Obserwuj nas

Minął weekend

Fotel lidera niczym gorący ziemniak #MinąłWeekend – 26. kolejka

Pogoń ponownie wskoczyła na fotel lidera, Śląsk wygrał po raz pierwszy od listopada,  a Lech świętował stulecie powstania – to wszystko wydarzyło się w 26. kolejce Ekstraklasy.

Mecz kolejki

Śpieszmy się podziwiać lidera, tak szybko się zmienia

Raków Częstochowa 1:1 Legia Warszawa

Lider i mistrz Polski. Drużyna walcząca o tytuł i drużyna walcząca o utrzymanie. Dwie najlepiej punktujące ekipy w tym roku. Raków chciał pozostać liderem, Legia jeszcze bardziej odskoczyć od strefy spadkowej.

Lepiej mecz rozpoczęła Legia, która nieco zepchnęła częstochowian pod ich pole karne. Chociaż pierwszy niebezpieczny strzał oddał Raków. W 12. minucie bezpośrednio z rzutu wolnego uderzył Ivi Lopez. lecz z jego uderzeniem poradził sobie Cezary Miszta. Raków w końcu złapał swój rytm i zaczął dominować na boisku.  W 23. minucie mocno z dystansu uderzył Lopez. Miszta dobrze odbił piłkę po strzale Hiszpana. Gospodarze prowadzili grę, ale nie mogli przedrzeć się przed zasieki obronne Legii. Warszawianie byli bezzębni. Aż nadeszła 45. minuta. Maciej Rosołek wgrał piłkę w pole karne Rakowa. Nikt nie wybił piłki i ta trafiła pod nogi Pawła Wszołka. Skrzydłowy zdobył bramkę z najbliższej odległości.

Niezawodny Ivi

Od początku drugiej połowy gospodarze rzucili się do ataku. Dobrą okazję na gola mieli już w 51. minucie. Mateusz Wdowiak chciał przelobować bramkarza Legii, ale w ostatnie chwili piłkę, sprzed nogi, wybił mu Mateusz Wieteska. Ten sam Wieteska w 69. minucie sfaulował Giannisa Papanikolaou. Sytuacja ta miała miejsce w polu karnym Legii, więc sędzia Szymon Marciniak wskazał na „wapno”. Rzut karny pewnie wykorzystał Ivi Lopez. Po chwili częstochowianie mogli prowadzić. Wdowiak pięknie przyjął sobie piłkę przed polem karnym, wbiegł w „szesnastkę” i uderzył tuż obok słupka. Mecz zakończył się ostatecznie remisem, choć w końcówce gospodarze mogli przechylić szalę na swoją korzyść. W doliczonym czasie gry przepiękną bramkę mógł zdobyć Lopez, lecz piłka po jego strzale trafiła w poprzeczkę.

Legia zagrała jak typowa drużyna walcząca o utrzymanie w meczu z drużyną z czołówki. Legioniści wycofali się i czekali na kontry. Po jednej z takich kontr padł gol, który dał warszawianom jeden punkt. Marek Papszun może sobie pluć w brodę. Jego drużyna dominowała, a tylko zremisowała. Po tym remisie Raków spadł na drugie miejsce w tabeli.

Zagrali do końca i wygrali

Wisła Płock 1:2 Śląsk Wrocław

Jedna z drużyn walczy o puchary, druga o utrzymanie. Przed sezonem raczej powiedzielibyśmy, że to Wisła Płock będzie w dolnej części tabeli, a Śląsk walczył o Europę. W tym sezonie role trochę się odwróciły. Wrocławianie grają słabo i są tuż nad strefa spadkową, za to Wisła punktuje regularnie.

Nafciarze rozpoczęli wysoko ustawieni. W 8. minucie, po efektownej akcji, nad bramką uderzył Mateusz Szwoch. Potem gospodarze prowadzili grę, ale nie mogli stworzyć dobrej akcji. Aż do . Wtedy to, Piotr Tomasik dostał piłkę przed polem karnym. Obrońca zdecydował się na strzał. Piłka odbiła się od jednego z zawodników Śląska i wpadła do bramki. Śląsk długo nie potrafił zagrozić bramce Wisły. Niezła akcję wrocławianie przeprowadzili dopiero w 36. minucie. Groźnie uderzył Caye Quintana, ale Krzysztof Kamiński czujnie odbił piłkę do boku. Goście w końcówce pierwszej połowy spróbowali podejść wyżej i zaatakować. W 43. minucie lot piłki źle obliczył Anton Krywociuk. Futbolówkę odebrał Erik Exposito. Hiszpan pobiegł w kierunku bramki, nawinął jednego z obrońców i oddał strzał. Piłka obiła się jeszcze od jednego z defensorów i wyszła na rzut rożny. Śląsk próbował, ale w 44. minucie to Wisła mogła zdobyć drugą bramkę. Damian  Michalski uderzył tuż obok słupka.

