Obserwuj nas

Minął weekend

Wiemy już praktycznie wszystko #MinąłWeekend – 33. kolejka

Lech został Mistrzem Polski, Wisła Kraków, Bruk-Bet Termalica Nieciecza i Górnik Łęczna spadły z Ekstraklasy, a Lechia zagra w eliminacjach europejskich pucharów – to wszystko wydarzyło się w 33. kolejce Ekstraklasy.

Mecz kolejki

Biała Gwiazda ląduje w 1. lidze

Radomiak Radom 4:2 Wisła Kraków

Wisła walczyła o życie. Przed rozpoczęciem spotkania w Radomiu, aby myśleć o pozostaniu w Ekstraklasie, istotne było zdobycie kompletu punktów. Strata jakiegokolwiek oczka oznaczałaby spadek do 1. ligi. Natomiast Radomiak chciał, jak najszybciej zmazać plamę po wysokiej porażce sprzed tygodnia, gdzie na własnym stadionie ulegli Zagłębiu aż 1:6. Zapowiadało się na ciekawe starcie.

Biała Gwiazda już od początku meczu chciała przejąć inicjatywę, ale nie przekładało się to na sytuację. Jednak w 8. minucie dzięki sprytowi Giorgiego Citaiszwiliego goście wyszli na prowadzenie. Gruzin wykazał się dobrym opanowaniem piłki, gubiąc przy tym dwójkę zawodników gospodarzy, a następnie oddał strzał po długim słupku. Od tego momentu krakowianie mieli to, po co przyjechali do Radomia. Przyjezdni nie poszli za ciosem. Po chwili Maurides trafił do siatki Wisły, ale Brazylijczyk znajdował się na pozycji spalonej. Gra się wyrównała. Żadna z ekip nie potrafiła zdominować rywala. Tylko pojedyncze akcje kończyły się niewielkim zagrożeniem.

W trakcie przerwy Mariusz Lewandowski wprowadził trzy zmiany w składzie. Jednym z zawodników, który pojawił się na boisku, był Karol Angielski w miejsce Mauridesa. Jednak tuż po przerwie to Wisła podwyższyła prowadzenie po golu Stefana Savicia. Filip Majchrowicz miał problem z obroną strzału Austriaka sprzed pola karnego, gdyż tor lotu piłki zasłonili mu zawodnicy Radomiaka. Tak jak w pierwszej połowie, radomianie szybko odpowiedzieli na stratę gola. Tym razem bramka została uznana. Na listę strzelców wpisał się najskuteczniejszy zawodnik Radomiaka Karol Angielski przy świetnej asyście Dawida Abramowicza.

Angielski katem Wisły

Gospodarze poczuli, że mogą zagrozić Wiśle. Przyjezdni przez moment skupili się na pilnowaniu linii defensywnej, ale wraz z kolejnymi minutami starali się przenieść ciężar gry na stronę radomian. Mimo to Radomiak zaskoczył Wisłę po stałym fragmencie gry. Ponownie do bramki trafił Karol Angielski po strzale głową. Po dwóch minutach 26-latek powtórzył wyczyn, ale po rzucie z autu. W ciągu 18 minut Angielski skompletował hat-tricka. Wisła momentalnie została sprowadzona na deski.

https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/1525885773127503879?s=20&t=SI_7YxOn8lfqouZ2X7yrkA

Od tej chwili przyjezdni mieli 20 minut, aby powalczyć o pozostanie w Ekstraklasie. Jednak to radomianie utrzymywali się częściej przy piłce. W 86. minucie już wszystko stało się jasne. Kontrę gospodarzy sfinalizował Dawid Abramowicz, tym samym przypieczętowując spadek Białej Gwiazdy do 1. ligi. Trzeba przyznać, że Mariusz Lewandowski trafił idealnie z prowadzeniem Karola Angielskiego na boisko. Natomiast Wisła była bezradna. Nie było żadnego pomysłu na wypracowanie sytuacji bramkowych poza indywidualnym popisem Gruzina. To, co jeszcze na początku drugiej połowy przy prowadzeniu Wisły 2:0 wydawało się nierealne, stało się faktem. Wisła Kraków w sezonie 2022/2023 zagra w 1. lidze.

