Obserwuj nas

Legia Warszawa

“Catenaccio” Fornalika lepsze od “VukoBall” [Komentarz ze stadionu]

W 29. kolejce PKO Ekstraklasy mistrzowie Polski mierzyli się z najbardziej niewygodnym rywalem w ostatnich latach – Piastem Gliwice. Na ostatnie osiem spotkań z gliwiczanami wygrali tylko raz. Także tym razem zwycięsko ponownie wyszedł były selekcjoner reprezentacji Polski – Waldemar Fornalik. Zadecydował jeden błąd w pierwszej części spotkania, który ustawił całe spotkanie. Piast aktualnie goni w tabeli Lechię Gdańsk, do której traci pięć oczek, a Legia? Zespół z Warszawy stara się przetrwać nieudany sezon i wyciągnąć z niego jak najwięcej płynących z gry wniosków.

Włoski styl z Gliwic

Patrząc na pierwsze minuty spotkania i formę gości z ostatnich spotkań, nie sądziłem, że to Legia będzie prowadzić grę praktycznie przez całe 90 minut. Goście nie kwapili się zbytnio do akcji ofensywnych, a najwięcej “wiatru” z przodu robił Damian Kądzior. Waldemar Fornalik, postawił na iście włoskie “cattenaccio” w gliwickim stylu. Zespół ze śląska starał się ustawiać bardzo nisko, a zarazem nie dać się rozciągnąć przez rywala. Ograniczyli się do kontrataków, które wychodziły im całkiem nieźle. Wykorzystali fakt, iż Legia w niezbyt dobry sposób przegrupowywała się po stracie piłki na połowie przeciwnika.

Zawodnicy Piasta potrafili nawet tylko dwójkę stworzyć ogromne zagrożenie pod bramką Strebingera i oddać strzał w kierunku bramki. Na pochwałę zasługuje w szczególności cała linia obronna, która popełniła bardzo mało błędów. Wspaniale można obserwować rozwój Ariela Mosóra u boku Jakuba Czerwińskiego. Były zawodnik Legii Warszawa świetnie radzi sobie w zespole Fornalika, w szczególności w formacji z trójką obrońców. Obrósł w doświadczenie, ale jego największą zaletą jest timming w grze w powietrzu. Ma niesamowity wyskok co sprawia, że jest w stanie powalczyć z dużo większymi od siebie. Jak również robi to przede wszystkim w odpowiednim czasie, więc gdy rywal jest spóźniony to Ariel wie, że w powietrzu piłka jest jego.

***

Najjaśniejszą postacią był zdecydowanie Damian Kądzior, który był najczęściej faulowanym piłkarzem na boisku w niedzielny wieczór. Pomocnik Piasta idealnie wpasował się jako wolny elektron. Gdy Wilczek odwalał czarną robotę i walczył wręcz z Wieteską i Rosem, ten swoim sprytem szukał swojego miejsca. Znalazł tuż przed przerwą, gdzie skorzystał z wielkanocnego prezentu kapitana Mauritiusu i umieścił piłkę w bramce Strebingera. Austriak nie miał szans na obronę. Pomimo wygranej oraz przybliżenia się do czwartego miejsca, sam Waldemar Fornalik na konferencji pomeczowej powiedział, że nie patrzy na tabelę, tylko koncentruje się na każdym kolejnym spotkaniu.

Brak komunikacji, powrót Kapustki oraz testowanie młodych

Legia Warszawa zdominowała przez całe spotkanie rywali, jeśli chodzi o posiadanie piłki. Piast jednak był dużo konkretniejszy. W Legii brakowało zdecydowanego elementu zaskoczenia i przede wszystkim skuteczności. Po dobrym meczu w Poznaniu Lindsay Rose wskoczył o kolejne piętro wyżej w hierarchii kibiców z Warszawy. Jednak znów zdarzył mu się babol, który zadecydował, że ekipa z Gliwic zdecydowanie lepiej będzie wspominać tegoroczne święta. Ciężko powiedzieć, czy to był błąd w komunikacji pomiędzy bramkarzem, a obrońcą, czy jednak samowolka Rose’a. Moim zdaniem największego piwa nawarzył Mateusz Wieteska, który pozwolił piłce wpaść „w kozioł”, a później sam posłał „świecę dymną”. Szkoda, bo tak naprawdę Piast nie zagroził poważnie bramce Austriaka. Trzeba wspomnieć, że jeśli Strebinger wystąpi w meczu w Szczecinie jego kontrakt zostanie automatycznie przedłużony o dwa lata.

***

Chyba jedynym pozytywem tego spotkania był powrót Bartosza Kapustki oraz Yuriego Ribeiro. Szczególnie tego pierwszego, który wrócił po 271 dniach. Tak długa przerwa była spowodowana kontuzją kolana, której doznał w meczu z FK Bodo/Glimt podczas cieszynki po strzelonej bramce. Radości z powrotu obu zawodników nie ukrywał trener Vuković na konferencji pomeczowej:

-Patrzymy już tylko przed siebie. Zostało nam pięć spotkań. Musimy wrócić do naszej serii. Dużym pozytywem był powrót Bartka Kapustki. Ten piłkarz pokazał się dziś z dobrej strony. Cieszy również powrót Yuriego Ribeiro. Tych pozytywów będę się trzymał. – wspomniał serbski szkoleniowiec po meczu.

