Obserwuj nas

Legia Warszawa

Ostatni “Sen o Warszawie”, czyli pożegnanie Króla Artura [KOMENTARZ ZE STADIONU]

Coś się kończy, coś zaczyna. Po wielu latach owocnej kariery Artur Boruc zawiesza korki oraz rękawice bramkarskie na kołku. Był to wspaniały bramkarz, kontrowersyjna postać, ale przede wszystkim człowiek, któremu polska piłka zawdzięcza piękne chwile. Mecz pożegnalny nie mógł odbyć się z nikim innym, jak z Celtikiem Glasgow. Klubem, w którym Artur Boruc odnosił największe sukcesy i to wtedy cała Europa usłyszała o polskiej ścianie. Jako WE byliśmy na pożegnaniu Króla. Jak wyglądało na boisku? Jaka była atmosfera na trybunach? Serdecznie zapraszam na ostatnią podróż Króla Artura przy Łazienkowskiej.

 

Holy Goalie

Po kontrowersyjnym sezonie 2021/2022 w wykonaniu Legii Warszawa nie doczekaliśmy się pożegnania Artura Boruca na koniec sezonu. Nie było to związane z niechęcią Vukovicia do samego Artura Boruca. W tym przypadku chodziło o karę pieniężną, którą Komisja Ligi nałożyła na bramkarza Legii Warszawa po meczu z Wartą Poznań. Zarówno bramkarz, jak i klub do dziś nie uregulowali kary za incydent meczowy. Pod koniec sezonu pojawiały się głosy, jakoby Boruc miał być pożegnany w meczu poza sezonem PKO Ekstraklasy. I tak się finalnie stało, a rywalem nie mógł być kto inny, jak klub z Glasgow.

 

To właśnie w Glasgow przeżywał najpiękniejsze chwile w swojej piłkarskiej karierze. Wszyscy pamiętamy cudowne parady w meczach przeciwko Manchesterowi United w Lidze Mistrzów oraz wspaniałe występy na Euro 2008. Mecz z Austrią to chyba jeden z najpiękniejszych występów w historii międzynarodowych turniejów, jeśli chodzi o bramkarza. To dzięki tym paradom powstał słynny “pajacyk”. Interwencja, która do dziś jest wspominana przez wszystkich adeptów futbolu.  Zresztą nie bez powodu dostał przydomek w Szkocji – “Holy Goalie”. Naprawdę w pewnym momencie swojej kariery były głosy, że jest trzecim najlepszym bramkarzem na świecie. Co, jak na tamte czasy, było naprawdę dużym osiągnięciem, patrząc na fakt, że nie grał nawet w lidze z topu europejskiego. Wielu kibiców miało pretensje o organizację meczu o godzinie 18:00 w środku tygodnia. Jednak Celtic Glasgow już tego samego dnia musiał wracać do Szkocji, aby dalej przygotowywać się do walki o odzyskanie mistrzostwa Szkocji.

Remis bez kontuzji

Wiadomo, że najważniejszym elementem środowego wieczoru było godne pożegnanie Króla Artura. Jednak równie ważnym aspektem było wyjście “cało” ze sparingu z Celtikiem. Wszyscy kibice pamiętają, w jakich okolicznościach Bartosz Kapustka wykluczył się na cały poprzedni sezon. Zresztą, jak wiadomo, zawodnicy na Wyspach nie lubią odstawiać nogi przy stykowych sytuacjach. Na szczęście po 90 minutach nie wyglądało na to, aby którykolwiek zawodnik Legii Warszawa odczuwał dyskomfort po rozegranym spotkaniu.