Za ładną grę punktów nie przyznają

Bruk-Bet Termalica Nieciecza 0:1 Piast Gliwice

Termalica jeżeli marzyła jeszcze o utrzymaniu to musiała wygrać to spotkanie. Piast również chciał wygrać, bo nadal miał minimalne szanse na zajęcie czwartego miejsca.

W pierwszej połowie przeważali gospodarze. W 9. minucie bardzo dobrą okazję miał Mateusz Grzybek, lecz uderzył tuż obok słupka. Dwanaście minut później niebezpiecznie uderzał Nemanja Tekijaski, ale on również nie trafił w bramkę. Jedyną groźną sytuację przed przerwą, Piast wypracował sobie w 41. minucie. Kristopher Vida chciał przelobować Tomasza Loskę. Bramkarz nie dość, że nie dał się przelobować, to jeszcze w ostatniej chwili “zdjął” futbolówkę z głowy Alberto Torila, który już szykował się do wbicia jej do pustej bramki.

W 44. minucie najlepszą okazję na gola miał Bruk-Bet. Frantisek Plach bardzo źle przyjął sobie piłkę, chciał wykorzystać to Tomas Poznar, ale został przez bramkarza gości sfaulowany. Sędzia Krzysztof Jakubik bez wahania wskazał na “wapno”. Do piłki ustawionej na jedenastym metrze podszedł Piotr Wlazło. Kapitan Termalici bardzo rzadko myli się podczas wykonywania rzutów karnych. Jednak tym razem się pomylił i uderzył obok bramki.

Karny wystarczył

Początek drugiej połowy należał do drużyny z Gliwic. W 55. minucie Piast przeprowadził szybką kontrę. Damian Kądzior wystawił piłkę Vidzie, ale napastnik uderzył tylko w słupek. Po chwili gliwiczanie mieli rzut rożny. Po tym stałym fragmencie ręką we własnym polu karnym zagrał Wiktor Biedrzycki. Sędzia podyktował w tej sytuacji drugiego karnego w tym spotkaniu. Tym razem dla gości. Gliwiczanie nie wzięli przykładu ze “Słoników” i rzut karny wykorzystali. Dokładnie zrobił to Tomas Huk. Był to gol na wagę trzech punktów, bo w dalszej części meczu nie dość, że nie padł żaden gol, to próżno było szukać ciekawych okazji z obu stron.

Niedzielny remis Stali Mielec ze Śląskiem Wrocław sprawił, że klub z Niecieczy spadł z Ekstraklasy. Po raz kolejny zawodnicy Bruk-Betu przekonali się, że za ładną grę punktów nie przyznają. Piast czwartego miejsca w tym sezonie już nie zajmie, ponieważ Lechia zremisowała z Pogonią i to klub z Gdańska zagra w eliminacjach Ligi Konferencji Europy.

Derby i Mistrzostwo dla Lecha

Warta Poznań 1:2 Lech Poznań

Przed meczem nastąpiło pożegnanie Łukasza Trałki, który ostatnie dziesięć lat spędził właśnie w Lechu i Warcie. Wszystko wskazuje na to, że Trałki w przyszłym sezonie Ekstraklasy nie zobaczymy. Lech w przypadku zwycięstwa byłby już bardzo blisko mistrzostwa, Warta chciała mu w tym przeszkodzić, z naciskiem na chciała.

O dziwo, pierwszą bramkę w tym meczu zdobyli “Zieloni”. W 8. minucie Mickey van der Hart, choć widział, że przegra pojedynek o piłkę z Milanem Corrynem, postanowił spróbować ją jeszcze złapać. W efekcie sfaulował napastnika Warty i sędzia Tomasz Kwiatkowski podyktował, jak najbardziej słusznie, rzut karny. “Jedenastkę” pewnie wykorzystał Michał Kopczyński.

