Connect with us

Minął weekend

Cztery gole Pekharta #MinąłWeekend – 22. kolejka

#MinąłWeekend

Cztery gole strzelił Tomas Pekhart, Warta wygrała i zapewniła sobie względny spokój, a na dole utrzymany został status quo – to wszystko wydarzyło się w 22. kolejce Ekstraklasy.

Mecz kolejki

Nowa miotła zadziałała, Jagiellonia choć w “10”, to wygrała

Lech Poznań 2:3 Jagiellonia Białystok

Trenerem Jagiellonii nie jest już Bogdan Zając. Wyniki osiągane przez Dumę Podlasia pod jego wodzą nie były zadowalające. Dość powiedzieć, że Jagiellonia pod wodzą Zająca nie wygrała żadnego z sześciu ostatnich spotkań. Tymczasowym trenerem zespołu z Białegostoku został Rafał Grzyb, który do tej pory był asystentem pierwszego trenera.

Sobotnie spotkanie fantastycznie rozpoczęli przyjezdni. Goście wyszli na prowadzenie już w 2. minucie. Uderzenie z bliska Tarasa Romanczuka zdołał wybronić Mickey van der Hart. Lecz piłka trafiła pod nogi Fedora Cernycha, który bez problemów umieścił ją w bramce. Był to pierwszy gol Cernycha w tym sezonie. Jaga z prowadzenia cieszyła się tylko dziesięć minut. Michał Skóraś ładnym strzałem po poprzeczkę doprowadził do wyrównania. Na przerwę Kolejorz schodził prowadząc. W 40. minucie Dani Ramirez dośrodkował z rzutu wolnego na dalszy słupek. Tam akcję zamykał Mikael Ishak, który uderzył bez przyjęcia i wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie.

Wydawało się, że Lech mecz na pod kontrolą. Sytuacja z 51. minuty powinna utwierdzić fanów w takim przekonaniu. Wtedy to Błażej Augustyn sfaulował Skórasia i obejrzał drugą żółtą kartkę. Nie sztuka dostać czerwoną kartkę. Sztuką jest jednak dostanie trzeciej czerwonej kartki w trzecim spotkaniu z rzędu. Właśnie takiego wyczynu dokonał Błażej Augustyn.

Frajerska porażka

Wracając do meczu, Lech grał w przewadze, prowadził grę, a w 68. minucie mógł zdobyć bramkę która praktycznie zamknęłaby to spotkanie. Jakub Kamiński wykorzystał błąd rywala i znalazł się w sytuacji sam na sam z Xavierem Dziekońskim. Jednak młody gracz Lecha fatalnie spudłował. Ta sytuacja zemściła się w 72. minucie. Jagiellonia przeprowadziła kontrę. Cernych zagrał do niepilnowanego Bojana Nasticia. Obrońca uderzył bez przyjęcia i doprowadził do wyrównania. Lechowi nie wystarczał remis, a więc rzucił się do ataku. Podopieczni Dariusza Żurawia najlepszą sytuację aby wyjść na ponowne prowadzenie mieli dziesięć minut przed końcem meczu. Ishak był niekryty w polu karnym Jagiellonii, do tego miał czas aby oddać strzał, ale skiksował. Po kiksie Ishaka piłka trafiła do Arona Johanssona, lecz rezerwowy również spudłował. Kolejorz nie potrafił wykorzystać sytuacji, za to Jagiellonia a i owszem.

W 87. minucie przyjezdni przeprowadzili kontrę. Tomas Prikryl znalazł podaniem wbiegającego w pole karne Bartłomieja Wdowika. Młodzieżowiec, pomimo tego, że miał niełatwą pozycję, to zdołał skierować piłkę do bramki. Jak się potem okazało była to ostatnia, zdobyta prawidłowo, bramka w tym spotkaniu. Ponieważ Lech zdołał strzelić wyrównującego gola w doliczonym czasie, lecz jego strzelec – Mikael Ishak – był na spalonym

Kolejorz we frajerski sposób przegrał spotkanie. Ta porażka może oznaczać dla Lecha koniec marzeń o miejscu na podium. Lech traci do trzeciego Rakowa już osiem punktów. Raczej mało prawdopodobne aby drużyna z Poznania odrobiła tę stratę. Jeśli chodzi o Jagę, to wreszcie zaświeciło dla niej słońce. Ta wygrana wydaje się również być kluczowa dla Rafała Grzyba, który najprawdopodobniej dostanie szansę samodzielnego poprowadzenia drużyny z Białegostoku w najbliższych spotkaniach.

