Connect with us

Minął weekend

Stal wreszcie zwycięska #MinąłWeekend – 21. kolejka

#MinąłWeekend

Stal Mielec wygrała po raz pierwszy w tym roku i wygrzebała się z ostatniego miejsca, Lechia zbliżyła się do Rakowa, a Filip Mladenović po raz kolejny udowodnił, że jest najlepszym zawodnikiem Ekstraklasy – to wszystko wydarzyło się w 21. kolejce Ekstraklasy.

Mecz kolejki

Warta się stawiała, ale Legii nie pokonała

Legia Warszawa 3:2 Warta Poznań

Gdy mistrz podejmuje na własnym boisku beniaminka faworytem może być tylko jedna drużyna. Tylko, że Legia dwa poprzedni spotkania z beniaminkami przegrała. Mało brakowało, a z Wartą też zgubiłaby punkty.

Mecz rozpoczął się fantastycznie dla Legii. Już w 3. minucie Legioniści wyszli na prowadzenie. Gospodarze mieli rzut rożny. Andre Martins zagrał krótko do Bartosza Kapustki, który odwrócił się z piłką i przerzucił ją do będącego po drugiej stronie pola karnego Filipa Mladenovicia. Serb uderzył mocno, piłka odbiła się od Jana Grzesika i ostatecznie znalazła się w siatce. Zieloni wyrównali w 27. minucie. Grzesik prawdopodobnie chciał zacentrować w pole karne, tylko zrobił to w taki sposób, że piłka wylądowała w bramce. Remis utrzymał się tylko trzy minuty. Dośrodkowanie Mladenovicia na bramkę zamienił Paweł Wszołek. Warta ponownie wyrównać mogła tuż przed przerwą. Jednak Mateusz Kuzimski nie dobiegł do piłki podanej przez Makane Baku.

Kwadrans po przerwie Legioniści podwyższyli prowadzenie. Po ładnej akcji strzał oddał Luquinhas. Piłkę po uderzeniu Brazylijczyka zdołał odbić do boku Adrian Lis. Lecz tam był, nieupilnowany przez Baku, Mladenović. Serb głową zdobył swoją drugą bramkę w tym spotkaniu. Warte stać było już tylko na jedno trafienie. W 78. minucie ręką we własnym polu karnym zagrał Paweł Wszołek. Sędzia Piotr Lasyk po konsultacji VAR wskazał na “wapno”. Karnego wykorzystał Mateusz Kupczak.

Legia zwyciężyła i utrzymała siedmiopunktowe prowadzenie. Lecz Warta po raz kolejny pokazała się z dobrej strony. Gdyby nie proste błędy przy bramkach, Zieloni mogli wywieźć z Łazienkowskiej co najmniej punkt.

Remis który nie zadowala nikogo

Wisła Płock 2:2 Raków Częstochowa

Obie drużyny są na odmiennych biegunach tabeli, obie przed spotkaniem były też w odmiennych nastrojach. Nafciarze w czterech poprzednich spotkaniach zdobyli zaledwie punkt, za to Raków nie przegrał od trzech spotkań.

Przed przerwą nie działo się zbyt wiele. Jedyną wartą odnotowania akcję pod koniec pierwszej połowy przeprowadzili gospodarze. Kristian Vallo wygrał w polu karnym walkę o piłkę i oddał strzał. Jednakże skuteczną interwencję zaliczył Dominik Holec. W drugiej części gry było już zdecydowanie ciekawiej. Szczególnie zmotywowany po przerwie wyszedł Raków. Podopieczni Marka Papszuna w przeciągu pięciu minut mieli dwie dobre okazje na zdobycie bramki, ale obu tych okazji nie wykorzystali. Niewykorzystane sytuacje zemściły się w 56. minucie. Wtedy to Mateusz Szwoch dośrodkował wprost na głowę Patryka Tuszyńskiego, który otworzył wynik spotkania. W 70. minucie było już 2:0 dla Wisły.  Piłka po uderzeniu wprowadzonego kilka minut wcześniej Rafała Wolskiego odbiła się od jednego z rywali i wpadła pod poprzeczkę bramki gości.