Po stracie gola Lech zamknął gospodarzy na ich połowie i kwestią czasu wydawała się bramka dla Kolejorza. Po niecelnych uderzeniach Jakuba Kamińskiego i Mikaela Ishaka, celny strzał oddał Joao Amaral. I to jaki. Portugalczyk wykorzystał błąd Kopczyńskiego i przymierzył idealnie w “okienko”. Było 1:1. Potem mecz trochę się uspokoił. Spokojnie było do ostatniej akcji pierwszej połowy. Wtedy to, Pedro Rebocho mocno wgrał piłkę w pole karne. Być może Portugalczyk chciał uderzać na bramkę, lecz piłka trafiła idealnie pod nogi Ishaka, który skierował ją do siatki.

Po przerwie działo się bardzo mało. W sumie warto odnotować po jednej niezłej akcji z obu stron. Frank Castaneda w 73. minucie uderzył z dystansu, ale jego strzał był za słaby aby zaskoczyć van der Harta. Lech dobrą akcję przeprowadził w 81. minucie. Ishak uderzał z ostrego konta, ale piłka po jego strzale przetoczyła się tuż przy słupku.

To zwycięstwo i porażka Rakowa oznacza, że “Kolejorz” został mistrzem Polski. Trzeba przyznać, że zasłużenie. Lech przez cały sezon grał najbardziej równo ze wszystkich zespołów w stawce. Zdarzały mu się potknięcia, ale ostatecznie poznanianie potrafili się podnieść i w najważniejszych momentach nie zawiedli.

https://twitter.com/LechPoznan/status/1525529090144407553?s=20&t=ICn67fdUgK1SgFyGZ-7d_A

Szansa na mistrza stracona w końcówce

Zagłębie Lubin 1:0 Raków Częstochowa

Raków musiał wygrać. Musiał jeśli chciał jeszcze mieć szanse na mistrzostwo. Dla Miedziowych zwycięstwo oznaczałoby utrzymanie w Ekstraklasie.

Przez pierwsze pół godziny gry na boisku nie działo się zbyt wiele. W 32. minucie dośrodkowanie Iviego Lopeza zamykał Oskar Krzyżak. Lecz młodzieżowiec uderzył nad bramką. Trzy minuty później w bardzo dobrej sytuacji znalazł się Mateusz Wdowiak. Były zawodnik Cracovii uderzył głową, ale jego strzał został zablokowany. Na odpowiedź Zagłębia trzeba było czekać do 38. minuty. Z dystansu uderzył Kacper Chodyna. Vladan Kovacević odbił piłkę do boku. Do futbolówki dopadł Erik Daniel, ale uderzył wysoko nad bramką. Po chwili Daniel groźnie uderzył zza pola karnego. Lecz czujny w bramce był golkiper Rakowa.

Po przerwie nadal obie drużyny stwarzały sobie niezłe sytuacje. W 53. minucie strzał z dystansu Łukasza Łakomego pewnie wyłapał Kovacević. Trzy minuty później bardzo groźnie było pod bramką gospodarzy. Ivi Lopez świetnie zagrał do Tomasa Petraska, jednak kapitan Rakowa uderzył nad bramką. W 64. minucie ponownie uderzał Petrasek i ponownie piłka po jego strzale przeleciała nad bramką. Zagłębie kolejną groźną akcję przeprowadziło dopiero w 78. minucie. Łukasz Poręba chciał dośrodkować, ale wyszedł mu z tego strzał. Bramkarz gości był trochę zaskoczony, ale zdołał obronić ten strzał. Akcje były, ale brakowało bramek. Aż nadszedł doliczony czas gry. Cheikhou Dieng uderzył piekielnie mocno na bramkę, lecz jego strzał zablokował Zoran Arsenić. Po analizie VAR okazało się, że obrońca zablokował ten strzał ręką. Sędzia Paweł Raczkowski wyrzucił więc Arsenicia z boiska i podyktował rzut karny dla Miedziowych. Jedenastkę na gola zamienił Kacper Chodyna. Była to jedyna bramka jaka padła w tym spotkaniu.