Sbohem trenerze Lavicka

Śląsk Wrocław 0:0 Wisła Płock

W sumie o tym spotkaniu można napisać tyle, że się odbyło. Akcji nie było zbyt wiele. Przeważał Śląsk, ale Wisła była bliżej zdobycia bramki. W 40. minucie błędu Marka Tamasa nie wykorzystał Hubert Adamczyk. Pod koniec pierwszej połowy Mateusz Szwoch dośrodkował z rzutu wolnego wprost na głowę Patryka Tuszyńskiego, lecz strzał napastnika instynktownie obronił Matus Putnocky. Chwilę po rozpoczęciu drugiej połowy znów w bardzo dobrej sytuacji znalazł się Tuszyński. No i ponownie górą był Putnocky.  W 68. minucie Przed szansą na gola stanął Robert Pich. Pomocnik Śląska wpadł w pole karne, lecz zanim uderzył, zbyt długo się kiwał i ostatecznie jego strzał obronił Krzysztof Kamiński.

Mecz nie był za ciekawy, zdecydowanie bardziej interesująco było po spotkaniu. Z funkcją pierwszego trenera Śląska pożegnał się Vitezslav Lavicka. Pod jego wodzą Śląsk miał wzloty i upadki. Jednakże postawa Ślaska w tym sezonie, a zwłaszcza w tym roku pozostawiała dużo do życzenia. Tak, więc władze Śląska powiedzieli czeskiemu trenerowi sbohem, co po czesku znaczy do widzenia.

Nowym trenerem drużyny z Wrocławia został Jacek Magiera który ostatnio prowadził reprezentację polski do lat 19. O przyjściu Magiery do Śląska mówiło się od kilku dni. Oficjalnie zaprezentowano nowego trenera w poniedziałkowe popołudnie. Ja osobiście jestem pozytywnie nastawiony co do nowego trenera Śląska. Jest to stosunkowo młody trener który jak pamiętamy zajął z Legią trzecie miejsce w grupie Ligi Mistrzów. Śląsk pod wodzą Magiery może w przyszłym sezonie powalczyć o europejskie puchary.

 

Nudny jubileusz

Raków Częstochowa 0:0 Górnik Zabrze

Raków podczas meczu z Górnikiem świętował jubileusz 100-lecia powstania klubu. Największe sukcesy klubu z Częstochowy to: dojście do finału Pucharu Polski w sezonie 1966/67 i ósme miejsce w Ekstraklasie w sezonie 1995/96. W obecnych rozgrywkach Raków jest blisko poprawienia co najmniej jednego z tych wyników.

Częstochowianie wystąpili w strojach stylizowanych na te w których grało się w latach 20-tych XX wieku. Cała otoczka wokół spotkania była w stylu retro. Nawet murawa stadionu w Częstochowie bardziej przypominała taką sprzed stu lat. Akurat to nie pomogło obu drużynom w rozegraniu dobrego spotkania.

Nie zwalajmy wszystkiego na zły stan murawy. Trzeba powiedzieć sobie wprost, że mecz był po prostu nudny. Więcej sytuacji miał Raków, lecz zawodnikom Marka Papszuna brakowało skuteczności. W 29. minucie zza pola karnego uderzał Ivi Lopez, lecz jego strzał był za słaby aby zaskoczyć Martina Chudego. W drugiej połowie Lopez miał kilka okazji aby zdobyć bramkę, ale ostatecznie nie zdołał pokonać Chudego. Górnik miał praktycznie tylko jedną dobrą sytuację. W 77. minucie Erik Janza podał do Bartosza Nowaka który ładnie złożył się do strzału, ale skutecznie interweniował Dominik Holec.

Bez bramek w Bełchatowie. Raków jeśli nie zacznie wykorzystywać sytuacji, to może stracić miejsce na podium. W Górniku może być zadowolony Martin Chudy, bo trzeci mecz z rzędu zaliczył czyste konto.