Nafciarze z dwubramkowego prowadzenia cieszyli się stosunkowo krótko, bo tylko dwie minuty. Strzał Iviego Lopeza z wolnego zdołał obronić Krzysztof Kamiński. Bramkarz “wypluł” jednak piłkę przed siebie. Do bezpańskiej futbolówki dopadł Kamil Piątkowski i w Płocku było już tylko 2:1. Taki wynik utrzymał się do 81. minuty. Dziewięć minut przed końcem przyjezdni mieli rzut karny. Przyczyną podyktowania “jedenastki” było to, że spóźniony Kamiński nie zdołał złapać piłki i siłą rozpędu stratował Frana Tudora. Do karnego podszedł Lopez. Po jego strzale piłka zatrzepotała w siatce, choć bramkarz Wisły był bliski skutecznej interwencji.

Dwóch rannych

Więcej bramek w tym spotkaniu już nie padło, a więc mecz zakończył się remisem, który nie satysfakcjonuje żadnej ze stron. Wisła nadal nie potrafi wygrać, co gorsza z Rakowem, tak jak ze Stalą nie dotrzymała dwubramkowego prowadzenia do końcowego gwizdka. Ekipa z Częstochowy tym remisem pogrzebała jakiekolwiek szanse na walkę o mistrza. Częstochowianie obecnie z coraz większym niepokojem muszą oglądać się za siebie, ponieważ Lechia Gdańsk traci już do nich tylko trzy punkty.

Lechia coraz bliżej podium

Lechia Gdańsk 2:0 Wisła Kraków

Na początku lutego po remisie z Wartą Poznań kibice Lechii domagali się zmiany trenera ich zespołu. Zespół z Gdańsk w pierwszym spotkaniu po zimowej przerwie zagrał bardzo źle i przegrał 0:2. Z Wartą Poznań gra Lechii również pozostawiała wiele do życzenia. Lecz po dwóch słabych spotkaniach przyszło przełamanie z Rakowem Częstochowa. Od zwycięstwa z Rakowem drużyna Piotra Stokowca pnie się w górę.

Pierwsza połowa sobotniego spotkania obfitowała w okazje, ale do szatni obie drużyny schodziły bez zdobyczy bramkowej. Kilka chwil po rozpoczęciu drugiej połowy o strzał z blisko czterdziestu metrów pokusił się David Mawutor. Piłka nabrała rotacji, ale ostatecznie przeleciała obok słupka. Lechia odpowiedziała strzałem z przewrotki Flavio Paixao, lecz i w tym przypadku piłka nie znalazła drogi do bramki. W 60. minucie, wprowadzony w przerwie, Kenny Saief nawinął obrońcę Wisły i oddał strzał na bramkę. Mateusz Lis sparował piłkę do boku, gdzie na dobitkę czekał Conrado. Brazylijczyk nie zdołał oddać strzału, bo piłkę spod jego nóg wybił Mawutor. Gospodarze mieli więc tylko rzut rożny. Choć, jak się okazało był on kluczowy, ponieważ po tym stałym fragmencie ręką uderzenie Bartosza kopacza zablokował Mawutor. Sędzia Jarosław Przybył musiał obejrzeć powtórki tej sytuacji, ale ostatecznie podyktował karnego. “Jedenastkę” wykorzystał niezawodny Flavio Paixao.

Biała Gwiazda nie chciała wracać do Krakowa bez jakiejkolwiek zdobyczy punktowej, a więc rzuciła się do ataku. W 78. minucie zza pola karnego uderzał Yaw Yeboah, lecz skuteczną interwencję zaliczył Dusan Kuciak. Ostatnią sytuację na wyrównanie goście mieli w doliczonym czasie gry. Wisła wykonywała rzut wolny, ale nic z niego nie wyszło. To znaczy wyszła, ale kontra Lechii. Paixao podał do Zarko Udovicicia, który pomknął w kierunku bramki rywali i płaskim strzałem pokonał źle ustawionego Lisa.

Odmieniona Lechia

Drużyna Stokowca powraca na zwycięską ścieżkę po remisie z Podbeskidziem. Lechia do podium traci zaledwie trzy punkty. Trener Stokowiec powiedział, że wyciągnie drużynę z kryzysu i to uczynił. W następnej kolejce nastąpi prawdziwy sprawdzian dla drużyny z Gdańska. Zmierzy się ona z drugą w tabeli Pogonią.