Od samego początku drugiej połowy Śląsk zabrał się do odrobienia jednobramkowej straty. Odrobili ją w 51. minucie. Waldemar Sobota odbierał piłkę, przebiegł z nią kilka metrów i próbował uderzyć. Jego strzał został zablokowany, ale do piłki dopadł Exposito i to on doprowadził do wyrównania. Po przerwie Śląsk grał lepiej i rozważniej, ale nie przekładało się to na akacje bramkowe. Ostatecznie jednak to goście zgarnęli pełną pulę. W doliczonym czasie gry. Dośrodkowanie z rzutu rożnego przedłużył Wojciech Golla, a akcję na dalszym słupku zamknął Fabian Piasecki.

Śląsk dostał tlen. Wrocławianie dzięki temu zwycięstwu odskoczyli od strefy spadkowej. To pierwsze zwycięstwo Śląska od listopada i pierwsze pod wodzą nowego trenera – Piotra Tworka.

Górnik okopuje się w strefie spadkowej

Lechia Gdańsk 2:0 Górnik Łęczna

Lechia w tym roku nie radzi sobie wcale tak dobrze. W tym roku gdańszczanie wygrali tylko dwa spotkania. Lecz nie wpłynęło to zbytnio na ich pozycję w tabeli. Lechia przed tą kolejką zajmowała piąte miejsce. Górnik jest w zgoła odmiennej sytuacji. Łęcznianie o dwóch porażkach z rzędu znów znaleźli się w strefie spadkowej.

Przez pierwsze minuty Górnicy z Łęcznej nie potrafili przedostać się pod pole karne Lechii. Aż do 6. minuty. Wtedy to, Janusz Gol zebrał piłkę przed polem karnym i dobrze prostopadle podał do Bartosza Śpiączki. Śpiączka znalazł się w akcji sam na sam z Dusanem Kuciakiem. Jednak górą w tej sytuacji był bramkarz Lechii. Po chwili golkipera Lechii uderzeniem z dystansu spróbował Leandro, ale piłka przeleciała obok bramki. Na odpowiedź Lechii nie trzeba było długo czekać. W 10. minucie strzał Jakuba Kałuzińskiego znakomicie wybronił Maciej Gostomski. Piłkę „wyplutą” przed siebie przez Gostomskiego, przejął Łukasz Zwoliński. Jednak z jego uderzeniem Gostomski też sobie poradził.

Żywy mecz

Mecz był bardzo żywy i co chwila byliśmy to pod jedna, to pod drugą bramką. W 22. minucie Ilkay Durmus ładnie dośrodkował z rzutu wolnego. Sytuację strzelecką wypracował sobie Zwoliński, lecz piłka po jego strzale przeleciała kilka metrów nad poprzeczką. Cztery minuty później z piłką w pole karne Górnika wpadł Conrado. Brazylijczyk, nie wiele myśląc, uderzył w kierunku bramki. Jego zablokował jeden z obrońców Górnika.Zielono-Czarni po niezłych pierwszych minutach zostali zepchnięci przez Lechię do obrony i czekali na kontry. Kiedy w ostatnim kwadransie pierwszej połowy wydawało się, że to łęcznianie są bliżej strzelenia gola, dwie dobre akcje przeprowadziła Lechia. W 42. minucie Górnika przed utratą bramki uchronił Gostomski. Golkiper fantastycznie obronił uderzenie Zwolińskiego. W doliczonym czasie gry pierwszej połowy, przy strzale Christiana Clemensa, Gostomski nie miał już jednak żadnych szans. Górnik nie zagrał złej połowy, ale zawodnicy Zielono-Czarnych nie utrzymali koncentracji do końca i stracili gola tuż przed przerwą.

