Connect with us

Minął weekend

Lider ponownie w Warszawie #MinąłWeekend – 12. kolejka

#MinąłWeekend

Legia wróciła na fotel lidera, derby Krakowa na remis, siedem goli w Białymstoku i piękny gol Jakuba Świerczoka – to wszystko wydarzyło się w 12. kolejce Ekstraklasy

Mecz kolejki

Szalone widowisko w Białymstoku

Jagiellonia Białystok 4:3 Warta Poznań

Cóż to było za spotkanie. Warta dwa razy prowadziła, ale ostatecznie to Jagiellonia zgarnęła trzy punkty.

Strzelanie w 15. minucie rozpoczęli przyjezdni. Mateusz Kuzimski okazał się o sekundę szybszy od Pavelsa Steinborsa i umieścił piłkę w bramce. Zieloni z prowadzenia nie cieszyli się długo, bo już cztery minuty później wyrównał Jakov Puljić. Mecz był bardzo żywy. W 27. minucie w znakomitej sytuacji spudłował Jan Grzesik, a już w następnej akcji to gospodarze wyszli na prowadzenie. Fedor Cernych zagrał do Jesusa Imaza, który wbiegł w pole karne i ładnym uderzeniem pokonał Daniela Bielicę. Dziesięć minut później ponownie był remis. Łukasz Trałka posłał podanie prostopadłe do Michała Jakóbowskiego, który bez większego zastanowienia oddał strzał i zdobył swoją pierwszą bramkę w tym sezonie. Warta do szatni schodziła prowadząc. W 43. minucie Jan Grzesik wreszcie trafił w bramkę, choć możliwe, że celował obok.

Po przerwie Jaga rzuciła się do ataku. Opłaciło się, bo już po ośmiu minutach był już remis. Paweł Olszewski wgrał piłkę w pole karne, a dobrze ustawiony Puljić skierował ją do bramki. Potem długo wydawało się, że mecz zakończy się remisem, a tu nagle w 90. minucie Aleks Ławniczak sfaulował Jakova Puljicia. Sędzia podyktował karnego, do którego podszedł sam poszkodowany. Chorwat skutecznie go wykonał i skompletował hat-tricka oraz zapewnił Jadze trzy punkty.

Raków był lepszy, ale Śląsk skuteczniejszy

Śląsk Wrocław 1:0 Raków Częstochowa

Śląsk nie przegrał jeszcze u siebie, a Raków na wyjeździe. Dzięki temu mogliśmy liczyć na dobre widowisko. Okazało się, że nie było ono najlepsze. W pierwszej połowie niebezpiecznie było po rzutach wolnych. Ze strony Śląska kąśliwie uderzał Bartłomiej Pawłowski, a po stronie przyjezdnych Ivi Lopez. Jednak żadna z prób tych dwóch zawodników nie zakończyła się bramką.

Po przerwie stroną dominującą był Raków. Kilka minut po rozpoczęciu drugiej połowy Lopez uderzył w słupek, a po chwili strzelał Marcin Cebula, a piłkę sprzed linii bramkowej musiał wybijać Israel Puerto. Po stronie gospodarzy najgroźniejszy był Pawłowski. W 71. minucie właśnie do niego uśmiechnęło się szczęście. Piłka po strzale pomocnika Śląska odbiła się od jednego z obrońców Rakowa i zmyliła Jakuba Szumskiego który nie zdołał skutecznie interweniować. Po stracie gola ataki Rakowa nasiliły się jeszcze bardziej, ale debiutujący w bramce Śląska Michał Szromnik nie dał się pokonać.

Raków dominował, ale przegrał. Co za tym idzie stracił też pozycję lidera.

Triumf dający lidera

Legia Warszawa 2:0 Lechia Gdańsk

Po porażce Rakowa we Wrocławiu Legia stanęła przed szansą powrotu na fotel lidera. Musiała tylko pokonać Lechię, która do Warszawy przyjechała aby urwać Legionistom punkty.

Gospodarze pierwszą znakomitą sytuację bramkową mieli w 13. minucie. Tomas Pekhart zamykał akcję na dalszym słupku, ale zabrakło mu kilku centymetrów i nie zdołał skierować piłki do bramki. Legia w pierwszej połowie była lepsza, ale nie potwierdziła tego ani jedną bramką. To co nie udało się przed przerwą, udało się Legionistom w 61. minucie. Wtedy to Luguinhas dośrodkował w okolice bramki gości, a tam w odpowiednim momencie wyskoczył Pekhart i głową umieścił piłkę w bramce. Kilka minut później w dobrej sytuacji znalazł się Bartosz Kapustka. Były piłkarz Leicester uderzył z 16 metrów, ale problemów z jego strzałem nie miał Dusan Kuciak. Lechia przycisnęła w ostatnich minutach, ale nie przyniosło to gola.

