Connect with us

Legia Warszawa

Lider wraca do Warszawy

filip_mladenovic

W meczu 18. kolejki PKO Ekstraklasy w sobotnie popołudnie Legia Warszawa mierzyła się z zespołem, który nie doznał jeszcze porażki po przerwie zimowej. Starcia z Wisłą Płock są określane przez niektórych jako Derby Mazowsza. Co prawda nie są one tak atrakcyjne jak Derby Śląska czy Trójmiasta. Jednak dzięki wygranej z Nafciarzami Legia wykorzystała potknięcie Pogoni i wróciła na fotel lidera PKO Ekstraklasy.

Urodziny Boruca i kontuzja Pekharta

W dniu meczowym swoje 41. urodziny obchodziła legenda Legii Warszawa, były bramkarz Celtiku Glasgow, czy AFC Bournemouth – Artur Boruc. Boruc na Łazienkowską 3 trafił w 1999 roku. Jednak po wypożyczeniach, dopiero w 2002 roku zadebiutował w pierwszym zespole. Bramkarz z Siedlec od 2003 roku do 2005 roku nie oddał miejsca w bramce Legii Warszawa. Później został wykupiony przez Celtic Glasgow. Boruc grał również w lidze włoskiej (AC Fiorentina), czy lidze angielskiej (Southampton FC i AFC Bournemouth). Łącznie w barwach aktualnych mistrzów Polski do tej pory rozegrał 108 meczów, w których raz wpisał się na listę strzelców. W sobotę Boruc nie mógł wystąpić z powodu drobnego urazu.

Oprócz niego z powodu urazu nie wystąpił Tomas Pekhart, który zmaga się z urazem po meczu z Jagiellonią Białystok. Dodatkowo trener Michniewicz nie mógł skorzystać z Lewczuka, Vesovicia, Cholewiaka. W podstawowym składzie na mecz z Wisłą Płock na najwyżej wysuniętym napastnikiem był Rafael Lopes. Dodatkowo na ławce znalazło się miejsce dla nowych nabytków – Shabanova oraz Yakshibaeva. Naturalnie w miejsce kontuzjowanego Boruca trener Michniewicz postanowił postawić na Cezarego Misztę. Warto dodać, że było to setne spotkanie w PKO Ekstraklasie Mateusza Wieteski.

Dobra gra do 40 minuty

Już od pierwszych minut spotkania mogliśmy ujrzeć sytuację, w której Legia Warszawa rozdaje prezenty swoim rywalom. W 6. minucie po niedokładnym rozegraniu piłki od tyłu przez Misztę, tuż przed polem karnym faulowany został Tuszyński. Na całe szczęście sędzia Złotek dopatrzył się spalonego, ale kary za faul nie uniknął Jędrzejczyk. Właściwie od tego momentu Legia spokojnie utrzymywała się przy piłce i starała kreować akcje ofensywne. Na efekt nie musieliśmy czekać długo, gdy 8. minucie Rogoziński popełnił juniorski błąd i zaatakował w plecy Pawła Wszołka. Były reprezentant Polski umiejętnie wszedł przed przeciwnika co skończyło się podyktowaniem karnego przez arbitra. Do piłki pod nieobecność Pekharta podszedł Mladenović, który pewnie pokonał Krzysztofa Kamińskiego. To nie był koniec wyczynów Serba tego dnia. W 17. minucie dołożył on asystę przy bramce Kapustki, a pod koniec spotkania postanowił znów wpisać się na listę strzelców.

https://twitter.com/_Ekstraklasa_/status/1363158135586832393

Kłopoty z koncentracją

Od tego momentu Legia zupełnie straciła koncentrację w krótkim odstępie czasu z bezpiecznego wyniku 3:0, zawodnicy Legii na przerwę schodzili już tylko z jednobramkowym prowadzeniem. To co stało się w obronie podczas ostatnich pięciu minut pierwszej połowy to czysty kryminał piłkarski. W pierwszą bramkę dla Wisły ostro zamieszany był Mateusz Wieteska, który kompletnie nie porozumiał się z Misztą. Jeśli golkiper krzyknął “moja” przy którymkolwiek wybiciu piłki obrońca Legii powinien schować głowę i zaufać bramkarzowi. Efekt finalny? Gol Duszana Lagatora.

“Wisienką na torcie” było zachowanie kapitana Legii Artura Jędrzejczyka. Doświadczony stoper popełnił karygodny błąd, stracił zupełnie koncentrację i zamiast wybijać piłkę daleko w głąb pola, to postanowił ją rozegrać. Dzięki czemu rozbita Wisła Płock schodziła na przerwę już tylko z jednobramkową stratą. Ponownie Legia Warszawa “strzela sobie sama bramki”. Nie spodziewałem się, że tak doświadczony stoper, jakim jest Jędrzejczyk, doprowadzi do takiej sytuacji pod koniec spotkania. Przy obu straconych bramkach winą obarczyłbym duet stoperów. Nawet, jeśli wygrywa się mecz trzema bramkami nie można tracić ani na chwilę koncentracji. Z bardzo pewnego prowadzenia Legia sama sobie nawarzyła piwa i w drugiej połowie musiała je wypić.