Zieloni mogą spać spokojnie

Warta Poznań 2:0 Podbeskidzie Bielsko-Biała

Przed sezonem wielu ekspertów uważało, że to Podbeskidzie będzie prezentowało najlepszy futbol spośród beniaminków i bez problemów utrzyma się w Ekstraklasie. Za to Warcie wróżono trudną walkę o utrzymanie. Wyszło nieco inaczej. Górale są ostatni w tabeli, a Zieloni walczą o pierwszą ósemkę.

W pierwszej połowie spotkania pomiędzy beniaminkami działo się mniej więcej tyle co w zamkniętych galeriach handlowych. Praktycznie nic. Lecz Podbeskidzie przeprowadziło jedną w miarę ciekawą akcję. Ściślej mówiąc przeprowadził ją Łukasz Sierpina. Ów Sierpina zagrał w pole karne, ale do piłki nie zdołał dobiec Jakub Hora. Druga połowa była minimalnie lepsza. Lepsza w wykonaniu Warty która oddała dwa celne strzały. Oba te strzału zakończyły się bramkami. W 70. minucie Łukasz Trałka wpadł w pole karne, zwiódł obrońcę i uderzył. Piłka leciał w kierunku bramki, ale nogę dostawił jeszcze Makana Baku i to on wpisał się na listę strzelców. Druga bramka padła w doliczonym czasie gry. Zieloni wyszli z kontrą. Baku przebiegł 2/3 boiska i podał do Jakuba Kiełba. Kapitan Warty wystawił futbolówkę Jakubowi Kuzdrze który bez problemów umieścił piłkę w bramce.

Górale przez cały mecz oddali cztery strzały, w tym żadnego celnego. To szósty mecz Podbeskidzia bez zwycięstwa. Warta ma już 11 punktów przewagi nad strefą spadkową i tyle samo punktów co Lech. Zieloni przy odrobinie szczęścia mogą pokusić się o miejsce w pierwszej ósemce.

Nie bez kozery Pekhart strzela cztery

Zagłębie Lubin 0:4 Legia Warszawa

Legioniści jechali do Lubina aby wygrać piąty mecz z rzędu i wykonać kolejny krok w stronę mistrzostwa Polski. Mecz rozpoczął się dla nich znakomicie. W 4. minucie Djorde Crnomarković złapał w pasie i przewrócił Tomasa Pekharta. Serbski obrońca zarzekał się, że napastnik przewrócił się sam, ale sędzia i tak podyktował karnego. Rzut karny wykorzystał sam poszkodowany. Druga bramka dla Legii to totalne kuriozum. Josip Juranović zacentrował w pole karne, w piłkę nie trafił ani Bartosz Kapustka, ani Tomas Pekhart, lecz ostatecznie dobiegł do niej Paweł Wszołek. Skrzydłowy uderzył mocno bez przyjęcia, tylko, że wprost w Lorenco Simicia. Simić chciał wybić futbolówkę, ale zrobił to tak nieporadnie, że trafił w Crnomarkovicia. Piłka odbiła się od Serba i spadła obok leżącego Pekharta. Czeski snajper zdołał wstać i zdobyć bramkę zanim Dominik Hładun wyraził chęć jakiejkolwiek interwencji.

Nie minęło dwadzieścia minut, a Pekhart miał już hat-tricka. Andre Martins wgrał na przedpole. Piłki nie zdoła wybić żaden z zawodników Miedziowych. Ta trafiła do stojącego przy słupku Pekharta. Czech choć nieczysto trafił w piłkę, to szczęśliwie znalazła ona drogę do bramki.

Pięć minut po przerwie szansę na zdobycie bramki honorowej miało Zagłębie. Patryk Szysz oddał strzał, piłka odbiła się od jednego z zawodników Legii i leciała w kierunku bramki, ale Artur Boruc wyciągnął się jak struna i zdołał obronić. Pekhart w drugiej połowie pokonał Hładuna po raz czwarty. W 63. minucie Wszołek zagrał w pole karne, piłkę chciał wybić Simić, lecz zamiast wybić, wystawił ją Pekhartowi. Napastnik nie zmarnował okazji i ustalił wynik spotkania.

Cztery bramki Pekharta na pewno robią wrażenie. Trzeba jednak zaznaczyć, że do zdobycia tych bramek mocno przyczynili się zawodnicy Zagłębia. Kazimierz Górski mawiał, że piłka nożna jest grą błędów. Pekhart po prostu wykorzystał błędy Zagłębia i strzelił cztery gole.

