
W Wigilię stwierdziłem, że napiszę o ojcu tekst:
„Mój stary to fanatyk futbolu. Pół mieszkania zajebane klubowymi gadżetami – najgorsze. Co weekend z sąsiadem Mirkiem oglądają mecz. Jak gramy u siebie, to już od rana ojciec nie daje nam spać i szuka po domu swoich barw. Przeważnie nie może ich znaleźć, więc budzi matkę z pretensjami o 7. rano:
– Wiolka, wstawaj, gdzie jest moja koszulka KS-u?
– W szafce pewnie. Tam, gdzie zawsze… Andrzej, idź spać… – odpowiada na wpół wybudzana z płonną nadzieją, że stary odpuści.
– Gdzie w szafce, kurwa? Sprawdzałem i nie ma.
– Mam wstać?
– Dobra, jest. – mamrocze i dodaje głośniej: Ale to nie ta.
– Jak nie ta?
– Gdzie jest ta z logiem „Panasonica”?
– Jakiego „Panasonica”? Andrzej, jest 7. rano! – wykrzykuje na wpół wkurwiona matka, bez jakiejkolwiek nadziei.
– Jak jakiego? Z ’97 co na bazarze żem kupił. Na chrzest Kuby żem założył pod koszulę. Bo po mszy KS mecz grał.
– Andrzej, nie wiem. Weź tę co zawsze. – mówi dobra kobieta i człapie do kuchni zrobić mężowi kanapki.
– Kurwa, w tym domu nic nie można znaleźć! Wszystko ginie! – drze się stary, jakby do siebie i idzie po pilota do telewizora. Musi obejrzeć pogodę i jaka by ona nie była – zawsze chujowa. Zimno – kontuzje się odnowią kopaczom. Jak ciepło, to się im nie będzie chciało biegać.
Niedzielny obiad jemy w zależności od transmisji. Najczęściej o 14:15, bo wtedy stary ma przerwę w pierwszym meczu tego dnia. No chyba, że KS gra u siebie, to przed meczem robią u nas z Mirkiem „zgrupowanie”. Wtedy obiad można opisać słowami: wóda, KS, PZPN – złodzieje.
***
Codziennie o 8. rano stary zjawia się jako pierwszy pod osiedlowym kioskiem. Baba w „Ruchu” już wie, ile gazet musi przygotować, więc założyła ojcu specjalną teczkę, którą uzupełnia przed otwarciem. Dzień w dzień kładzie tam „Przegląd Sportowy”, „Fakt”, „SuperExpress”, „Gazetę Wyborczą” i co tydzień – „Piłkę Nożną”. Oczywiście zaraz po wyjściu Andrzejek wyrzuca niepotrzebne działy, zostawiając tylko ten sportowy. Czasem stoi pod kioskiem godzinę wcześniej, jak „Przegląd Sportowy” rzuci dodatek. Ojciec boi się, że mu złodzieje wykradną cały nakład. Kiedyś tak zrobili i raz nie odebrał mnie z przedszkola, bo pół dnia jeździł po okolicznych miastach za Skarbem Kibica.
Matkę ta makulatura doprowadzała do szału, dlatego na 40. urodziny daliśmy Andrzejkowi mój stary laptop. Teraz ojciec, nie dość, że nadal kupuje gazetki, to jeszcze siedzi na 90minut i Twitterze, i kręci gównoburzę z innymi Januszami. Kiedyś jak mnie wkurzył, to stworzyłem fake’owe konto na Twitterze i go trollowałem. Pisałem jakieś głupoty typu: „KS to gówno” albo „Lewandowski umie strzelać tylko dla Niemców”.
Stary ma już na Twitterze 4 tys. obserwujących. W ostatnie 2 lata najebał 10 tys. tweetów. Do tego zbanowali go chyba wszyscy sportowi dziennikarze w kraju.
