
Hokejowy wynik we Wrocławiu, protest na Łazienkowskiej oraz nieudane pożegnania Wisły Kraków i Górnika Łęczna – to wszystko wydarzyło się w ostatniej, 34. kolejce Ekstraklasy.
Mecz kolejki
Prowadzenia nie utrzymali i w rezultacie przegrali
Śląsk Wrocław 3:4 Górnik Zabrze
Może i mecz o nic, ale nie do końca. Śląsk chciał wygrać po raz pierwszy w tym roku na własnym boisku i trochę zmazać plamę po fatalnym sezonie. W Zabrzu wszyscy żyli tym, że Lukas Podolski przedłużył swój kontrakt z Górnikiem. Mało tego, „Poldi” wybrał się na wyjazd do Wrocławia pociągiem razem z kibicami.
Kibice Śląska w swoich przyśpiewkach nie kryli niezadowolenia z tego, co ich zespół osiągnął w tym sezonie. W 13. minucie wrocławscy fani mogli być jeszcze bardziej niezadowoleni. Wtedy to, gola strzelili goście z Zabrza. Bartosz Nowak dośrodkował piłkę z rzutu wolnego, a niepilnowany Rafał Janicki otworzył wynik spotkania. Gospodarze na to trafienie odpowiedzieli w 25. minucie. Dokładnie zrobił to Patryk Janasik, który uderzył lewą nogą i trafił w samo okienko.
Dużo goli tuż przed przerwą
Na kolejne bramki trzeba było czekać do końcówki pierwszej części gry. W ostatnich pięciu minutach padły aż trzy gole. Jednak zacznijmy od początku. W 41. minucie Wojciech Golla zacentrował w „szesnastkę” gości, a bramkę głową zdobył Petr Schwarz. Górnik postanowił nie być dłużny i w 43. minucie po uderzeniu Alasany Manneha był już remis. Kibice Śląska nie przestali jeszcze ganić swoich ulubieńców, a już mogli ich ponownie chwalić. W ostatniej akcji pierwszej połowy swojego debiutanckiego gola we wrocławskich barwach strzelił Dennis Jastrzembski.
Po przerwie też było ciekawie. W 52. minucie blisko gola był Schwarz, ale piłka po jego strzale z woleja, minimalnie minęła słupek. Po chwili świetną okazję miał Fabian Piasecki. Lecz napastnik klubu z Wrocławia trafił tylko w słupek. Śląsk grał ładnie w piłkę. Jednak nie można tego powiedzieć o bramkarzu gospodarzy. Matus Putnocky mocno przyczynił się do tego, że Górnik zdobył trzecią i czwartą bramkę. W 62. minucie, po niegroźnym strzale Nowaka, Putnocky „wypluł” piłkę przed siebie. Do futbolówki dopadł Higinio Marin i we Wrocławiu ponownie był remis. W 71. minucie było już 4:3 dla zabrzan. Higinio Marin zdecydował się na strzał z dystansu. Bramkarz gospodarzy miał piłkę na rękawicach, ale zamiast wybić, to wbił ją do własnej bramki. Potem podopieczni Piotra Tworka próbowali jeszcze wyrównać, ale ta sztuka im się nie udała i trzy punkty pojechały do Zabrza.
Podobno władze Śląska chcą zwolnić trenera Tworka. W mojej opinii jest to bardzo dobry ruch. Wrocławianie pod jego wodzą grali toporny futbol i tylko dzięki słabej postawie Wisły Kraków utrzymali się w lidze. Wśród potencjalnych kandydatów na nowego trenera klubu z Wrocławia, wymienia się Marcina Brosza i Ivana Djurdjevicia, który trenuje obecnie Chrobrego Głogów, ale ma odejść po barażach.