„Otworzyli się” i stracili

Górnicy na druga połowę mieli tylko jeden cel. Najpierw wyrównać, a potem zdobyć zwycięską bramkę. Już w pierwszej akcji po przerwie Zielono-Czarni mieli znakomitą okazję na gola. Damian Gąska wycofał do Janusza Gola. Gol uderzył bez przyjęcia, ale jego strzał ofiarnie zablokował Kristers Tobers. Po przerwie Zielono-Czarni byli zdecydowanie częściej pod bramką gospodarzy. Na początku drugiej połowy to goście prowadzili grę. Lechia czyhała na kontry. Po takiej kontrze w niezłej sytuacji znalazł się Jarosław Kubicki. Pomocnik Lechii oddał strzał z ostrego konta. Gostomski był zaskoczony, ale zdołał obronić to uderzenie.

W 63. minucie Sergiej Krykun dośrodkował w pole karne. Tam najwyżej wyskoczył Janusz Gola, ale jego uderzenie było za słabe aby zaskoczyć Kuciaka. Niewykorzystane akcje Górnika mogły zemścić się w 67. minucie. Niepilnowany Ilkay Durmus uderzył jednak wysoko nad bramką. Po chwili strzał z podobnej odległości oddał Przemysław Banaszak. Lecz Kuciak, po strzale napastnika gości, wybił piłkę na rzut rożny. Można powiedzieć, że Górnik atakował, a Lechia strzelała. W 77. minucie gola na 2:0 dla Lechii strzelił Łukasz Zwoliński. Po chwili mogło był już 3:0, ale Maciej Gajos uderzył tylko w słupek. Po stracie drugiej bramki Górnicy już się nie podnieśli, a więc Duma Lubelszczyzny nie wywiozła z Gdańska chociażby punktu.

Górnik Łęczna przegrał trzeci mecz z rzędu. Może łęcznianie nie byli gorsi, ale nie potrafili strzelić nawet jednego gola. Sytuacja Zielono-Czarnych staje się coraz gorsza, ale trener Kiereś nie składa broni i zapewnia, że jego drużyna będzie do końca walczyć o utrzymanie.

Zwycięstwo na jubileusz

Lech Poznań 3:0 Jagiellonia Białystok

W sobotę Lech obchodził stulecie istnienia. Z tej okazji piłkarze obu klubów wystąpili w strojach retro. Mecz z trybun oglądało ponad 40 tysięcy widzów. Wszyscy liczyli na okazałe zwycięstwo Kolejorza.

Pierwsza połowa mogła trochę zawieść fanów. Co prawda, Lech prowadził grę, ale sytuacji było jak na lekarstwo. Najlepszą akcję przed przerwą przeprowadzili goście. W 40. minucie Taras Romanczuk przebiegł z piłką pół boiska i podał ją do Bojana Nasticia. Boczny obrońca uderzył kąśliwie i Filip Bednarek musiał wybić piłkę na rzut rożny.

Po przerwie Kolejorz wreszcie złapał swój rytm. Już dwie minuty po wznowieniu gry wynik otworzył Mikael Ishak. W 53. minucie było już 2:0. Joao Amaral ładnie rozegrał z Jakubem Kamińskim. Młodzieżowiec wgrał piłkę w pole karne, a Portugalczyk podwyższył prowadzenie. Lech w drugiej połowie zdecydowanie dominował i kwestią czasu wydawały się kolejne bramki. Trzecia bramka dla Kolejorza padła w 72. minucie. Kamiński podał do Amarala, ten wystawił piłkę Dawidowi Kownackiemu, a „Kownaś” dopełnił formalności. Kolejną znakomitą okazję na gola podopieczni Macieja Skorży mieli w doliczonym czasie gry. Lecz uderzenie Antonio MIlicia instynktownie obronił Zlatan Alomerović.

Kolejorz wygrał, uświęcił stulecie klubu i dał radość kibicom. Jeszcze bardziej kibice będą się cieszyć gdy Lech zostanie mistrzem Polski. Nie jest to wykluczone. Kolejorz po tym zwycięstwie zrównał się punktami z Rakowem i traci do Pogoni tylko jeden punkt.

Demolka

Zagłębie Lubin 0:4 Warta Poznań

Przed tygodniem Miedziowi o ligowy byt wywalczyli ważny komplet punktów z Termaliką. Tym razem czekało na nich kolejne ważne spotkanie z Wartą, która ostatnio pokonała dobrze spisującego się Górnika Zabrze. Kolejne zwycięstwo którejś z drużyn mogło zapewnić chwilowy oddech w trudnej walce o utrzymanie.