***
Kiedyś towarzyszem przy oglądaniu transmisji był kolega starego – Zbyszek. Byli jak bracia. Przychodził z żoną na wigilię itd. Kiedyś na jednej ojciec pokrzykiwał:
– Zbyszek, ale ten nasz obrońca – kapitan KS-u, to skurczybyk. Jak wyskoczy do główki to czyści…
Oczywiście później najebali się i nadal gadali o piłce.
– Takich obrońców jak nasz wieloletni kapitan, nam życz, Zbyszek. Takich obrońców! – śmiał się Andrzejek już nieźle porobiony.
– Andrzej, w sumie to tego obrońcę naszego, to ten napastnik Jutrzenki bije na głowę. Nowego trzeba kupić.
– Zbyszek, ty mnie nie wkurwiaj lepiej. Co ty wiesz o piłce? Nasz kapitan to król boisk! – wydarł się do kolegi z wyrzutem. Tak nie wytrzymywał, że aż musiał wstać.
– Zamknij ryj, piłkarska fujaro, i siadaj! – krzyknął Zbyszek, po czym sprawca mojego istnienia wyrzucił go za drzwi na zbity ryj.
Następnego dnia telefon zadzwonił o nietypowej dla nas porze – w południe. Matka odebrała, zadowolona z faktu, że posiadaczką głosu, brzmiącego w słuchawce, okazała żona Zbyszka. Nagle moja żywicielka odłożyła telefon i ze smutkiem zwróciła się do czytającego na fotelu ojca:
– Andrzej… Zbyszek… Nie żyje…
– No i bardzo, kurwa, dobrze – stwierdził i wrócił do czytania „Przeglądu”.
***
Któregoś razu, jeszcze w podstawówce czy gimnazjum, miałem urodziny. Ojciec pozwolił mi wyjątkowo obejrzeć ze sobą mecz.
– Siadaj młody, masz tu szalik, zapinamy pasy i startujemy. Hehe. – stwierdził i usadowił mnie obok siebie. Przez następne 20 minut bluzgał na sędziego i naszego kapitana. Ustalił, że trzeba kupić nowego, bo każdy napastnik jedzie z nim jak z furą gnoju.
– Patrz, synek, co on robi? Zamiast przyjąć piłkę – odbija! Siatkówka, kurwa… – zaśmiał się jakby do siebie, wkurwiony na piłkarza.
– Tatoooo…? – zagaiłem
– Co kurwa? Jaka kartka?! – przerwał mi zainteresowany meczem.
Wtedy postanowiłem odciąć się od całego zgiełku i zatopić się w swój świat. Świat, w którym o głuchej nocy nawijał Rychu Peja.
– Synek, zgaś to. – powiedział do mnie ojciec, po tym jak zdjął mi z lewego ucha słuchawkę. – Bo Pana Tworka nie słychać jak komentuje.
Później przez jebaną godzinę wysłuchiwałem lamentów starego, jak to źle dzisiaj gramy i pewnie spadniemy. Po każdym spotkaniu KS-u stary analizuje tabelę. Po przegranym wylicza, ile zostało przewagi nad strefą spadkową: „bo z takimi dziadami na pewno spadniemy”. Za to po wygranym patrzy na stratę do lidera. Do tego z uśmiechem na ustach przekonuje wszystkich: „W tym sezonie idziemy na mistrza. Jak 20 lat temu.” Kiedy jeszcze ojciec był młody, KS – ligowy średniak – zdobył nieoczekiwanie tytuł. Od tego czasu stary łudzi się, że sytuacja, która powtarza się raz na sto lat, akurat przydarzy się w tym roku.
***
Raz ojciec zamarzył sobie większy telewizor do oglądania meczów – 50 cali, 4K. Dogadał się z trójką sąsiadów i złożyli się na plazmę. Początkowo ustalili, że ta będzie stała u sąsiada z 3. piętra, bo ma największy salon. Co tydzień mieli się zbierać wszyscy z nich. Raz stary wrócił z roboty przeziębiony. Tak go rozłożyło, że nie mógł iść do sąsiada.