Czarne chmury nad Cracovią

Piast Gliwice 2:0 Cracovia

Cracovia ostatni mecz w lidze wygrała 12 grudnia z Górnikiem Zabrza, czyli ponad 3 miesiące temu. Spotkanie z Piastem na pewno nie zwiastowało, że zła passa może zostać przełamana. Podopieczni Waldemara Fornalika prezentują ostatnio bardzo stabilną formę.

Początek spotkania pokazał to, czego można było się spodziewać. Po chwilowym chaosie ze strony obu ekip pierwsi inicjatywę przejęli gospodarze i już w 7. minucie na listę strzelców wpisał się Jakub Świerczok (po raz 9. w sezonie). Do końca pierwszej części gry to gliwiczanie mieli więcej okazji do powiększenia prowadzenia, ale bez większego powodzenia.

Po przerwie na boisku nie działo się zbyt wiele. Przed upływem 60 minut gry okazję na wyrównanie zmarnował Marcos Alvarez, którego strzał skutecznie wybronił Frantisek Plach. Jak wiadomo, niewykorzystane sytuacje lubią się mścić, tak też było i  w tym przypadku. W 62. minucie Dominik Steczyk pokonał Karola Niemczyckiego i Piast prowadził już 2:0. Na pochwałę zasługuje Gerard Badia, który przy dwóch golach zanotował asysty.

Gliwiczanie ze stoickim spokojem kontrolowali przebieg spotkania, nie dając szans przyjezdnym na zakończenie żadnej akcji zdobytą bramką.  Nad Cracovią pojawiają  się już coraz gęstsze czarne chmury. Podopieczni Michała Probierza mają tylko dwa punkty przewagi nad strefą spadkową, a już 5 punktów straty do 13. miejsca zajmowanego przez Wisłę Płock. Natomiast Piast może śmiało marzyć o europejskich pucharach. Strata do plasującego się na 3. pozycji Rakowa to 6 oczek.

Kucharczyk ponownie zapewnia komplet punktów

Pogoń Szczecin 1:0 Lechia Gdańsk

Pogoń w minionej kolejce przełamała się po serii 3 porażek z rzędu, pokonując na wyjeździe Jagiellonię Białystok. Tym razem Portowcy podejmowali na własnym boisku Lechię Gdańsk, która niespodziewanie znajduje się już na 4. pozycji. Dla Portowców był to ważny test, który miał dać odpowiedź, czy są w stanie jeszcze włączyć się w walkę o mistrzostwo Polski.

Wydarzenia boiskowe dawały odpowiedź na to, że Pogoń tak łatwo nie odpuści. Podopieczni Kosty Runjaicia kontrolowali grę. Rozgrywali piłkę płynnie między sobą, nie pozwalając Lechii, aby to ona prowadziła grę. Szansę pokazania się od pierwszej minuty dostał Rafał Kurzawa, który po przejściu zimą do Szczecina, wchodził na murawę jedynie z ławki. Polak miał kilka sytuacji na zdobycie bramki, ale świetnymi interwencjami popisywał się Dusan Kuciak. W sumie szczecinianie do przerwy oddali 5 celnych strzałów przy braku takich strzałów ze strony Lechii.

Obraz w drugiej połowie nie co uległ zmianie. To Portowcy cofnęli się, czekając na swoje okazje. Ta taktyka przyniosła pozytywny efekt. W 69. minucie po szybko rozegranej akcji Michał Kucharczyk skutecznie sfinalizował starania całe drużyny strzelonym golem. Gospodarzom nie udało się powiększyć prowadzenia, dlatego do ostatnich minut nie byli pewni wygranej. Swoich okazji na wyrównanie nie wykorzystali m.in. Maciej Gajos oraz Łukasz Zwoliński.

Drugie zwycięstwo z rzędu, jak przed tygodniem, zapewniła zdobyta bramka przez Michała Kucharczyka. Strata do Legii wynosi wciąż 7 punktów, ale nad czwartą Lechią już 8. Dlatego rywalizacja Portowców latem w Europie wydaje się coraz bardziej realna.

