Connect with us

Minął weekend

Kolejorz rozniósł Białą Gwiazdę #MinąłWeekend – 8. kolejka

#MinąłWeekend

Lech wygrał wysoko z Wisłą Kraków, Leandro zdobył kolejną fantastyczną bramkę, a Paweł Baranowski sprezentował dwa gole Legii. – to wszystko wydarzyło się w 8. kolejce Ekstraklasy.

Mecz kolejki

Pogrom przy Bułgarskiej

Lech Poznań 5:0 Wisła Kraków

Przy Bułgarskiej w Poznaniu zapowiadało się całkiem ciekawe spotkanie. Biała Gwiazda będąca ostatnio w dobrej formie przyjechała do stolicy Wielkopolski z myślą o sprawieniu niespodzianki i pokonaniu Kolejorza jako pierwszy zespół w tym sezonie. Na trybunach zjawiło się ponad 25 tys. kibiców, którzy stworzyli cudowną atmosferę. Ostatnie remisy Kolejorza z Pogonią i Rakowem zmniejszyły ich przewagę nad goniącą czołówką.

Od początku meczu można było zauważyć, że Lech chce zmienić ten stan rzeczy i powiększyć przewagę nad swoimi konkurentami.  Poznaniacy byli bardzo dynamiczni, wykonywali wiele płynnych i dokładnych podań, które przeradzały się w kreowane sytuacje bramkowe. Na grę Lecha patrzyło się z przyjemnością, co w naszej ekstraklasie nie zdarza się często. Defensywa Białej Gwiazdy zdawał sobie sprawę z tego, że czeka ich wiele pracy i trudnych pojedynków w tym spotkaniu. Pierwszy gol padł w 28. minucie po strzale Joao Amarala. Trzeba przyznać, że w tej sytuacji lepiej mógł zachować się bramkarza Wisły Paweł Kieszek. Kolejny gol padł tuż przed przerwą po akcji nowych zawodników gospodarzy. Asystował debiutujący Pedro Rebocho, a akcję skutecznie wykończył Adriel Ba Loua.

Po przerwie obraz gry nie uległ zmianie. Wisła nie znajdowała argumentów na przeciwstawienie się doskonale spisującego się w tym sezonie Kolejorzowi. Konsekwencją tego były kolejne bramki. Na listę strzelców wpisał się wcześniej asystujący Pedro Rebocho oraz dwukrotnie Mikael Ishak. Odnoszę wrażenie, że piątkowego wieczoru żadna drużyna w polskiej ekstraklasie nie byłaby w stanie wygrać z tak grającym Lechem.

Kolejorz bez cienia wątpliwości utrzymuje pierwsze miejsce w lidze. Wisła Kraków natomiast szybko musi wyciągnąć wnioski i z czystą głową wyjść na środowe spotkanie w Pucharze Polski ze Stalą Mielec. Kolejną wpadkę z rzędu w tych rozgrywkach kibice Wisły mogą szybko nie wybaczyć.

Nieprzewidywalni Nafciarze

Wisła Płock 3:0 Jagiellonia Białystok

Wisła w tym sezonie potrafiła w tym sezonie przegrywając 0:3 w Gliwicach, doprowadzić do remisu, a i tak przegrać. Nafciarze potrafili również pokonać 4:0 Zagłębie Lubin, a w ostatniej kolejce przegrali w Łęcznej 2:3, choć prowadzili 2:0. Na  meczach drużyny z Płocka w tym sezonie nie ma nudy.

W sobotnim meczu gospodarze byli stroną przeważającą. W 14. minucie do strzału doszedł Jakub Rzeźniczak, ale Pavels Steinbors bez większych problemów obronił uderzenie kapitana Wisły. Dwie minuty później jedyny groźny strzał przed przerwą oddała Jagiellonia. Zza pola karnego uderzył Taras Romanczuk, lecz dobrą interwencją popisał się Krzysztof Kamiński. W 28. minucie powinno być 1:0 dla podopiecznych Macieja Bartoszka. Nie było, bo Damian Rasak w znakomitej okazji nie trafił nawet w bramkę. Tak więc, do szatni zawodnicy schodzili przy bezbramkowym remisie.