Od początku przyjezdni starali się wypracowywać sytuację bramkową. Swoją okazję miał Adam Zrelak, którego strzał wybronił Kacper Bieszczad. W 19. minucie po rzucie rożnym 27-letni pomocnik dopiął swego i dał gościom prowadzenie. Przyjezdni nie zamierzali się zatrzymywać i bronić własnego pola karnego. Po czterech minutach Miquel Luis podwyższył wynik na 2:0. Miedziowi byli bezradni. Starali się utrzymywać dłużej przy piłce. Kiedy myśleli o tym, że to pozwoli odrobić straty, to w 33. minucie Adam Zrelak ponownie zadał cios gospodarzom. Miedziowi byli na kolanach.

https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/1504885674322837507?s=20&t=Yrl0cJFkh61ZONE-pZ0Fqg

Piotr Stokowiec próbował wpłynąć na przebieg meczu, dokonując w przerwie aż czterech zmian. Trener Miedziowych wymienił prawie całą drugą linię. Zagłębie ponownie próbowało utrzymywać się częściej przy piłce. Jednak w tej sytuacji Warcie było to na rękę. Dobrze pilnowali ustawienia w linii defensywnej. Mimo 10 sytuacji bramkowych gospodarzy w drugiej połowie to tylko dwa z nich zakończyły się strzałami na bramkę. Pod koniec spotkania wynik meczu na 4:0 ustalił Frank Castaneda.

Podopieczni Dawida Szulczka pokazują, że nie zamierzają opuszczać Ekstraklasy. Doskonale wykorzystali błędy w ustawieniu rywali, czy też moment, w którym Zagłębie musiało się bardziej odsłonić. Pewne zwycięstwo nad Zagłębiem pozwoliło oddalić się od strefy spadkowej na sześć punktów. Miedziowi mają ich tylko cztery. Za tydzień zagrają kolejne bezpośrednie spotkanie w walce o utrzymanie. Rywalem będzie Jagiellonia.

Samobóje pogrążyły Wisłę

Pogoń Szczecin 4:1 Wisła Kraków

Szczecinianie przystąpili do 26. kolejki jako wicelider. Spotkanie na własnym stadionie z będącą w kryzysie Wisłą Kraków wydawało się idealną okazją, aby ponownie zawalczyć o pierwszą pozycję. W poprzedniej serii gier Biała Gwiazda była o krok od wywalczenia trzech punktów przeciwko Lechowi. Dlatego krakowianie, jadąc do Szczecina, mieli nadzieję, że uda im się sprawić niespodziankę.

Jednak już od początku spotkania Portowcy wzięli sprawy w swoje ręce i przejęli inicjatywę nad meczem. Rozgrywali piłkę na połowie rywala, cały czas szukając miejsca do oddania skutecznego strzału. Warto zaznaczyć, że kolejny dobry mecz rozgrywał Mariusz Fornalczyk. Portowcy w 19. minucie wykorzystali błąd Wisły. Mariusz Fornalczyk oddał mocny strzał wzdłuż linii bramkowej, który niefortunnie przeciął zawodnik Wisły Joseph Colley. Przyjezdni jednak potrafili szybko odpowiedzieć. Mariusz Malec źle wybił piłkę z pola karnego wprost pod nogi Mateja Hanouska. Czech szybkim podaniem skierował piłkę do Luisa Fernandeza, który doprowadził do wyrównania. Wisła na ten moment wyciągnęła z meczu maksimum. Pierwszy strzał celny i od razu gol. Przed przerwą Portowcy pokazali, że mają mecz pod kontrolą mimo straconej bramki. Doskonale w polu karnym odnalazł się Kamil Drygas. 30-latek pokonał golkipera Wisły uderzeniem głową.

Obraz gry po przerwie nie zmienił się. Ataki Wisły były bardzo  nieśmiałe, a gospodarze w pełni kontrolowali przebieg spotkania. Na nieszczęście Białej Gwiazdy przyjezdni zaliczyli kolejny gol samobójczy. Tym razem niefortunnie interweniował Konrad Gruszkowski. Po tej stracie Jerzy Brzęczek zdecydował się na pierwszą zmianę. Stefana Savicia zastąpił Mateusz Młyński. To nie przyniosło oczekiwanych efektów. W ostatniej minucie wynik spotkania ustalił Michał Kucharczyk.