Pusto wszędzie, głucho wszędzie…
Legia Warszawa 3:0 Cracovia
Spotkanie wzbudzało emocje nie tyle z powodu samego meczu, a tego co miało wydarzyć się na trybunach. Kibice Legii zapowiedzieli, że w 10. minucie spotkania opuszczą stadion na siedemnaście minut (symbol 17 porażek) w ramach protestu wobec postawy drużyny w minionym już sezonie.
Legioniści mogli znakomicie rozpocząć spotkanie. W 3. minucie groźnie z dystansu uderzył Bartosz Slisz, ale Lukas Hrosso zdołał wybić piłkę na rzut rożny. Kibice Legii nie blefowali i naprawdę wyszli w 10. minucie ze stadionu. Na „Żylecie” został tylko transparent „Pusto wszędzie, głucho wszędzie, 17 porażek, pucharów nie będzie.”
Żyleta opustoszała calkowicie, ale wyszło też sporo kibiców z innych sektorów #LEGCRA pic.twitter.com/LYVs4f0PxI
— Dominik Wardzichowski (@dwardzich22) May 21, 2022
W sumie nic nie stracili, bo podczas ich nieobecności, na boisku nie działo się zbyt wiele. Kiedy już kibice wrócili na trybuny, mogli zobaczyć ładną bramkę Josue. Mogli, bo Portugalczyk uderzył obok słupka. W końcówce pierwszej połowy pierwszą groźną okazję miały Pasy. Otar Kakabadze uderzył w słupek, piłka odbiła się w taki sposób, że uderzyła w Ricaridnho. Brazylijczyk był dwa metry od bramki, lecz nie zdołał opanować piłki i ta wyszła poza linię końcową.
Nie było 18 porażki
Na początku drugiej połowy to Legia dyktowała warunki. W 51. minucie piłkę w bramce umieścił Tomas Pekhart, ale sędzia gola nie uznał, ponieważ Czech był na minimalnym spalonym. Trzy minuty później warszawianie cieszyli się już z prawidłowej bramki. Pekhart podał do Macieja Rosołka, a młodzieżowiec zdobył swoją trzecią bramkę w sezonie. Później Legioniści atakowali i w końcu strzelili drugiego gola. W 65. minucie Josue dośrodkował idealnie na głowę Pekharta. Hrosso miał piłkę na ręce, ale ostatecznie wpadła ona do bramki.
Po stracie drugiego gola atakować zaczęła Cracovia. W 81. minucie po strzale Cornela Rapy, piłka odbiła się od Mateusza Wieteski i trafiła w słupek. Nie minęła minuta, a ponownie pod bramką gospodarzy zrobiło się gorąco. Mathias Hebo Rasmussen uderzył mocno zza pola karnego. Cezary Miszta popisał się kapitalną interwencją i zdołał sparować piłkę na rzut rożny. Pasy były blisko trafienia, ale zamiast pierwszej bramki dla gości, padła trzecia bramka dla Legii. W 85. minucie wynik spotkania na 3:0 ustalił Rafael Lopes.
https://twitter.com/LegiaWarszawa/status/1528709004838555648?s=20&t=bwY1EqdGw5WiSspM3vyd5A
Był to ostatni mecz Legii, w którym poprowadził ją Alaksandar Vuković. Od nowego sezonu stołeczny klub będzie prowadził Kosta Runjaić. O tym, że Niemiec zostanie trenerem Legionistów wiadomo było już wcześniej, lecz oficjalnie potwierdzono to dopiero w poniedziałek. Runjaić osiągał sukcesy z Pogonią, ale w Legii presja jest o wiele większa. Ma być to kolejny trener na lata. W Legii zazwyczaj oznaczało to, że nie dotrwa do zimy. Zobaczymy, jak będzie tym razem.
Nieudane pożegnanie Zielono-Czarnych
Górnik Łęczna 0:1 Jagiellonia Białystok
Zielono-Czarni chcieli godnie pożegnać się z Ekstraklasą. W składzie klubu z Łęcznej, z różnych powodów, zabrakło Bartosza Śpiączki, Janusza Gola, Damiana Gąski i Macieja Gostomskiego.