Cieszyli się w Lubinie i Poznaniu

Zagłębiu utrzymało się w Ekstraklasie. Raków stracił szansę na mistrzostwo. Częstochowianie zagrali najgorszy mecz w tym roku i zasłużenie przegrali. Zawodnicy “Kolejorza” oglądali końcówkę tego meczu gdy wrócili z Grodziska Wielkopolskiego. Po golu Chodyny wszyscy już wiedzieli, że to Lech będzie mistrzem i nie kryli radości z tego faktu.

https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/1525929230273589250?s=20&t=iu6KOLCGwmr2iHZzenToCg

Lechia w pucharach

Lechia Gdańsk 0:0 Pogoń Szczecin

Mecz rozgrywany w cieniu tego co wydarzyło się w meczach poprzednich. Każdy żył tym, że Lech zdobył mistrzostwo. Na drugi plan zszedł mecz w którym przecież Lechia walczyła o puchary, a Pogoń o wicemistrzostwo.

Pierwsi w tym meczu zaatakowali gospodarze. W 6. minucie Maciej Gajos świetnie podał do Łukasza Zwolińskiego. Napastnik ładnie przyjął, niebrzydko uderzył, ale fantastyczną interwencję zaliczył Dante Stipica, który rozgrywał swój setny mecz w Ekstraklasie. Piłkarze Pogoni przez pierwszy kwadrans wyglądali tak jakby jeszcze nie wyszli z szatni. Gospodarzy mogli to wykorzystać, ale nie wykorzystali. Po co to komu? Portowcy z biegiem czasu zaczęli się rozkręcać (głównie dlatego, że Lechia zaczęła grać słabiej). W 21. minucie Kamil Grosicki uderzył obok bramki, a cztery minuty później strzał Mariusza Malca rewelacyjnie obronił Dusan Kuciak. Bramkarz Lechii dobrą interwencję zaliczył także w 42. minucie, kiedy po uderzeniu Macieja Żurawskiego, odbił piłkę udem.

Po przerwie działo się niewiele, naprawdę niewiele. Dwa razy bramkarza Pogoni zaskoczyć próbował Ilkay Durmus, lecz za pierwszym razem uderzył obok bramki, a za drugim wprost w Stipice. Jeżeli chodzi o Portowców, to mieli dwie dobre okazje w doliczonym czasie gry. Najpierw Piotr Parzyszek źle trafił w piłkę, choć okazję miał naprawdę niezłą. Kilka minut później ładny strzał oddał Kamil Drygas, ale nie był on nawet celny.

Nie był to mecz wybitny. Wszyscy, którzy woleli cieszyć się w tym czasie z mistrzostwa Lecha, na pewno nie żałowali. Gdyby ten mecz się nie odbył to nikt by tego nie zauważył. Jedyna ważna rzecz jaką warto po tym meczu odnotować to to, że Lechia już oficjalnie wystąpi w eliminacjach Ligi Konferencji Europy.

Górnicze derby obfitujące w emocje

Górnik Zabrze 4:2 Górnik Łęczna

Po remisie Stali Mielec ze Śląskiem Wrocław Górnicy z Łęcznej byli już pewni spadku z Ekstraklasy. Mimo tego łęcznianie chcieli z honorem pożegnać się z najwyższą klasą rozgrywkową w Polsce. Mecz w Zabrzu był sentymentalnym powrotem dla trenera klubu z Lubelszczyzny. Przed przyjściem do Górnika Łęczna, Prasoł był asystentem Jana Urbana w Górniku Zabrze. Jednak na boisku nie miało być sentymentów. “Zielono-Czarni” przystępowali do tego meczu wyraźnie osłabieni. Za kartki pauzowali Janusz Gol i Damian Gąska, a kontuzje wykluczyły Bartosza Śpiączkę i Daniela Dziwniela.

Dobrze rozpoczęli

Zielono-Czarni rozpoczęli mecz od wysokiego pressingu. Poskutkowało to szybko zdobytą bramką.  W 5. minucie fatalny błąd Alasany Manneha wykorzystał Przemysław Banaszak. Napastnik Górnika Łęczna wpadł w pole karne i mocnym uderzeniem otworzył wynik spotkania. Goście po strzeleniu gola nie cofnęli się, tylko szukali drugiej bramki. Początek meczu był ciekawy, bo gospodarze również potrafili groźnie zaatakować.