Mecz bramkarzy

Lech Poznań 0:0 Piast Gliwice

Lech i Piast – w poprzedni sezonie druga i trzecia drużyna Ekstraklasy. Możliwe, że gdyby Piast lepiej zaczął sezon również w tych rozgrywkach byłby w czołówce. Lech w czołówce być musi. Kolejorz to drużyna która powinna co roku walczyć z Legią o mistrzostwo. Lecz obecnie dla drużyny z Poznania szczytem możliwości jest podium, ale i o nie będzie bardzo trudno.

Niedzielny mecz był dosyć ciekawy. W 5. minucie Michał Skóraś podał do Daniego Ramirez który ładnie uderzył, lecz skutecznie interweniował Frantisek Plach. Dwanaście minut później w znakomitej sytuacji znalazł się Jan Sykora. Czech źle przyjął i nie zdołał oddać strzału. Piast najlepszą sytuację w pierwszej połowie miał w 21. minucie. Michał Żyro znalazł się w sytuacji sam na sam z Mickey van der Hartem. Żyro chciał zagrać podcinką, ale bramkarz wyczuł jego intencje. Potem dobijali jeszcze Kristopher Vida i Arkadiusz Pyrka, ale ostatecznie piłka została wybita na rzut rożny. Po przerwie dominującą stroną był Kolejorz. W 65. minucie uderzał Ramirez, a Plach w dość ekstrawagancki sposób zapobiegł stracie gola. Po dwóch minutach w stuprocentowej sytuacji znalazł się Mikael Ishak, ale ponownie świetnie w bramce zachował się Plach. Ostatecznie bramkarz Piasta nie dał się pokonać, a więc spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem.

Remis to zły wynik dla Lecha, który do trzeciego Rakowa traci już siedem punktów.

Stal wygrała i z ostatniego miejsca się wygrzebała

Stal Mielec 2:1 Podbeskidzie Bielsko-Biała

Mecz podwyższonego ryzyka. Zwłaszcza dla Stali ten mecz był kluczowy. Porażka mocno komplikowała walkę o utrzymanie. Podbeskidzie w przypadku zwycięstwa odskoczyłoby od Stali na pięć punktów.

Spotkanie mogło rozpocząć się bardzo dobrze dla gospodarzy. W 3, minucie Andreja Prokić uderzał głową z czwartego metra, ale nie zdołał skierować piłki do bramki. Podopieczni Leszka Ojrzyńskiego w pierwszych minutach przeważali, ale nie przekładało się to na celne strzały, a tym bardziej na bramki. Być może dlatego, że Stal nie ma takiego snajpera jak Kamil Biliński. W 32. minucie Kamil Biliński wyprowadził Podbeskidzie na prowadzenie. Po bramce Górale kontrolowali grę aż do końca pierwszej połowy.

Druga część gry była zdecydowanie gorsza w wykonaniu drużyny z Bielska-Białej. W 52. minucie nastąpiło wyrównanie. Najpierw głową uderzał Robert Dadok, lecz dobrą interwencję zaliczył Michal Peskovic. Piłkę przejął Krystian Getinger, który niczym rasowy napastnik umieścił ją w bramce. Dalsze minuty to przewaga Stali. Wyglądało na to, że gospodarzom po prostu bardziej chciało się wygrać, bo w 70. minucie zdobyli drugą bramkę. Petteri Forsell płasko wgrał piłkę w pole karne, futbolówka po zamieszaniu trafiła pod nogi Marcina Flisa. Obrońca strzałem z woleja umieścił piłkę w bramce. Mielczanie zdołali dowieźć zwycięstwo do końca, a więc odnieśli pierwsze w tym roku zwycięstwo.

Wiele osób przed sezonem mówiło, że jeśli spada tylko jedna ekipa, to nie będzie ciekawej walki o utrzymanie. Tak jednak nie jest. Walka zapowiada się bardzo ciekawie. Ostatnie Podbeskidzie od czternastej Cracovii dzielą tylko dwa punkty, a przecież pomiędzy nimi jest jeszcze Stal. Pokuszę się o stwierdzenie, że przysłowiowa walka o spadek będzie ciekawsza niż walka o mistrzostwo.