Obie drużyny już na początku pokazały, że w tym meczu chcą zaprezentować ofensywny futbol. W 5. minucie z około szesnastu metrów uderzył Jesus Imaz, lecz strzał Hiszpana był zbyt słaby, aby zaskoczyć Adriana Kostrzewskiego. Pierwsze minuty przebiegały zdecydowanie pod dyktando Jagiellonii. Gospodarze nie potrafili stworzyć składnej akcji. W końcu Górnicy przeprowadzili dobrą akcję w 14. minucie. Jason Lokilo podał prostopadle do Przemysława Banaszaka. Napastnik wpadł w pole karne, ale zbyt długo zwlekał i w rezultacie jego strzał został zablokowany.
Spotkanie nie obfitowało w dużą ilość sytuacji. Szczerze, to ciekawiej było na trybunach, gdzie doping był na dobrym poziomie, inaczej niż gra na boisku. Wreszcie ciekawie na murawie zrobiło się w 28. minucie. Ładny strzał oddał Przemysław Banaszak, ale poradził sobie z nim Zlatan Alomerović. Po chwili Zielono-Czarni ponownie mieli znakomitą okazję, ale żaden z zawodników Górnika nie zdołał oddać strzału. Potem to goście częściej utrzymywali się przy piłce, ale niewiele z tego wynikało. Nie ma co się oszukiwać. Pierwsza połowa w Łęcznej była po prostu nudna.
Imaz daje zwycięstwo
Na pierwszą dobrą akcję po przerwie trzeba było czekać do 50. minuty. Wtedy to, Jason Lokilo popisał się dobrym dryblingiem, wbiegł w pole karne, lecz zamiast uderzać szukał podania i w rezultacie nic z tej akcji nie wyszło. Po chwili minimalnie obok słupka uderzył Jonathan De Amo. Górnik zaczynał się rozkręcać. W 62. minucie okazję miała Jaga. Po nieporozumieniu Gersona i Kostrzewskiego piłka trafiła pod nogi Imaza. Hiszpan najpewniej zdobyłby bramkę, gdyby w ostatniej chwili piłki spod jego nóg nie wybił Kryspin Szcześniak. Potem niby to Górnik był częściej pod bramką gości, ale Zielono-Czarni rzadko decydowali się na strzały. Bardzo groźny strzał oddał w 74. minucie Marcel Wędrychowski. Tylko dobra interwencja Alomerovicia uchroniła Jagę przed stratą bramki.
Wydawało się, że to zawodnicy Dumy Lubelszczyny są bliżej gola, stało się jednak inaczej. W 85. minucie po masie błędów defensywy Górnika, swojego dziewiątego gola w tym sezonie zdobył Jesus Imaz. Gospodarzy ta bramka zdecydowanie rozjuszyła. Lecz w doliczonym czasie gry to goście mieli znakomitą okazję na drugą bramkę. W jednej akcji dwie dobre interwencje zaliczył Kostrzewski. Górnik próbował odpowiedzieć w postaci strzału Marcela Wędrychowskiego, ale świetną interwencję zaliczył bramkarz Jagiellonii. Ostatecznie więcej bramek już nie padło, a więc trzy punkty pojechały do Białegostoku.
Jesus Imaz (@Jagiellonia1920) zakończy ten sezon z wynikiem powyżej 50% rozegranych meczów ze strzelonym golem:
9 meczów z golem na 16 rozegranych (56,3%)#GKŁJAG #Multiliga
— Wojtek Bajak (@WoBaj) May 21, 2022
Górnik teraz musi pożegnać zawodników, którzy zaniżali poziom tego zespołu i spokojnie zbudować drużynę na kolejny sezon. Więcej o sezonie w wykonaniu Zielono-Czarnych przeczytacie w osobnym artykule, który już niebawem pojawi się na naszej stronie.