Co nie udało się przyjezdnym, udało się Legii w doliczonym czasie gry. Jednak zanim to nastąpiło Tomasz Makowski pokazał, że nadawałby się do Fame MMA, bo w brutalny sposób sfaulował Kapustkę. Na pierwszy rzut oka wyglądało to bardzo groźnie, ale na szczęście obyło się bez złamań. Makowski za to zagranie został ukarany czerwoną kartką, ale raczej będzie pauzował trochę dłużej niż jedno spotkanie. Tak jak pisałem wcześniej Legia zdołała zdobyć drugą bramkę. Miało to miejsce w doliczonym czasie gry. Bartosz Slisz uderzył z dystansu, Kuciak wypluł piłkę przed siebie, do futbolówki dopadł Rafael Lopes i ustalił wynik spotkania.

https://twitter.com/mRokuszewski/status/1335326477609537539?s=20

Bardziej szczegółowo mecz Legii opisany jest na naszej stronie. (TUTAJ)

Kolejorz przejechał się po Góralach

Lech Poznań 4:0 Podbeskidzie Bielsko-Biała

W 5. kolejce Ligi Europy na mecz z Benficą Lizbona Dariusz Żuraw wystawił mocno rezerwowy skład, bo najlepszych zawodników szykował na Podbeskidzie. Powód takiej decyzji był oczywiście znany. Lech chciał za wszelką cenę wygrać z beniaminkiem i rozpocząć marsz w górę tabeli. Kolejorz z Benficą przegrał 0:4. Nasuwa się pytanie, czy aby wygrać z Podbeskidziem trzeba było poddać mecz w Lizbonie? Myślę, że Lech pokonałby Górali nawet w rezerwowym składzie, a wystawienie podstawowego składu w Lidze Europy byłoby chociaż godnym pożegnaniem się z europejskimi pucharami. Lech reprezentuje nas w Europie, a tym co pokazał w Lizbonie nie wystawił sobie dobrej laurki.

Podopieczni Dariusza Żurawia szybko ruszyli do ataku. W 11. minucie Jakub Moder bardzo ładnie przyjął piłkę, a jeszcze piękniej uderzył, ale nie zdołał pokonać Michala Peskovicia. Po chwili głową uderzał Wasyl Kraweć, lecz przeniósł piłkę nad bramką. Podbeskidzie w pierwszej połowie praktycznie nie istniało. Choć udało im się przeprowadzić jedną dobrą akcję, zakończoną nawet golem. Po analizie VAR okazało się jednak, że Gergo Kocsis podawał już zza linii końcowej, więc bramka nie została zaliczona. Po chwili padła już prawidłowa bramka, tyle, że dla Lecha. Na listę strzelców wpisał się Thomas Rogne. Chwilę przed przerwą było już 2:0. Milan Rundić stracił piłkę, na rzecz Mikaela Ishaka, który skorzystał z prezentu i zdobył bramkę do szatni.

Worek z bramkami się rozwiązał. W przeciągu ośmiu minut drugiej połowy Lech strzelił dwa gole. Najpierw po szybkiej kontrze na listę strzelców wpisał się Pedro Tiba, a kilka minut później fatalny błąd obrony gości wykorzystał Dani Ramirez. Było już po meczu, a więc Lech postanowił zrzucić trochę z tonu. To próbowało wykorzystać Podbeskidzie, ale Góralom nie udało się zdobyć nawet bramki honorowej.

Lech wygrał przekonująco. Trzeba jednak pamiętać, że dokonał tego głównie dlatego, że potrafił wykorzystać karygodne błędy rywali. Co do Podbeskidzia to Krzysztof Brede obowiązkowo musi wymienić linię defensywną. Obecna obrona Górali wygląda tak, jakby grali w niej amatorzy z łapanki, a nie zawodowi piłkarze.

Długa podróż i zero punktów

Pogoń Szczecin 2:0 Stal Mielec

Stal pod wodzą trenera Leszka Ojrzyńskiego w dwóch ostatnich spotkaniach zdobyła cztery punkty i rozbudziła apetyty kibiców. W poniedziałek Stal grała w Szczecinie z tamtejszą Pogonią, która na własnym boisku jeszcze nie przegrała.

Przyjezdni przez pierwsze cztery minuty zepchnęli Portowców pod ich pole karne. Gdy jednak Pogoń zdołała wyjść spod pressingu, to inicjatywy nie oddała już do końca spotkania. Bramka dla gospodarzy była tylko kwestią czasu. Blisko szczęścia w 25. minucie był Kamil Drygas, lecz po jego uderzeniu piłka zatrzymała się an poprzeczce. To co wydawało się nieuniknione wydarzyło się trzy minuty przed przerwą. Co prawda Michał Gliwa poradził sobie ze strzałem Santeriego Hostikki, ale z dobitką Luki Zahovicia nie miał już szans.

