Obserwuj nas

Minął weekend

Mistrzowie Polski rozpoczynają od falstartu #MinąłWeekend – 1. kolejka

Lech Poznań nieudanie rozpoczął ligowe zmagania. Także pucharowicz z Gdańska napotkał na problemy w Płocku. Pozytywnie zaprezentowali się beniaminkowie, a swój premierowy gol dla Jagiellonii zdobył 16-letni Mateusz Kowalski- to wszystko wydarzyło się w 1. kolejce Ekstraklasy.

Fenomenalne gole

Radomiak Radom 1:1 Miedź Legnica

Ciekawie zapowiadało się starcie Miedzi z Radomiakiem. Na papierze faworytem powinien być Radomiak, gdyż mierzył się z beniaminkiem. Jednak podopieczni Wojciecha Łobodzińskiego zdominowali wiosną rozgrywki 1. ligi. W Legnicy chcieli to przełożyć na Ekstraklasę. Natomiast w Radomiu czas na przygotowanie zespołu miał Mariusz Lewandowski, który nie miał łatwego wejścia na ławkę trenerską Radomiaka w poprzednim sezonie.

Jako pierwsi zagrozili goście po strzale Hiszpana Chuci. Następnie wraz z upływem czasu Radomiak zarysowywał przewagę na swoją korzyść. Jednak nie przekładało się to na strzały bramkowe. W pierwszej połowie gospodarze nie oddali celnego strzału, mimo że wypracowali sobie aż osiem sytuacji bramkowych. Miedź przyczajona czekała na dogodny moment, aby ukąsić rywala.

Sytuacja boiskowa zmieniła się po przerwie. Miedź postanowiła zaatakować. Efekt takiej gry przyszedł dość szybko. W 53. minucie Maciej Śliwa wykorzystał podanie Jensa Gammelbiego i kapitalnie uderzył nożycami w kierunku bramki rywala. Goście cieszyli się tylko przez chwilę.

https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/1548638653269909504?s=20&t=dk80V5-4i0JAo5u0nBNl_A

Po czterech minutach drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę zobaczył Nemanja Mijusković. Od tego momentu Radomiak przejął inicjatywę. Miedź próbowała ze wszystkich sił bronić korzystnego wyniku. Ta misja nie udała się. W 80. minucie Dawid Abramowicz silnym strzałem pod poprzeczkę pozbawił Pawła Lenarcika szans na skuteczną interwencję.

https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/1548644292507435015?s=20&t=dk80V5-4i0JAo5u0nBNl_A

Legniczanie na start sezonu wywożą z Radomia punkt, co niewątpliwie można uznać za korzystny rezultat. Tak jak przed rokiem, tak i teraz Radomiak remisuje na początek rozgrywek. Z przebiegu spotkania każda z drużyn może być zadowolona z jednopunktowej zdobyczy.

Defensywa Lechii wymaga naprawy

Wisła Płock 3:0 Lechia Gdańsk

Dla Nafciarzy był to pierwszy mecz w sezonie. Natomiast Lechici mają za sobą udaną potyczkę w 1. rundzie eliminacji do Ligi Konferencji Europy z macedońską Akademiją Pandev. W ofensywie gdańszczanie radzili sobie przyzwoicie, ale obawy mogła budzić gra defensywna Lechii. Akademija pokazała kilka razy, że Lechici mają problemy w tej formacji. Płocczanie z pewnością chcieli to wykorzystać.

Początek spotkania nie wskazywał, że niedzielne popołudnie może się tak źle skończyć dla przyjezdnych. Z przodu dobrze radził sobie Flavio Paixao i Ilkay Durmus. Lechia wypracowała w pierwszej połowie trzy strzały celne przy dwóch Wisły. Nafciarze z upływem czasu odgrażali się gościom coraz bardziej. Tuż przed przerwą na listę strzelców wpisał się niezawodny Łukasz Sekulski po asyście Davo. Hiszpan posłał długą piłkę w kierunku  Sekulskiego. 31-letni napastnik po indywidualnej szarży pewnie wykończył akcję.

https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/1548667967679995904?s=20&t=dk80V5-4i0JAo5u0nBNl_A

