Connect with us

Legia Warszawa

Pewny awans, kurs na Tallinn (Relacja ze stadionu)

Legia Warszawa awansowała do następnej rundy tegorocznych eliminacji do fazy grupowej Ligi Mistrzów. W środowy wieczór pokonała na własnym stadionie FK Bodo / Glimt 2:0 (1:0). W kolejnej rundzie mistrz Polski zmierzy się z Florą Tallinn. Estoński zespół posiada kilka akcentów z naszej rodzimej ligi. 

Pierwszy garnitur

W minioną niedzielę zakończył się jeden z najbardziej emocjonujących turniejów międzynarodowych ostatnich lat. Dwóch zawodników Legii miało szczęście uczestniczyć w tym przedsięwzięciu. Zarówno Pekhart, jak i Juranović do treningów powrócili dopiero w poniedziałek. Jednak to nie przeszkodziło, aby jeden z nich znalazł się w wyjściowym  składzie.

Czesław Michniewicz postanowił nie zmieniać wiele względem poprzedniego spotkania. Jedyną korektą, którą dokonał szkoleniowiec mistrzów Polski było posadzenie na ławce Kacpra Skibickiego, który w poprzednim spotkaniu zdołał uzbierać dwie asysty.  W jego miejsce wskoczył niedawny uczestnik 1/8 finału Euro 2020 Josip Juranović. Na ławce świeżo po urlopie znalazł się Tomas Pekhart. Do ostatniego treningu nie było wiadome, czy Boruc stanie między słupkami. Mówiło się, że doświadczonego zawodnika może zastąpić Cezary Miszta. Legenda Legii z powodu choroby miała opuścić spotkanie z FK Bodo/Glimt.  Ostatecznie to starszy kolega Miszty wyszedł od pierwszej minuty w rewanżu.

Podpuścić i skasować

Pierwsza połowa nie porwała. Przynajmniej nie jej początek, gdzie to zespół mistrza Polski większość czasu gry przebywał na swojej połowie. Drużyna Czesława Michniewicza postanowiła, że nie będzie od samego początku atakować, aby podwyższyć rezultat z Norwegii. Stanęła na własnej połowie i od osi koła środkowego w systemie 5-4-1 konsekwentnie przesuwała w obronie.  Norwegowie starali się wysokim pressingiem zaskoczyć Warszawiaków, ale na nic się to zdało. Większość akcji ofensywnych gości była przeprowadzana lewą stroną boiska, gdzie Mladenović znów szukał swojej najlepszej formy. Serb parę razy stracił równowagę, na szczęście nie skończyło się to stratą bramki. Przez pierwsze 25 minut FK Bodo/Glimt zmarnowało dwie okazje, które mogły doprowadzić do tego, że mecz zacząłby się od nowa. W szeregach Legii brakowało zdecydowanego wyjścia po piłkę. Za mało było gry krótkimi, szybkimi podaniami. Brakowało również przyspieszeni akcji w odpowiednim momencie.

Drugie 25 minut to nieco lepsza gra mistrza Polski. Z minuty na minutę starali się coraz wyżej wychodzić w stronę gości. Warto pochwalić Emreliego, który starał się szukać wolnych stref pomiędzy liniami. W 40. minucie spotkania mistrzom Polski zajęło 15 sekund, aby przetransportować piłkę spod swojego pola karnego pod bramkę rywali. Cztery podania wystarczyły, aby Luquinhas cieszył się ze zdobycia swojej drugiej bramki w eliminacjach Ligi Mistrzów. Brazylijczyk fantastycznie wykorzystał zgranie Emreliego, popędził lewym skrzydłem, skręcił rywala i doskonale płaskim strzałem po długim rogu pokonał bramkarza gości. W tej akcji trzeba pochwalić Mahira Emreliego, który urwał się rywalowi spod krycia i zaliczył fantastyczną asystę.

Dawać nadzieję i dobić w końcówce

Druga połowa w wykonaniu była nieco lepsza niż pierwsza. Mogliśmy oglądać składne akcje Kapustki z Emrelim, w której niewiele zabrakło aby były zawodnik Leicester City cieszył się z gola. Czy, chociażby akcję Mladenovicia, który nie w tempo zagrał do zamykającego akcję Juranovicia. Chorwat trafił prosto w golkipera gości. Rywale mieli również swoje szansę, ale albo na posterunku stał tercet obrońców albo piłka szybowała daleko od bramki. Po jednym rzucie rożnym piłka uderzona przez jednego z graczy FK Bodo/Glimt wylądowała na poprzeczce. Jednak było to praktycznie jedyne zagrożenie w drugiej połowie spotkania.