Lech przypieczętował mistrza
Lech Poznań 2:1 Zagłębie Lubin
Pełne trybuny, szpaler Miedziowych i występ od pierwszej minuty zawodników, którzy zazwyczaj byli rezerwowymi. W Poznaniu czuć było, że to ostatni mecz sezonu. Fantastycznego sezonu w wykonaniu Kolejorza.
Gospodarze od początku narzucili swoje tempo i kwestią czasu było zdobycia pierwszej bramki. Nastąpiło to w 10. minucie. Lech miał rzut wolny. Piłkę dośrodkował Nika Kwekweskiri, głową zgrał Alan Czerwiński, a futbolówkę do pustej bramki wbił Tomasz Kędziora. Potem Lech bardziej bawił się piłką niż grał na najwyższym poziomie. Niezłe strzały oddali Mikael Ishak i Dani Ramirez. Hiszpan pokusił się nawet o strzał tzw. raboną. Potem to Zagłębie doszło do głosu. Przyjezdni nie grali jakoś znakomicie, ale mieli kilka rzutów rożnych, po których potrafili stworzyć zagrożenie pod poznańską bramką. Najgroźniej było po strzale Łukasza Łakomego. Jednak młodzieżowiec uderzył prosto w bramkarza. W 38. minucie Lech przeprowadził szybką kontrę. Ishak zagrał do Ramireza. Hiszpan, co prawda, strzału nie oddał, ale wycofał piłkę do Czerwińskiego, który podwyższył na 2:0.
Po przerwie na boisku działo się niewiele. W 57. minucie nastąpiło pożegnanie dwóch zawodników, którzy odejdą z Kolejorza. Żegnani oklaskami z boiska zeszli Mickey van der Hart i Jakub Kamiński. Młodzieżowiec schodził ze łzami w oczach. Siedem minut potem gola zdobyło Zagłębie. Martin Dolezal tak naciskał Lubomira Satkę, że obrońca go sfaulował. Miało to miejsce w polu karnym, więc sędzia Szymon Marciniak podyktował karnego. „Jedenastkę” pewnie wykorzystał Kacper Chodyna. Potem na boisku nie działo się już nic ciekawego. Bardziej interesująco było na trybunach, gdzie atmosfera była kapitalna.
Nie był to wybitny mecz w wykonaniu obu drużyn. Lecz nikt takiego nie oczekiwał. Zawodnicy Lecha chcieli tylko wygrać i cieszyć się z kibicami ze zdobycia mistrzowskiego tytułu. Feta z tej okazji była naprawdę widowiskowa.
Portowcy ponownie brązowi
Pogoń Szczecin 2:2 Bruk-Bet Termalica Nieciecza
Szczecinianie przed meczem jeszcze marzyli o wicemistrzostwie. Żeby je zdobyć musieli wygrać z Termaliką i liczyć na wpadkę Rakowa. Nie spełnili nawet pierwszego warunku.
Początek należał do gości z Niecieczy, ale potem to gospodarze zaczęli dyktować warunki. Lecz nie wynikało z tego zbyt wiele. Portowcy mocniej przycisnęli Bruk-Bet pod koniec pierwszej połowy. W 38. minucie Kamil Grosicki, jako że nie miał do kogo podać, to zdecydował się na uderzenie z dość ostrego konta. Uderzenie było bardzo niebezpieczne, ale czujny Tomasz Loska wybił piłkę na rzut rożny. Dwie minuty później Loska ponownie wykazał się dobrą interwencją. Tym razem obronił strzał głową Luki Zahovicia. W końcu Pogoń dopięła swego w 45. minucie. Damian Dąbrowski dośrodkował idealnie na głowę Zahovicia, a snajper umieścił piłkę w siatce.