Nafciarze, dostrzegając niefrasobliwość w rozegraniu Lechii, postanowili groźniej zaatakować. Najpierw Mateusz Szwoch uderzył w poprzeczkę. Następnie Kristian Vallo nie trafił do pustej bramki. Potem Łukasz Sekulski zdobył bramkę ze spalonego. To nie podłamało płocczan, którzy wciąż nie pozwalali gościom na stworzenie dogodnej sytuacji. W 77. minucie Davo podwyższył prowadzenie. Hiszpan w debiutanckim występie na boiskach Ekstraklasy do asysty dołożył gola. W doliczonym czasie gry Dawid Kocyła ustalił wynik spotkania na 3:0 po prostopadłym podaniu otrzymanym od Dominika Furmana.

Lechia ma nad czym myśleć. Nafciarze obnażyli błędy gdańszczan popełniane w defensywie. Strach pomyśleć o tym, co może wydarzyć się w czwartkowym spotkaniu z Rapidem. Natomiast Wisła, dzięki tak wysokiemu zwycięstwu zostaje liderem Ekstraklasy po rozegraniu 1. serii gier.

Chwila niepewności po golu beniaminka

Pogoń Szczecin 2:1 Widzew Łódź

Widzew wrócił do Ekstraklasy po 8 latach przerwy. Na początek trafił się im wymagający przeciwnik – brązowy medalista poprzedniego sezonu. Szczecinianie po dobrym spotkaniu u siebie z KR Reykjavik ulegli Islandczykom na ich terenie. Postawa Pogoni w drugim meczu pozostawiała wiele do życzenia. Przede wszystkim było widać niewystarczające zaangażowanie Portowców w mecz. Widzew nie mógł liczyć już na taką opieszałość zawodników Pogoni.

Żadna z drużyn nie zdołała wypracować sobie przewagi. W 19. minucie defensywa Pogoni popełniła błąd, pozostawiając bez opieki Bartłomieja Pawłowskiego we własnym polu karnym. 29-latek oddał pewny strzał na bramkę Dantego Stipicy. Była to nagroda za odważną postawę w grze Widzewa. Portowcy zaczęli aktywniej grać, ale obrońcy RTS-u ofiarnie bronili. Łodzianom sprzyjało szczęście, m.in. dobitka Luki Zahovicia wylądowała na słupku. Jednak gospodarze tuż przed przerwą zdołali doprowadzić do remisu. Tym razem Luka Zahovic wykorzystał podanie od Mariusza Fornalczyka.

W drugiej połowie na boisku pojawił się m.in. Vahan Bichakhchyan. Było to dobre posunięcie ze strony trenera Gustafssona. Ormianin w 71. minucie odwdzięczył się golem strzelonym sprzed pola karnego. Portowcy wyrwali zwycięstwo. Nie było to efektowne spotkanie w wykonaniu Pogoni. Indywidualne umiejętności poszczególnych piłkarzy sprawiły, że gospodarze wywalczyli komplet punktów. Teraz cała uwaga będzie skoncentrowana na czwartkowym spotkaniu z Brondby. Natomiast Widzew pokazał, że nie będą chłopcami dobicia. W tym sezonie podopieczni Janusza Niedźwiedzia niejednokrotnie pokuszą się o sprawienie niespodzianki. Oczywiście, jeśli podejdą do przeciwnika z taką odwagą, jak to miało miejsce w przypadku spotkania z Pogonią.

Nieudany początek Górnika

Górnik Zabrze 0:2 Cracovia

Dla działaczy Górnika pierwszy mecz w sezonie był bardzo istotny. Wszystko po to, aby zatrzeć negatywny wizerunek i wrażenia po rozstaniu z trenerem Janem Urbanem. Spokojniej było w Krakowie. Szkoleniowiec Jacek Zieliński nie napotkał większych problemów podczas budowy drużyny na nadchodzący sezon. Jedyną poważną stratą dla Pasów było odejście Pelle van Amersfoorta.