Portowcy okazali się za silni. Biała Gwiazda nie była w stanie zagrozić szczecinianom. Trener Jerzy Brzęczek będzie musiał solidnie przepracować przerwę reprezentacyjną. Przed Wisłą pozostanie 8 kluczowych meczów, które zdecydują, czy na jesień zobaczymy Białą Gwiazdę w Ekstraklasie, czy też w pierwszej lidze.

Dwa oblicza Radomiaka

Radomiak Radom 1:1 Stal Mielec

W niedzielne południe Ekstraklasa zaprosiła kibiców na mecz do Radomia. Jesienią mielczanie okazali się lepsi od Radomiaka, pokonując ich na własnym stadionie 1:0. Radomianie walczący wciąż o 4. lokatę chcieli zrewanżować się Stali. Szansę debiutu w barwach przyjezdnych dostał Oskar Zawada, który wrócił z rocznego pobytu w Korei Południowej, gdzie reprezentował klub Jeju.

Przebieg pierwszej połowy było dość wyrównany i ciężko było wskazać drużynę, która jako pierwsza obejmie prowadzenie. Mimo że Radomiak sprawiał wrażenie, że ma optyczną przewagę, to mielczanie częściej dochodzili do sytuacji strzeleckich. Doskonale odzwierciedla to statystyka. Przyjezdni oddali 5 celnych strzałów przy zerowym dorobku gospodarzy. Jednak to Radomiak mógł przez chwilę wierzyć, że jako pierwszy obejmie prowadzenie. Arbiter Tomasz Musiał podyktował rzut karny. Ale analiza VAR pokazała, że bramkarz Stali Damian Primel nie faulował Luisa Machado. Dwie minuty później Stal dopięła swego. Pierwszą bramkę po powrocie na ekstraklasowe boiska zdobył Oskar Zawada, który precyzyjnym strzałem po długim słupku pokonał golkipera Radomiaka.

Ta sytuacja podrażniła gospodarzy. Radomiak zdominował Stal w drugiej połowie. Mielczanie nie byli w stanie wyjść z własnego pola karnego. Z każdą minutą gospodarze napierali. Byli zdeterminowani, aby nie tylko doprowadzić do remisu, ale wygrać całe spotkanie. W 76. minucie dopięli swego. Sędzia odgwizdał faul po tym, jak Damian Primel podczas interwencji powalił Karola Angielskiego na murawę.  Po rzucie karnym wyrównanie zapewnił sam poszkodowany, który jest niezawodny w tym elemencie gry. Z 12 zdobytych bramek, 8 zostało strzelonych po wykonaniu „11”. Radomiak nie zwolnił tempa. Jednak nieskuteczność gospodarzy w wykończeniu akcji była bardzo rażąca.

Radomiak zaprezentował dwa oblicze. Jednak doskonała druga połowa nie pozwoliła zapewnić im zwycięstwa. Przyjezdni muszą być zadowoleni z tego punktu, widząc, jak zostali zdominowani w drugiej części gry. Gospodarze zanotowali już 11. remis w sezonie. Mielczanie w tej klasyfikacji plasują się ex aequo na drugim miejscu z innymi czterema klubami z dorobkiem 9 remisów.

Bomba Kądziora

Cracovia 0:1 Piast Gliwice

Mecz drużyn, które w tym sezonie mogą powalczyć o czwarte miejsce, które może dać awans do eliminacji europejskich pucharów. Pasy przystępowały do tego meczu po czterech porażkach z rzędu. Co gorsza Cracovii z ławki nie poprowadził Jacek Zieliński. Powodem była choroba trenera. Zastąpił go asystent – Tomasz Jasik.

Pierwsza połowa nie była zbyt ciekawa. Pewnie żadna z drużyn nie miałaby nawet celnego strzału na bramkę gdyby nie Damian Kądzior. W 44. minucie zawodnicy z Gliwic wzorcowo rozegrali akcję na lewej stronie. Piłka ostatecznie trafiła do Kądziora, który uderzył piekielnie mocno i zdobył swoją czwartą bramkę w obecnych rozgrywkach.

