Connect with us

Liga Konferencji Europy

Polskie zespoły nadal niepokonane w pucharach!

W tym roku nie ma mocnych na nasze drużyny! To już osiem meczów bez porażki na arenie europejskiej (6 zwycięstw oraz 2 remisy). Oczywiście można dyskutować na temat siły dotychczasowych rywali, ale w ostatnich latach nie od takich, dostawiliśmy łomot. Na ten moment jest dobrze, ale w pełni usatysfakcjonowani będziemy dopiero wtedy, gdy wszystkie kluby z kraju nad Wisłą zagoszczą w trzeciej rundzie rozgrywek.

Spory niedosyt

O klubie ze stolicy krótko, gdyż obszerna relacja z tego meczu widnieje, już od czwartku, na stronie.  Warszawianie co prawda pokonali estońską Florę, ale nie zaprezentowali się z najlepszej strony. Po świetnym początku “Wojskowych” do głosu doszli goście, którzy stworzyli sobie kilka groźnych sytuacji pod bramką Artura Boruca. Rzutem na taśmę, graczom Czesława MIchniewicza udało się zagwarantować skromną zaliczkę przed wyjazdem do Estonii. Trener “Legionistów”, szykując się do tego meczu, w lidze wystawił kompletnie inną jedenastkę. To pokazuje, jak ważne są te rozgrywki w Warszawie. Po kilku latach europejskiej posuchy, Legia chce znów grać, co trzy dni.

Znakomity wynik

W najlepszej sytuacji przed rewanżem bez wątpienia jest Śląsk. Wrocławianie przywieźli z Armenii bardzo dobry wynik – zwycięstwo 4:2 z Araratem. Być może rywal nie z najwyższej półki, ale z podobnych wyjazdów, polskie kluby, dość często wracały na tarczy. W czwartek show dali ofensywni gracze Jacka Magiery – dwie bramki zdobył Robert Pich, jedną dołożył Fabian Piasecki, a przy dwóch golach asystował inny napastnik, Erik Exposito. Dodatkowo z dobrej strony zaprezentował się Patryk Janasik, którego można zapamiętać z kilku ciekawych akcji. Rezultat mógłby być jeszcze lepszy, gdyby nie brak zdecydowania polskiego zespołu. W oczy szczególnie może razić to, co zrobił przy drugim trafieniu dla gospodarzy, Victor Garcia – Hiszpan kompletnie odpuścił piłkę przy linii bocznej boiska, i zamiast ruszyć w pogoń za rywalem, postanowił gestykulować. Na duży plus zasługuje szybka reakcja wrocławian po straconym golu – nie minęła minuta, a polski zespół znów wyszedł na prowadzenie (2:1).  Podsumowując, znakomita zaliczka przywieziona z trudnego terenu. W najbliższy czwartek rewanż we Wrocławiu, który powinien być formalnością. Zaczynamy o 19:00!

Debiut na remis

Raków w swoim debiucie w europejskich pucharach zremisował 0:0 z litewską Suduvą. Piłkarze Marka Papszuna wyglądali na ekipę o wyższej kulturze gry, ale nie przełożyło się to na końcowy wynik. Brakowało dokładności w końcowych fazach akcji. W tym aspekcie nie pomagała również fatalnie przygotowana murawa (chociaż oglądając mecz zastanawiałem, czy ktokolwiek ją przygotowywał). Można mówić, że boisko jest dla obu drużyn takie samo, ale moim zdaniem, to jawne uderzanie w populistyczne tony. Oczywistym jest, że tragiczny stan murawy premiuje zespoły, preferujące defensywny styl. Ten, kto chce budować ataki oparte na dużej liczbie podań, ma ogromny problem. A przecież wiemy, jak chcą grać częstochowianie. Po tym spotkaniu, Marek Papszun ma jednak zdecydowanie większy kłopot – w 8. minucie poważnej kontuzji doznał Ben Lederman. Badania potwierdziły, że 21-latek będzie zmuszony do kilkumiesięcznej przerwy. Strata o tyle duża, że Lederman miał w Rakowie spełniać rolę młodzieżowca. Wracając do europejskiej przygody – mamy nadzieję, że ta potrwa, jak najdłużej. Rewanż z Suduvą już w czwartek o 19:00. Mecz odbędzie się na stadionie w Bielsku-Białej.

Trudne zadanie

Najtrudniejsze zadanie czeka Pogoń. Szczecinianie bezbramkowo zremisowali na własnym obiekcie z NK Osijek. Piłkarze Runjaicia prezentowali się naprawdę solidnie na tle wicemistrza Chorwacji, ale brakowało konkretów. Sporo akcji wyglądało obiecujące do szesnastego metra przed bramką rywala, by później kończyć się fiaskiem. Szkoda, że polskiemu zespołowi nie udało się zdobyć choć jednej bramki – skromna zaliczka byłaby zbawieniem w kontekście spotkania rewanżowego. Oczywiście piłkarze Nenada Bjelicy nie zachwycili w Szczecinie, ale można mieć obawy, zresztą całkowicie słuszne, że mecz w Osijeku będzie zdecydowanie inny. Chorwacki klub ma wykonawców do tego, by zrobić szczecinianom poważną krzywdę. Minimalnym faworytem pozostaje drużyna z Bałkanów, ale Pogoń dała argumenty, by jej nie skreślać jeszcze przed pierwszym gwizdkiem. Sprawa awansu nadal otwarta. Początek rywalizacji w czwartek o 21:00.

⚽️

1 Comment

1 Comment

  1. Avatar

    Dawid

    26 lipca at 22:09

    Oby tak pozostało po meczach rewanżowych….

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

More in Liga Konferencji Europy