Od początku to Górnik grał piłką, a Cracovia za nią biegała. Jednak posiadanie piłki nie przekładało się na sytuacje bramkowe. Skrupulatnie wykorzystali to przyjezdni. W 24. minucie bramkę zdobył Florian Loshaj. Piłka po rykoszecie wpadła do siatki gospodarzy. Zaraz po stracie gola  Szymon Włodarczyk mógł dać wyrównanie Górnikowi, ale strzał był nie za mocny, dodatkowo dobrą interwencją popisał się Karol Niemczycki. Po 10 minutach ponownie refleksem wykazał się Niemczycki, który uchronił Kamila Pestkę przed bramką samobójczą. Tuż przed przerwą kolejną okazję wykorzystali przyjezdni. Akcję składającą się z kilku podań pewnie wykończył młodzieżowiec Michał Rakoczy. Przewagę w tym rozegraniu sprawiły podania z pierwszej piłki. Cracovia w pierwszej połowie była do bólu skuteczna, zaś Górnik nie potrafił się temu przeciwstawić.

https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/1549089754783809537?s=20&t=dk80V5-4i0JAo5u0nBNl_A

Po przerwie trochę się zmieniło. Górnik wciąż utrzymywał się przy piłce, ale tym razem nie stracił bramki. Pasy, mając korzystny wynik, czekali na to, co pokażą gospodarze. Sprawę Cracovii ułatwiało to, że Zabrzanie nie mieli pomysłu na zagrożenie bramki rywali. Niewątpliwie w ekipie Pasów wyróżniającą postacią okazał się Karol Niemczycki. W końcówce to Cracovia mogła jeszcze podwyższyć prowadzenie.

Pasy zasłużenie zgarnęli komplet punktów. Szczególnie dzięki dobrej grze w defensywie. Zabrzanie mają nad czym pracować. Formacja obronna nie została naprawiona, dodatkowo ofensywa nie funkcjonuje najlepiej. Zobaczymy, jak sytuacja w Górniku, będzie rozwijać się w kolejnych spotkaniach.

Kowalski najmłodszym strzelcem Jagiellonii

Jagiellonia Białystok 2:0 Piast Gliwice

Obecnie obie ekipy stanowią kontrast. W Białymstoku karuzela na fotelu trenera trwa w najlepsze. Po 5 miesiącach pożegnano Piotra Nowaka, a jego miejsce zajął Maciej Stolarski. Tym razem z 50-latkiem wiąże się wielkie nadzieje. Białostocka społeczność wierzy, że nowy szkoleniowiec pomoże Jagiellonii przynajmniej wrócić do górnej połowy ligowej tabeli. Inaczej jest w Gliwicach, gdzie blisko od 5 lat Waldemar Fornalik prowadzi Piasta.

Jako pierwsi zagrozili przyjezdni. Jednak Jakub Czerwiński zmarnował dogodną sytuację. Jego strzał w ostatniej chwili zablokował zawodnik Jagiellonii. W 29. minucie Duma Podlasia wyszła na prowadzenie po rozegraniu rzutu rożnego. Bramkę zdobył Jesus Imaz – niewątpliwa gwiazda Jagiellonii. Ten mecz pokazał, że opłacało się włodarzom białostockiego klubu walczyć o przedłużenie kontraktu z Hiszpanem. Do przerwy Piast wykonał jeszcze kilka ataków, ale bardzo niemrawych.

Po zmianie stron przyjezdni dążyli do wyrównania. Goście wykreowali osiem sytuacji bramkowych przy czterech Jagiellonii. Nie przełożyło się to na strzały celne. Gliwiczanie zdołali oddać tylko jedno takie uderzenie. Najdogodniejszą okazję miał Alberto Toril, który przechwycił piłkę po nieudanym wyjściu Zlatana Alomerovicia daleko przed pole karne. Jednak Hiszpan nie zdołał oddać celnego strzału do pustej bramki. W drugiej odsłonie Dumę Podlasia było stać na jeden strzał w światło bramki, ale za to skuteczny. W doliczonym czasie gry wynik spotkania na 2:0 ustalił Mateusz Kowalski. 16-latek pojawił się na boisku dwie minuty przed tym, jak zdobył pierwszego gola strzelonego na boiskach Ekstraklasy. Mateusz Kowalski stał się najmłodszym strzelcem Jagiellonii w historii jej gier w Ekstraklasie.

Jagiellonia wygrała dzięki dobrej skuteczności. Gospodarze wykorzystali słabość Piasta, który nie potrafił wykończyć akcji golem. Po trudnej wiośnie dla Dumy Podlasia zwycięstwo nad drużyną, która od początku roku spisywała się dobrze, jest to duży ładunek motywacyjny do jeszcze cięższej pracy.