Legia dokładnie przez 45 minut świadomie kontrolowała spotkanie i ani razu nie było widoczne, aby awans mógł im się wymsknąć spod kontroli. W końcówce gwóźdź do trumny wbił Tomas Pekhart, który rzucił wyzwanie Emreliemu. Jestem strasznie ciekawy, jakie plany ma w głowie Czesław Michniewicz odnośnie tych dwóch napastników. Pewne zwycięstwo i teraz wszystkie myśli można skoncentrować na przygotowanie się do meczu z Florą (nie ma co spinać się o Superpuchar Polski).

Kto zachwycił, a kto zawiódł

Legia zrobiła to co miała zrobić. Wykonała swój plan minimum, czyli awans do kolejnej rundy eliminacji Ligi Mistrzów. Cieszy to, że udało się zwyciężyć w dwóch spotkaniach zarówno w Norwegii, jak i Warszawie. Chodź powiedzmy sobie szczerze, ale mecz w Norwegii był nieco ciekawszy niż w ten w stolicy. Na Łazienkowskiej Legia na początek chciała podpuścić rywala, a później zadać ostateczny cios. Tak też zrobiła. W kolejnej rundzie czeka Flora Tallinn – mistrz Estonii. Czy powinniśmy się obawiać Estończyków? Wielu ekspertów mówiło, że FK Bodo/Glimt to rywal nie do przejścia. Patrząc na statystyki oraz pozycję w tabeli w poprzednim sezonie można było tak sądzić. Jednak znów piłka nożna pokazała, że liczby nie grają.

***

W środowy wieczór warto zapisać plusika przy 3-4 nazwiskach. Pierwszym z nich jest niekwestionowanie Luquinhas. Brazylijczyk znów zachwycił swoją magią piłkarską. Był jednym z najbardziej ruchliwych zawodników na boisku. To on wyprowadził Legię na prowadzenie. Luquinhas daję nadzieję, że awans do europejskich pucharów jest naprawdę realny w tym sezonie. Drugim plusem był Emreli. Widać było, że Azer z minuty na minutę czuję się coraz lepiej na boisku. Dużo szukał gry kombinacyjnej, szukał miejsca pomiędzy linią obrony a pomocy rywala. Aż w końcu zanotował fantastyczną asystę do wyżej wspomnianego Brazylijczyka.

Sądzę, że Emreliemu brakuje zgrania z kolegami z zespołu, 3-4 mecze o stawkę i maszyna powinna zaskoczyć na właściwe miejsce. Kolejnym plusem dzisiejszego meczu to nieoczywiste nazwisko – Mateusz Hołownia. Lewy stoper zaimponował mi dzisiaj swoją pewnością siebie i bezbłędną grą. Nie było żadnej sytuacji, w której były obawy o jakiekolwiek jego zagranie, zarówno w defensywie, jak i w rozegraniu piłki. Ostatnim plusem tego spotkania jest w mojej opinii Andre Martins, główny kreator środka pola.

Na minus ponownie w mojej opinii Mladenović. Głupio zdobyta żółta kartka oraz parę razy był w ogromnych tarapatach, kiedy pokręcił nim skrzydłowy FK Bodo/Glimt. Kolejne nie najlepsze spotkanie Serba. Na mały minusik również zasłużył Kapustka, ale bardziej jest to motywacyjny minus. Wierzę, że Bartek potrafi osiągnąć jeszcze lepszy poziom piłkarski niż do tej pory. Oby to była wyłącznie kwestia czasu.

***

-Wcześniej nie myśleliśmy o Florze. Nie analizowaliśmy wyników, ale wiemy, że już w piątek grają mecz ligowy. Na pewno wyślemy kogoś ze sztabu albo nawet sam pojadę ich zobaczyć. Generalnie musimy być przygotowani, że ich pokonać. – powiedział na konferencji pomeczowej Czesław Michniewicz.

Czas skupić się na Florze Tallinn, w której występuje kilka ekstraklasowych znanych twarzy takich jak: Ojamaa, Vassiljev, Zenjov oraz Kallaste. Prawdopodobnie spotkanie z estońskim rywalem będzie nieco łatwiejsze niż z mistrzem Norwegii. Jednak trzeba pamiętać dopóki piłka jest w grze wszystko może się zdarzyć. Na koniec słowo o tym co działo się na trybunach. Kibice warszawskiej Legii sprawili, że temperatura na dworze nie wynosiła 30, ale 100 stopni Celsjusza. Piłka nożna z kibicami to zupełnie inny sport i nawet z tym nie dyskutujcie.

 

Poniżej skrót spotkania autorstwa TVP Sport

 

fot. Mateusz Kostrzewa / Legia.com

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

More in Legia Warszawa