Connect with us

Legia Warszawa

Klątwa Superpucharu Polski podtrzymana (Relacja ze stadionu)

2008 rok. Polska odpada z grupy z pierwszych w historii z naszym udziałem historii finałach mistrzostw Europy. Wisła Kraków z przewagą 14 punktów nad Legią zdobywa mistrzostwo Polski. John Terry wykonuje karnego i w decydującym momencie wywraca się i trafia w słupek. Trochę minęło od tego czasu prawda? Właśnie wtedy po raz ostatni Legia Warszawa zdobyła Superpuchar Polski. W sobotni wieczór było blisko żeby zerwać z klątwą. Jednak klątwa pucharu nadal wisi nad Łazienkowską…

Rotacja oraz przełamanie złej passy

W ciągu tygodnia Legia rozegra trzy spotkania. Pomiędzy spotkaniami eliminacyjnymi Ligi Mistrzów mistrz Polski postarał przerwać złą passę w meczach o Superpuchar Polski. W 2008 roku po raz ostatni Legia mogła świętować zdobycie tego tytułu. Przez te wszystkie lata siedmiokrotnie grała w finale, ale zawsze kończyło się to z fatalnym skutkiem. Tym razem Czesław Michniewicz w przedmeczowych wypowiedziach nie ukrywał, że bardzo zależy im na przerwaniu złej passy.

– To trofeum do podniesienia i chcemy je wygrać, tym bardziej, że na Łazienkowskiej dawno go już nie było, choć przecież okazji ku temu nie brakowało. Rozmawiałem z zawodnikami, a ci chcą zagrać w możliwie najsilniejszym składzie, by móc powalczyć o to trofeum. Wiemy, że Raków zagra w optymalnym ustawieniu i wynik jest sprawą otwartą. To dobry zespół, graliśmy ze sobą niedawno i choć zwyciężyliśmy, to spotkanie było bardzo wyrównane i wszystko różnie mogło się potoczyć. – powiedział na konferencji przedmeczowej Czesław Michniewicz.

W składzie mogliśmy zobaczyć również zapowiadane przez trenera mistrzów Polski zmiany. Mogliśmy ujrzeć Lindsaya Rose’a, który debiutował w wyjściowej jedenastce mistrza Polski. Oprócz niego wystąpiły trzy zmiany – Pekhart za Emrelego, Muci za Luquinhasa oraz Lopes za Kapustkę. Zdziwiło mnie to, iż swojej szansy nie dostał Kacper Skibicki. Juranović dopiero co wrócił z mistrzostw Europy, a jest bardzo eksploatowany przez trenera.

Jest Pekhart ? Jest długie podanie.

Każdy kto zobaczył skład mógł się spodziewać, że długie podanie będzie stałym elementem pierwszej połowy. Raków wyszedł wysokim pressingiem na mistrza Polski i jak najbardziej mu się to opłaciło. Rozegranie piłki od tyłu pod presją rywali nie istniało w szeregach gospodarzy. Debiutujący Lindsay Rose nie może uznać tych pierwszych 45 minut w barwach Legii za udanych. Zawodnik strasznie elektryczny, popełniający proste błędy. Rzadko można było zobaczyć u niego rozegranie piłki po ziemi. Lopes oraz Muci grali na pozycjach numer 10. Jednak Portugalczyk kompletnie nie czuje gry na tej pozycji. Albańczyk starał się wykreować kolegom z zespołu kilka sytuacji, ale jak to mówią “sam meczu nie wygrasz”.

Raków w pierwszej połowie był świetnie zorganizowany. Marek Papszun wspaniale odrobił pracę domową. Już na początku spotkania objęli prowadzenie po rzucie rożnym zgraniu piłki i wpakowaniu futbolówki głową przez Tudora. Goście totalnie opanowali środek pola oraz boczne sektory, czyli to z czego Legia “żyje” najbardziej. Andre Martins po raz kolejny nie miał zbytnio zawodników do gry kombinacyjnej. Ponownie z dobrej strony nie pokazał się Mladenović. Uważam, że dyrektor sportowy Radosław Kucharski powinien ściągnąć jak najszybciej zawodnika do rywalizacji na jego pozycję. Byłaby to obustronna korzyść – klub zyskałby zmiennika na wypadek urazu, kartek, słabej formy reprezentanta Serbii, a sam Mladenović poczułby oddech na plecach. Jak wiadomo rywalizacja w klubach piłkarskich jest potrzebna do rozwoju zawodników.