Adrian Lis show

Raków Częstochowa 1:0 Warta Poznań

Spotkaniem otwierającym sezon 2022/2023 było starcie Rakowa Częstochowa z Wartą Poznań. Zdecydowanym faworytem tego starcia byli gospodarze. Drużyna z Częstochowy w poprzedniej kampanii zajęła 2. miejsce oraz zdobyła Puchar Polski, a przed tygodniem pokonała w meczu o Superpuchar Polski Lecha Poznań. Historyczne statystyki również przeważały na korzyść zespołu prowadzonego przez Marka Papszuna. Licząc jeszcze rozgrywki 2. i 1. ligi Warta ostatni punkt w spotkaniu z Rakowem zdobyła w 2014 roku, a ostatniego gola strzeliła w 2016 roku.

Już w 7. minucie okazję, żeby otworzyć wynik mieli zawodnicy z Częstochowy. Jednak Gutkovski nie przeciął podania Deiana Sorescu. 60 sekund później szansę na pierwszego gola w nowym sezonie mieli zawodnicy z Poznania. Kovacević źle wyprowadził piłkę, futbolówkę przejął Kupczak i zagrał do Corryna, ale Belg strzelił prosto w bramkarza. W kolejnych kilkunastu minutach nic szczególnego się nie działo. Ku zaskoczeniu wielu Warta grała jak równy z równym i żadna z drużyn nie przeważała ani nie miała dogodnych sytuacji do zdobycia bramki.

Aż do 46. minuty. Wtedy piłkę wrzuconą w pole karne przeciął Szczepański, a ta trafiła w poprzeczkę. Drugie 45 minut starcia mocno zaczęła Warta. Blisko zdobycia bramki byli Ivanov i Szczepański. W 54. minucie doszło do nieprzyjemnego incydentu. Szczepański wjechał w nogi Tudora. O dziwo sędzia nie dał zawodnikowi nawet żółtej kartki. W kolejnych minutach przeważali zawodnicy z Częstochowy. Sytuacje sam na sam z Lisem mieli i Vladislavs Gutkovskis i Ivi Lopez. Jednak w obu pojedynkach wygranym był bramkarz Warty. W 79. minucie Polak był już bezradny i po strzale Łotysza musiał wyciągać piłkę z bramki. Do końca spotkania już nic się nie stało i Raków dowiózł jednobramkowe prowadzenie.

Falstart Kolejorza

Lech Poznań 0:2 Stal Mielec

Pierwszym sobotnim spotkaniem było stracie Lecha Poznań ze Stalą Mielec. Zdecydowanym faworytem tego spotkania byli gospodarze. Kolejorz musiał się odbić po wtorkowej klęsce z Karabachem Agdam.

W pierwszych 10 minutach większe posiadanie piłki mieli Lechici jednak to Stal miała okazję żeby otworzyć wynik spotkania kiedy to w 8. minucie Kasperkiewicz strzelił tuż obok słupka. Był to pierwszy strzał ostrzegawczy dla graczy z Wielkopolski. Tyle szczęścia nie mieli jednak w 14. minucie kiedy to drużyna z Mielca zdobyła bramkę. Piłkę z autu wrzucił Getinger, przedłużył Matrias i niepilnowany Piotr Wlazło pewnie umieścił ją w bramce Rudki. Błąd popełnił Velde, ponieważ to on odpuścił krycie strzelca gola. Lechici wyglądali jakby nie mieli pomysłu jak zaatakować bramkę Stali. Głównie grali atakiem pozycyjnym, ale nie potrafili się przedrzeć przez szyki obronne rywala.

W 28. minucie Mielczanie mieli kolejną okazję do strzelenia gola. Maciej Domański po indywidualnej akcji oddał bardzo dobry strzał i Lecha przed stratą bramki uratował Rudko, który wyciągnął się jak struna i sparował piłkę na słupek. 5 minut przed zakończeniem pierwszej połowy boisko z powodu kontuzji opuścił Murawski, a na jego miejsce wszedł Karlstrom. Kolejorz w 45. minucie miał kapitalną okazję, żeby strzelić gola do szatni jednak Mrozek, wstawiając nogę, obronił sytuacje sam na sam z Amaralem.

