Connect with us

Minął weekend

Piękny sen Warty trwa #MinąłWeekend – 18. kolejka

#MinąłWeekend

Warta wygrała kolejne spotkanie, Legia wróciła na fotel lidera, a Lech wreszcie zwyciężył – to wszystko wydarzyło się w 18. kolejce Ekstraklasy.

Mecz kolejki

Choć Pekharta brak, to strzelanie im w smak

Legia Warszawa 5:2 Wisła Płock

Legioniści do derbów Mazowsza przystępowali osłabieni brakiem Tomasa Pekharta. Czech nie mógł wystąpić w tym spotkaniu z powodu kontuzji. W ataku superstrzelca zastąpił Rafael Lopes. Jednak to nie Portugalczyk był czołową postacią w sobotnim spotkaniu.

Jedną z czołowych postaci był Filip Mladenović. W 9. minucie debiutujący w Ekstraklasie Kacper Rogoziński sfaulował w polu karnym Pawła Wszołka, a sędzia Mariusz Złotek bez wahania wskazał na “wapno”. Jako że na boisku nie było etatowego wykonawcy “jedenastek”, do karnego wyznaczony został Mladenović. Serb bez większych problemów umieścił piłkę w bramce. Sześć minut później było już 2:0. Mladenović przerzucił pikę do Bartosza Kapustki, a ten zszedł na lewą nogę i strzelił gola. W 40. minucie popularny “Mladen” miał już dublet. Krzysztof Kamiński obronił strzał Lopesa, ale z dobitką serbskiego orońcy nie miał szans. Legioniści grali bez zarzutu przez czterdzieści minut, ale przespali ostatnie pięć. Po bramkach Dusana Lagatora i Filipa Lesniaka Nafciarze schodzili do szatni przegrywając już tylko 2:3.

Bojowy zapał przyjezdnych nie znalazł odzwierciedlenia w drugiej połowie. Już cztery minuty po przerwie Legioniści podwyższyli wynik. Na listę strzelców po raz pierwszy w tym meczu wpisał się Luquinhas. Przez dalszą część meczu podopieczni Czesława Michniewicza kontrolowali grę. W 80. minucie Kacper Kostosz wykorzystał błąd obrony Wisły, uprzedził Kamińskiego i zgrał piłkę do Luquinhasa. Brazylijczyk wbił piłkę do bramki i ustalił wynik spotkania. Wynik mógł być wyższy, ale w końcówce futbolówka po strzale Kapustki odbiła się tylko od słupka.

Pokaźne zwycięstwo i porażka Pogoni pozwoliły Legii wrócić na fotel lidera. Legioniści pokazali, że bez Pekharta również potrafią strzelać. Za to Nafciarze zakończyli serię czterech zwycięstw z rzędu.

Bardziej szczegółowy opis tego spotkania znajdziecie na naszej stronie. (TUTAJ)

Dwie różne połowy, remis gotowy

Podbeskidzie Bielsko-Biała 1:1 Jagiellonia Białystok

Sobotni mecz w Bielsku-Białej miał dwa oblicza. W pierwszej części gry zdecydowanie lepsi byli gospodarze W 13. minucie za sprawą gola Rafała Janickiego drużyna Roberta Kasperczyka wyszła na prowadzenie. Trzy minuty przed przerwą Górale mieli znakomitą okazję na podwyższenie prowadzenia. Michał Rzuchowski wgrał piłkę w pole karne, futbolówkę przepuścił Jakub Hora, a ta ostatecznie trafiła pod nogi Karola Danielaka. Pomocnik nie wykorzystał jednak szansy, bo uderzył nad bramką.

Druga połowa była już lepsza w wykonaniu Jagiellonii. Ledwo co zawodnicy wyszli z szatni po przerwie, a już mógł być remis. Bojan Nastić trafił jednak tylko w słupek. 1:1 było za to w 53. minucie. Paweł Olszewski zszedł do środka i uderzył z dystansu. Michal Peskovic zdołał obronić jego strzał, ale do wyplutej na przedpole piłki dopadł Bartłomiej Wdowik i zdobył swoją debiutancką bramkę w Ekstraklasie. Po golu podopieczni Bogdana Zająca chcieli pójść za ciosem. W pewnym sensie dopięli swego w 66. minucie. Wtedy to Ariel Borysiuk uderzył z dystansu, a piłka po rykoszecie znalazła drogę do bramki. Lecz radość piłkarzy ze stolicy Podlasia była przedwczesna. Sędzia Szymon Marciniak po obejrzeniu powtórek bramki nie uznał. Powodem był spalony w początkowej fazie akcji. Gospodarze jedyną ciekawą sytuację w drugiej części gry mieli pod koniec spotkania. Serhij Miakuszko uderzył mocno z powietrza, ale nie zdołał zaskoczyć Xaviera Dziekońskiego.