Zabójcze osiem minut

Po przerwie, na bardzo dobrą okazję Nafciarzy trzeba było poczekać do 54. minucie. Wtedy to, po wykonaniu kilku podań piłka trafiła do Dominika Furmana. Furman, nie patrząc nawet w bramkę, uderzył dość mocno, ale wprost w Steinborsa. Gospodarze dopięli swego w 71. minucie. Kristian Vallo dośrodkował z prawej strony, a Marko Kolar przedłużył tę piłkę. Futbolówka ostatecznie trafiła na głowę Damiana Warchoła, który zdobył swoją czwartą bramkę w obecnych rozgrywkach. Na kolejne ramki Wisły nie trzeba było czekać. W 74. minucie było już 2:0. Najpierw Warchoła znakomicie podał do Łukasza Sekulskiego, który znalazł się w sytuacji sam na sam, ale nie zdołał pokonać Steinborsa. Bramkarz Jagiellonii wyczekał napastnika i wybił piłkę na rzut rożny. to właśnie po tym stałym fragmencie gry padła druga bramka. Dośrodkował Furman, a piłkę do bramki wpakował Damian Michalski.

Goście najlepsza akcję w drugiej połowie przeprowadzili w 78. minucie. Bojan Nastić uderzył bardzo mocno z dystansu, lecz piłka po jego strzale zatrzymała się na poprzeczce. Gdyby to wpadł, byłby to kandydat do gola kolejki. Jednakże nie wpadło, za to po chwili kolejny raz piłkę z siatki musiał wyciągać golkiper Jagiellonii. Bartosz Kwiecień chyba chciał podać do bramkarza, choć nie jestem tego taki pewien, bo zrobił to bardzo lekko, tak jakby chciał podać do przeciwnika. Do rywala podała nie najgorzej (jakby tak jeszcze do swoich podawał). Piłkę przejął Kolar, który podał do Sekulskiego. Napastnik dopełnił formalności i ustalił wynik spotkania na 3:0.

Wisła, nie ma co ukrywać, wygrała zasłużenie. Nafciarze grali lepiej i więcej strzelali, co najważniejsze strzelali celnie. W tym sezonie Wisła nadal jest niepokonana u siebie.

Portowcy – miłośnicy remisów

Pogoń Szczecin 1:1 Cracovia

Portowcy dwa poprzednie mecze zremisowali, w sobotę chcieli wygrać po raz czwarty u siebie. Rywalem pogoni była Cracovia, która w trzech poprzednich spotkaniach wywalczyła siedem punktów.

Na początku groźnie zaatakowali przyjezdni. Pelle van Amersfoort podał do Kamila Ogorzałego. Młodzieżowiec kiwnął obrońcę i oddał strzał. Jednak Dante Stipica nie dał się pokonać. Potem do głosu doszli gospodarze. W 24. minucie  Luis Mata dośrodkował z lewej strony, a głową piłkę do siatki skierował Kacper Kozłowski.  Trzy minuty później na strzał z dystansu zdecydował się Michał Kucharczyk, lecz jego uderzenie zdołał obronić Lukas Hrosso. Pogoń w pierwszej części gry atakowała niemalże co chwilę. W 30. minucie obok bramki uderzył Paweł Stolarski, a tuż przed przerwą groźnie uderzył Michał Kucharczyk.

