy aby na pewno?

Po dwóch zwycięstwach domowych z rzędu podopieczni Czesława Michniewicza mieli ochotę zgarnąć komplet 9 punktów w odstępie niemalże tygodnia. Pod znakiem zapytania stał występ najlepszego strzelca Legii – Pekharta. Jednak były trener postanowił postawić na Czecha. Oprócz tego nie było praktycznie zmian w porównaniu ze środowym spotkaniem ze Śląskiem. Jedynie na skrzydle Luquinhasa zastąpił były gracz Brendford – Valencia.

https://twitter.com/LegiaWarszawa/status/1320040723677212673

A zapowiadało się tak pięknie…

Po El Classico oraz Revierderby moje oczekiwania wobec ostatniego meczu PKO Ekstraklasy w sobotę były nieco podwyższone. No i pozytywnie zaskoczyłem się… no dobra, przynajmniej pierwsze minuty były rozegrane w dobrym tempie. Żadna z ekip nie schowała się za podwójną gardą. Zarówno Legia, jak i Pogoń wymieniała się z rywalem ciosami. Na początku po rozegraniu rzutu wolnego przez Kucharczyka i Dąbrowskiego, Zahović fatalnie przestrzelił z piątego metra. A chwilę później to Legia miała stuprocentową okazję. Dobrą akcję prawym skrzydłem przeprowadził Juranović, który w tym meczu swoją grą zasłużył na duży plus przy jego nazwisku. Były gracz Hajduka Split idealnie dograł na 7 metr do wchodzącego Gvilii… Gdyby tam zamiast Gruzina był Pekhart zdecydowanie mielibyśmy 0:1, a tak oba zespoły miały na swoim koncie zamiast bramek niewykorzystane sytuacje.

Z minuty na minutę tempo meczu spadało i wyraźnie Legia umacniała swoją przewagę. Po dobrej trójkowej akcji z lewej strony Mladenović w końcu znalazł prawie 2 metrowego Czecha, lecz to nie wystarczyło, aby pokonać Stipice. Pogoń ograniczała się do pojedynczych ataków, lecz ani jeden nie zagroził poważnie bramki strzeżonej przez jubilata Boruca.

Kilka minut później doszło do dość kontrowersyjnej sytuacji. Na pierwszy rzut oka oglądając mecz w telewizji nie można było niczego się doszukać. Normalne dośrodkowanie, normalny strzał lewą nogą Pekharta i bramkarz łapie piłkę do „koszyka”.  Jednak, gdy obejrzymy powtórkę możemy zauważyć, że po strzale napastnika Legii piłka odbija się od ręki Triantafyllopoulosa. Niby Grek próbował chować rękę, ale czy to nie powinien być rzut karny dla gości? Chciał schować rękę, ale jej nie schował… Jednak sędzia Marciniak podjął natychmiastową decyzję o dalszym graniu. Dodam tylko, iż ta sytuacja nie była nawet sprawdzana przez sędziów w wozie VAR… Interpretację tego zdarzenia, czy był karny czy nie, pozostawiam Wam.

Druga połowa im. Dante Stipicy

Po przerwie mogliśmy ujrzeć tylko teatr jednego aktora. Gdyby nie Dante Stipica Pogoń tego dnia na pewno straciłaby trzy punkty. Chorwat fantastycznie obronił strzał Pekharta, który nie ma co ukrywać – powinien na spokojnie zakończyć ten kontratak golem. W końcu w akcji mogliśmy ujrzeć też Joela Valencię, gdy to właśnie on wychodził z kontrą i dogrywał do „dziewiątki” Legii. Jednak to by było na tyle, jeśli chodzi o dobre zagrania Ekwadorczyka. Mecz dla niego do zapomnienia.

W 61. minucie spotkania były Legionista Michał Kucharczyk mógł pogrążyć gości. Po rozegraniu na krótko rzutu rożnego „Kuchy King” znalazł się najlepiej w polu karnym Boruca i wpakował piłkę do siatki. Jednak sędzia liniowy szybko ostudził radość gospodarzy – spalony.  Później zespół ze Szczecina ani razu nie zagroził gościom. Co więcej, przez całe spotkanie piłkarze Pogoni liczyli na jakąś szczęśliwą bramkę po stałym fragmencie gry. A Legia? Mistrz Polski również mocno obniżył swoje loty. Druga połowa to gra na popularnego „Stojanova”, a tak raczej meczu nie dało się wygrać.

Maciej Rosołek po wejściu na boisko próbował dać iskrę w atakach stołecznego zespołu. Oprócz jednej akcji pod koniec spotkania, gdzie po wrzutce w pole karne sytuację musiał ratować nie kto inny jak Stipica, to nie wyróżnił się szczególnie. Druga była połowa mocno senna w porównaniu do pierwszej. Piłkarze Legii chyba czuli jeszcze w nogach środowe starcie ze Śląskiem. Podsumować tę część spotkania można za pomocą akcji, którą zagrała Pogoń w doliczonym czasie gry z rzutu rożnego… Piękno Ekstraklasy.

Światełko w tunelu

Czy Legia mogła wygrać to spotkanie? Owszem. Czy widać poprawę w grze Legii? Tak. I to powinno najbardziej cieszyć. Druga połowa może pozostawiać wiele do życzenia, ale w końcu mistrz Polski powoli zaczyna grać w piłkę. Nie ma już ciągłego wrzucania na Pekharta i stosowania jednego schematu do rozegrania akcji. Fajnie w tym meczu pokazali się boczni obrońcy. Zarówno Mladenović, jak i Juranović potrafili zrobić przewagę na skrzydłach. Według mnie dobrze zaprezentował się także Karbownik, który parę razy swoim pressingiem wymusił błąd na rywalach. Na minus? Zdecydowanie obaj skrzydłowi. U Pawła Wszołka szwankowała decyzyjność w kluczowych momentach. Natomiast Valencia z wyjątkiem jednej akcji – zero zagrożenia. Widać malutkie światełko w tunelu, więc nie można tracić nadziei. Parę meczów i maszyna znów ruszy. Siedem punktów w siedem dni to bardzo dobry wynik, mając na uwadze zmianę trenera oraz wszelkie braki kadrowe.

Pogoń Szczecin – Legia Warszawa 0:0

Pogoń Szczecin: Stipica – Stec, Kostas, Zech, Matynia – Kucharczyk (Drygas 69’), Dąbrowski, Smoliński (Hostikka 75’), Gorgon (Kozłowski 69’), Kowalczyk (Podstawski 91’) – Zahović (Benedyczak 75’)

Rezerwowi: Bursztyn, Bartkowski, Mata, Podstawski, Hostikka, Drygas, Kozłowski, Żurawski, Benedyczak

Legia Warszawa: Boruc – Juranović, Lewczuk (ŻK), Jędrzejczyk, Mladenović (ŻK) – Gwilia, Slisz, Karbownik – Wszołek, Pekhart, Valencia (Rosołek 64’)(ŻK)

Rezerwowi: Tobiasz, Remy, Antolić, Rocha, Martins, Kante, Rosołek, Stolarski

fot. Mateusz Kostrzewa / Legia.com

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

More in Felietony