Górale są nadal niepokonani pod wodzą Roberta Kasperczyka, a przecież jeszcze w grudniu byli oni głównymi kandydatami do spadku. Za to Jaga znów nie zagrała całego spotkania na dobrym poziomie. Kibice Jagiellonii mają pretensję o styl Dumy Podlasia pod wodzą Bogdana Zająca. Ich rozżalenie jest uzasadnione, piłkarze Jagi pod wodzą Zająca często wyglądają tak, jakby grali bez taktyki. Strach pomyśleć co by było gdyby nie dobre występy Dziekońskiego w białostockiej bramce. Na pewno Jagiellonia byłaby zdecydowanie niżej w tabeli.

https://twitter.com/_Ekstraklasa_/status/1363192995269533701?s=20

Lechia odpaliła

Lechia Gdańsk 2:0 Górnik Zabrze

Podopieczni Piotra Stokowca w meczu z Górnikiem chcieli udowodnić, że zwycięstwo z Rakowem nie było jednostkowym wybrykiem, tylko początkiem dobrej serii meczów. Pierwsze minuty sobotniego spotkania wcale na to nie wskazywały.

Przez pierwszy kwadrans dobrze prezentował się Górnik, ale nie przełożyło się to na akcje podbramkowe. Mike Tyson powiedział kiedyś, że każdy ma plan na walkę, dopóki nie dostanie pięścią w mordę. Ten cytat idealnie pasuje do Górnika w meczu z Lechią. Oni też mieli plan na mecz, dopóki nie stracili bramki. Stracili w 24. minucie. Joseph Ceesay podał w tempo do Flavio Paixao. Portugalczyk choć był w dobrej sytuacji do strzału, to podał do Macieja Gajosa, który otworzył wynik spotkania. Po bramce Lechia kontrolowała mecz, a w 41. minucie podwyższyła prowadzenie. Ceesay ograł obronę Górnika, wbiegł w pole karne i oddał strzał. Martin Chudy odbił piłkę na przedpole, gdzie był Paixao. Kapitan gdańskiej ekipy strzelił swojego 8 gola w sezonie.

W drugiej połowie bramek nie było, choć w 64. minucie znakomitą okazję miał Ceesay. Pomocnik Lechii musiał tylko z najbliższej odległości skierować piłkę do bramki rywali, ale tego nie zrobił.

Lechia wygrała drugi mecz z rzędu. Drużyna z Gdańska wskoczyła na 5. miejsce w tabeli. Piotr Stokowiec na konferencji prasowej powiedział, że najbardziej cieszy się z tego, że udało się odbudować drużynę jako całość. Biało-Zieloni wreszcie zaczęli grać na swoim nominalnym poziomie. Lepiej późno niż wcale.

Skromne, ale zwycięstwo

Lech Poznań 1:0 Śląsk Wrocław

Kolejorz fatalnie zakończył rok poprzedni, a obecnego też nie rozpoczął najlepiej. Na słabe wyniki na pewno wpływała też absencja najlepszego strzelca drużyny, Mikaela Ishaka. W ramach zastępstwa za Szweda do Poznania sprowadzono Arona Johanssona. 30-letni napastnik już na mecz ze Śląskiem wyszedł w podstawowym składzie.

Drużyna trenera Lavicki od początku była nastawiona ofensywnie i próbowała zepchnąć gospodarzy pod ich pole karne. Lech pierwszą groźną akcję przeprowadził dopiero w 15. minucie. Wtedy to Jakub Kamiński wgrał piłkę w pole karne do Johanssona, który wślizgiem zdołał oddać strzał, ale nie trafił w bramkę. Kilka minut później z powietrza obok bramki uderzył Tymoteusz Puchacz, a już w następnej akcji podobny strzał co Puchacz oddał Bartłomiej Pawłowski. Strzał Pawłowskiego również był niecelny. W 33. minucie gospodarze oddali jedyny celny strzał w pierwszej połowie. Niewidoczny wcześniej Jan Sykora pokusił się o strzał z dystansu, ale nie zaskoczył on zbytnio Matusa Putnockyego.

W drugiej części gry bardziej skuteczny był Kolejorz, choć w pierwszej akcji po przerwie to Śląsk mógł wyjść na prowadzenie. Pawłowski wykorzystał kiks Czerwińskiego i stanął przed świetną szansą, ale jego strzał obronił Mickey van der Hart. W drugiej połowie jednak królem polowania okazał się nowy nabytek Lecha Aron Johansson. W 57. minucie Sykora pięknie dośrodkował na głowę Johanssona, który uprzedził obrońców i umieścił piłkę w siatce. Piłka mogła zatrzepotać w siatce gości po raz drugi w 74. minucie. Puchacz wystawił piłkę Johanssonowi, ale tym razem Islandczyk/Amerykanin uderzył obok bramki. Po chwili nowy napastnik Lecha ponownie stanął przed szansą na gola. Tyle, że tym razem piłka bardziej odbiła się od jego głowy, niż oddał on strzał. Po tych wojażach ostatecznie trener Żuraw ściągnął Johanssona z boiska. Kolejorz zdołał dowieźć jednobramkową przewagę do końca.

