
„Wie pan, co jest najgorsze, panie hrabio? Najgorsze nie jest to, że ludzie oszukują. Najgorsze jest to, że każde oszustwo ma jakieś usprawiedliwienie.” – Waldemar Łysiak „Cena”. Wpuściliśmy do swojego domu oszusta, a ten nas okłamał, odebrał nadzieję i na koniec uciekł. Paulo Sousa zrobił z Polaków idiotów ku własnej radości i zostawia naszą kadrę.
„To niezwykłe, jak można kłamać, przyznając sobie rację.”
Może dziwnie zaczynać artykuł leadem z cytatem, a następnie czynić nagłówkiem cytat z Sartre’a. Jednak dziś to właśnie cytaty z wielkich najlepiej oddają zapewne uczucia moje i tysiąca Polaków. Paulo Sousa nas zbajerował. Nagadał masy pięknych słówek, komplementował, snuł piękne wizje, a na koniec wykorzystał jak naiwną dziewczynę. Roztaczał wizje przyszłości, które chcieliśmy usłyszeć, mówił o naszych wspaniałościach, a na koniec wydymał jak Cezary Pazura w „Chłopaki nie płaczą”. Wśród tych, których oszukał, są miliony Polaków, kibiców, piłkarzy, Januszy. Sousa ograł nas jak wytrawny polityk.
„Może odwaga polega na tym, żeby za dużo nie myśleć, albo żeby się przynajmniej umieć skuteczniej oszukiwać.”
Cytat z książki „Ptasiek” Whortona idealnie obrazuje to, co czuję. Nie przyjeżdżał na Ekstraklasę, to go broniłem. Przecież po co ma przyjeżdżać podziwiać Cracovię, gdzie Polak na boisku to zazwyczaj tylko młodzieżowiec lub Zwolińskiego z Lechii, jak może oglądać Polaków w Serie A czy Bundeslidze. Nie było wyników? Przecież styl był świetny, a poza tym, co się czepiać jak baraże były. Złość przyszła dopiero po tragicznym meczu z Węgrami, po którym czułem się jakbym dostał mokrą ścierą w twarz. Porażka z Anglią na własnym terenie, gdzie dałoby się ugrać remis, ale graliśmy tragicznie w defensywie? Ale chociaż pięknie graliśmy. Gówniana defensywa, która nawet z San Marino straciła bramki? Ale styl jest, po co się czepiać. Oszukiwałem się, że jest ok, że Portugalczykowi zależy na polskiej kadrze. Dziś ja i wielu innych płacimy tego frycowe.
„Jeśli oszukasz mnie raz, to twoja wina. Jeśli oszukasz mnie dwa razy, to moja wina. Jeśli oszukasz mnie trzy razy, to wina nas obu.”
Ten cytat to słowa Stephena Kinga, mistrza thrillerów i grozy. Momentu, w którym jest polska kadra. Za niespełna 3 miesiące zagramy półfinał baraży o mundial. Do wyboru mamy albo selekcjonera, którego nikt (łącznie z nim samym) już tu nie chce i który ma na tę kadrę wyjebane i opcję nowego, wziętego na szybko szkoleniowca. Tylko kto podejmie się walki o awans w takim momencie? Albo kompletny samobójca, albo ktoś kto będzie liczył, że nawet jak przegra, to będzie mógł budować. Najpewniej będzie to Polak – automatycznie więc ruszyła giełda nazwisk ewentualnych następców. Gdy zajrzymy do mediów społecznościowych z miejsca poznamy nastroje społeczeństwa.
Niektórzy krzyczą o powrót Nawałki, inni chcą Michniewicza lub Magierę. Gdzieś mignęła mi też informacja, że stanowisko może objąć Michał Probierz. Dla mnie jednak żaden z powyższych. Nawałka od trzech lat nie prowadził żadnej drużyny. Michniewicz i Magiera może i mają doświadczenie w pracy w PZPN, ale to nie są trenerzy na taki moment. Probierza nie chcę, bo po pierwsze zrobił dopiero co z Cracovii Legię Cudzoziemską, po drugie styl gry preferowany przez Probierza jest okropny. Osobiście wolałbym Piotra Nowaka, który zna polski futbol od wewnątrz, a przy tym doświadczenie zdobywał na Zachodzie.