Po przerwie podopieczni Kosty Runjaicia, który został nowym trenerem Legii, szybko podwyższyli prowadzenie. W 53. minucie Wiktor Biedrzycki sfaulował we własnym polu karnym Zahovicia, a sędzia wskazał na „wapno”. Karnego pewnie wykorzystał Kamil Drygas. W 57. minucie mieliśmy kolejny rzut karny. Tym razem dla gości. Karny został podyktowany, ponieważ Jakub Bartkowski zagrał ręką we własnym polu karnym. Z jedenastu metrów nie pomylił się Muris Mesanović. Ten sam Mesanović w 79. minucie doprowadził do wyrównania. Termalica miała rzut rożny. Piłka została dośrodkowana za głęboko i wybił ją Dante Stipica. Zagrał ją jednak wprost pod nogi Mesanovicia. Bośniak uderzył mocno pod poprzeczkę i w Szczecinie niespodziewanie mieliśmy remis. Co ciekawe, w końcówce to zespół z Niecieczy był bliżej zdobycia bramki. Chociaż Pogoń w ostatniej akcji meczu miała fantastyczną okazję. Jednakże Kostas Triantafyllopoulos fatalnie spudłował z pięciu metrów.
Pogoń ponownie zdobyła brązowy medal. Zasłużenie, bo choć mieli w tym sezonie dobre momenty, to walkę o tytuł przegrali w bezpośrednich meczach z Lechem i Rakowem. Za to Termalica naprawdę w niezły sposób pożegnała się z najwyższą klasą rozgrywkową w Polsce.
Wyrwany remis
Piast Gliwice 1:1 Radomiak Radom
Stawka tego meczu nie była wysoka. Piast już pozbawiony szans gry w eliminacjach europejskich pucharów, zaś Radomiak miał jeszcze jeden cel. Zapewnienie korony króla strzelców Karolowi Angielskiemu. Po ubiegłotygodniowym hat-tricku przeciwko Wiśle Kraków 26-latek zbliżył się do Mikaela Ishaka i Iviego Lopeza na tylko jedno trafienie.
Przebieg pierwszej części gry był dość wyrównany. Obie ekipy były aktywne przy rozgrywaniu piłki. Przyjezdni próbowali szukać Karola Angielskiego. Jednak obrońcy Piasta skutecznie uprzykrzali napastnikowi grę. Po drugiej stronie swoich szans próbował Damian Kądzior, szukając kolegów, aby do nich dograć. Także i to nie do końca się udawało. Kiedy wszystko wskazywało na to, że do przerwy na tablicy wyników będzie widniał wynik 0:0, to Angielski postanowił o sobie przypomnieć. W 45. minucie 26-latek wykorzystał prostopadłe podanie od Filipe Nascimento i pewnym strzałem pokonał Karola Szymańskiego.
Po przerwie podopieczni Waldemara Fornalika postanowili przejąć inicjatywę, ale wciąż nie byli w stanie złamać obrony radomian. Ponownie wyróżniającym graczem gospodarzy był Damian Kądzior, który w drugiej odsłonie miał przynajmniej dwie dogodne okazje do strzelenia gola. Gdy wydawało się, że goście wywiozą z Gliwic komplet punktów, to Piast w ostatniej akcji meczu doprowadził do wyrównania. Wszystko za sprawą bramki zdobytej przez Tomasa Huka, któremu idealnie na głowę dograł Martin Konczkowski.
Gliwiczanie dzięki dobrej drugiej części sezonu ostatecznie zajmują 5. lokatę. Gdyby Piast zanotował lepszy początek sezonu, to mógłby myśleć, o czymś większym. Strata trzech punktów do Lechii pokazuje, że droga do europejskich pucharów była na wyciągnięcie ręki. Natomiast Radomiak zajmuje 7. pozycję, co jest najlepszym rezultatem w historii klubu oraz jest jedynym beniaminkiem, któremu udało się utrzymać w tym sezonie. Miejsce mogło być jeszcze lepsze, ale problemy w ostatnich miesiącach, słaba forma, zmiana trenera nie wpłynęły pozytywnie na atmosferę w Radomiu. Teraz Mariusz Lewandowski będzie miał czas, aby poprawić morale drużyny i przygotować zespół na tyle, aby w przyszłym sezonie powalczyć przynajmniej o wyrównanie wyniku.