Po przerwie obraz gry się nie zmienił. Pogoń cały czas atakowała, ale o dziwo nie z akcji Portowcy strzelili drugiego gola. W 55. minucie Bożidar Czorbadżijski uderzył w twarz Zahovicia, co nie umknęło ekipie VAR, która dała cynk sędziemu. Tomasz Wajda obejrzał powtórkę i wskazał na “wapno”. Karnego skutecznie wykonał, kapitan Portowców, Kamil Drygas. Po tym Stal próbowała zdobyć choćby bramkę honorową, ale Pogoń niszczyła ich akcje już w zarodku. Dość powiedzieć, że pierwszy celny strzał przyjezdni oddali dopiero w doliczonym czasie gry.

Bardzo podobała mi się postawa Leszka Ojrzyńskiego na pomeczowej konferencji prasowej. Trener Stali nie owijał w bawełnę i wprost powiedział, że jego drużyna była słabsza i zasłużenie poniosła porażkę. Właśnie za taką postawę lubię trenera Ojrzyńskiego

Derby w cieniu kontrowersji

Cracovia 1:1 Wisła Kraków

Każde spotkanie derbowe niesie ze sobą sporą dawkę emocji. Często przeważają te pozasportowe, dziejące się na trybunach. Teraz gdy kibice nie mogą pojawić się na stadionie, wszystko miało rozegrać się na murawie. Do 200. derbów Krakowa, Wisła przystępowała z nowym trenerem Peterem Hyballą. Natomiast Cracovia po zwycięstwie nad Wisłą, ale tą z Płocka.
Pierwsza połowa toczyła się w miarę dynamicznie. Ale nie było to spowodowane dobrymi, składnie przeprowadzonymi akcjami przez oba zespoły. Tylko poprzez częste straty piłek. Obraz gry nie zapowiadał tego, co wydarzy się po przerwie.

Na początku drugiej części spotkania sędzia Stefański podyktował rzut karny dla Cracovii po rzekomym zagraniu ręką przez Adiego Mehremicia. Po analizie VAR sędzia słusznie zmienił decyzję. Po kilkunastu minutach arbiter wskazał ponownie na 11. metr. Piłką ręką zagrał Dawid Szymonowicz podczas starcia z Feliciano Brown Forbesem. Decyzja sędziego wywołała ponownie sporo emocji, ale ponownie była słuszna. Na prowadzenie Białą Gwiazdę wyprowadził Felician Brown Forbes.

Kostarykanin, który po zdobyciu bramki był bohaterem Wisły, po kilku minutach stał się jej antybohaterem. Po zobaczeniu drugiej żółtej kartki musiał opuścić pole gry. Od tego momentu Cracovia zaczęła przeważać. W 76. minucie bramkę dla Pasów zdobył Pelle van Amersfoort po podaniu Sergiu Hanci. Pod koniec regulaminowego czasu gry przed świetną okazją na objęcie prowadzenia stanęła Cracovia, ale Michal Siplak spudłował, oddając strzał z bliskiej odległości ponad bramkę. W doliczonym czasie gry było bardzo nerwowo. Czerwoną kartkę powinien ujrzeć bramkarz Mateusz Lis po uderzeniu jednego z piłkarzy Cracovii. Jednak nie ujrzał czerwonego kartonika.

Jak wspomniałem na początku, mecz odbył się bez udziału kibiców. Jednak w stronę arbitrów z loży VIP Cracovii poleciało mnóstwo wulgarnych słów związanych z decyzjami podejmowanymi przez sędziego. Nie, które decyzje były kontrowersyjne, ale nie uprawnia to właścicieli klubu do takich zachowań. Spotkanie zakończyło się remisem 1:1, ale wizerunkowo zdecydowanie przegrała ten mecz Cracovia.

Gol Świerczoka atrakcją meczu

Piast Gliwice 1:1 Zagłębie Lubin

Ostatnie tygodnie dla piłkarzy Waldemara Fornalika są dobre, czego wynikiem jest wydostanie się Piasta Gliwice ze strefy spadkowej. Zagłębie Lubin gra nie równo, ale wciąż utrzymuje się w czołówce tabeli.

Pierwsi prowadzenie objęli niebiesko-czerwoni po cudownej bramce Jakuba Świerczoka. Napastnik strzelił gola niemal z połowy boiska, dostrzegając wysuniętego przed bramką golkipera Zagłębia. Po zaledwie 4. minutach Miedziowi odpowiedzieli po golu Samuela Mraza. Niestety potem tempo spotkania siadło. Nie było wielu akcji, które zdecydowałby o przewadze którejś z drużyn. Druga połowa to nadal wyrównana gra. Ponownie Mraz z Zagłębia, jak i Świerczok z Piasta stanęli przed szansą wyprowadzenia swojego zespołu na prowadzenie. Jednak wynik nie uległ już zmianie.