Nadzieja do ostatnich chwil

Druga połowa to w większości dominacja Legii Warszawa. Michniewicz robiąc cztery zmiany w 58. minucie dał jasny sygnał – gramy o pełną pulę i nie oszczędzamy zawodników. Efekt? Po nieudanych rozegraniach Lopesa, czy dryblingach Muciego, z przyjemnością oglądało się Kapustkę, Luquinhasa i Emrelego. Wszyscy starali się brać odpowiedzialność na siebie. Emreli niczym w mecuz z FK Bodo/Glimt starał się szukać wolnych stref pomiędzy linią pomocy, a obrony Rakowa. Natomiast Pekhart był tym nieco bardziej wysuniętym napastnikiem. Patrząc na ich współpracę dzisiejszego dnia nadal uważam, że Emreli powinien być osamotnionym napastnikiem. Z nim Legia ma zupełnie więcej opcji do rozegrania akcji ofensywnej.

Luquinhas ponownie pokazał, że jest topowym dryblerem w naszej lidze. Kiedy odejdzie z zespołu z Łazienkowskiej, jego strata dla Legii będzie nieoceniona. Ponownie po wejściu na boisku podobał mi się młody Skibicki. Miał bardzo dobre zabezpieczenie w postaci Juranovicia, który został przesunięty na środek obrony, a w ataku dawał dużą przewagę. Myślę, że będzie numerem jeden jeśli chodzi o pozycję młodzieżowca wśród zawodników z pola.

***

– Wystawiliśmy skład, który – w naszym odczuciu – dawał nam duże szanse i nadzieje na to, że w końcu zdobędziemy Superpuchar. Niestety, tak się nie stało. Wynik jest, jaki jest. Przegraliśmy po rzutach karnych. Złożyło się na to trafienie stracone po stałym fragmencie gry. Wykreowaliśmy sytuację w pierwszej połowie – tuż przed przerwą Tomek Pekhart miał akcję, w której mógł doprowadzić do wyrównania. Tak się nie stało. W drugiej połowie dokonaliśmy czterech zmian ok. 60 minuty. Mecz nabrał dynamiki. – powiedział na konferencji pomeczowej Czesław Michniewicz.

Cały stadion do końca wierzył, że klątwa nad zespołem Legii w końcu przeminie. W doliczonym czasie gry stadion na Łazienkowskiej wybuchł radością, gdy piłkę do siatki wpakował Emreli. Za każdym razem kiedy reprezentant Azerbejdżanu strzela bramkę, zastanawiam się jakim cudem trafił do Legii. Topowy piłkarz. Niestety rzuty karne potwierdziły klatwę. Kapustka oraz Emreli nie zdołali pokonać bramkarza gości. Pomimo tego, że obolały Cezary Miszta robił co mógł, aby dać drugie życie zespołowi. Jednak w konkursie jedenastek lepszy okazał się Raków i patera Superpucharu Polski powędrowała do Częstochowy.

Klątwy jednak istnieją

Nikt nie potrafi racjonalnie wytłumaczyć, czemu po raz kolejny Legia nie zdołała wygrać meczu o Superpuchar. To był jedenasty mecz o Superpuchar, w którym Legia musiała uznać wyższość rywali. Dodatkowo ósmy raz z rzędu nie zawodnicy z Łazienkowskiej nie potrafią wygrać tego spotkania. Po raz ostatni mogą pochwalić się zwycięstwem z Wisłą Kraków z 2008 roku, gdzie bramki strzelali ś.p. Piotr Rocki oraz Takesure Chinyama. W tym czasie Legia zdążyła wybudować nowy stadion i uczestniczyć w fazie grupowej Ligi Mistrzów i Ligi Europy.

Po raz kolejny Legia musiała uznać wyższość rywali. Czy była słabszym zespołem? Nie sądzę. Czy Raków zasłużył na Superpuchar? Tak, ponieważ wygrał w rzutach karnych. Trzeba powiedzieć uczciwie, że pierwsza połowa należała do Rakowa. Jednak w drugich 45 minutach, można było zobaczyć zupełnie odmienioną drużynę Czesława Michniewicza. Po wejściu Kapustki, Luquinhasa, Emrelego zespół odżył. Było widać, że miał kto wziąć ciężar gry na siebie. Patrząc na to, że Flora Tallin jest nieco słabszym rywalem niż FK Bodo/Glimt decyzja o pójściu na całość przez trenera jest przeze mnie całkowicie zrozumiała. Cóż, ponownie klątwa miała się lepiej i zwyciężyła jak Raków z Legią… Gratulacje dla Rakowa.