W drugiej połowie Pasy zaczęły stwarzać więcej okazji, ale mało z nich wynikało. Za to Portowcy, choć nie atakowali już tak często, to ich ataki było groźniejsze, niż te przeciwników. W 74. minucie strzał zza pola karnego Macieja Żurawskiego zdołał obronić Hrosso, a trzy minuty później, ten sam Żurawski uderzył w poprzeczkę. Cracovia nie potrafiła sama zdobyć ramki, to pomógł jej Rafał Kurzawa. W 78. minucie Kurzawa pechowo wbił piłkę do własnej bramki. Nie minęły dwie minuty, a Pogoń znów mogła prowadzić. Kamil Grosicki zagrał idealnie na głowę Żurawskiego, ale młodzieżowiec fatalnie spudłował.

Mecz zakończył się więc remisem, choć nie ma co ukrywać, na boisku lepsza była Pogoń. Trzeci remis Portowców z rzędu stał się więc faktem. Dla Pasów to już czwarty kolejny mecz bez porażki.

Deszczowy remis

Radomiak Radom 1:1 Śląsk Wrocław

Radomiak to, na początku sezonu, najlepszy beniaminek. Zwłaszcza u siebie radomianie radzą sobie bardzo dobrze, bo w tym sezonie na własnym boisku jeszcze nie przegrali.

Sobotnie spotkanie było rozgrywane w bardzo dużym deszczu. Nie dziwi więc fakt, że zawodnicy obu drużyn dość często próbowali uderzać z dystansu. W 8. minucie właśnie o strzał z dystansu pokusił się Luis Machado. Portugalczyk był blisko szczęścia, ale piłka po jego strzale zatrzymała się na poprzeczce. Podczas gry w deszczu częściej gra się górne piłki. Właśnie po takim zagraniu padła bramka dla Śląska. W 24. minucie Mateusz Praszelik zagrał górną piłkę do Erika Exposito. Hiszpan przyjął piłkę, minął niepotrzebnie wychodzącego z bramki Filipa Majchrowicza i strzałem po ziemi umieścił piłkę w bramce. Goście ie nacieszyli się zwycięstwem zbyt długo, bo zaledwie pięć minut. W 29. minucie piłka trafiła do Leandro. Brazylijczyk z polskim obywatelstwem nawinął Victora Garcię i uderzył fenomenalnie. Michał Szromnik nie miał szans na skuteczną interwencję.

W drugiej połowie znowu piłkarze często próbowali uderzać z dystansu.  W 59. minucie zza pola karnego uderzył Miłosz Kozak, lecz jego strzał obronił Michał Szromnik. Dosłownie chwile później groźnie z dystansu uderzał Krzysztof Mączyński. Nie wiele zabrakło, a kapitan Ślaska cieszyłby się z gola. Niedługo potem ponownie uderzał Mączyński, ale skuteczną interwencją popisał się Majchrowicz. Radomiak w drugiej połowie częściej utrzymywał się Radomiak, ale to Śląsk groźniej atakował. Jednakze w drugiej połowie Filip Majchrowicz grał jak natchniony i nie dał się już pokonać.

Mecz zakończył się więc remisem. Remisem chyba zasłużonym. Radomiak wciąż jest niepokonany u siebie, za to Śląsk nadal nie przegrał w delegacji.

Trener przywitał się zwycięstwem

Lechia Gdańsk 1:0 Piast Gliwice

W poprzedniej kolejce na ławce trenerskiej Lechii zadebiutował  Tomasz Kaczmarek. Tydzień temu jego zespół zremisował w Krakowie z Wisłą 2:2, choć prowadził 2:0. W sobotę nowy trener Lechii chciał przywitać się z gdańskimi kibicami zwycięstwem.

Lechia bardzo szybko objęła prowadzenie. W 11. minucie Joseph Ceesay pomknął prawą stroną i w końcu podał do Łukasza Zwolińskiego. Napastnik Lechii skierował piłkę do bramki, a po golu zrobił salto. Po golu Lechia prowadziła grę i atakowała. Piast nie miał zbyt wielu okazji. W sumie goście przeprowadzili jedną ciekawą akcję. W 31. minucie Martin Konczkowski wgrał piłkę w “szesnastkę” Lechii, a bez przyjęcia uderzył Alberto Toril. Lecz snajper Piasta uderzył wprost w Zlatana Alomerovicia.

