Connect with us

Legia Warszawa

Psychika kluczem do sukcesu

Mecz ze Spartakiem Moskwa był żywym dowodem na to, że Legia potrafi się wznieść na poziom europejski swoich możliwości. Natomiast niedzielne spotkanie z Górnikiem Łęczna pokazało, że zawodnicy z Warszawy po starciach z wielkimi europejskimi firmami, muszą skupić się przede wszystkim na zamykaniu meczu z nieco słabszymi rywalami. Mecz z Górnikiem nie porwał jakoś nadzwyczajnie. Najważniejsze, że pełna pula punktów została w Warszawie. Co czeka nas w Pucharze Polski oraz w meczu z Rakowem?

Jeden schemat, który na beniaminka prawie wystarczył

Nie ma co ukrywać, że na meczu z Górnikiem Łęczna mogliśmy ujrzeć mieszankę iście wybuchową. Dlaczego wybuchową zapytacie? Otóż ciężko inaczej nazwać ustawienie z Mucim, Josue, Luquinhasem i Pekhartem w kwartecie ofensywnym. Trzech bardzo dobrych techników, którzy uwielbiają grać kombinacyjnie oraz niekiedy zaskoczyć niesygnalizowanym uderzeniem z dystansu. Natomiast Czech żyje praktycznie tylko i wyłącznie z dośrodkowań z bocznych sektorów boiska. Wiadomo, że aktualnie Pekhart jest napastnikiem numer 2, który w niedzielę zastępował Emrelego, bo ten odpoczywał po bardzo ciężkim środowym spotkaniu. Jednak patrząc całościowo na wyjściową jedenastkę, to nie było mowy o wielkich rotacjach i testowaniu zmienników, co świadczyło o obecności takich zawodników jak: Jędrzejczyk, Boruc, Wieteska, Nawrocki, Kastrati, Slisz czy chociażby wcześniej wspomniany Luquinhas.

Taktyka na spotkanie z gośćmi z Lubelszczyzny była dość prosta, ponieważ na boisku przebywał Tomas Pekhart. Mladenović widząc wysokiego Czecha, wbiegającego w pole karne, miał jedno zadanie – przetransportować piłkę na głowę napastnika Legii. Tak padła właśnie pierwsza bramka, co prawda samobójcza, ale schemat jak najbardziej zadziałał. Baranowski pięknie wyprzedził Gostomskiego i skierował piłkę do własnej siatki.

Cała wyżej wymieniona taktyka trwała tylko połowę spotkania, ponieważ od 46. minuty na placu gry pojawił się Mahir Emreli. Jak wiemy reprezentant Azerbejdżanu jest przyzwyczajony do gry kombinacyjnej, jak i do gry długą piłką z głębi pola. Chyba każdy kibic Legii będzie pamiętał świetne uderzenie lobem w meczu ze Slavią Praga.

Debiutancki gol i kombinacyjne rozegranie rzutu wolnego

Jeśli mowa o Emrelim to ciężko uwierzyć, ale niedzielny gol był jego debiutanckim golem w rozgrywkach PKO Ekstraklasy. Napastnik Legii świetnie urwał się na wolne pole i przez kilka dobrych metrów biegł, prowadząc piłkę ramię w ramię z obrońcą Górnika. Obserwując jego grę przez kilka spotkań, stwierdzam, że woli on zdecydowanie dostać piłkę na wolne pole i “ścigać się” z obrońcami niż typowo do nogi. Idealnie nadaje się do gry z kontry właśnie z takimi zespołami jak Leicester czy Napoli. No i oczywiście dla psychiki Mahira było to bardzo ważne trafienie. Pamiętamy na początku sezonu, jak po niestrzelonym karnym z Rakowem w Superpucharze, opowiadał, że strasznie przejmował się tą sytuacją. Oby worek z bramkami w Ekstraklasie rozwiązał się już dla niego na dobre.

5 grudnia 2011 roku – wiem, że wielu kibicom ta data kompletnie nic nie mówi. Jednak to właśnie tego dnia Legia Warszawa rozegrała cudownie rzut wolny z Zagłębiem Lubin, gdzie fantastyczną asystą piętą popisał się Daniel Ljuboja. Ach, co to były za czasy… Teraz to nie ma czasów… W niedzielny wieczór kibice na stadionie mogli poczuć nieco Joga Bonito, gdzie po dobrze rozegranym rzucie wolnym Ernest Muci umieścił piłkę w siatce. Co prawda nie było to tak perfekcyjnie rozegrane jak 10 lat temu w Lubinie, ale fajnie widzieć, że trener Michniewicz ma pewne asy w rękawie.

Co do samego Muciego, to chłopak coraz bardziej kupuje mnie swoją grą. W każdym meczu z jego udziałem zaskakuje nas swoim kunsztem piłkarskim. Albańczyk świetnie odnajduje się na skrzydle jako drybler i szybkościowiec. Jednak nie boi się też zagrać w środku pola, gdzie przy odpowiedniej współpracy świetnie gra na jeden kontakt lub celnie przymierzy z dystansu w bramkę rywala. Z Górnikiem Łęczna również podjął próbę, ale tym razem Gostomski był na posterunku.

Psychika kluczem do sukcesu

Tutaj właśnie dochodzimy do tytułowego zdania. Uważam, że to właśnie psychika odegra kluczową rolę w meczach PKO Ekstraklasy, które odbywają się pomiędzy rozgrywkami europejskimi oraz Pucharu Polski. Dlaczego tak uważam? Prostym przykładem był dzisiejszy mecz. Brak należytej koncentracji pod koniec pierwszej połowy i Górnik Łęczna otrzymuje prezent w postaci rzutu karnego. Po co? Jak tak naprawdę można było zamknąć ten mecz w pierwszych 45 minutach? Wiadomo, że ciężko jest się zmotywować na spotkania z takimi drużynami. Zwłaszcza, że kilka dni temu rozegrało się mecz z drużyną z topu innego kraju. Jednakże uważam, że właśnie takie mecze zadecydują o Mistrzostwie Polski.

Legia nie może sobie pozwolić na powtórzenie scenariusza Lecha Poznań z zeszłego sezonu, gdzie to Kolejorz oszczędzał piłkarzy na mecz z Podbeskidziem Bielsko-Biała kosztem spotkania z Benfiką Lizbona. Wszyscy zawodnicy muszą zrozumieć, że fajna jest gra w Europie, ale to właśnie gra na własnym podwórku do niej prowadzi. Nieodpowiednie przygotowanie mentalne może być szybko skarcone przez rywali. Chociażby przez Górnik Łęczna, który poczuł krew i dzięki młodemu Wędrychowskiemu uwierzył, że można powalczyć z Mistrzem Polski. Nawet z najgorszą statystycznie defensywą w lidze.

Przed Legią za tydzień prawdziwy sprawdzian z drużyną Marka Papszuna. Z zespołem, który już raz w tym sezonie pokonał ekipę Czesława Michniewicza w finale Superpucharu Polski. Jednak wcześniej w tygodniu zmierzy się z Wigrami Suwałki. To właśnie w tym meczu spodziewam się, że szansę dostaną zawodnicy rezerwowi. Podstawowi gracze muszą złapać nieco świeżości na sobotnie starcie. Trzeba pamiętać, że na błędy w lidze przez najbliższe miesiące nie ma miejsca.

 

fot. Mateusz Kostrzewa / Legia.com

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

More in Legia Warszawa