W 13. minucie Robert Dadok podał po ziemi do Krzysztofa Kubicy. Młodzieżowiec zagrał do Piotra Krawczyka, który uderzył głową, ale jego strzał fantastycznie wybronił Maciej Gostomski. Kolejną groźną okazję zabrzanie mieli w 18. minucie. Dobrą okazję miał Bartosz Nowak, jednak jego strzał został zablokowany. Gospodarze byli coraz bliżej wyrównania. Górnik Zabrze zepchnął przyjezdnych do obrony. Zawodnicy z Łęcznej czekali na kontry. Zielono-Czarni mądrze się bronili i na niewiele pozwalali zabrzanom. Do końca pierwszej połowy gra była dość “rwana” i żadna z drużyn nie stworzyła sobie stuprocentowej okazji.

Trener “Dumy Lubelszczyzny” był zadowolony z postawy swoich zawodników i w przerwie nie dokonał żadnych zmian. W innym nastroju był trener gospodarzy. Jan Urban w przerwie dokonał aż trzech zmian. Na boisko weszli Dani Pacheco, Higinio Marin i Jean Mvondo. Zabrzanie od początku drugiej połowy rzucili się do ataku. Gospodarze bardzo blisko wyrównania byli w 51. minucie, ale znakomita interwencję, po strzale Pacheco zaliczył Gostomski.

Niewykorzystana akcja gospodarzy zemściła się już dwie minuty później. Jason Lokilo bardzo ładnie podał po ziemi do Banaszaka. Snajper ekipy z Łęcznej wpadł w pole karne i zdobył swoją drugą bramkę w tym spotkaniu. Górnik Zabrze chciał zaskoczyć gości poprzez atak pozycyjny, jednak Zielono-Czarni najczęściej przewidywali zamiary gospodarzy i przerywali ich akcje przed polem karnym.

Szalona końcówka

W 66. minucie zabrzanie w końcu zdołali złamać obronę gości. Niezrozumienie Leandro i Bartosza Rymaniaka wykorzystał Robert Dadok i w Zabrzu było już tylko 1:2. Potem mecz trochę się uspokoił, a gra przeniosła się do środka pola. W 80. minucie dobrą okazję miał Lokilo, lecz źle przyjął piłkę. Kongijczyk zdołał jeszcze wycofać do Jasona de Amo, ale Hiszpan uderzył wysoko nad bramką. Zawodnicy z Łęcznej w końcówce opadli trochę z sił.

W 86. minucie po nieporozumieniu Szymona Drewniaka i Macieja Gostomskiego zabrzanie mieli rzut rożny. Pacheco dośrodkował idealnie pod nogi Lukasa Podolskiego, a zupełnie niepilnowany były reprezentant Niemiec zdobył swoją dziewiątą bramkę w tym sezonie.  W 89. minucie gospodarze mieli ponownie rzut rożny. Tym razem po dośrodkowaniu Pacheco gola głową strzelił Krzysztof Kubica. Wydawało się, że mecz zakończy się zwycięstwem 3:2 górnika Zabrze. Jednak w ostatniej akcji meczu wynik spotkania na 4:2 ustalił Higinio Marin.

“Zielono-Czarni” do 80. minuty grali naprawdę przyzwoicie. Lecz w końcówce łęcznianom zabrakło sił i nie potrafili nawet dowieźć remisu. Górnik Łęczna mógł się podobać w ofensywie. Zwłaszcza Przemysław Banaszak zagrał bardzo dobry mecz. Jednak obrona Górnika w końcówce zagrała fatalnie i trzy punkty zostały w Zabrzu. Podopieczni Marcina Prasoła po tej porażce nadal zajmują ostatnie miejsce w tabeli z dorobkiem 28 punktów. Przed Dumą Lubelszczyzny jeszcze jeden mecz. W sobotę podejmą u siebie Jagiellonię Białystok.

Pestka show

Cracovia 3:0 Wisła Płock

Faworytem tego spotkania była Cracovia, która od czterech meczów jest niepokonana. Natomiast Nafciarze zaliczają serię dwóch porażek z rzędu. Na pewno krakowian podbudował wyjazdowy remis z Rakowem, utrudniający przeciwnikom walkę o tytuł mistrza Polski. Wygrana nad Wisłą pozwoliłby im na prześcignięcie płocczan w ligowej tabeli.