Po przerwie ciekawe sytuacje przeprowadzała już tylko Lechia. Miedzy Innymi dwa razy na bramkę Piasta uderzał Maciej Gajos, ale w obu przypadkach piłka przeleciała obok bramki. Pod koniec meczu Ikay Durmus poczarował trochę Tomasza Mokwe i uderzył na bramkę. Jednakże Frantisek Plach poradził sobie z tym strzałem.

Lechia wygrała w pełni zasłużenie. Piast zagrał bezbarwnie i przegrał drugi mecz z rzędu. Piastunkom takie bezbarwne mecze zdarzają się w tym sezonie zbyt często.

Jedna połowa to za mało

Zagłębie Lubin 2:1 Bruk-Bet Termalica Nieciecza

Niecieczanie  po 7. kolejce rozgrywek spadli na dno tabeli. Wszystko za sprawą pierwszego zwycięstwa Górnika Łęczna w sezonie. Termalica pozostała już jedyną drużyną bez zwycięstwa w lidze. Na swoim koncie mają tylko trzy oczka zdobyte za trzy remisy. Wyjazd do Lubina miał być kolejną szansą na przełamanie. Czy wykorzystali tę okazję?

Początek spotkania, co więcej, pierwsza połowa meczu dawała nadzieje przyjezdnym na wywiezienie korzystnego wyniku. Już w 9. minucie goście objęli prowadzenie po golu Piotra Wlazło. Wykorzystał on dobre dośrodkowanie z rzutu rożnego Bartłomieja Kukułowicza. Po straconej bramce Miedziowi nie zamierzali przejąć inicjatywy. To Termalica wykazywała większe chęci do gry. Można było się doliczyć przynajmniej kilku dogodnych sytuacji do strzelenia gola przez gości. Zagłębie do przerwy pozostawało bez ani jednego strzału celnego na bramkę Dominika Hładuna.

Tuż po zmianie stron na boisku w szeregach gospodarzy pojawił się Adam Ratajczyk oraz Dawid Pakulski, którzy zmienili Patryka Szysza oraz Jewgienija Baszkirova. Duet pomocników miał dać więcej ognia w linii ofensywnej, ponieważ gospodarze nie mieli już czego bronić. Na efekty nie trzeba było długo czekać. W 47. minucie wyrównującą bramkę zdobył Tomas Zajić. Defensorzy Termalici pozostali jeszcze w szatni, zostawiając trochę wolnej przestrzeni zawodnikom Zagłębia. Miedziowi nie zamierzali na tym poprzestać. 10 minut później objęli już prowadzenie. Tym razem na listę strzelców wpisał się Mateusz Bartolewski, a przy tym gol asystował mu Ian Soler. W poczynania gości zaczęła wkradać się nerwowość, brak klarownych sytuacji. Widmo kolejnej porażki było nieuniknione. Tak też się stało.

Zagłębie melduje się na 5. miejscu w tabeli, a Termalica coraz bardziej zadamawia się w strefie spadkowej.

W dziesiątkę po trzy punkty

Stal Mielec 0:3 Raków Częstochowa

Raków po dwóch remisach odniesionych przeciwko Lechowi oraz Wiśle Płock pojechał na Podkarpacie z myślą o wygranej, która w znaczący sposób pozwoli na zbliżenie się do ścisłej czołówki. Mielczanie mogli jedynie liczyć na sprawianie miłej niespodzianki. Mogła im w tym pomóc nieobecność kontuzjowanego Vladana Kovacevicia oraz Marcina Cebuli.