Ku zaskoczeniu sporej ilości kibiców Kosta Runjaić w ostatnim tańcu Artura Boruca postanowił wystawić najmocniejszą możliwą jedenastkę. Wielu myślało, że niemiecki trener nieco ulgowo potraktuje piłkarzy, którzy są planowani na mecz z Zagłębiem Lubin. Nie obyło się bez kilku zmian względem meczu z Koroną Kielce. Do składu na lewą obronę wskoczył Mladenović, na lewym skrzydle za Roberta Picha pojawił się Makana Baku oraz lubiany przez kibiców Bartosz Kapustka. Najbardziej obawiałem się o zdrowie ostatniego, gdyż jego kolano nie jest jeszcze w 100% sprawne. Kapustka jeździł na indywidualne konsultacje, aby zapobiec ewentualnemu odnowieniu się urazu.

***

Legia od samego początku starała się rozgrywać piłkę od własnej bramki krótkimi podaniami po ziemi. Widać było, że Kosta Runjaić nalegał, aby wystrzegać się stosowania długich podań, których w poprzednim sezonie mogliśmy zobaczyć aż nadto. Co moim zdaniem było główną bolączką tamtej drużyny – nienależyte wykorzystywanie umiejętności technicznych zawodników ze środkowej strefy. Przy rozegraniu piłki od tyłu Slisz wchodził w strefę pomiędzy środkowych obrońców, tworząc głębię pola gry. W tym samym czasie Filip Mladenović schodził do środka pola, pokazując się do rozegrania bocznym stoperom. Tak, aby każdy z nich miał przynajmniej dwie opcje do zagrania. Podobną taktykę stosuje Pep Guardiola w Manchesterze City. U Hiszpana to zazwyczaj Cancelo oraz Zinchenko pełnili rolę bocznych obrońców, lecz przy rozegraniu piłki byli uznawani za środkowych pomocników.

Szczerze? Nie spodziewałem się, że przy takim rywalu będzie to wychodziło naprawdę dobrze. Oczywiście zdarzały się błędy natury technicznej. Jednak patrząc na to, że był to tak naprawdę mecz z najwyżej notowanym przeciwnikiem jak do tej pory, nie wyglądało to źle. Najwięcej wiatru do przerwy robił Paweł Wszołek. Jeden z ofensywnie usposobionych środkowych pomocników ściągał za sobą jednego obrońcę, dzięki czemu skrzydłowy warszawskiej Legii mógł pozwolić sobie na nieco więcej swobody. Celtic postawił na zdecydowany pressing. Przez co trudniej było realizować zadania taktyczne Kosty Runjaicia, przy rozgrywaniu piłki od tyłu.

Gościom udało się dwukrotnie pokonać bohatera środowego wieczoru. Przy pierwszej bramce Hatate świetnie złożył się do oddania strzału i Boruc po prostu nie miał szans. Dodatkowo w pierwszej połowie trzykrotnie futbolówka obijała obramowanie bramki strzeżonej przez Króla Artura. Jednak Boruc musiał skapitulować przed przerwą po raz drugi. Świetnym przyjęciem kierunkowym popisał się pomocnik gości, dzięki któremu cała akcja nabrała rozpędu. W tej sytuacji nie popisał się duet środkowych obrońców. Łapali na przysłowiowy “radar” napastnika gości, co skończyło się jedną wielką katastrofą.

***

Druga część spotkania to już wiele zmian w obydwu zespołach. Jednak to gospodarze lepiej rozpoczęli drugie 45 minut. W bramce Legii Warszawa nastąpiła zmiana i za Artura Boruca wszedł Kacper Tobiasz. Młody golkiper z Ursynowa świetnie wszedł w mecz, notując już w pierwszych sekundach asystę do Macieja Rosołka. “Rossi” świetnie powalczył ze środkowym obrońcą Celtiku Glasgow, wygrał walkę o pozycję i plasowanym strzałem zmieścił piłkę obok bramkarza. Po tej bramce Rosołek nabrał pewności siebie, był bardziej agresywny, podejmował lepsze decyzje. Widać, że potrzebował takiego skoku adrenaliny.