Trzeba przyznać, że mecz przebiegał pod dyktando Cracovii. Już w 8. minucie Kamil Pestka strzelił gola. Obrona Wisły nie przecięła podania Otara Kakabadze, które przeszło  przez wzdłuż pola karnego przez sam środek. Żaden z obrońców nic z tym nie zrobił, a Pestka dopadł do piłki i wpakował ją do siatki. Pasy nie zwalniały tempa. Po pół godziny gry prowadzili już 2:0. Ponownie po bramce Kamila Pestki. Tym razem po uderzeniu z narożnika pola karnego. Nafciarze tego dnia nie ustrzegli się prostych błędów, co gospodarze potrafili szybko przekuwać na bramki. Przyjezdni nie byli w stanie przeciwstawić się świetnie dysponowanej Cracovii. Płocczanie do przerwy nie oddali ani jednego celnego strzału.

Po zmianie stron obraz gry nie zmienił się. Przewaga Pasów wzrastała z każdą minutą. Doskonale potwierdza to statystyka sytuacji bramkowych. Cracovia miała takich 18 a Wisła tylko 1 (wciąż bez strzału celnego). W 69. minucie wynik meczu ustalił gol Mathiasa Rasmussena z 18. metra. Strzał został oddany tuż przy słupku, a Damian Węglarz nie miał szans na obronę. Dla 26-latka był to drugi mecz w sezonie na poziomie ekstraklasy. I to po raz drugi musiał trzykrotnie wyciągać piłkę z siatki. Nafciarze w tym meczu byli tylko statystami, a Pasy grały swój piękny koncert.

Cracovia awansuje na 7. lokatę i w ostatniej kolejce będzie miała możliwość walki o 6. pozycję. Podopieczni Pavola Stano po serii udanych spotkań natrafili na kryzys. Na ich szczęście wypracowana pozycja w tabeli pozwala im na spokojne dokończenie sezonu.

“Duma Podlasia” zostaje w ekstraklasie

Jagiellonia Białystok 2:2 Legia Warszawa.

Przed spotkaniem z Legią Duma Podlasia wciąż nie była pewna utrzymania. Zdobycie choćby punktu niemalże zamknęłoby dyskusję nt. czy Jagiellonia może spaść z ekstraklasy. Legia od kilku spotkań jest już pewna gry w kolejnym sezonie w najwyższej klasie rozgrywkowej. Obecnie każdy mecz dla warszawian to możliwość poprawy ich nastrojów, które po słabym sezonie nie są najlepsze.

Już w pierwszej części gry Piotr Nowak musiał dokonać dwóch zmian kolejno w 7. i 32. minucie. Z powodu urazu boisko opuścił Marc Gual i Diego Carioca. Po kwadransie gry jako pierwsza celny strzał oddała Jagiellonia. Jednak najlepszą okazję miał Paweł Wszołek, który wyszedł na pozycję sam na sam ze Zlatanem Alomeroviciem. Do przerwy zgromadzeni kibice nie zobaczyli goli. Żaden z zespołów nie wypracował sobie zdecydowanej  przewagi, a gra z obu stron była dość wyrównana.

Mocne uderzenie

Białostoczanie chcieli zmienić obraz gry. Po przerwie rozpoczęli od mocnego uderzenia. Najpierw skutecznie interweniował Cezary Miszta. Następnie po rzucie rożnym do bramki Legi trafił Israel Puerto, któremu futbolówka po zgraniu Michała Pazdana wpadła idealnie na stopę. Jagiellonia poczuła, że może zdominować gości. Jednak zwiększenie siły rażenia w linii ofensywnej nie wpływało na zdobycz bramkową. Za to w 70. minucie Tomas Pekhart został pozostawiony bez obrony. Czech po szczęśliwym, bo nieczystym uderzeniu mógł cieszyć się z gola. Kilka minut później Josue faulował Jesusa Imaza w polu karnym. Sam poszkodowany zamienił „11” na bramkę i Jagiellonia po raz drugi w tym spotkaniu wyszła na prowadzenie. Gospodarze liczyli, że dowiozą ten rezultat do końca meczu. Nie udało im się to. Na pięć minut przed końcem podstawowego czasu gry do własnej bramki trafił Michał Pazdan, który niefortunnie interweniował, aby powstrzymać warszawian przed strzeleniem gola. Po tej sytuacji wynik już się nie zmienił.