W pierwszej połowie przewagę optyczną mieli przyjezdni. Jednym z bardziej wyróżniających się zawodników był nowy nabytek Rakowa, ale dobrze znany wszystkim kibicom ekstraklasy Valerian Gvilla. Jednak mielczanie nie pozostawali dłużni. Oddawali strzały, ale lądowały one poza światłem bramki.

Druga odsłona przyniosła zdecydowanie więcej emocji. Dobrym wyczuciem wykazał się szkoleniowiec częstochowian Marek Papszun, który wpuścił na boisko Iviego Lopeza. To bezpośredni strzał 27-latka z rzutu wolnego dał gościom jednobramkowe prowadzenie. Nadzieja dla Stali pojawiła się w 67. minucie, kiedy to po drugiej żółtej kartce Fabio Strugeon musiał opuścić boisko. Ale Stal nie potrafiła wykorzystać tej nadarzającej się okazji.  Atakowali, ale nic z tego nie wynikło. Natomiast Raków mądrze przekuł błędy rywali w swoje akcje bramkowe. Przyjezdni zdołali strzelić jeszcze dwa gola. Strzelcami byli: Vladislavs Gutkovskis oraz Mateusz Wdowiak.

Raków zbliża się do czołowej trójki. Natomiast Stal Mielec po dwóch meczach bez porażki przegrywa i znajduje się tuż nad strefą spadkową.

Warta wartkim nurtem w dół

Górnik Zabrze 1:0 Warta Poznań

Ku uciesze licznie zgromadzonych kibiców Górnika na ławkę gospodarzy powrócił po chorobie Lukas Podolski. Dla obu ekip było to ważne starcie. Wygrana Warty bądź Górnika pozwoliłaby jednej z ekip uciec znad strefy spadkowej i złapać trochę wytchnienia. Poznaniacy nie potrafią wygrać w ekstraklasie od 6 sierpnia, kiedy to efektownie pokonali Górnika Łęczna 4:0. Od tamtej pory podopieczni Piotra Tworka są w coraz słabszej dyspozycji.

Mecz w Zabrzu nie stał na zbyt wysokim poziomie. Górnik starał utrzymywać się przy piłce. Natomiast goście czyhali na grę z kontry, w której czują się najlepiej. W 37. minucie Górnicy potwierdzili swoją przewagę po bardzo dobrej akcji. Bartosz Nowak doskonałym podaniem nad głowami obrońców Warty podał do Jesusa Jimeneza, który zabawił się z bramkarzem i jednym z obrońców i niemal z jednego metra od bramki oddał strzał, jak się później okazało, na wagę trzech. W 65. minucie pojawił się Lukas Podolski, ale nie przyczynił się do powiększenia zdobyczy bramkowej gospodarzy. Choć raz dograł bardzo dobrą piłkę w pole karne, której Górnicy nie byli w stanie wykorzystać. Obraz gry w drugiej połowie nie uległ większej zmianie. Przyjezdnych było stać jedynie na dwa strzały w światło bramki.

Szkoleniowiec Warty musi znaleźć jak najszybciej rozwiązanie na lepszą grę swoich zawodników, gdyż strefa spadkowa zaczyna pukać coraz głośniej do bram Warty Poznań.

Sami strzelali sobie gole

Legia Warszawa 3:1 Górnik Łęczna

Po fantastycznym comebacku z Wisłą Płock, Górnika Łęczna czekał prawdziwy sprawdzian. Górnik przy Łazienkowskiej 3 grał z Legią. Legioniści dwa poprzednie mecze w Ekstraklasie przegrali, ale w pierwszej kolejce fazy grupowej Ligi Europy pokonali na wyjeździe Spartak Moskwa.

