Obserwuj nas

Felietony

Po co ten pozew, selekcjonerze?

Mityczna już w polskiej piłce liczba “711” nagminnie jest wypominana Czesławowi Michniewiczowi. Szymon Jadczak dolał oliwy do tlącego się od kilkunastu lat ognia. Co zrobił selekcjoner? Postanowił ten ogień podtrzymać… 

Po co ten pozew? 

W ostatnich dniach media poinformowały, że selekcjoner reprezentacji Polski wystąpił na drogę sądową z Szymonem Jadczakiem. Michniewicz oskarża redaktora WP o zniesławienie. W normalnej sytuacji – przyznałbym trenerowi rację. Ktoś atakuje go za coś czego nie zrobił, a przynajmniej powód tak sądzi, skoro zdecydował się tym “powodem” zostać. W każdym razie fakt jest taki, że selekcjonerowi nic nie udowodniono i ma prawo po prostu dbać o swoje dobre imię. Tylko że nie mamy normalnej sytuacji z wielu powodów… 

Walka o dobre imię przyniesie koszty 

Sprawa połączeń Michniewicza przewijała się od lat i powoli już wszystkich męczyła. Mam wrażenie, że nawet rzeczowa praca Szymona Jadczaka dla wielu kibiców stała się odgrzewaniem kotleta. Bo ile można słuchać o tych połączeniach z “Fryzjera” i Michniewicza? Sprawy nie udało się tak naprawdę wyjaśnić przez kilkanaście lat i w tym momencie są nikłe szanse, żeby coś w tym kierunku poszło do przodu.

Dodatkowo na plus selekcjonera działało milczenie mediów, które po publikacji artykułu na WP nabrały wody w usta. Siłą rzeczy taka atmosfera mocno nie sprzyja przy promocji swojej dziennikarskiej pracy. Jednak Czesław Michniewicz sprawił, że o tej sprawie znowu się zacznie mówić, a przedłużający się proces będzie jej paliwem. Czy warto było pozywać? Moim zdaniem nie. O ile walka o swoje dobre imię jest szlachetna, to Michniewicz z szykanami spotykał się od dłuższego czasu. Ba, mógł na pewne tematy wyrobić w sobie grubą skórę, a podtrzymywanie medialnego ognia na kilka miesięcy przed mundialem mija się z celem. 

Temat nie-zastępcy 

Okres przed MŚ to bardzo stresujący czas dla polskich kadrowiczów. Wiadomo, że to profesjonaliści. Chociaż nawet najwięksi jak Jose Mourinho – lubią ściągać presję ze swoich piłkarzy i kierować krytykę mediów na siebie. W tym miejscu oczywiście nie podejrzewam Czesława Michniewicza o wypinanie piersi jak Rejtan i chodzenie po sądach, tylko po to, żeby Lewandowskiemu czy Zalewskiemu łatwiej było przygotować się na zgrupowaniu za kilka miesięcy. Jednak trzeba przyznać, że w takim czasie niegroźny temat zastępczy jest czynnikiem działającym na plus. Tymczasem selekcjoner być może zafundował sobie i drużynie ciągłe odgrzewanie kotleta, który od czerwca będzie sobie “pyrkał” na medialnej patelni. O ile część mediów schowa uszy po sobie, to kibice jednak będą o tym pamiętać. I jedynym czynnikiem, który im zamknie buzie będą dobre wyniki.  

Potrzebny człowiek od PR  

No i najlepsze – selekcjoner do prowadzenia swojej sprawy zatrudnił tego samego adwokata, który bronił swego czasu “Fryzjera”. Nie trzeba być mistrzem PR, żeby skojarzyć, że wybranie takiego obrońcy nie jest najlepszym rozwiązaniem. Czujesz się oskarżony o handlowanie meczami przy pomocy “Fryzjera” i żeby się oczyścić zatrudniasz jego adwokata… Rozumiem, że już sam pozew ma polepszyć notowania wizerunku selekcjonera w społeczeństwie, bo sądzi, że jest niewinny (a to już coś). Chociaż cała sytuacja przypomina wskoczenie na pole “Kasa społeczna” (pozew) w “Monopoli” i wylosowanie karty “cofasz się na pole start” (adwokat).  

Czy zniesławił? 

Jedno z podstawowych pytań brzmi: czy Szymon Jadczak rzeczywiście zniesławił Czesława Michniewicza? Osobiście, bez wykształcenia prawniczego, po lekturze artykułu na WP mogę stwierdzić – nie. Jasne, podczas czytania można odnieść wrażenie, że trener jest winny, ale takie wnioski same się cisną na usta. No bo: jesteś trenerem drużyny, która handlowała meczami; znasz bosa piłkarskiej mafii i utrzymujesz z nim kontakty – w dodatku w czasie przed i po rozegranych spotkaniach. Na chłopski rozum: Michniewicz będąc w środku tego futbolowego światka musiał coś wiedzieć. Albo był naprawdę naiwnym trenerem, który niczego podejrzanego nie dostrzegał. Poza tym trudno wierzyć człowiekowi, który mówi, że nie pamięta o czym rozmawiał z “Fryzjerem”, a kojarzy ze szczegółami niespecjalnie ważne mecze sprzed kilkunastu lat. Jak ktoś tak się zachowuje, to mam wrażenie, że po prostu robi sobie ze mnie jaja.  

Koalicja lizania się po wiecie czym 

Sprawa z artykułem Szymona Jadczaka pokazała dobitnie jak zepsute jest środowisko dziennikarzy sportowych w tym kraju. W przypadku niektórych – tu już nie ma mowy stricte o dziennikarstwie, a o byciu w klice, kolesiostwie i przymykaniu oczu, żeby nie stracić dostępu do pewnych źródeł. O ile rozumiem takie zachowanie, bo ja – młody mogę rzucać górnolotnymi hasłami, to już niektórzy muszą po prostu wykarmić rodzinę i wysłać za coś dzieciaki do szkoły. Niemniej takiego postępowania nie szanuję i w przypadku najpopularniejszych portali, gdy tam za x dni przeczytam jakieś teksty umoralniające innych, to pewnie uśmiechnę się z politowaniem.   

Kibic. Piłka Nożna: od A-Klasy do Ekstraklasy.

Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz więcej Felietony