https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/1525214406325551107?s=20&t=SI_7YxOn8lfqouZ2X7yrkA

Jagiellonia straciła wielką szansę na zdobycz kompletu punktów. Ponownie negatywny udział zaliczył Michał Pazdan, który na przestrzeni trzech meczów trafił drugiego gola samobójczego. Jednak ten błąd nie będzie miał przykrych konsekwencji dla białostoczan. Korzystne wyniki w innych spotkaniach zapewniły Dumie Podlasia utrzymanie. Legia w ostatniej serii gier będzie bronić 10. pozycji.

Szczęśliwy remis

Stal Mielec 1:1 Śląsk Wrocław

Stawka tego meczu dla Stali i Śląska była ogromna. Zwycięstwo którejś z drużyn zapewniłoby jej utrzymanie. Sytuacja w ligowej tabeli przed meczem wskazywała na to, że zespół, który przegra wciąż będzie drżał o utrzymanie, a jego losy rozstrzygną się w przyszłą sobotę. Jednak ratunkiem dla przegranego tego spotkania mogła okazać się strata punktów Wisły Kraków, która zapewniłaby pozostanie w ekstraklasie obu ekipom.

Od początku było ciekawie. Już w 2. minucie zawodnik Stali Maciej Domański uderzył w poprzeczkę. Intensywność spotkania była na zadawalającym poziomie. Zwycięsko z tego starcia wszyli wrocławianie. W 16. minucie Robert Pich wykorzystał podanie Dennisa Jastrzembskiego wzdłuż pola karnego i pewne trafił do bramki Stali. Przyjezdni po objęciu prowadzanie starali się pilnować wyniku i czekać na błędy rywali. Posiadanie piłki przez mielczan nie przekładało się na konkretne sytuacje bramkowe.

Po przerwie Stal nie mając nic do stracenia, przycisnęła rywala jeszcze bardziej. Wrocławianie liczyli na to, że jakoś się wybronią. I mogli to zrobić. Wypracowali sobie kilka dogodnych kontrataków, ale nie przekładało się to na bezpośrednie zagrożenie bramce przeciwnika. Gospodarze nie poddawali się w swoich próbach. Nagroda przyszła w 5. minucie doliczonego czasu gry. Maciej Domański dośrodkował piłkę na głowę Mateusz Matrasa po rzucie wolnym. Ten strzelił bramkę, tym samym zapewniając utrzymanie Stali. Chwilę wcześniej boisko opuścił zawodnik Śląska – Victor Garcia po ukaraniu drugą żółtą kartką.

https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/1525822619592818689?s=20&t=SI_7YxOn8lfqouZ2X7yrkA

Ostatecznie to Stal uratowała się przed spadkiem, a Śląsk musiał czekać. Na szczęście wrocławian tylko 5 godzin, gdyż po porażce Białej Gwiazdy także Śląsk mógł cieszyć się z utrzymania i pozostania w ekstraklasie na kolejny rok.

Następna kolejka

GospodarzeGoście
Lech PoznańZagłębie Lubin
Piast GliwiceRadomiak Radom
Legia WarszawaCracovia
Górnik ŁęcznaJagiellonia Białystok
Śląsk WrocławGórnik Zabrze
Wisła PłockStal Mielec
Wisła KrakówWarta Poznań
Pogoń SzczecinBruk-Bet Termalica Nieciecza
Raków CzęstochowaLechia Gdańsk

Mecz kolejki: Pogoń Szczecin – Bruk-Bet Termalica Nieciecza

Pogoń ma jeszcze szansę na wicemistrzostwo. Bruk-Bet będzie chciał godnie pożegnać się z Ekstraklasą.

Autorzy:

Mateusz Bartoszek

Mateusz Adamczyk

Pasjonat polskiego sportu, zwłaszcza piłkarskiej Ekstraklasy.

Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

Zobacz więcej Minął weekend