Duma Lubelszczyzny nie przestraszyła się Legii. Podopieczni Kamila Kieresia grali wysoko i na początku to oni sprawiali lepsze wrażenie. W 8. minucie Damian Gąska podał do Sergieja Krykuna. Ukrainiec nawinął Artura Jędrzejczyka i oddał strzał, uderzył jednak tylko w boczną siatkę. Górnik, do czego można się już było przyzwyczaić, ponownie nie ustrzegł się błędów w obronie. W 11. minucie Filip Mladenović dośrodkował w pole karne. Maciej Gostomski był już przygotowany aby złapać tę piłkę, ale uprzedził go… Paweł Baranowski. Stoper chyba chciał wybić piłkę, wyszło na to, że wbił ją do własnej bramki. na kolejnego gola Legii trzeba było czekać do 26. minuty. Wtedy to, po rzucie wolnym, piłka trafiła do Ernesta Muciego . Albańczyk kiwnął kilku zawodników Górnika i umieścił piłkę w bramce.

Zielono-Czarnych nie podłamała druga zdobyta bramka. Goście chcieli zdobyć bramkę i w końcu dopięli swego. tuż przed przerwą. Marcel Wędrychowski dostał piłkę na 40 metrze i zdecydował się na indywidualną akcję. Młodzieżowiec minął dwóch zawodników Legii i wpadł w pole karne. Tam nieprzepisowo zatrzymał go Mateusz Wieteska i sędzia Mariusz Złotek podyktował karnego. “Jedenastkę” na gola zamienił Bartosz Śpiączka.

Karygodny błąd

W drugiej połowie Górnik nie prezentował się już tak dobrze jak w pierwszej. Legia po przerwie zaczęła przejmować inicjatywę. Legioniści oddali kilka groźnych strzałów, ale Gostomski obronił te strzały. Dwadzieścia minut przed końcem ponownie zaczęli atakować Zielono-Czarni. Gdy wydawało się, że Górnik lada chwila wyrówna, stało się coś strasznego. Strasznego dla kibiców Górnika. Paweł Baranowski w środkowej strefie postanowił zabawić się piłką. Wiadomo jednak, że Baranowski jest takim wirtuozem futbolu, jak Zenon Martyniuk rockmenem. to musiał się źle skończyć. No i skończyło się. Piłkę przejął Mahir Emreli, który pomknął w kierunku bramki i strzelił gola. Wtedy było już wiadomo, że trzy punkty zostaną w Warszawie.

Górnik znów zagrał przyzwoicie i znów przegrał przez słabą defensywę. Choć, trzeba to przyznać, dwie bramki idą na konto Baranowskiego, który w Warszawie zagrał fatalnie. Duży plus należy postawić przy Marcelu Wędrychowskim. Młody zawodnik wypożyczony z Pogoni wystąpił od pierwszej minuty i dosłownie robił z obroną Legii co chciał.  Transfer Wędrychowskiego na razie okazuje się strzałem w dziesiątkę. Jeżeli Górnicy w piątek z Lechia zagrają tak odważnie jak w Warszawie i ustrzegą się błędów w obronie, to na prawdę mogą to wygrać.

O Górnik Łęczna opowiedziałem także w podcaście “KibiujEsie” dostępnym na YouTube (kanał Watch Esa TV) i Spotify. Zapraszam do odsłuchu.

Następna kolejka

GospodarzeGoście
CracoviaRadomiak Radom
Stal MielecLech Poznań
Bruk-Bet Termalica NiecieczaŚląsk Wrocław
Warta PoznańLechia Gdańsk
Górnik ZabrzeZagłębie Lubin
Jagiellonia BiałystokPiast Gliwice
Wisła PłockWisła Kraków
Górnik ŁęcznaRaków Częstochowa
Legia WarszawaPogoń Szczecin

Mecz kolejki: Legia Warszawa – Raków Częstochowa

Spotkanie Mistrza Polski z wicemistrzem Polski. Raków w tym sezonie już wygrał na Łazienkowskiej (w Superpucharze).

 

Autorzy:

Mateusz Bartoszek

Mateusz Adamczyk

Pasjonat polskiego sportu, zwłaszcza piłkarskiej Ekstraklasy.

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

More in Minął weekend