Raków powtarza sukces sprzed roku
Raków Częstochowa 3:0 Lechia Gdańsk
Częstochowianie po niespodziewanej porażce przeciwko Zagłębiu pozbawili się szans na mistrzostwo Polski. Dlatego w sobotnie popołudnie częstochowianom została gra o wicemistrzostwo. Wygrana bądź remis dawał 2. pozycję gospodarzom. Ich przeciwnikiem była Lechia, która miała już zapewnione 4. miejsce. Dodatkowo Ivi Lopez walczył o zostanie najlepszym snajperem tego sezonu.
Od pierwszej minuty Raków pokazał, że jest zdeterminowany, aby sięgnąć po komplet punktów. Zawodnicy Lechii zostali zepchnięci do defensywy i byli tylko bacznymi obserwatorami wydarzeń boiskowych. Po 10. minutach do bramki gości trafił Ivi Lopez, a po kolejnych dwóch Hiszpan dołożył drugi gol. W tym momencie niemalże zapewnił już sobie tytuł króla strzelców Ekstraklasy. Pierwsza zdobyta bramka była efektem składnie przeprowadzonej akcji przez zespół Marka Papszuna, zaś przy drugim golu Ivi Lopez wykorzystał błąd Mario Malocy. Gospodarze nie zwolnili tempa. Chcieli jak najlepiej powetować sobie niepowodzenie sprzed tygodnia. Największe zagrożenie, stworzone przez Lechię, było po strzale z rzutu wolnego. Maciej Gajos uderzył w poprzeczkę.
https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/1528108745582051331?s=20&t=o66QwVeWSd40sBxsF9AL9g
Po przerwie obraz gry nie uległ zmianie. Co prawda Lechia nie była aż tak stłamszona przez gospodarzy, jak w pierwszej połowie, ale wciąż nie potrafili zagrozić bramce rywala. Raków swoją przewagę potwierdził jeszcze jedną bramką. Na listę strzelców wpisał się Vladislavs Gutkovskis. Było to 10. trafienie Łotysza w tym sezonie. Lechia spróbowała jeszcze odpowiedzieć pojedynczymi akcjami, ale bezskutecznie.
Raków powtarza wyczyn z poprzedniego sezonu: wygrywa Puchar Polski i zostaje wicemistrzem Polski. Dodatkowo Ivi Lopez wywalczył koronę króla strzelców z 20 zdobytymi bramkami. Lechia także może być zadowolona. Kończą rozgrywki na 4. miejscu i latem zagrają w eliminacjach europejskich pucharów.
Smutne pożegnanie Białej Gwiazdy
Wisła Kraków 0:1 Warta Poznań
Przed tygodniem Biała Gwiazda straciła szanse na utrzymanie po przegranej z Radomiakiem. Ostatni mecz przed własną publicznością był okazją dla Wisły, aby godnie pożegnać się z tym jakże dla nich fatalnym sezonem. Przyjezdni nie mieli w planach odpuszczać przybitym mentalnie krakowianom.
Od początku gospodarze chcieli zaznaczyć swoją przewagę. Udawało się to w środkowej części boiska. Jednak im bliżej pola karnego, tym bardziej był widoczny brak pomysłu na zakończenie akcji, która mogłaby zostać zwieńczona strzeleniem gola. Za to Warta przyglądała się przeciwnikowi i czekała na swoją okazję. I taka nadeszła w 29. minucie. Miłosz Szczepański przymierzył pod poprzeczkę bramki Mikołaja Biegańskiego, który był bez szans. Po stracie gola ostatnie pokłady energii z piłkarzy Białej Gwiazdy uleciały. Do przerwy wynik nie uległ zmianie.