Kolejorz łapie tlen

Lech złapał tlen. Drużyna Dariusza Żurawia wygrała pierwszy mecz od 6 grudnia. Zwycięstwo cieszy, ale przed Kolejorzem jeszcze wiele pracy. Alan Czerwiński w wywiadzie pomeczowym powiedział, że tak na prawdę nie ma się z czego cieszyć. W stu procentach zgadzam się z poznańskim obrońcą. W końcu Lech nadal jest w drugiej części tabeli i do czołówki traci dziewięć punktów.

https://twitter.com/M_Bondyra/status/1363561171719229443?s=20

Zieloni przerwali passę Piasta

Piast Gliwice 0:1 Warta Poznań

Piast nie przegrał od dziesięciu spotkań, Warta w tym roku jest niepokonana. Mecz zapowiadał się ciekawie, ale faworytem był Piast. W pierwszej połowie Piast stłamsił Wartę. Gospodarze najlepszą sytuację przed przerwą mieli w 30. minucie. Patryk Sokołowski znalazł się w znakomitej sytuacji, ale jego uderzenie nie zaskoczyło Adriana Lisa.

Po przerwie nadal grę prowadził Piast, jednak bramkę zdobyli przyjezdni. W 58. minucie Jakub Czerwiński podał piłkę do… Łukasza Trałki. Doświadczony pomocnik wykorzystał błąd obrońcy Piasta i wraz z Mateuszem Kuzimskim pomknął w kierunku bramki gospodarzy. Przed “szesnastką” Trałka podał do Kuzimskiego, który stanął oko w oko z Frantiskiem Plachem. Napastnik Warty ze stoickim spokojem umieścił piłkę w siatce. To tylko rozwścieczyło Piastunki. Ekipa Waldemara Fornalika atakowała, ale albo brakowało im skuteczności, albo na ich drodze stawał Adrian Lis.

Zieloni nie przestają zadziwiać. Po pierwsze przerwali oni świetną passę Piasta. Po drugie Warta zdobyła w tym roku 10 punktów, co jest najlepszym wynikiem w całej lidze. Piękny sen ekipy Piotra Tworka nadal trwa. W piątek kolejna szansa na zapisanie się w historii. Derby z Lechem.

Jedenastka kolejki

Rafał Strączek (Stal Mielec)

Zaliczył kilka ważnych interwencji.

Bartosz Kopacz (Lechia Gdańsk)

Solidny występ przeciwko Górnikowi.

Rafał Janicki (Podbeskidzie Bielsko-Biała)

Kolejny dobry mecz, ponownie z golem.

Filip Mladenović (Legia Warszawa) – Piłkarz kolejki

Dublet i asysta obrońcy Legii.

Joseph Ceesay (Lechia Gdańsk)

Był aktywny, gola nie strzelił, ale zaliczył asystę.

Bartosz Kapustka (Legia Warszawa)

Gol i asysta. Był jednym z najlepszych zawodników na boisku.

Łukasz Trałka (Warta Poznań)

Przeżywa drugą młodość. Z Piastem asysta.

Luquinhas (Legia Warszawa)

Zdobył dwie bramki które ustaliły wynik spotkania z Wisłą Płock.

Ivi Lopez (Raków Częstochowa)

Bramka i strzał po którym samobója zaliczył Szasza Balić.

Felicio Brown Forbes (Wisła Kraków)

Strzelił przepięknego gola.

Flavio Paixao (Lechia Gdańsk)

Gol i asysta.

Następna kolejka

GospodarzeGoście
Górnik ZabrzeJagiellonia Białystok
Zagłębie LubinPogoń Szczecin
Podbeskidzie Bielsko-BiałaWisła Płock
Lechia GdańskCracovia
Wisła KrakówLech Poznań
Warta PoznańŚląsk Wrocław
Stal MielecLegia Warszawa
Raków CzęstochowaPiast Gliwice

Mecz kolejki: Warta Poznań – Lech Poznań

Derby Poznania, do których – kto by się na początku sezonu spodziewał – z wyższego miejsca w tabeli przystępuje Warta.

Autorzy:

Mateusz Bartoszek

Mateusz Adamczyk

Pasjonat polskiego sportu, zwłaszcza piłkarskiej Ekstraklasy.

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

More in Minął weekend