Po przerwie było już trochę ciekawiej. Ofensywę Cracovii rozruszał trochę, wprowadzony w przerwie, Rivaldinho. Jednak Brazylijczyk, gdy już dochodził do sytuacji to najczęściej pudłował. Raz oddał celny strzał, ale obronił go Frantisek Plach. Plach musiał wykazać się czujnością w 60. minucie. Pelle van Amersfoort oddał pozornie niegroźny strzał, jednakże mógł on zaskoczyć bramkarza Piasta. W 64. minucie goście powinni prowadzić 2:0. Arkadiusz Pyrka przejął piłkę w środkowej strefie boiska, a potem wystawił ją Kamilowi Wilczkowi. Snajper mógł mieć swojego trzeciego gola w tym sezonie, ale nie trafił nawet w bramkę. Ta niewykorzystana akcja nie zemściła się na Piaście i trzy punkty pojechały do Gliwic.

Po tym meczu okazało się, że to Piast jest zdecydowanie bliżej walki o puchary niż Cracovia. Dla Pasów to już piąty mecz bez zwycięstwa. Podopieczni Jacka Zielińskiego muszą się wziąć do roboty, bo rywale nie śpią.

Stracona szansa

Górnik Zabrze 1:1 Bruk-Bet Termalica Nieciecza

W trakcie tygodnia Termalica rozegrała zaległe spotkanie z Legią. Przy Łazienkowskiej niecieczanie ulegli 4:1. Beniaminek musi szukać już punktów w każdym meczu, gdyż z drużyn walczących o utrzymanie ma najwięcej punktów do nadrobienia. Spotkanie z Górnikiem na jego terenie nie należy do najłatwiejszych. Zabrzanie wciąż mają realnie szanse w walce o 4. miejsce.

Już na początku spotkania Lukas Podolski oddał mocny strzał zza pola karnego, który Pavel Pavluczenko sparował na poprzeczkę. Chwilę później Podolski mógł ponownie zaskoczyć bramkarza Termaliki, dośrodkowując piłkę, która odbiła się od jednego z obrońców przyjezdnych. Górnik swojej przewagi nie wykorzystał i po kwadransie gry prowadzenie objęła Termalica. Po stałym fragmencie gry w polu karnym dobrze odnalazł się Muris Mesanovic i oddał strzał do pustej bramki. Górnik wciąż był stroną przeważającą, ale niecieczanie chętnie wykorzystywali błędy rywali i próbowali kontratakować. Przyjezdni do przerwy oddali m.in. strzał w poprzeczkę oraz słupek.

Po przerwie obraz gry nie uległ zmianie. Górnik dążył do wyrównania. Jednak nieskuteczność gospodarzy była ich największą bolączką. Przyjezdni również mieli okazję, aby kilka razy zamknąć mecz. Mimo to wciąż utrzymywali gospodarzy przy życiu. W 81. minucie Erik Janza otrzymał drugą żółtą kartkę. Hiszpan musiał opuścić plac gry, a niecieczanie byli o krok od wywalczenia upragnionych trzech punktów. Napór Górników się nie zmniejszył. Wciąż atakowali, aż w końcu dopięli swego. W 88. minucie gola z 16. metra po rykoszecie strzelił zmiennik Lukasa Podolskiego Dani Pacheco. Dla Hiszpana był to debiut na boiskach Ekstraklasy. W doliczonym czasie gry arbiter podyktował rzut karny dla Termaliki, ale po analizie VAR anulował go.

Termalica ma czego żałować. Będąc na prowadzeniu i grając w przewadze jednego zawodnika, nie zdołali dowieźć prowadzenia do końca spotkania. Za dwa miesiące w ostatecznym rozrachunku beniaminkowi może braknąć tych dwóch punktów do utrzymania w Ekstraklasie. Górnik był lepszym zespołem, ale bardzo nieskutecznym.

 

Następna kolejka

GospodarzeGoście
Lech PoznańZagłębie Lubin
Piast GliwiceRadomiak Radom
Legia WarszawaCracovia
Górnik ŁęcznaJagiellonia Białystok
Śląsk WrocławGórnik Zabrze
Wisła PłockStal Mielec
Wisła KrakówWarta Poznań
Pogoń SzczecinBruk-Bet Termalica Nieciecza
Raków CzęstochowaLechia Gdańsk

Mecz kolejki: Warta Poznań – Raków Częstochowa

Dobrze radzącą sobie na wiosnę Wartę sprawdzi wicelider z Częstochowy. Raków po remisie z Legią nie może już sobie pozwolić na wpadki.

 

Autorzy:

Mateusz Bartoszek

Mateusz Adamczyk

Pasjonat polskiego sportu, zwłaszcza piłkarskiej Ekstraklasy.

Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz więcej Minął weekend