Poza tym ozdobą spotkania była bramka Josue, który świetnie wykorzystał miękkie dośrodkowanie Roberta Picha. Portugalczyk przyjął piłkę na klatkę, obrócił się i swoją słabszą nogą skierował piłkę do siatki. Portugalczyk po raz kolejny zaprezentował próbkę swoich umiejętności technicznych. Wspaniale ogląda się tego zawodnika na polskich boiskach. W dalszej części spotkania mogliśmy ujrzeć wielu zmienników w obu zespołach. Na boisku mogliśmy zobaczyć wielu zawodników z akademii Legii takich jak: Jakub Kisiel, Wiktor Kamiński czy Igor Strzałek. Tempo siadło, a sami zawodnicy już tak naprawdę bez większego wysiłku wyczekiwali końcowego gwizdka sędziego Pawła Raczkowskiego.

***

W przerwie meczu mogliśmy również ujrzeć konkurs rzutów karnych, w którym udział wzięli zwycięzcy licytacji charytatywnych. Wszystkie zebrane pieniądze zostały przeznaczone na Fundację Legii Warszawa, która między innymi pomaga w walce Ukrainy z państwem, którego nazwa powinna przestać istnieć. Dodatkowo mogliśmy również zobaczyć pierwsze “face to face” Arkadiusza Wrzoska z Tomkiem Sararą przed KSW73, które odbędzie się na warszawskim Torwarze. Warto dodać, że prywatnie Wrzosek jest zagorzałym kibicem Legii Warszawa i nie raz uczęszczał na mecze, dopingując swój klub.

 

To już jest koniec…

Nadeszły ostatnie minuty spotkania, Artur Boruc ostatni raz pojawił się na murawie przy ul. Łazienkowskiej 3. Sędzia Paweł Raczkowski chwilę później zakończył mecz, a Artur Boruc utonął w objęciach kolegów z zespołu. Rozpoczęło się podrzucanie Króla Artura oraz skandowanie jego nazwiska przez cały stadion. Sam zainteresowany wygłosił krótkie przemówienie na koniec swojej przepięknej kariery sportowej, w którym uronił nie jedną łzę… Choć niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto nie wzruszył się na wieść, że już nigdy nie zobaczymy słynnych “pajacyków” Boruca…

Dziękuję wszystkim, którzy przyszli tutaj tak licznie. Wiem, że mam dużą rodzinę… Koniec mazania się. Chciałbym, żebyśmy teraz zaśpiewali wszyscy razem – Gdybym jeszcze raz… – powiedział Artur Boruc na koniec swojego KINGsPARTY.

Po tych słowach cały stadion odśpiewał piosenkę, o którą prosił Król Artur. To było niesamowite przeżycie. Klimat, którego nie da się podrobić. Pomimo wakacji, środka tygodnia oraz niesprzyjającej godziny frekwencja naprawdę dopisała. Spodziewałem się o wiele gorszego wyniku, patrząc na to, ile perturbacji było po drodze w związku z tym spotkaniem. Na koniec Artur zrobił pożegnalne okrążenie, w którym zbił piątki z kibicami Legii oraz podziękował za przybycie kibicom z Glasgow.

Można mówić o kontrowersjach, jakie wywoływał Artur Boruc wokół swojej osoby. Jednak, czy piłkarza nie powinno się rozliczać z jego umiejętności oraz tego, co prezentował na boisku? Cała Polska na zawsze zapamięta jego interwencje. Niektórzy to właśnie dzięki niemu zaczęli uprawiać najpiękniejszy sport na świecie. Król obiecał kiedyś, że wróci do Legii. I co zrobił? Wrócił – zdobył mistrzostwo Polski oraz wywalczył awans do fazy grupowej Ligi Europy. Kończy się pewna epoka w warszawskim futbolu. Czy Miszta i Tobiasz są w stanie zyskać taki status, jaki ma Artur Boruc na Łazienkowskiej? To trudno przewidzieć. Jednak jedno jest pewne… To było iście królewskie pożegnanie, jak na Króla Artura przystało.

Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

Zobacz więcej Legia Warszawa