Po pierwszej połowie zdecydowanie należy pochwalić Mladenovicia, który brał udział w każdej akcji bramkowej. Robił niesamowitą przewagę na swojej lewej stronie. Widać, że bardzo odpowiada mu gra na wahadle, ponieważ mniej skupia się na bronieniu. Obrońcy Wisły zdecydowanie nie radzili sobie z nim. Oprócz niego na plus Bartosz Kapustka, który powoli pokazuje, że zdecydowanie przerasta umiejętnościami naszą ligę.

Debiut Shabanova i Luquinhas show

W drugiej połowie trener Czesław Michniewicz postanowił zmienić Pawła Wszołka, a debiut w PKO Ekstraklasie zaliczył Shabanov pozyskany z Dynama Kijów. Natomiast na prawe wahadło udał się Josip Juranović. Ukraiński obrońca wprowadził dużo spokoju w szeregach obronnych. W przeciwieństwie do dwóch pozostałych środkowych obrońców. Dodatkowo nie przegrał żadnego pojedynku

Już na początku Legia mocno zaatakowała. Luquinhas nareszcie zaczął grać tak jak od niego oczekiwano. Po prostu zaczął kolekcjonować bramki i asysty. Była to piękna trójkowa akcja, w której warto pochwalić Lopesa. Były zawodnik Cracovii idealnie zgrał do boku na wchodzącego Kapustkę, który wyłożył “patelnię”. W 80. minucie postawił kropkę nad “i”. Kostorz po wejściu na boisko idealnie wykorzystał błąd Rzeźniczaka i do końca szedł na piłkę. Nie przestraszył się wychodzącego Kamińskiego i dograł idealnie w tempo do wchodzącego skrzydłowego Legii. Luquinhas w ostatnich czterech spotkaniach Legii czterokrotnie wpisywał się na listę strzelców. Zdecydowanie widać, że ustawienie z wahadłowymi bardzo służy formie Brazylijczyka.

Wisła Płock w drugiej połowie nie miała praktycznie żadnych argumentów, aby nawiązać walkę z gospodarzami. Nie oddali oni żadnego celnego strzału przez drugie 45 minut. W sumie gdyby nie dobra postawa w bramce Kamińskiego, mogłoby się skończyć znacznie wyższym wynikiem. Tym samym Legia Warszawa dzięki zwycięstwu Wisły Kraków nad Pogonią Szczecin wskoczyła na fotel lidera PKO Ekstraklasy. W następnym spotkaniu lidera czeka wyjazd do Zabrza, gdzie zechce zemścić się za porażkę u siebie w rundzie jesiennej.

Pan profesor Kapustka i MVP Mladenović

Na duże słowa uznania w tym meczu zasługuje Bartosz Kapustka. Pomocnik Legii naprawdę zaczyna wyrastać poziomem poza naszą ligę. Z meczu na mecz bawi się piłką coraz bardziej. Widać, że trener Michniewicz znalazł na niego sposób. Jeśli Kapustka z miesiąca na miesiąc będzie spisywał się coraz lepiej, uważam że śmiało Paulo Sousa może powoływać go do reprezentacji Polski. Jednak zdecydowanym MVP tego spotkania został Filip Mladenović. Serb totalnie pozamiatał rywali już w pierwszej połowie. Znakomicie wykorzystał rzut karny oraz robił ogromną przewagę z lewej strony boiska. Na pochwałę w tym spotkaniu zasługują również Rafael Lopes . Co prawda Portugalczyk nie zdołał wpisać się na listę strzelców, ale bardzo mocno pracował aby ułatwić kolegom strzelanie bramek. Zaliczył kluczowe zgranie piłki do Kapustki przy czwartej bramce.

Jeśli chodzi o minus to zdecydowanie warto postawić przy obu panach występujących na środku obrony. Zarówno Wieteska, jak i Jędrzejczyk są bardzo daleko od swojej optymalnej formy. Mimo tego, że Wieteska rozgrywał setny mecz w Ekstraklasie nie może zaliczyć go do udanych. Gdyby nie jego dziwne interwencje w polu karnym Legii, być może Cezary Miszta miałby czyste konto. Jeśli chodzi o kapitana Legii, niektóre jego zachowania wskazują na zupełny brak koncentracji. Już w 6. minucie spotkania Jędrzejczyk obejrzał żółtą kartkę, co było dość groźne patrząc na całe spotkanie w przypadku agresywnej gry stopera Legii. Miejmy nadzieję, że Shabanov stanie się nowym filarem defensywy warszawskiej drużyny.

 

fot. Mateusz Kostrzewa / Legia.com

1 Comment

1 Comment

  1. Pingback: Piękny sen Warty trwa #MinąłWeekend - 18. kolejka | WATCH EKSTRAKLASA

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

More in Legia Warszawa