W 48. minucie kolejną sytuacje miał Portugalczyk. Dostał podanie na 6. metr od Karlstroma  jednak strzelił prosto w bramkarza gości. Niewykorzystane sytuacje lubią się mścić i tak było też w tym przypadku. Barry Douglas nie odebrał piłki Majowi, a ten zagrał do Lebedyńskiego, który przepuścił piłkę do Domańskiego, któremu nie zostało nic innego niż pewnie umieścić piłkę w siatce. Do końca meczu goście kontrolowali przebieg spotkania i nie padła już żadna bramka.

https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/1548315528988479490?s=20&t=5p5XkT7pMGqJwOnYvy5jmQ

Bezbramkowe derby

Zagłębie Lubin 0:0 Śląsk Wrocław

Meczem kończącym ekstraklasowy piątek był pojedynek Zagłębia ze Śląskiem czyli derby Dolnego Śląska. Od razu możZa faworyta tego starcia można bylo uznać z racji dokonanych wzmocnień. Miedziowych zasili Poletanović, Bohar, Jach i Woźniak. natomiast ze Śląska odeszli Putnocky, Piasecki, Pich, Sobota, a Mączyński został zesłany do rezerw.

W pierwszych 10 minutach Wrocławianie bombardowali bramkę Lubinian i Bieszczad musiał się mocno nagimnastykować, żeby Śląsk nie wyszedł na prowadzenie. Przez kolejne kilkanaście minut rywalizacja była wyrównana. Raz strzelała jedna, raz druga drużyna jednak brakowało konkretów. Najlepsza okazja Miedziowych była w 44. minucie kiedy to po dośrodkowaniu Chodny piłka trafiła do Pieńko jednak ten z bliskiej odległości spudłował.

Na początku drugiej połowy dwukrotnie strzelał z dystansu Łakomy i Szromnik z problemami musiał interweniować. Najlepszą okazję Śląsk miał w 60. minucie kiedy to Samiec-Talar huknął z dystansu w poprzeczkę. Do końca spotkania po za jedną okazją Dolezala nic już się nie stało i pierwsze derby w nowym sezonie skończyły się bezbramkowym remisem. Chyba obydwie drużyny zadowala ten wynik. Warto odnotować, że na stadionie pojawiło się około 10 000 kibiców. Dla porównania średnia frekwencja na stadionie w Lubinie w poprzednim sezonie wynosiła 3176 osób na mecz.

https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/1548043609676472320?s=20&t=5p5XkT7pMGqJwOnYvy5jmQ

Powrót bandy świrów

Korona Kielce 1:1 Legia Warszawa

Korona Kielce po dwóch latach wróciła na najwyższy szczebel rozgrywkowy. I już na start dostała rywala z najwyższej ekstraklasowej półki czyli Legię Warszawa. Pierwsza połowa była wyrównana, okazje mieli zarówno gospodarze jak i goście. Ci drudzy nawet strzelili bramkę jednak ona nie została uznana z racji faulu Slisza na Petrowie.

Na początku drugiej połowy Legioniści strzelili kolejnego gola i po raz kolejny zotsał on nieuznany. Josue wrzucił z rożnego, przedłużył Rosołek do Rose, który wykończył, ale Maurytyjczyk znajdował się na pozycji spalonej. Wieteska za faul na Szykawce dostał drugą żółtą kartkę i Legia musiała grać w “10”. To jednak nie przeszkodziło im w objęciu prowadzenia. Muci pewnie wykończył dośrodkowanie Wszołka. W 80. minucie z boisku musiał zejść Nawrocki, ponieważ zderzył się on głową z Bartoszem Śpiączką. Zanim wszedł Charatin, Legia grała w “9” i to przyczyniło się do wyrównania Korony.  Zarandia wypatrzył niekrytego Łukowskiego, a ten huknął pod poprzeczkę i mieliśmy w Kielcach wyniki remisowy. Takim też rezultatem zakończyło się to spotkanie.

https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/1548396960964456449?s=20&t=5p5XkT7pMGqJwOnYvy5jmQ

Autorzy:

Mateusz Adamczyk

Adam Kowalewicz

Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

Zobacz więcej Minął weekend