Obie drużyny czują niedosyt. Jednak Piast Gliwice powinien w swojej sytuacji liczyć skrupulatnie każdy punkt. Na wyróżnienie zasługuje Świerczok, który ponownie zapewnia zdobycz punktową swojej drużynie. Zagłębie natomiast nie wykorzystało szansy na wskoczenie na trzecie miejsce w ligowej tabeli.

Wisła bez przełamania

Wisła Płock 0:1 Górnik Zabrze

“Nafciarze” nie potrafią wygrać meczu od czterech spotkań, a Górnik Zabrze potrzebuje zwycięstwa, aby nie stracić kontaktu z Rakowem i Legią. Zapowiadało się na ciekawe spotkanie, w którym każda z drużyn liczyła na zdobycie kompletu punktów.

Jednak zapowiedzi to jedno, a postawa na boisku to drugie. Pierwszą połowę należy zaliczyć z lekkim wskazaniem na Wisłę Płock. Próbowali wychodzić pressingiem i przeszkadzać w rozgrywaniu piłki przyjezdnym. Jednak nikt nie potrafił stworzyć klarownych sytuacji.
W drugiej połowie piłkarze ponownie nie zachwycali. Głównie zagrożenia pod bramką rywali piłkarze obu ekip potrafili stworzyć po stałych fragmentach gry. To dużo mówi o poziomie meczu. W 71. minucie Górnik oddał pierwszy i jak się później okazało ostatni celny strzał. Ale było to trafienie na wagę zwycięskiej bramki. Na listę strzelców wpisał się Piotr Krawczyk. Nafciarze próbowali desperacko szukać remisowej bramki, ale jej nie znaleźli.

Górnik mimo jednego strzału celnego zdołał pokonać Wisłę. Goście umacniają się na 3 pozycji, a Nafciarze przedłużają swoją serię bez wygranego meczu do pięciu spotkań. Pozycja Radosława Sobolewskiego wisi na włosku. Ale mimo to trener wciąż wierzy w swój zespół. W pomeczowym wywiadzie dla Canal+ Sport stwierdził, że gra w obronie jego zespołu nie jest zła. Przeciwnikom ciężko grać swoją piłkę. Na nieszczęście samego trenera jego słowa nie przekładają się na wyniki zespołu.

Jedenastka kolejki

Michał Szromnik (Śląsk Wrocław)

Debiutant, zaliczył czyste konto w starciu z ówczesnym liderem.

Josip Juranović (Legia Warszawa)

Solidnie zaprezentował się na tle Lechii.

Israel Puerto (Śląsk Wrocław)

Zagrał dobry mecz, raz wybił piłkę niemalże z linii bramkowej.

Tomas Rogne (Lech Poznań)

Otworzył wynik spotkania z Podbeskidziem.

Bartłomiej Pawłowski (Śląsk Wrocław)

Zdobył bramkę na wagę zwycięstwa.

Jesus Imaz (Jagiellonia Białystok)

Jedna z największych gwiazd jagi, z Wartą gol i asysta.

Dani Ramirez (Lech Poznań)

Brylował w środku, zaliczył gola i asystę.

Bartosz Kapustka (Legia Warszawa)

Kolejne dobre spotkanie, powraca do formy.

Luka Zahović (Pogoń Szczecin)

Zdobył bramkę, a ponadto po faulu na nim podyktowano karnego.

Jakov Puljić (Jagiellonia Białystok) – Piłkarz kolejki

Kolejny hat-trick napastnika, już drugi w obecnych rozgrywkach.

Jakub Świerczok (Piast Gliwice)

Strzelił fantastycznego gola.

Następna kolejka

GospodarzeGoście
Radomiak RadomGórnik Łęczna
Lech PoznańWisła Płock
Raków CzęstochowaBruk-Bet Termalica Nieciecza
Lechia GdańskGórnik Zabrze
Pogoń SzczecinJagiellonia Białystok
Wisła KrakówŚląsk Wrocław
Zagłębie LubinCracovia
Warta PoznańStal Mielec
Piast GliwiceLegia Warszawa

Mecz kolejki: Zagłębie Lubin – Śląsk Wrocław

Derby Dolnego Śląska. W poprzednim sezonie w dwóch spotkaniach tych drużyn padło aż 12 bramek. W piątek też powinno być ciekawie.

Mateusz Bartoszek

Mateusz Adamczyk

 

 

Pasjonat polskiego sportu, zwłaszcza piłkarskiej Ekstraklasy.

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

More in Minął weekend