Ostatni kwadrans pogrążył Stal

Wisła Kraków 3:1 Stal Mielec

Stal Mielec przystąpiła do meczu w Krakowie po ważnej wygranej nad Podbeskidziem. Zwycięstwo z Wisłą mogło przybliżyć ich na odległość 3 punktów do Białej Gwiazdy. Wisła Kraków w ostatnich spotkaniach nie robi już tak spektakularnego wrażenia, jak miało to miejsce kilka tygodni temu.

W trakcie spotkania nie dało się łatwo wskazać, która z ekip zasługuje na zwycięstwo. Mecz toczył się na dużej intensywności. Obie drużyny raz po raz znajdowały się pod polem karnym rywala, ale często brakowało dwóch, trzech podań, które byłyby ukoronowaniem starań piłkarzy i przyczyniły się do zdobyczy bramkowej. Musieliśmy czekać aż do 60. minuty, kiedy to ujrzeliśmy pierwszą bramkę. Na listę strzelców wpisał się Grzegorz Tomasiewicz. Jednak mielczanie nie potrafili utrzymać prowadzenia.

W 75. minucie gola strzelił Felicio Brown Forbes po tym, jak futbolówka trafiła pod jego nogi po rykoszecie od zawodnika Stali Macieja Jankowskiego. Kilka minut później Marcin Flis zagrał piłkę ręką w polu karnym. Sędzia Raczkowski po analizie VAR podyktował rzut karny dla Białej Gwiazdy, który zamienił na bramkę Michal Frydrych. Mielczanie nie byli w stanie odpowiedzieć na dwa ciosy zadane przez Wisłę i w doliczonym czasie gry wynik ustalił Stefan Savic.

Wisła ponownie odrabia straty w meczu po tym, jak kilka tygodni temu odwróciła losy spotkania z Wisłą Płock także z 0:1 na 3:1. Natomiast Stal może pluć sobie w brodę, że nie dowiozła zwycięstwa do końca. W ten sposób razem z Podbeskidziem i Cracovią zaczynają tworzyć „koło wzajemnej adoracji” i to między tą trójką zapewne wyłoni się jedyny spadkowicz, gdyż reszta zespołów zaczyna coraz bardziej odjeżdżać.

Jedenastka kolejki

Martin Chudy (Górnik Zabrze)

Zaliczył trzecie czyste konto z rzędu.

Ivan Runje (Jagiellonia Białystok)

Przez prawie połowę spotkania z Lechem Jagiellonia grała w osłabieniu. Mimo to Runje zdołał utrzymać obronę Jagi w ryzach.

Bendedikt Zech (Pogoń Szczecin)

Lider obrony Pogoni, po raz kolejny nie zawiódł.

Luis Mata (Pogoń Szczecin)

Był aktywny na lewej stronie.

Michał Kucharczyk (Pogoń Szczecin)

W drugim spotkaniu z rzędu zapewnił Pogoni zwycięstwo.

Gerard Badia (Piast Gliwice)

Zaliczył dwie asysty.

Łukasz Trałka (Warta Poznań)

Wrócił do składu i i jak zawsze zagrał na dobrym poziomie. Zaliczył asystę.

Fedor Cernych (Jagiellonia Białystok)

Zagrał jak za dawnych czasów. Gol i asysta.

Makana Baku (Warta Poznań) 

Zdobył bramkę i zaliczył asystę drugiego stopnia.

Tomas Pekhart (Legia Warszawa) – Piłkarz kolejki

Czterech bramek w jednym spotkaniu nie zdobywa się codziennie. Czech, choć z przy pomocy rywali, strzelił cztery gole.

Jakub Świerczok (Piast Gliwice)

W Gliwicach nikt już nie pamięta o Piotrze Parzyszku. Świerczok zastąpił go w znakomity sposób.

Następna kolejka

GospodarzeGoście
Pogoń SzczecinGórnik Zabrze
Warta PoznańRaków Częstochowa
Śląsk WrocławPodbeskidzie Bielsko-Biała
Lech PoznańLechia Gdańsk
Jagiellonia BiałystokStal Mielec
Zagłębie LubinWisła Kraków
CracoviaWisła Płock
Piast GliwiceLegia Warszawa

Mecz kolejki: Legia Warszawa – Pogoń Szczecin

Legia jeśli wygra to spotkanie, będzie już praktycznie pewna mistrzostwa. Lecz top dopiero po przerwie reprezentacyjnej.

Pasjonat polskiego sportu, zwłaszcza piłkarskiej Ekstraklasy.

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

More in Minął weekend