W niedzielne popołudnie, gdy leżał na kanapie, obudziła go melodia hymnu Ligi Mistrzów. Stary ustawił sobie go jako dzwonek. Płaci za to co tydzień 4 zł i na koniec miesiąca się dziwi, skąd taki rachunek znowu w tej „Pomarańczy” mu dojebali.
– Andrzej…? – słyszy w słuchawce telefonu głos „mendy” spod trójki – gdzie ty jesteś?
– Cześć Bogdan. Nie przyjdę. Mnie choróbsko zmogło. Szef w firmie chciał na ogrzewaniu przyoszczędzić. Jak tam idzie KS-owi? „Grają jak pojebani…”. No to cześć.
Pięć minut później Liga Mistrzów startuje na nowo.
– Co tam, kurwa? – wyrzuca do komórki stary – Gola strzelili? Przewrotką? Bogdan, ja niejedno w życiu widziałem. Takie bramki nie robią już na mnie wrażenia. Tylko pilota od telewizora nie popsujcie jak jeden dupą na nim usiądzie.
Nie zdążył dobrze rzucić słuchawką, a już zaczął bluzgać:
– Skurczysyny zajebane. Gdybym tam był, to bym im pokazał, jak się kibicuje.
– Andrzeju, nie denerwuj się… – ze stoickim spokojem reagowała matka, jednym okiem patrząc na ojca, a drugim na „Ojca Tadeusza”, który leciał w telewizji.
– Pewnie zaraz jeden piwskiem obleje telewizor i kto mi za to zwróci?! Ten Władziu, kurwa, to nawet przełączać kanałów nie umie. Jeden głupszy od drugiego.
***
Pewnego sobotniego popołudnia słyszę głos ojca, który drze się na korytarzu: „KUBA, KUBA”. Okazało się, że podpieprzył sąsiadowi plazmę, przy okazji rozjebał mu drzwi łomem. Bo te były za wąskie, a telewizor za duży.
– Synek, dawaj wnosimy plazmę do nas do salonu. – mówi do mnie, stojąc przed mieszkaniem;
– Ale tato… Tam nie ma miejsca. Gdzie postawimy stary telewizor?
– Stary odda się babci, niech ogląda Rydzyka. A my będziemy Lewandowskiego oglądali, jakbyśmy byli na stadionie.
– Ta, weź się tato… – odpowiadam ze spuszczoną głową, ale mu pomagam.
Po dwóch godzinach przyszła pod nasze drzwi ekipa ojca. Władek zdążył wrócić z roboty i zaczął z kolegami wyzywać ojca od oszustów i złodziei. Stary znosił te obelgi, dopóki jeden z sąsiadów nie krzyknął: „Jędruś, ty jesteś pizda, nie kibic!”. Wtedy ojciec wyszedł za drzwi i przejechał mu po gębie pucharem dla najlepszego trampkarza ’92. Zanim przyjechała policja, postanowiłem się ulotnić.
***
W tym roku stary sam kupił sobie na święta prezent. Nadmuchiwany fotel kibica z logiem KS-u. Oczywiście do wigilii nie wytrzymał i już wczoraj go nadmuchał. Teraz wpieprza karpia na gumowym fotelu.
Po wigilii postanowiłem ukończyć mój tekst o ojcu i wrzucić go do Internetu. W międzyczasie wyskoczyła mi jedna z tych wielkich reklam z miniaturowym krzyżykiem. Nie wiem jak, ale po czasie zamiast ją zamknąć trafiłem na zakazaną stronę – oficjalny portal klubu Jutrzenki. Akurat robili poświąteczne promocje dla nowych kibiców. Na pierwszy mecz po przerwie zimowej można będzie wejść za darmo. Postanowiłem skorzystać z okazji… Bo co może bardziej wkurzyć starego niż kibic Jutrzenki we własnym domu?
Wszelkie podobieństwa do filmu „Fanatyk” (2017, reż. Michał Tylka) nie są przypadkowe
Kibic. Piłka Nożna: od A-Klasy do Ekstraklasy.