W Krakowie bez fajerwerków

Cracovia 1:1 Śląsk Wrocław

Ostatnich tygodni podopieczni Michała Probierza nie mogą zaliczyć do udanych. Po przerwie zimowej nie wygrali żadnego spotkania w lidze. Z niecierpliwością muszą zerkać na strefę spadkową. Wyjątkiem pozostaje Puchar Polski, gdzie dotarli już do półfinału. Śląsk też gra w kratkę. Dlatego wskazanie zwycięzcy w tym starciu nie było proste. Trenerzy zapowiadali, że na koniec spotkania ważny jest wynik, a nie gra.

Ich słowa odzwierciedlały przebieg pierwszej połowy. Nikt nie był w stanie skonstruować ataku, który przyniósłby upragniony gol dający zwycięstwo. W kolejną połowę aktywniej weszli gospodarze. W 61. minucie Sergiu Hanca znalazł sposób na Matusa Putnockiego, który był nie co wysunięty przed linią bramkową. Rumun oddał świetny, techniczny strzał z 20. metra, dzięki któremu przelobował bramkarza Śląska. Cracovia była jeszcze w stanie oddać kilka strzałów, ale bez powodzenia.

W 89. minucie Damir Sadiković  dał sobie w zbyt prosty sposób odebrać piłkę, którą pewnie przejął Marcin Zylla. Ten wbiegł w pole karne i podał futbolówkę do Fabiana Piaseckiego. Strzał był na tyle precyzyjny, że Karol Niemczycki nie był w stanie go wybronić.

„Pasy” pozostają na 14. miejscu i wciąż muszą drżeć o utrzymanie. Natomiast Śląsk zajmuje 7. lokatę i ma wciąż stosunkowo niewielką stratę punktową do 4. miejsca, które przy sprzyjających okolicznościach może dać miejsce w europejskich pucharach. Jednak, aby Wojskowi się tam znaleźli, muszą zdecydowanie poprawić swoją grę.

W „pogoni” za liderem

Jagiellonia Białystok 0:1 Pogoń Szczecin

Pogoń walcząca o mistrzostwo Polski ma za sobą serię 3 porażek z rzędu. Taką samą liczbę przegranych mają także piłkarze z Białegostoku. Dlatego ten mecz był doskonałą okazją dla którejś z drużyn na przełamanie.

Jednak wydarzenia boiskowe w pierwszej połowie nie pokazywały tego, żeby któryś z zespołów chciał za wszelką cenę zapisać trzy oczka na swoim koncie. Pozostawała tylko nadzieja, że wraz z nową połową, widowisko w Białymstoku ulegnie poprawie.

Tak też się stało. Do pracy wzięli się piłkarze Kosty Runjaicia. Co prawda padły dwie bramki dla Pogoni, z czego jedna nie była uznana. Bramkę na wagę trzech punków zdobył Michał Kucharczyk w 64. minucie. Jednak w drugiej odsłonie zrobiło się także bardzo kolorowo i gorąco. Zobaczyliśmy łącznie aż 6 żółtych kartek, które przełożyły się na 3 czerwone. Podsumowując, Jagiellonia kończyła mecz w dziewiątkę (bez Błażeja Augustyna i Martina Pospisila), a Pogoń w dziesiątkę (bez Kacpra Smolińskiego). „Gorszy” od swoich zawodników nie chciał być trener Bogdan Zając, którzy w doliczonym czasie gry ujrzał także czerwoną kartkę. Emocje chcieliśmy widzieć po efektownych akcjach zawodników, a nie po brzydkich zachowaniach na boisku.

Przyjście Bogdana Zająca miało odmienić grę Jagiellonii, ale perspektywa ostatnich tygodni, miesięcy pokazuje zgoła co innego, a byłemu asystentowi reprezentacji Polski zaczyna palić się grunt pod nogami. Jak podaje Piotr Wołosik z Przeglądu Sportowego, Bogdan Zając ma zostać zwolniony z funkcji trenera Jagiellonii Białystok.  Natomiast Pogoń daje sobie jeszcze cień szansy na mistrzostwo Polski i rusza w pogoń za liderującą Legią.