Sobotnie plusy i minusy

W mojej ocenie najlepszym zawodnikiem Legii w sobotnim spotkaniu był Mahir Emreli. Napastnik pochodzący z Azerbejdżanu pomimo tego, iż wszedł w drugiej połowie wyglądał najlepiej spośród zawodników Legii. Piękny był widok, kiedy napastnik Legii wracał się nawet pod własne pole karne i wślizgiem ratował groźną sytuację dla Rakowa. Prawdziwy walczak, a w dodatku zawodnik o nietuzinkowej technice. Na drugiego plusa w mojej opinii zasługuje również zawodnik wchodzący z ławki – Bartosz Kapustka. Pomimo chybionego karnego, był jednym z najaktywniejszych graczy. Brał ciężar gry na siebie, nie bał się wejść w drybling. Brakowało mu tylko asysty, którą powinien mieć. Jednak Mladenović nie wszedł stanowczo na piłkę i minął się z futbolówką w polu karnym.

Na minusy zasługują przede wszystkim dwa nazwiska Rose oraz Mladenović. Debiutujący reprezentant Mauritiusu nie będzie mógł uznać debiutu za udany. Wydawał się strasznie elektrycznym zawodnikiem. Większość jego podań kończyła się długim zagraniem w stronę Pekharta, który próbował zrobić coś z niczego. Pierwsza bramka dla Rakowa padła również po sprokurowaniu rzutu rożnego przez Rose’a. Jedynym jego usprawiedliwieniem pozostaje fakt, iż nie był dawno w rytmie meczowym. Za Tudora przy bramce odpowiedzialny był Mladenović, który po raz kolejny zawiódł. Serb szuka swojej formy z wiosny. Czesław Michniewicz na konferencji pomeczowej mówił, iż na wahadło w tym meczu planowany był Hołownia, ale ostatecznie zagrał Mladenović. To pokazuje, że nie ma optymalnego konkurenta na swoją pozycję.

***

Na Twitterze można było znaleźć podzielone opinie na temat tego spotkania. Jedni rabini twierdzili, że Superpuchar Polski to mało ważne trofeum w polskiej piłce. Natomiast drudzy rabini twierdzili, że czas przerwać złą passę Superpucharu. Uważam, że podejście trenera Michniewicza było właściwe. Każdy mecz jest tak samo ważny. Zwłaszcza kiedy kibice twojego klubu nie mieli okazji do radości już 13 lat. Uważam, że w pierwszej połowie brakowało Legii zdecydowanego lidera boiskowego. Nikt nie potrafił wziąć gry na siebie, krzyknąć, ustawić zespół. Muci starał się parę razy wziąć grę na siebie, ale bezskutecznie. Dopiero po tych czterech zmianach przeprowadzonych w drugiej części spotkania gra się ożywiła. Jednak Raków był bardzo dobrze przygotowany pod względem gry defensywnej. Tylko jedna pomyłka (o ile tak to w ogóle można nazwać) sprawiła, że Legia mogła się cieszyć z wyrównania.

Wnioski po meczu? Na pewno cieszy dobra forma zawodników jak Emreli, Kapustka, Luquinhas. To oni przede wszystkim będą stanowili o sile przez cały sezon. Martwi jednak sytuacja, gdy tych panów nie ma na boisku. Wtedy nie widać zdecydowanego lidera. Uważam, że Rafael Lopes nie powinien grać na pozycji numer 10 w ustawieniu z trójką obrońców. Kompletnie nie odnajduję się w tej roli. Brakuje mu zwinności i przede wszystkim dryblingu. Martwi fakt, że zmiennicy nie sprostali zadaniu oraz to, że jeśli Pekhart przebywa na boisku Legia przestaje grać po ziemi. Większość jest po prostu długim podaniem w kierunku Czecha. Teraz czas skoncentrować się na Florze Tallinn. Estończycy nie powinni być bardziej wymagający niż Raków. Jednak w Warszawie Legia powinna zapewnić sobie taką zaliczkę, aby w Estonii zupełnie nie przejmowała się meczem. Mam nadzieję, że tym razem nie doprowadzą do serii rzutów karnych…

fot. Mateusz Kostrzewa / Legia.com

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

More in Legia Warszawa