Po pomocniku Legii Warszawa było widać jeszcze ruchy, które można określić “bezpiecznymi”. Nie chciał wchodzić ostro w rywali, ani wdawać się w fizyczne pojedynki. Każdy ma nadzieję, że w nowym sezonie były zawodnik Leicester wróci do swojej optymalnej formy sprzed kontuzji. Jeśli chodzi o Portugalczyka – to bardzo ważny powrót w kontekście budowania drużyny na przyszły sezon. Zwłaszcza, że w następnym sezonie prawdopodobnie nie zobaczymy Filipa Mladenovicia, który nawet nie znalazł w kadrze meczowej na to spotkanie.

***

Ciekawą sprawą pozostaje kwestia gry młodych zawodników. Po wcześniejszych wypowiedziach Aleksandara Vukovicia śmiało można stwierdzić, że pewniakiem do gry nadal pozostaje Cezary Miszta, gdy tylko wyleczy kontuzję. Jednak Serb odniósł się do tego na konferencji pomeczowej, że nie zamierza młodym dawać taryfy ulgowej:

– Dopiero pod koniec sezonu będziemy mieli do dyspozycji najmocniejszą kadrę. Wrócą wówczas zawodnicy, o których wspominałem już wcześniej. W każdym meczu będziemy chcieli grać najmocniejszym składem, niezależnie od tego, co mamy szansę ugrać. Może się jednak okazać, że swoje okazje dostaną młodsi zawodnicy, ale nic na siłę. Na tę chwilę wyobrażam sobie tylko takie podejście, w którym na boisko wybiegają tylko Ci, którzy mogą zwiększać nasze szanse na wygraną. – powiedział szkoleniowiec mistrzów Polski.

Uważam, że już w meczu z Pogonią Szczecin swoją szansę powinien otrzymać chociażby Szymon Włodarczyk. Pekhart od dłuższego czasu nie wykazuje formy zwyżkowej co udowodnił marnując kolejną doskonałą okazję w polu karnym Placha. Napastnik Legii nożycami umieścił piłkę na poprzeczce gości. Legia ma już zapewnione utrzymanie, więc nie widzę argumentów przeciw, aby nie ogrywać młodego “Włodara”. Zwłaszcza, że sam Czech w wywiadzie dla rodzinnej prasy udzielił wypowiedzi, że nie zostanie na kolejny sezon w stolicy. Do drzwi mocno puka też Igor Strzałek, którego notowania u Vukovicia rosną. Ostatnio w meczu trzecioligowych rezerw ustrzelił klasycznego hattricka. Również zapisał się do protokołu meczowego z bramką w meczu o pokój z Dynamo Kijów. Znalazł się on co prawda na ławce rezerwowych w meczu z Piastem, ale nie zobaczyliśmy go na boisku.

Słaby Josue = słaba Legia

Nie ma co ukrywać, że w tym sezonie w Legii bardzo dużo zależy od formy Josue. Jeśli Portugalczyk gra dobrze, drużyna zdobywa punkty, jeśli miewa gorszy dzień – punktów brak. Efekt mogliśmy ujrzeć w niedzielę, kiedy pomocnik nie był sobą. Być może jest już przemęczony sezonem, a być może to zwykły wypadek przy pracy. Można było dostrzec zupełny brak kreacji w akcjach ofensywnych, co prawda Josue starał się grać na ścianę z zawodnikami odwróconymi tyłem do bramki. Jednak brakowało zdecydowanego odskoku po odegraniu. Gdy wcześniej wspomniany piłkarz schodził w boczne sektory zabierając ze sobą Huka, nie miał kto wejść na jego miejsce. Robiła się ogromna przestrzeń, która Legia nie potrafiła wykorzystać.

Nieco więcej spodziewałem się po Benjaminie Verbiciu, który mocno rozczarował. Było widać, że facet jest naładowany pozytywną energią i że “mu się chce”. Jednak podejmował fatalne decyzje, jeśli chodzi o zagrania czy dryblingi. Cała Legia grała dobrze, aż nie zbliżyła się do okolic pola karnego Piasta. Tam natrafiali na dobrze zorganizowaną obronę dowodzoną przez Jakuba Czerwińskiego. Niestety, ale atakując na stojąco, meczu z takim zespołem nie da się wygrać.

 

Oceny w skali 1-10 (wyjściowa 5)
Strebinger – 6
Jędrzejczyk – 5
Wieteska – 3
Rose – 2
Abu Hanna – 3
Rosołek – 4
Slisz – 4
Sokołowski – 5
Verbić – 3
Josue – 4
Pekhart – 2
Ribeiro – 5
Muci – 4
Kapustka – 5
Włodarczyk – zbyt krótko
fot. Mateusz Kostrzewa / Legia.com

Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

Zobacz więcej Legia Warszawa