Spotkanie o pozostanie w grze o podium

Górnik Zabrze 2:0 Zagłębie Lubin

Ostatnie trzy spotkania pomiędzy tymi ekipami kończyły się wynikiem 2:0 dla Zagłębia Lubin. Górnicy byli zdeterminowani, aby ta niekorzystna dla nich passa dobiegła końca. W przypadku zwycięstwa każda z ekip mogła wciąż liczyć się w realnej walce o podium. W meczu nie mógł uczestniczyć Erik Janza, który pauzował za żółte kartki. Natomiast szansę gry od pierwszej minuty dostał Piotr Krawczyk.

Od początku spotkania to Miedziowi byli aktywniejsi. Doskonałej okazji nie wykorzystał Patryk Szysz, który był sam na sam z bramkarzem, ale dokończenie akcji skutecznie uniemożliwili mu obrońcy. Górnicy nie prowadzili gry. Głównie skupiali się na kontrze. Swoją okazję wykorzystali w 21. minucie. Na listę strzelców wpisał się Piotr Krawczyk, który odwdzięczył się trenerowi za podarowaną mu szansę strzelonym golem. Do przerwy Zagłębie miało jeszcze kilka okazji za sprawą strzałów Patryka Szysza, ale na nieszczęście przyjezdnych nie przynosiły one zamierzonego skutku.

Po przerwie Zagłębie wciąż próbowało doprowadzić do wyrównania, ale to gospodarze byli skuteczniejsi. W 65. minucie w dość łatwy sposób dał sobie odebrać piłkę Miroslav Stoch, co perfekcyjnie wykorzystał Górnik.  Giannis Masour podał futbolówkę do Alasana Manneha, a ten umieścił piłkę w siatce. Gambijczyk chwilę wcześniej zmienił Krawczyka.

Wynik do końca spotkania nie uległ zmianie i Zagłębie, mimo że nie zagrało słabego spotkania, przegrało 0:2. Gospodarze po tym zwycięstwie wciąż mogą liczyć się w walce o ligowe podium.

Jedenastka kolejki

Frantisek Plach (Piast Gliwice)

Wybronił Piastowi remis.

Marcin Flis (Stal Mielec)

Zdobył zwycięską bramkę dla Stali.

Przemysław Wiśniewski (Górnik Zabrze)

Filar obrony Górnika. Solidny występ z Zagłębiem.

Michał Rostkowski (Górnik Zabrze)

Wskoczył do składu za Erika Janzę i znakomicie go zastąpił.

Michał Kucharczyk (Pogoń Szczecin)

Zdobył bramkę, dzięki której Pogoń wreszcie wygrała.

Bartosz Kapustka (Legia Warszawa)

Kolejny dobry występ, można się dziwić, że ostatecznie ie dostał powołania od Paulo Sousy.

Mateusz Kupczak (Warta Poznań)

Gol i asysta, dobry występ na tle mistrzów Polski.

Sergiu Hanca (Cracovia)

Piękny gol w meczu ze Śląskiem.

Filip Mladenović (Legia Warszawa) – Piłkarz kolejki

Dwa gole i asysta. Mladenović to obecnie najlepszy zawodnik Ekstraklasy.

Ivi Lopez (Raków Częstochowa)

Dobry występ w Płocku. Gol z karnego.

Flavio Paixao (Lechia Gdańsk)

Bramka i asysta. Niekwestionowany lider drużyny z Gdańska.

Następna kolejka

GospodarzeGoście
Pogoń SzczecinGórnik Zabrze
Warta PoznańRaków Częstochowa
Śląsk WrocławPodbeskidzie Bielsko-Biała
Lech PoznańLechia Gdańsk
Jagiellonia BiałystokStal Mielec
Zagłębie LubinWisła Kraków
CracoviaWisła Płock
Piast GliwiceLegia Warszawa

Mecz kolejki: Raków Częstochowa – Górnik Zabrze

Ważny mecz w kontekście walki o podium. Górnik traci do Rakowa pięć punktów.

Pasjonat polskiego sportu, zwłaszcza piłkarskiej Ekstraklasy.

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

More in Minął weekend