W drugiej części gry ewidentnie Wisła wytraciła impet. Brakowało dokładności w podaniach, zaangażowania. Po postawie zawodników Białej Gwiazdy można było wywnioskować, jakby byli już pogodzeni z końcowym rezultatem. Natomiast Warta ponownie ustawiła się defensywnie i wyczekiwała błędów rywali. Na nieszczęście gospodarzy Zdenek Ondrasek został zniesiony na noszach z boiska z powodu urazu. Ewidentnie było widać, że Wisła po stracie gola wyglądała na drużynę, której ktoś odciął prąd. Zdemotywowani piłkarze nie byli w stanie już podjąć wyrównanej walki z Wartą.
Od kilku sezonów Wisła balansowała na cienkiej lini, aż w końcu z niej spadła wprost na zaplecze najwyższej klasy rozgrywkowej. Biała Gwiazda po 26 latach nieprzerwanej gry żegna się z Ekstraklasą. Przez większą część sezonu wydawało się, że taki los podzieli Warta. Ale przyjście trenera Dawida Szulczka pozwoliło poznaniakom pewnie się utrzymać, ostatecznie plasując się na 11. pozycji.
Pawlak z debiutanckim golem
Wisła Płock 3:0 Stal Mielec
Obie drużyny pewne utrzymania, więc zawodnicy pozbawieni jakiejkolwiek presji mogli pokusić się o zapewnienie kibicom niezłego widowiska. Nafciarze także chcieli potwierdzić dobrą serię meczów w tym sezonie na własnym terenie oraz przełamać się po trzech porażkach z rzędu. Jesienią, mimo przewagi Wisły, to Stali udało się pokonać płocczan 2:1.
Gospodarze od początku pokazali, że chcą kontrolować przebieg spotkania, dlatego utrzymywali się przy piłce. Jeśli Stal była już w jej posiadaniu, to mielczanie nie byli w stanie zagrozić bramce rywala. Porównując sytuacje bramkowe obu zespołów w pierwszej połowie, to przyjezdni mieli ich o jedną więcej od Wisły, ale zdołali oddać tylko jeden celny strzał. Nafciarze mieli takich uderzeń aż sześć, z czego jedno w 37. minucie przekuli na bramkę. Na listę strzelców wpisał się Aleksander Pawlak. Dla 20-latka był to pierwszy gol zdobyty na poziomie Ekstraklasy.
https://twitter.com/_Ekstraklasa_/status/1528452383725846528?s=20&t=o66QwVeWSd40sBxsF9AL9g
Po przerwie przewaga Wisły zarysowała się jeszcze bardziej. Mielczanie wyglądali na drużynę, która prowadzi i jak najmniejszym nakładem siły chce dowieść korzystny wynik do końca spotkania. Jednak to Nafciarze byli o bramkę lepsi od Stali i wciąż starali się, aby podwyższyć rezultat. Ku uciesze miejscowych kibiców Wisła trafiła do siatki rywali jeszcze dwukrotnie po golach Filipa Lesniaka i Marko Kolara. Ostatecznie Nafciarze zwyciężyli 3:0.
Wisła kończy sezon na 6. pozycji. Gdyby Nafciarze byli tak skuteczni w meczach na wyjeździe, co w spotkaniach u siebie, to mogliby myśleć o wyższej lokacie. Mimo to Maciej Bartoszek i Pavol Stano zrobili wynik na miarę potencjału kadry płocczan. Natomiast Stal dopiero w przedostatniej kolejce zapewniła sobie utrzymanie. Jest to kolejny sezon, w którym kibice mielczan muszą drżeć o losy swojej drużyny do końca rozgrywek.
Autorzy:
Mateusz Bartoszek
Mateusz Adamczyk
Pasjonat polskiego sportu, zwłaszcza piłkarskiej Ekstraklasy.